Blade Runner- długo się zabierałem za ten film i obejrzałem pierwszy raz dopiero przy wydaniu "Final Cut". Wielkie rozczarowanie i w zasadzie nie dziwiłem się, że w swoim czasie został zgnojony przez krytyków- o ładny obrazek ze szczątkową fabułą. Ale męczyło mnie strasznie to, że jest to rzecz tak kultowa. Więc sięgnąłem po "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?", żeby wychwycić to czego nie ogarnąłem w filmie. Powieść cholernie mi się spodobała, ale tylko pogłębiła moją niechęć do tej produkcji. Zmarnowano świetną historię, na rzecz... sam nie wiem czego. Więc postanowiłem obejrzeć film drugi raz i podeprzeć się jeszcze dokumentem "Dangerous Days". Kupiłem dwupłytowe wydanie Blu Ray. Drugi seans okazał się znacznie lepszy, zacząłem wyłapywać rzeczy których wcześniej nie dostrzegłem i doceniać reżyserię Scotta. Dokument o powstawaniu filmu (rewelacyjny swoją drogą), jeszcze bardziej pozwolił mi spojrzeć przyjaznym okiem na całość. Później obejrzałem film po raz trzeci i czwarty... aktualnie ma już u mnie 8/10 i nie zdziwię się jak podskoczy do 9/10 przy następnym seansie. Mimo wszystko, chciałbym obejrzeć wierną adaptację powieści Dicka, chociażby w formie miniserialu od HBO.
Spider-Man 3- może nie tyle docenić, co pogodzić się. Kiedyś miał u mnie piętno jednej z najgorszych komiksowych produkcji, ale jakoś przestał mnie wkurwiać i lawiruje z oceną pomiędzy 5 a 6/10
The Fast and the Furious 1-4- to nie jest tak, że te filmy nagle stały się dobre, ale kolejne sequele fajnie zbudowały "uniwersum" na ich bazie, co zaczęło pozytywnie rzutować na ich odbiór. I tak się to powinno robić, a nie to co Fox z "X-Men".
X-Men: The Last Stand- jak wyszedł, to byłem nim cholernie rozczarowany (chociaż z nieco innych powodów niż zwykle się wymienia). Ale skrajnie negatywna reakcja fanów, przerzuciła mnie na drugą stronę barykady. Nie jest to najgorszy film serii, bo ten tytuł dzierży "X-Men Origins: Wolverine", nie jest też najbardziej zmarnowany potencjał, bo tutaj króluje "First Class", a i szczerze mówiąc, to bardziej mnie rozczarował (chociaż jest lepszym filmem) "Days of Future Past". Na tle całej serii nie wypada tak źle.
Mission Impossible II- nienawidziłem tego filmu, ale z czasem przekształcił się on w guilty pleasure. Nie wiem dlaczego, nie wnikam w to ;)
Matrix Reloaded- pierwszy seans był ciężkostrawny, ale już "Revolutions" podeszło mi bez problemu. Później kupiłem całą trylogię na DVD i "Reloaded" oglądało mi się jak zupełnie inny film. Ogólnie uważam, że sequele, pomimo swojej zbędności, okazały się bardzo udane. 8/10 dla obu, chociaż uważam, że to spokojnie mogła być jedna produkcja.
Alien Ressurection- po pierwszym seansie "ALE GÓWNO". Ale po latach, kiedy dostaliśmy już takie kwiatki jak seria AVP, oraz po zdaniu sobie sprawy, że jest to na swój sposób prekursor "Firefly", a także zaakceptowaniu tego, że ta seria kończy się na "Alien 3", a reszta to po prostu dodatki z cyklu "co by było gdyby?'... polubiłem ten film. I to nie w stylu "guilty pleasure", po prostu go lubię. Biedna kontynuacja, ale jak spojrzeć na niego osobno, to jest całkiem zabawne SF.
Na drugą szansę czeka "2001: Odyseja Kosmiczna" :)
Spider-Man 3- może nie tyle docenić, co pogodzić się. Kiedyś miał u mnie piętno jednej z najgorszych komiksowych produkcji, ale jakoś przestał mnie wkurwiać i lawiruje z oceną pomiędzy 5 a 6/10
The Fast and the Furious 1-4- to nie jest tak, że te filmy nagle stały się dobre, ale kolejne sequele fajnie zbudowały "uniwersum" na ich bazie, co zaczęło pozytywnie rzutować na ich odbiór. I tak się to powinno robić, a nie to co Fox z "X-Men".
X-Men: The Last Stand- jak wyszedł, to byłem nim cholernie rozczarowany (chociaż z nieco innych powodów niż zwykle się wymienia). Ale skrajnie negatywna reakcja fanów, przerzuciła mnie na drugą stronę barykady. Nie jest to najgorszy film serii, bo ten tytuł dzierży "X-Men Origins: Wolverine", nie jest też najbardziej zmarnowany potencjał, bo tutaj króluje "First Class", a i szczerze mówiąc, to bardziej mnie rozczarował (chociaż jest lepszym filmem) "Days of Future Past". Na tle całej serii nie wypada tak źle.
Mission Impossible II- nienawidziłem tego filmu, ale z czasem przekształcił się on w guilty pleasure. Nie wiem dlaczego, nie wnikam w to ;)
Matrix Reloaded- pierwszy seans był ciężkostrawny, ale już "Revolutions" podeszło mi bez problemu. Później kupiłem całą trylogię na DVD i "Reloaded" oglądało mi się jak zupełnie inny film. Ogólnie uważam, że sequele, pomimo swojej zbędności, okazały się bardzo udane. 8/10 dla obu, chociaż uważam, że to spokojnie mogła być jedna produkcja.
Alien Ressurection- po pierwszym seansie "ALE GÓWNO". Ale po latach, kiedy dostaliśmy już takie kwiatki jak seria AVP, oraz po zdaniu sobie sprawy, że jest to na swój sposób prekursor "Firefly", a także zaakceptowaniu tego, że ta seria kończy się na "Alien 3", a reszta to po prostu dodatki z cyklu "co by było gdyby?'... polubiłem ten film. I to nie w stylu "guilty pleasure", po prostu go lubię. Biedna kontynuacja, ale jak spojrzeć na niego osobno, to jest całkiem zabawne SF.
Na drugą szansę czeka "2001: Odyseja Kosmiczna" :)
02-02-2016, 13:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-02-2016, 13:34 przez Grievous.)





