Dołączam się do niezgody pozostałych. Vader niby był okrutny w ESB, jednak jak przyjrzy się, wciąż troszczył się o syna i cząstka człowieczeństwa w nim jest. Próbuje przekonać Imperatora, by jednak dostarczyć żywego Luke'a. No i ogranicza się do ucięcia mu dłoni, a mógł zabić.
Vader po wydarzeniach ESB mógł nieco patrzeć na Luke'a i na to wszystko. Inaczej podchodził do Luke'a. Miał konflikt wewnętrzny. Może podświadomie czuć, iż źle robi, ale - ni bata - muszę służyć Imperium, poczuwam się spełniony, nie dam rady żyć jak dobry. To zbyt silniejsze ode mnie. Nie zgadzam się, iż to ta piczka z epizodów I-III. Wciąż jest groźny, obrusza się na dawne imię, a gadka pod schodami nigdy nie wyglądała dla mnie na popisywanie przed Imperatorem.
A Luke jako teleewangelista?! Serio?! Jakby nie patrzeć, Vader to jego rodzic. Nie ważne, co by ten rodzic zrobił najokropniejsze rzeczy, to jednak rodzic. Przecież rodzinie łatwiej wybaczyć. Wciąż wierzy, iż może przeciągnąć Vadera na Jasną Stronę Mocy.
Vader po wydarzeniach ESB mógł nieco patrzeć na Luke'a i na to wszystko. Inaczej podchodził do Luke'a. Miał konflikt wewnętrzny. Może podświadomie czuć, iż źle robi, ale - ni bata - muszę służyć Imperium, poczuwam się spełniony, nie dam rady żyć jak dobry. To zbyt silniejsze ode mnie. Nie zgadzam się, iż to ta piczka z epizodów I-III. Wciąż jest groźny, obrusza się na dawne imię, a gadka pod schodami nigdy nie wyglądała dla mnie na popisywanie przed Imperatorem.
A Luke jako teleewangelista?! Serio?! Jakby nie patrzeć, Vader to jego rodzic. Nie ważne, co by ten rodzic zrobił najokropniejsze rzeczy, to jednak rodzic. Przecież rodzinie łatwiej wybaczyć. Wciąż wierzy, iż może przeciągnąć Vadera na Jasną Stronę Mocy.
21-10-2015, 21:50






