(25-07-2016, 21:55)Mefisto napisał(a):(25-07-2016, 17:54)Norton napisał(a): Pierwsza zasada świata Stranger Things - odkrywasz podejrzane działania tajnej organizacji - zostajesz uśpiony, przewieziony do swojego lokum i piknie ułożony do snu. Spotykasz dziwną dziewczynkę - kończysz z dziurą wylotową w czole.
Akurat to jest bardzo łatwo obronić. Kolo z przydrożnego baru był nikim, więc łatwiej go było po prostu zabić (zwłaszcza, że była z nim 11, więc nie było czasu na pierdoły), bo raczej nikt czegoś takiego nie będzie drążył. Szeryf natomiast to, cóż... szeryf. Nie można go sobie ot tak zaciukać, zwłaszcza w środku jego śledztwa, bo to by było jak wielka jebana strzałka. A ponieważ kolo ma problem z alkoholem, to myk - sen, puste puszki po piwie i w resztę nikt by mu już nie uwierzył.
Mówimy o tym samym szeryfie, którego za drugim razem chcieli już zaciukać, pozorując przedawkowanie? :)
Ten sam szeryf, którego ostatecznie nie zaciukali, bo zawarł z blond Jokerem z Full Metal Jacket dżentelmeńską umowę? :)
Ten sam szeryf, który wraz z Winoną miał zginąć po "drugiej stronie" (Modine był pewny - nie mają szans), który tamże w ostateczności nie spotkał potwora...
... który to potwór polował aktualnie na grupkę dzieciaków, wśród których znalazła się domorosła pani-naukowiec, która z atlasem w ręku dowiedziała się o stworze więcej niż debile z Tajnej Organizacji (mam na myśli węszenie za krwią).
Ten sam potwór, który po chwilowej neutralizacji rozwala tych idiotów w szkole i zostaje "ukatrupiony" przez Deus Ex Jedenastkę (której notabene to wewnętrzne paliwo napędzające jej telekinetyczne zdolności uaktywnia się podobnie jak kamery z tajnej placówki, czyli na zawołanie scenarzystów).
No i pan od kuli w głowie, którego przezornie zastrzelili i upozorowali morderstwo, co w ostateczności okazało się zalążkiem całego śledztwa w sprawie "łysego chłopca", no bo przecież te cymbały nie pomyślały, że ktoś jeszcze był w tej restauracyjce (tutaj rzeczywiście czepiam się na siłę, bo w istocie najwygodniej było gościa wysłać do piachu. Rozchodzi się wszakże o brak konsekwencji - szeryf powinien być martwy po pierwszym wtargnięciu do "bazy", nie ma zmiłuj. No ale to napisy początkowe, więc nie mogą go ot tak odstrzelić)
O trupie z waty nie pisałem (uczynili to dwaj panowie po mnie), ale oczywiście z zarzutem się zgadzam. Bzdura do kwadratu. Podobnie jak rozgrywanie całej dalszej akcji solo przez szeryfa. Jego podwładni nie wyglądali na rekinów intelektu, ale gościu porywał się sam z motyką na zorganizowaną grupę (przestępczą?). Może wiedział, że scenarzyści zrobili z nich absolutnych tumanów, więc pójdzie jak z płatka. :)
Kurna, odnoszę wrażenie, że skrypt do Stranger Things napisał und3r. ;)
Druga sprawa - jeśli postać Joyce popycha akcję do przodu, to tylko w takim sensie, że swoim pozornym oszołomstwem i banialukami uświadamia w pewnym momencie szeryfowi i synowi, że coś jest na rzeczy (młody zestawia jej pieprzenie o potworze bez twarzy z tym czymś, co widziała Nancy w lesie, a szeryf... Cholera, zapomniałem. Chyba chodziło o "to nie jest mój syn" i późniejsze podchody z odesłaniem tamtejszego koronera).
Zdaję se sprawę, że może to rzeczywiście czepialstwo i trudno oczekiwać radykalnych kroków po kobicie, która straciła syna. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że będzie się motać po domu i rozwieszać lampki niżli jeździć na bicyklu z kompasem w dłoni i szukać innych światów. :) Problem w tym, że to taka kobieca wersja Michaela "THEY TOOK MY SON!" z Lost.
(25-07-2016, 18:31)Mierzwiak napisał(a):(25-07-2016, 17:54)Norton napisał(a): Dramat rodzinny + przygoda dla dzieci + konspiracja/badania. Dla mnie ten wachlarz gatunkowy nie działa.Spoko, tylko jeśli serial za punkt wyjścia obrał sobie tajemnicze zniknięcie chłopca, wątek rodzinny, czy też dramat, siłą rzeczy musiał się pojawić
Do tego odniosłem się niejako wcześniej:
Cytat:Jeśli trzeba już było wepchnąć emocjonalne akcenty na zasadzie przeciwwagi do chłopczyków ratujących świat na rowerkach, to szkoda, że nie zrobiono tego z większym wyczuciem.
EDIT:
Ogólnie rzecz biorąc to nie oczekuję po bajce realizmu rodem z The Wire. Oczekuję jako-takiej wewnętrznej (czyli dla świata przedstawionego w ST) logiki. Czytałem trochę Kinga (na którym pono wzorują się twórcy), piszącego o odrażającym clownie, samochodzie samoczynnie przejeżdzającym ludzi i mężu goniącym żonę z młotkiem do roque'a po wcześniejszych bliskich kontaktach z kobitą, która postarzała się w ciągu pół minuty, i nigdy, przenigdy, nie czułem niesmaku, który podczas seansu Stranger Things towarzyszył mi w zasadzie cały czas.
27-07-2016, 00:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-07-2016, 00:35 przez Norton.)





