Do rankingu najgorszych filmów trafi pewnie jeszcze ostatnia część "Hunger Games", ale czekam aż pojawi się w sklepiku ;) Na chwilę obecną:
1. Terminator Genishit- spodziewałem się gówna, zapowiadało się jak gówno i wyszło gówno. Jedynym plusem tego szrotu jest to, że za następny gwałt na serii będzie odpowiadał już sam Cameron ;)
2. Jupiter Ascending- Eddie Redmayne to najlepsza część tego filmu. On jest tak zły, a przy okazji niesamowicie zabawny, że może stawać w szranki z kultowymi rolami Arnolda Schwarzeneggera z "Batmana i Robina" oraz Marka Wahlberga ze "Zdarzenia". Niestety reszta filmu to nudny i komputerowy stolec.
3. Fart4stick- niech te prawa wrócą już do Marvela...
4. Insurgent- godna kontynuacja "Divergent" :)
5. Seventh Son- nie jestem pewien do którego roku zaliczyć ten film. Ale co tam, będzie nagrodzony podwójnie. Tymczasowy placeholder dla "Hunger Games" :)
Największe rozczarowania:
1. Inside Out- miał być najlepszy Pixar, poruszająca i niebanalna historia, pobudzająca wyobraźnie dzieci i dorosłych, 10/10 i serduszko na FilmWebie. Wyszło... ok... chyba... nie wiem... meh.
2. The Man from U.N.C.L.E.- to nie jest tak, że miałem jakieś kosmiczne oczekiwania wobec tej produkcji, ale generalnie lubię Ritchiego, zwiastuny były całkiem sympatyczne i nawet planowałem wypad do kina, ale brak czasu mi to uniemożliwił. Więc jak tylko film dobił do zatoki, szybciutko się za niego zabrałem... i prawie zasnąłem. Nudny i męczący w swojej formie.
3. Cop Car- wielka podjarka na forum KMF. Spoko Bacon, no ale to właściwie tyle.
4. In the Heart of the Sea- w zasadzie to mi się podobało, ale spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. Promocja sugerująca film z cyklu "animal attack", okazała się zwodnicza, a sam film cierpiał na dłużyzny i momentami niedomagał wizualnie.
5. Spotlight- powiedzmy, że obsada i medialne jaranko mocno mnie zaciekawiły. Finalnie dostałem typowy odpowiednik oscarowego "obejrzeć->zapomnieć".
Runda bonusowa:
1. Hypetrain do którego nie wskoczyłem:
Creed- Seria "Rocky" jest ok, "Creed" jest ok, Stallone też jest ok. Whatever. Ale bulwers za brak nominacji do Oscara dla M. B. Jordana i Ryana Cooglera? Poebao?
2. Miała być czołówka najgorszych z najgorszych, a wyszło całkiem sympatycznie:
Chappie- ma to problemy, ale nie mogę odmówić tej produkcji pewnego uroku i trochę mi szkoda, że tak został zgnojony.
1. Terminator Genishit- spodziewałem się gówna, zapowiadało się jak gówno i wyszło gówno. Jedynym plusem tego szrotu jest to, że za następny gwałt na serii będzie odpowiadał już sam Cameron ;)
2. Jupiter Ascending- Eddie Redmayne to najlepsza część tego filmu. On jest tak zły, a przy okazji niesamowicie zabawny, że może stawać w szranki z kultowymi rolami Arnolda Schwarzeneggera z "Batmana i Robina" oraz Marka Wahlberga ze "Zdarzenia". Niestety reszta filmu to nudny i komputerowy stolec.
3. Fart4stick- niech te prawa wrócą już do Marvela...
4. Insurgent- godna kontynuacja "Divergent" :)
5. Seventh Son- nie jestem pewien do którego roku zaliczyć ten film. Ale co tam, będzie nagrodzony podwójnie. Tymczasowy placeholder dla "Hunger Games" :)
Największe rozczarowania:
1. Inside Out- miał być najlepszy Pixar, poruszająca i niebanalna historia, pobudzająca wyobraźnie dzieci i dorosłych, 10/10 i serduszko na FilmWebie. Wyszło... ok... chyba... nie wiem... meh.
2. The Man from U.N.C.L.E.- to nie jest tak, że miałem jakieś kosmiczne oczekiwania wobec tej produkcji, ale generalnie lubię Ritchiego, zwiastuny były całkiem sympatyczne i nawet planowałem wypad do kina, ale brak czasu mi to uniemożliwił. Więc jak tylko film dobił do zatoki, szybciutko się za niego zabrałem... i prawie zasnąłem. Nudny i męczący w swojej formie.
3. Cop Car- wielka podjarka na forum KMF. Spoko Bacon, no ale to właściwie tyle.
4. In the Heart of the Sea- w zasadzie to mi się podobało, ale spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. Promocja sugerująca film z cyklu "animal attack", okazała się zwodnicza, a sam film cierpiał na dłużyzny i momentami niedomagał wizualnie.
5. Spotlight- powiedzmy, że obsada i medialne jaranko mocno mnie zaciekawiły. Finalnie dostałem typowy odpowiednik oscarowego "obejrzeć->zapomnieć".
Runda bonusowa:
1. Hypetrain do którego nie wskoczyłem:
Creed- Seria "Rocky" jest ok, "Creed" jest ok, Stallone też jest ok. Whatever. Ale bulwers za brak nominacji do Oscara dla M. B. Jordana i Ryana Cooglera? Poebao?
2. Miała być czołówka najgorszych z najgorszych, a wyszło całkiem sympatycznie:
Chappie- ma to problemy, ale nie mogę odmówić tej produkcji pewnego uroku i trochę mi szkoda, że tak został zgnojony.
28-01-2016, 22:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-01-2016, 23:14 przez Grievous.)





