Też co roku oglądałem Oscary, w tym roku się wyłamałem i czytając komentarze stwierdzam, że to był jednak dobry pomysł.
Cieszy mnie nagroda reżyserska dla Chazelle'a, kibicuję gościowi od czasu "Whiplash" i myślę, że w tym wypadku sama reżyseria wyniosła tą banalną, pustawą historyjkę o parę poprzeczek wyżej.
Porażająca jest głupota Farhadiego, który ciśnie po USA samemu będąc z IRANU. Oczywiście w swoim liście traktuje to na równi z holocaustem, no spoko.
Początek i te oklaski dla Meryl Streep, za to, że skłamała na temat Trumpa (płaczliwie mówiła, że naśmiewał się z niepełnosprawnego - zdebunkowane w linku poniżej), a ten ośmielił się jej napisać uszczypliwego tweeta. Cała sala wstaje i z zachwytem i łzami w oczach bije wielkie brawo. Historia godna tysiąca pomników dla Meryl.
![[Obrazek: raw]](https://media.tenor.co/images/19ef9a8760b08f67d016a7789ae75d07/raw)
"Moonlight" nie widziałem, teraz będę musiał nadrobić. Konkurencję miał słabą, "La La Land" to film bardzo ładny ale mimo wszystko w porównaniu z chociażby "Deszczową Piosenką" znacznie bardziej wyblakły, sterylny, z mniej pamiętną muzyką i prostym jak budowa cepa scenariuszem.
Niemniej - czarni (13% społeczeństwa USA), wygrywają statuetkę za najlepszy film, najlepszy scenariusz, najlepsze role drugoplanowe męską i żeńską, film dokumentalny o murzynie nakręcony przez murzyna... praktycznie zdominowali całą galę. Po ciągłym płakaniu o społecznej niesprawiedliwości i braku proporcji, mamy proporcję w drugą stronę, niezły bias.
Na propsie statuetka dla Casey Afflecka, dla Zootopii no i oczywiście dla Mela Gibsona (niby nie bezpośrednio dla niego, ale jednak jego film zdobył dwa Oscary - hell yeah!).
Cieszy mnie nagroda reżyserska dla Chazelle'a, kibicuję gościowi od czasu "Whiplash" i myślę, że w tym wypadku sama reżyseria wyniosła tą banalną, pustawą historyjkę o parę poprzeczek wyżej.
Porażająca jest głupota Farhadiego, który ciśnie po USA samemu będąc z IRANU. Oczywiście w swoim liście traktuje to na równi z holocaustem, no spoko.
Początek i te oklaski dla Meryl Streep, za to, że skłamała na temat Trumpa (płaczliwie mówiła, że naśmiewał się z niepełnosprawnego - zdebunkowane w linku poniżej), a ten ośmielił się jej napisać uszczypliwego tweeta. Cała sala wstaje i z zachwytem i łzami w oczach bije wielkie brawo. Historia godna tysiąca pomników dla Meryl.
"Moonlight" nie widziałem, teraz będę musiał nadrobić. Konkurencję miał słabą, "La La Land" to film bardzo ładny ale mimo wszystko w porównaniu z chociażby "Deszczową Piosenką" znacznie bardziej wyblakły, sterylny, z mniej pamiętną muzyką i prostym jak budowa cepa scenariuszem.
Niemniej - czarni (13% społeczeństwa USA), wygrywają statuetkę za najlepszy film, najlepszy scenariusz, najlepsze role drugoplanowe męską i żeńską, film dokumentalny o murzynie nakręcony przez murzyna... praktycznie zdominowali całą galę. Po ciągłym płakaniu o społecznej niesprawiedliwości i braku proporcji, mamy proporcję w drugą stronę, niezły bias.
Na propsie statuetka dla Casey Afflecka, dla Zootopii no i oczywiście dla Mela Gibsona (niby nie bezpośrednio dla niego, ale jednak jego film zdobył dwa Oscary - hell yeah!).
27-02-2017, 14:04
Spoiler




