Dopiero teraz nadrobiłem pierwszy sezon i od razu po finalnym odcinku odpaliłem pierwszy epek drugiego.
KOCHAM TEN SERIAL!
Nie będę się rozpisywał o zaletach, bo po prostu ich nie zliczę. Cholera jasna, każda piosenka tutaj to już jedna zaleta. Na szybko. POSTACI! Od kiedy ja znam tych wszystkich ludzi...od poniedziałku, gdy zacząłem oglądać? Sympatię, miłość, uczucia do tych charakterów dostałem tak szybko, że czuję się jakbym już rok temu, albo i nawet wcześniej obejrzał ich losy. Chłopaki są ogólnie świetni. Hopper z bardzo dobrego w pierwszym sezonie zmienił się w świetnego w drugim. Winona Ryder, klasa. Najpierw nie lubiłem Steve'a, teraz gość wymiata, mimo że dostał bułę od 80's Zaca Efrona (liczę, że gość wróci, dobrze się patrzyło na tego psychola). Eleven... KOCHAM, a teraz po drugim sezonie kocham tę postać jeszcze bardziej.
Teraz minusy, ale to są czysto subiektywne minusy:
- Jonathan, gość jest spoko, ale robią z niego trochę zbyt wielką piczkę. Ojciec chodził z nim na polowania, ale to Nancy bierze gnata? Pięknie z nim wyglądała, ale nadal...
- Lucas w pierwszym sezonie jest kompletnie niesympatyczny aż do przybicia graby z Mikiem. Rozumiem, że Nastka mogła mu przeszkadzać, ale nie aż tak, żeby co chwila krzyczeć jej w twarz, że jest dziwadłem.
- Dustin w drugim sezonie to idiota. Po tym co zobaczył serio zabiera takie coś na chatę? I jeszcze tego broni? Ale i tak go lubię.
- Ruda Max. W odcinku "Mad Max" myślałem, że odegra tu jakąś spoko rolę, i że będzie takim cool dodatkiem do załogi, ale potem była tylko kulą u nogi. Cieszyłem się jak El ją wywaliła.
I tyle, nic więcej, nada, null, ten serial jest idealny.
Brawa dla twórców. Snyder i Whedon niech się uczą jak kręcić piękne ujęcia w full formacie. Kurdę, dopiero co skończyłem i już tęsknię za tymi postaciami. Jest tu tyle świetnych scen, tyle świetnych motywów, ale koniec drugiego odcinka z piosenką z Pogromców Duchów rozłożył mnie na łopatki! Za to jeśli chodzi o takie mocniejsze emocje... "Żegnaj Mike" w pierwszym sezonie i cała potańcówka w drugim wywołały szklane oczy. Będę wracał do tej historii. A i zapomniałbym jeszcze jak świetna jest czołówka. Sean Astin też super, myślałem, że może być trochę irytujący, ale myliłem się.
A teraz... :)
KOCHAM TEN SERIAL!
Nie będę się rozpisywał o zaletach, bo po prostu ich nie zliczę. Cholera jasna, każda piosenka tutaj to już jedna zaleta. Na szybko. POSTACI! Od kiedy ja znam tych wszystkich ludzi...od poniedziałku, gdy zacząłem oglądać? Sympatię, miłość, uczucia do tych charakterów dostałem tak szybko, że czuję się jakbym już rok temu, albo i nawet wcześniej obejrzał ich losy. Chłopaki są ogólnie świetni. Hopper z bardzo dobrego w pierwszym sezonie zmienił się w świetnego w drugim. Winona Ryder, klasa. Najpierw nie lubiłem Steve'a, teraz gość wymiata, mimo że dostał bułę od 80's Zaca Efrona (liczę, że gość wróci, dobrze się patrzyło na tego psychola). Eleven... KOCHAM, a teraz po drugim sezonie kocham tę postać jeszcze bardziej.
Teraz minusy, ale to są czysto subiektywne minusy:
- Jonathan, gość jest spoko, ale robią z niego trochę zbyt wielką piczkę. Ojciec chodził z nim na polowania, ale to Nancy bierze gnata? Pięknie z nim wyglądała, ale nadal...
- Lucas w pierwszym sezonie jest kompletnie niesympatyczny aż do przybicia graby z Mikiem. Rozumiem, że Nastka mogła mu przeszkadzać, ale nie aż tak, żeby co chwila krzyczeć jej w twarz, że jest dziwadłem.
- Dustin w drugim sezonie to idiota. Po tym co zobaczył serio zabiera takie coś na chatę? I jeszcze tego broni? Ale i tak go lubię.
- Ruda Max. W odcinku "Mad Max" myślałem, że odegra tu jakąś spoko rolę, i że będzie takim cool dodatkiem do załogi, ale potem była tylko kulą u nogi. Cieszyłem się jak El ją wywaliła.
I tyle, nic więcej, nada, null, ten serial jest idealny.
Brawa dla twórców. Snyder i Whedon niech się uczą jak kręcić piękne ujęcia w full formacie. Kurdę, dopiero co skończyłem i już tęsknię za tymi postaciami. Jest tu tyle świetnych scen, tyle świetnych motywów, ale koniec drugiego odcinka z piosenką z Pogromców Duchów rozłożył mnie na łopatki! Za to jeśli chodzi o takie mocniejsze emocje... "Żegnaj Mike" w pierwszym sezonie i cała potańcówka w drugim wywołały szklane oczy. Będę wracał do tej historii. A i zapomniałbym jeszcze jak świetna jest czołówka. Sean Astin też super, myślałem, że może być trochę irytujący, ale myliłem się.
A teraz... :)
16-11-2017, 22:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-11-2017, 22:55 przez Krismeister.)





