Rzeczywiście no, rozpiska na nadchodzący rok wygląda mega słabo. I to nie jest jakaś nowość, ale kolejny już słaby filmowy rok z rzędu.
W tym roku na pewno idę jeszcze na "Moanę" (czy też "Vaianę") - nie wiem o czym, ani nie oglądałem zwiastunów, bo na Muskera i Clementsa po prostu czuję się w obowiązku iść w ciemno (w końcu nakręcili "Małą syrenkę", "Aladyna", "Herkulesa" i "Planetę skarbów", czyli cały mój TOP 4 filmów animowanych). Rozważam też wypad na "Kubo i dwie struny" oraz "Rogue one" od mistrza Garetha "Nie pokażę wam nic ciekawego" Edwardsa.
A przyszły rok? U mnie pewniaki:
- Strażnicy Galaktyki 2 - wierzę, że będzie równie spoko jak część pierwsza. Takie mam zaufanie, że nie czytam żadnych informacji związanych z tym filmem, a i żadnych zwiastunów tez nie mam zamiaru oglądać. Po prostu idę w ciemno.
- Transformers 5 - głupie to będzie, wiadomo, ale czwórka - wbrew temu, że jest powszechnie uważana za najgorszą część serii - nawet całkiem nieźle mnie rozerwała. Efekciarskie akcje, dobre do oglądania na wielkim ekranie, są obecne w każdej części, ale w czwórce sceny akcji były najlepiej rozmieszczone (a nie tak jak zwykle, że przez 3/4 filmu nic się nie dzieje, a potem jest niekończąca się napieprzanka), a i brak żenującego humoru na plus. To i na piątkę się przejdę, a co tam!
- Piraci z Karaibów 5 - też idę w ciemno, bez oglądania zwiastunów, czytania streszczeń, recenzji i czego tam jeszcze, bo na każdej części "Piratów" bawiłem się WYSTARCZAJĄCO dobrze, by nie żałować wypadu do kina. Zresztą myślę (obym się nie mylił), że Disney będzie chciał się zrehabilitować po czwartej części, nie cieszącej się zbyt dobrą opinią
- Gigantic - animowany musical Disneya oparty na bajce o Jasiu i łodydze fasoli. Ta tematyka mnie wprawdzie odstręcza, bo widziałem to na dużym ekranie już dwa razy ("Kot w butach" - słabe, "Jack, pogromca olbrzymów" - naprawdę fajne), a ileż można? Ale że reżyseruje gość od "Zaplątanych", no i sądząc po tytule, to kolejna rzecz w stylu właśnie "Tangled" czy "Frozen" (które to oba filmy naprawdę lubię), to się przejdę. W końcu nawet z ogranej do bólu historii można wycisnąć coś wartego uwagi.
No i tyle w sumie. A tak z innych względnie interesujących premier:
- Wolverine 3 - obaczymy, jakie będą opinie
- Mroczna wieża - w ten film nie mam wiary, ale obaczymy, jakie będą opinie
- Kong: Skull Island - do wersji Jacksona nie podskoczy, ale jeśli w necie będą pisali, że jest dużo spoko potworów (i że je pokazują, nie jak w "Godzilli"), to pójdę
- Power Rangers - nie znosiłem rendżersów nawet za dzieciaka, ale plakaty do tego nowego filmu są fajne (te z mechami), więc kto wie?
- Król Arthur w wersji Guya Ritchiego - to może być fajne jak pierwszy Holmes, albo do bani jak... wszystko inne, co Ritchie nakręcił (włącznie z drugim Holmesem). Zwiastun taki se, więc na spokojnie poczekam na opinie
- Ghost in the Shell - to będzie słabe, ale chciałbym, żeby było dobre, bo mało jest ostatnio filmów w takich klimatach. No ale nadziei sobie dużych nie robię.
- Valerian i miasto tysiąca planet - takie klimaty zawsze mnie interesują. Z jednej strony nadzieje jakieś są (bo Luc Besson), ale z drugiej obawy są większe (bo Luc Besson). Obsada też nie zachęca - ło matko, kto te mordy dobierał? Enczantres z "Suicide squad" pewnie znowu da popis, że hej.
- Alien: Covenant - pójdę wyłącznie, jeśli wszyscy będą zgodnie pisać, że to milion czterysta tysięcy razy lepsze od "Prometeusza"
- Gwiezdne wojny 8 - a tu poczekam, aż pojawią się opinie osób, które zawiódł epizod siódmy (tak jak mnie). Jeżeli stwierdzą, że jest duża poprawa, to może się na to przejdę. W innym wypadku będę omijał kino szerokim łukiem.
