(02-02-2016, 13:45)szopman napisał(a): Mi się zawsze niestety zdarza zjawisko odwrotne. Raczej dany film po kilkukrotnym obejrzeniu okazuje się gorszy niż zapamiętałem. Zwłaszcza filmy, które oglądałem za małolata i zapamiętałem je jako cośsuper fajnego, a oglądając je po latach okazały się bardzo przeciętne. Dlatego postanowiłem, że nie będę wracał do takich filmów.
W moim przypadku także kolejne seanse "Terminatora 3" sprawiły, że film z 6/10 spadł już do 5/10. Z każdym kolejnym rokiem ogląda się go coraz ciężej, raczej takie "guilty pleasure". Podobnie miałem z "Godfather 3" - kiedyś, kiedyś, kiedyyś uważałem, że jest rewelacyjny. Ale gdy wróciłem do filmu po 7-8 latach (w dodatku oglądałem wtedy pierwszy raz 1 i 2), film dużo stracił w moich oczach. Raczej z "świetnego" stał się tylko "dobry".
mam bardzo podobnie. jak odświeżam sobie jakiś film to w 80% przypadkach ocena mi spada. niekiedy podwyższam ocenę, ale z pamięci zdarzyło mi się to chyba tylko pięć razy. chyba jakieś dwa lata temu stwierdziłem, że moje dziewiątki i dziesiątki na filmwebie muszą być pewne i stwierdziłem, że każdy film tak oceniony obejrzę minimum dwa razy i głównie wtedy zachodziły zmiany.
taksówkarz (zmiana z 9 na 10) - pierwszy seans odbyłem jak zaczynałem się interesować kinem (gdzieś w 2006 roku) i jak wiadomo dosyć szybko odkrywa się taką postać martin scorsese nie mówiąc już o de niro. wtedy stał na jednej półce z goodfellas, kasyno czy wściekłym bykiem. dzisiaj wiem, że jest to najwybitniejszy obraz w historii kina :)
pulp fiction (z 8 na 9 i z 9 na 10) - ta sama historia co wyżej z tym, że pierwszy seans pulp fiction to był początek początków bo wiadomo, NIE JEST JAKIŚ STARY i prawie w każdej top10 się znajduje. na początku nie kumałem fenomenu w ogóle. no jest zabawnie, jest gangsterka i wesoły murzyn, tylko po co pokręcili z chronologią XD ?? z każdym seansem zyskiwał (no gdzieś do piątek jak już się wszystko wie). ale tutaj ta dziesiątka akurat w miarę szybko wskoczyła.
gladiator (z 9 na 10) - pierwszy raz oglądałem jakoś w 2001 albo w 2002. jechaliśmy na jakieś wakacje z rodzicami i leciało na dvd w autokarze. wtedy mi się podobało, ale nie miałem w ogóle pojęcia z czym mam do czynienia w ogóle. później leciało kilka razy na tvnie i jakoś fragmentarycznie się tylko oglądało. później obejrzałem pierwszy raz świadomie za namową ralphiego z rodziny soprano. postawiłem dziewiątkę, ale to była jedna ze stu pięćdziesięciu (teraz mam ich trzy razy mniej). objawienie przyszło trzy lata temu jak obejrzałem w całości film po raz trzeci. moja ostatnia przyznana dyszka.
pętla (z 8 na 9) - w tym przypadku 'po latach' jest najbardziej nadużyte bo pomiędzy pierwszym a drugim (i ostatnim póki co) seansem minęło jakieś niecałe dwa lata. ale tak jak w poprzednich przypadkach na początku był 'jednym z wielu' dzisiaj u mnie ścisły top topów
oczy szeroko zamknięte / odyseja kosmiczna (z 5 na 7) - biorę jako jeden przykład, bo historia jest całkiem podobna. w obu przypadkach nie wierzyłem po prostu, że kubrick może zrobić film, który mi się nie podoba. oczy szeroko zamknięte oglądałem dużo wcześniej i chyba wówczas najbardziej zawiodło mnie zakończenie, które dzisiaj też nie porywa, ale budowanie napięcia jest mistrzowskie w tym filmie. sama scena rozmowy kidman z cruisem po balecie zasługiwała na podwyższenie oceny. odyseja kosmiczna przy pierwszym podejściu mnie bardzo zirytowała. wiele scen mi się podobało, ale też niesamowicie dużo mnie irytowało. no i jak się wynudziłem, łojej. z wiekiem na szczęście robi się człowiek bardziej cierpliwy. to co kiedyś mnie nudziło teraz podziwiałem. mimo, że ciągle uważam te filmy za najsłabsze z jego filmografii to teraz z czystym sumieniem mogę mówić, że kubrick w życiu nie zrobił słabego filmu.
03-02-2016, 03:11





