Ja zaraz siadam do "Moonlight" i nie omieszkam skomentować. :D
Dodam jeszcze coś apropo #OscarsSoWhite:
2014 - Oscar za rolę drugoplanową dla Lupity Nyongo, za scenariusz dla Johna Ridley, za najlepszy film dla "Zniewolonego" plus nominacja dla Barkhada Abdi i Chiwetela Ejiofora za rolę drugo i pierwszoplanową. Za reżyserię wygrywa Meksykańczyk Cuaron.
2015 - nominacja dla "Selmy" (film o Martinie Lutherze Kingu), Oscar dla Johna Legend za piosenkę, nominacja dla A. Sissako za "Timbuktu"... wydaje się mało, ale przecież tamten rok zdominował MEKSYKAŃCZYK Innaritu ze statuetką za film, reżyserię i scenariusz w "Birdman".
Powyżej zawarłem tylko społeczność czarną i meksykańską, pomijając azjatów i resztę latynosów.
Dużo ludzi jednak uwierzyło w tą "zła, białą supremację" Hollywood i było gotowych bojkotować Oscary w imieniu czarnej społeczności, oczywiście zapominając, że kolor skóry nie dzieli się tylko na czarny i biały. I teraz: gdyby faktycznie w Hollywood był rasizm i dyskryminacja, utrudniająca czarnym karierę aktorską, to sam byłbym całym sercem przeciwko. Jednak jeśli tak naprawdę sytuacja jest zdrowa, a dominacja danego koloru skóry zależy tylko od roku - to taka walka z wiatrakami jest irytująca. Szczególnie, że większość ludzi nie sprawdza faktów, tylko od razu leci z lancą albo dlatego, że łatwo się unoszą, albo boją się sami zostać posądzeni o rasizm. Jakby nie patrzeć sławnych czarnych aktorów, scenarzystów/reżyserów i muzyków nie brakuje. A Oscary tylko by ucierpiały, gdyby na siłę forsowano statuetki ze względów politycznych, zamiast artystycznych (a mnie akurat interesuje tylko ten drugi).
Dodam jeszcze coś apropo #OscarsSoWhite:
2014 - Oscar za rolę drugoplanową dla Lupity Nyongo, za scenariusz dla Johna Ridley, za najlepszy film dla "Zniewolonego" plus nominacja dla Barkhada Abdi i Chiwetela Ejiofora za rolę drugo i pierwszoplanową. Za reżyserię wygrywa Meksykańczyk Cuaron.
2015 - nominacja dla "Selmy" (film o Martinie Lutherze Kingu), Oscar dla Johna Legend za piosenkę, nominacja dla A. Sissako za "Timbuktu"... wydaje się mało, ale przecież tamten rok zdominował MEKSYKAŃCZYK Innaritu ze statuetką za film, reżyserię i scenariusz w "Birdman".
Powyżej zawarłem tylko społeczność czarną i meksykańską, pomijając azjatów i resztę latynosów.
Dużo ludzi jednak uwierzyło w tą "zła, białą supremację" Hollywood i było gotowych bojkotować Oscary w imieniu czarnej społeczności, oczywiście zapominając, że kolor skóry nie dzieli się tylko na czarny i biały. I teraz: gdyby faktycznie w Hollywood był rasizm i dyskryminacja, utrudniająca czarnym karierę aktorską, to sam byłbym całym sercem przeciwko. Jednak jeśli tak naprawdę sytuacja jest zdrowa, a dominacja danego koloru skóry zależy tylko od roku - to taka walka z wiatrakami jest irytująca. Szczególnie, że większość ludzi nie sprawdza faktów, tylko od razu leci z lancą albo dlatego, że łatwo się unoszą, albo boją się sami zostać posądzeni o rasizm. Jakby nie patrzeć sławnych czarnych aktorów, scenarzystów/reżyserów i muzyków nie brakuje. A Oscary tylko by ucierpiały, gdyby na siłę forsowano statuetki ze względów politycznych, zamiast artystycznych (a mnie akurat interesuje tylko ten drugi).
27-02-2017, 16:21