W tym roku na pewno idę jeszcze na "Moanę" (czy też "Vaianę") - nie wiem o czym, ani nie oglądałem zwiastunów, bo na Muskera i Clementsa po prostu czuję się w obowiązku iść w ciemno (w końcu nakręcili "Małą syrenkę", "Aladyna", "Herkulesa" i "Planetę skarbów", czyli cały mój TOP 4 filmów animowanych). Rozważam też wypad na "Kubo i dwie struny" oraz "Rogue one" od mistrza Garetha "Nie pokażę wam nic ciekawego" Edwardsa.
A przyszły rok? U mnie pewniaki:
- Strażnicy Galaktyki 2 - wierzę, że będzie równie spoko jak część pierwsza. Takie mam zaufanie, że nie czytam żadnych informacji związanych z tym filmem, a i żadnych zwiastunów tez nie mam zamiaru oglądać. Po prostu idę w ciemno.
- Transformers 5 - głupie to będzie, wiadomo, ale czwórka - wbrew temu, że jest powszechnie uważana za najgorszą część serii - nawet całkiem nieźle mnie rozerwała. Efekciarskie akcje, dobre do oglądania na wielkim ekranie, są obecne w każdej części, ale w czwórce sceny akcji były najlepiej rozmieszczone (a nie tak jak zwykle, że przez 3/4 filmu nic się nie dzieje, a potem jest niekończąca się napieprzanka), a i brak żenującego humoru na plus. To i na piątkę się przejdę, a co tam!
- Piraci z Karaibów 5 - też idę w ciemno, bez oglądania zwiastunów, czytania streszczeń, recenzji i czego tam jeszcze, bo na każdej części "Piratów" bawiłem się WYSTARCZAJĄCO dobrze, by nie żałować wypadu do kina. Zresztą myślę (obym się nie mylił), że Disney będzie chciał się zrehabilitować po czwartej części, nie cieszącej się zbyt dobrą opinią
- Gigantic - animowany musical Disneya oparty na bajce o Jasiu i łodydze fasoli. Ta tematyka mnie wprawdzie odstręcza, bo widziałem to na dużym ekranie już dwa razy ("Kot w butach" - słabe, "Jack, pogromca olbrzymów" - naprawdę fajne), a ileż można? Ale że reżyseruje gość od "Zaplątanych", no i sądząc po tytule, to kolejna rzecz w stylu właśnie "Tangled" czy "Frozen" (które to oba filmy naprawdę lubię), to się przejdę. W końcu nawet z ogranej do bólu historii można wycisnąć coś wartego uwagi.
No i tyle w sumie. A tak z innych względnie interesujących premier:
- Wolverine 3 - obaczymy, jakie będą opinie
- Mroczna wieża - w ten film nie mam wiary, ale obaczymy, jakie będą opinie
- Kong: Skull Island - do wersji Jacksona nie podskoczy, ale jeśli w necie będą pisali, że jest dużo spoko potworów (i że je pokazują, nie jak w "Godzilli"), to pójdę
- Power Rangers - nie znosiłem rendżersów nawet za dzieciaka, ale plakaty do tego nowego filmu są fajne (te z mechami), więc kto wie?
- Król Arthur w wersji Guya Ritchiego - to może być fajne jak pierwszy Holmes, albo do bani jak... wszystko inne, co Ritchie nakręcił (włącznie z drugim Holmesem). Zwiastun taki se, więc na spokojnie poczekam na opinie
- Ghost in the Shell - to będzie słabe, ale chciałbym, żeby było dobre, bo mało jest ostatnio filmów w takich klimatach. No ale nadziei sobie dużych nie robię.
- Valerian i miasto tysiąca planet - takie klimaty zawsze mnie interesują. Z jednej strony nadzieje jakieś są (bo Luc Besson), ale z drugiej obawy są większe (bo Luc Besson). Obsada też nie zachęca - ło matko, kto te mordy dobierał? Enczantres z "Suicide squad" pewnie znowu da popis, że hej.
- Alien: Covenant - pójdę wyłącznie, jeśli wszyscy będą zgodnie pisać, że to milion czterysta tysięcy razy lepsze od "Prometeusza"
- Gwiezdne wojny 8 - a tu poczekam, aż pojawią się opinie osób, które zawiódł epizod siódmy (tak jak mnie). Jeżeli stwierdzą, że jest duża poprawa, to może się na to przejdę. W innym wypadku będę omijał kino szerokim łukiem.
23-09-2016, 14:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-09-2016, 14:17 przez al_jarid.)





