(04-08-2017, 04:24)Gieferg napisał(a): Niby skąd te wnioski? Dokładnie wiem co krytykuję, bo próbowali mnie w to gówno wciągnąć :)
Widziałem DB-Z (chyba na RTL-7) mniej więcej od walki z gościem, którego nazywali po polsku Komórczakiem prawie do końca serii (choć pewnie ominąłem trochę odcinków) gdzie napierdalali się z jakimś baby-facem, a główny hero latał z aureolą, ale nie zdzierżyłem (nie kojarzę zakończenia). Walki w której gość zbiera moc przez cały odcinek (którego połowę stanowią flashbacki), pojedynki trwające po 10 odcinków, kolejni coraz to silniejsi przeciwnicy, do których pokonania potrzebny jest kolejny uber-wyjebany-poziom (ciekawe co by było, jakby któryś z tych silniejszych zjawił się wcześniej :P). No i oczywiście "Szatan Serduszko" <LOLz>. A ile się w międzyczasie nasłuchałem o tym, co mnie ominęło, jakichś Frezerach czy uj wie kim jeszcze... Czułem się jak na przerwie w podstawówce.
Never again.
No to samo ;D Niektóre sceny, jak w Modzie na sukces. Rozpoczynają gadkę (w przypadku DB naparzankę), która kończy się pięć odcinków później. Dejta spokój. Nieoglądalne gówno.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
04-08-2017, 09:00





