Odpowiem se na post sprzed lat, bo kto mi zabroni?
Użyłbym tej funkcji cytowania, ale po kilku próbach doszedłem do wniosku, że nie umim, więc zrobię to bardziej toporną metodą.
Otóż Juby napisał parę stron wcześniej takie zdanie:
Mała syrenka (1989) - Możecie mówić, że to jakieś zboczenie z dzieciństwa, i że jest to film wyłącznie dla dziewczyn.
Powiedział kto i kiedy? I najważniejsze - dlaczego?
Poważnie mnie to zastanawia. "Mała syrenka" miałaby być filmem wyłącznie dla dziewczyn, bo...? Bo główna bohaterka jest płci żeńskiej? To w takim razie dziewczyńskimi filmami są też "Obcy" i "Długi pocałunek na dobranoc". Bo o miłości? A czy uczucia naprawdę dotyczą tylko płci pięknej?
E tam, gadanie. "Mała syrenka" wymiata i nigdy o tym nie myślałem, jako o dziewczyńskim filmie (był zawsze jednym z moich trzech ulubionych dzieł Disneya, obok "Aladyna" i "Herkulesa", tych samych reżyserów zresztą). Ale ja w sumie nigdy się nie przejmowałem takimi rzeczami. Swego czasu się gadało, że podobno chłopcy nie chcą chodzić na filmy Disneya o dziewczynach (stąd była ponoć zmiana tytułu z "Roszpunki" na "Zaplątanych", żeby im oczy zamydlić). Ale ja w dzieciństwie naprawdę z równym zapałem gnałem do kina na "Herkulesa" czy "Tarzana", jak i na "Mulan" i "Anastazję" (wiem, to nie Disney, ale chodzi mi o samą zasadę). A w TV z równym zaangażowaniem oglądałem "Batmana" czy "Wojownicze żółwie ninja", jak i "Czarodziejkę z Księżyca". I nie, nie jest mi głupio. Wcale. A wy przejmowaliście się takimi rzeczami? Czuliście jakąś - nie wiem - siarę, żeby pójść np. na "Pocahontas"?
Inna sprawa - kto w ogóle ustala, co jest dla kogo? Jakoś tak się chyba w świadomości społecznej ustaliło, że jak w roli głównej mamy babę, to i film jest dla bab (a jak w roli głównej jest chłop, to film jest dla wszystkich). Na podobnej zasadzie, jeśli film czy książka opowiada o nastolatku/nastolatce, z miejsca - bez względu na tematykę i samą treść - ląduje w worze z napisem "Dla młodzieży". Przykra sprawa.
A właśnie, skoro już o "Mulan" wspomniałem... Dla kogo to jest? Dla dziewczyn, bo o dziewczynie? Czy dla chłopaków, bo o wojnie i żołnierzach? A może po prostu dla wszystkich, którzy lubią dobre filmy? Bo ja do kina podchodzę właśnie w taki sposób.
A tak właściwie, to wszedłem w ten wątek, żeby dorzucić swoje trzy grosze na temat disnejowskich sequeli, a zamiast tego napisałem całkiem o czymś innym. Teraz już nie mam tyle czasu, ale co się odwlecze to nie uciecze. Strzeżcie się więc, bo I'll be back i w ogóle!
Użyłbym tej funkcji cytowania, ale po kilku próbach doszedłem do wniosku, że nie umim, więc zrobię to bardziej toporną metodą.
Otóż Juby napisał parę stron wcześniej takie zdanie:
Mała syrenka (1989) - Możecie mówić, że to jakieś zboczenie z dzieciństwa, i że jest to film wyłącznie dla dziewczyn.
Powiedział kto i kiedy? I najważniejsze - dlaczego?
Poważnie mnie to zastanawia. "Mała syrenka" miałaby być filmem wyłącznie dla dziewczyn, bo...? Bo główna bohaterka jest płci żeńskiej? To w takim razie dziewczyńskimi filmami są też "Obcy" i "Długi pocałunek na dobranoc". Bo o miłości? A czy uczucia naprawdę dotyczą tylko płci pięknej?
E tam, gadanie. "Mała syrenka" wymiata i nigdy o tym nie myślałem, jako o dziewczyńskim filmie (był zawsze jednym z moich trzech ulubionych dzieł Disneya, obok "Aladyna" i "Herkulesa", tych samych reżyserów zresztą). Ale ja w sumie nigdy się nie przejmowałem takimi rzeczami. Swego czasu się gadało, że podobno chłopcy nie chcą chodzić na filmy Disneya o dziewczynach (stąd była ponoć zmiana tytułu z "Roszpunki" na "Zaplątanych", żeby im oczy zamydlić). Ale ja w dzieciństwie naprawdę z równym zapałem gnałem do kina na "Herkulesa" czy "Tarzana", jak i na "Mulan" i "Anastazję" (wiem, to nie Disney, ale chodzi mi o samą zasadę). A w TV z równym zaangażowaniem oglądałem "Batmana" czy "Wojownicze żółwie ninja", jak i "Czarodziejkę z Księżyca". I nie, nie jest mi głupio. Wcale. A wy przejmowaliście się takimi rzeczami? Czuliście jakąś - nie wiem - siarę, żeby pójść np. na "Pocahontas"?
Inna sprawa - kto w ogóle ustala, co jest dla kogo? Jakoś tak się chyba w świadomości społecznej ustaliło, że jak w roli głównej mamy babę, to i film jest dla bab (a jak w roli głównej jest chłop, to film jest dla wszystkich). Na podobnej zasadzie, jeśli film czy książka opowiada o nastolatku/nastolatce, z miejsca - bez względu na tematykę i samą treść - ląduje w worze z napisem "Dla młodzieży". Przykra sprawa.
A właśnie, skoro już o "Mulan" wspomniałem... Dla kogo to jest? Dla dziewczyn, bo o dziewczynie? Czy dla chłopaków, bo o wojnie i żołnierzach? A może po prostu dla wszystkich, którzy lubią dobre filmy? Bo ja do kina podchodzę właśnie w taki sposób.
A tak właściwie, to wszedłem w ten wątek, żeby dorzucić swoje trzy grosze na temat disnejowskich sequeli, a zamiast tego napisałem całkiem o czymś innym. Teraz już nie mam tyle czasu, ale co się odwlecze to nie uciecze. Strzeżcie się więc, bo I'll be back i w ogóle!
14-09-2016, 09:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-09-2016, 09:35 przez al_jarid.)





