Tylko, że teza Szamana, to jest tutaj troche z dupy, bo jedno obejrzeć film i uważać go za przereklamowany (ja zresztą osobiście powątpiewam czy Moonlight mi sie spodoba), a co innego nie obejrzeć go, a następnie zjechać i zadeklarować ostentacyjnie, że się już go nie zobaczy, czy wręcz kijem nie tknie, bo na 100% musi być do dupy, i w ogóle, coś tam, coś tam geje, coś tam coś tam oscars so black.
Zgadzam się z Desem, że "kiedyś tak nie było". To forum zawsze ceniłem jako zdroworozsądkowy wentyl bezpieczeństwa i oazę logiki stojącą samotnie pośród morza irracjonalnego, politpoprawnego fałszu zalewającego większość miejsc internetowego dyskursu o kulturze. Ale chyba sprawdza się zasada, że jak zamknięta grupa ludzi brandzluje się nieustannie jakąś narracją, nie ważne czy będzie to liberalne pierdololo o świecie uciemiężonym przez białych, czy postawa męczenników za wolność słowa, którzy wszędzie doszukują się ataków na nią, to prędzej czy pózniej zacznie od tego śmierdzieć.
I tak mamy wątek Oscarowy, który przez całą noc brandzluje się tekstami o czarnuchach, a poszlak narracji #OscarsSoBlack doszukuje się we wszystkim, niczym babcie dewotki szukające Jezusa w toście. A wygraną filmu wielu z nich komentuje jakże wspaniałą, błyskotliwą analizą, że "Nie widzieli, ale na bank do dupy. A do tego jak o gejach i to jeszcze czarnych, to musi być wymuszony i nazbyt polityczny. No ale nie, nie widziałem".
I jakby co piszę to jako ktoś kto zgadza się, że cała gala jest nazbyt polityczna, a włodarze imprezy pewnie swiadomie probowali nie dopuścić do powtórki afery z zeszłego roku. I choc sam jeszcze nie widzialem Moonlight, to po tym co słyszalem o filmie (w tym takze pozytywów), rowniez zgaduje (nie deklaruje), ze wygrana pewnie była na wyrost. Ale kurcze, można to chyba argumentować, bez brzmienia jak oszołom.
A później jest płacz i szydera w wątku światopoglądowym, że to lewacy i liberałowie nie potrafią oddzielić polityki od filmów.
Zgadzam się z Desem, że "kiedyś tak nie było". To forum zawsze ceniłem jako zdroworozsądkowy wentyl bezpieczeństwa i oazę logiki stojącą samotnie pośród morza irracjonalnego, politpoprawnego fałszu zalewającego większość miejsc internetowego dyskursu o kulturze. Ale chyba sprawdza się zasada, że jak zamknięta grupa ludzi brandzluje się nieustannie jakąś narracją, nie ważne czy będzie to liberalne pierdololo o świecie uciemiężonym przez białych, czy postawa męczenników za wolność słowa, którzy wszędzie doszukują się ataków na nią, to prędzej czy pózniej zacznie od tego śmierdzieć.
I tak mamy wątek Oscarowy, który przez całą noc brandzluje się tekstami o czarnuchach, a poszlak narracji #OscarsSoBlack doszukuje się we wszystkim, niczym babcie dewotki szukające Jezusa w toście. A wygraną filmu wielu z nich komentuje jakże wspaniałą, błyskotliwą analizą, że "Nie widzieli, ale na bank do dupy. A do tego jak o gejach i to jeszcze czarnych, to musi być wymuszony i nazbyt polityczny. No ale nie, nie widziałem".
I jakby co piszę to jako ktoś kto zgadza się, że cała gala jest nazbyt polityczna, a włodarze imprezy pewnie swiadomie probowali nie dopuścić do powtórki afery z zeszłego roku. I choc sam jeszcze nie widzialem Moonlight, to po tym co słyszalem o filmie (w tym takze pozytywów), rowniez zgaduje (nie deklaruje), ze wygrana pewnie była na wyrost. Ale kurcze, można to chyba argumentować, bez brzmienia jak oszołom.
A później jest płacz i szydera w wątku światopoglądowym, że to lewacy i liberałowie nie potrafią oddzielić polityki od filmów.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
27-02-2017, 16:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-02-2017, 17:02 przez Proteus.)





