Film jest nawet niezły - zamiast spodziewanej kopanki przyzwoity dramat, choć walka w klubie robi niesamowite wrażenie, to trzeba przyznać!, ale wszystko wali się w końcówce - chyba scenarzyści tak mocno przez cały czas starali się unikać schematów, i nawet im to się w miarę udawało, że w finale zabrakło im pomysłów i wybrali najgorsze i najbardziej sztampowe z możliwych wyjść, chrzaniąc ogólny efekt na maksa i do granic możliwości.
One day closer to death.
12-07-2005, 23:17





