ulicą idzie człowiek. skupione spojrzenie, pozbawiona wyrazu twarz. patrzy na setki neonów i frunące ciemnym niebem pojazdy. nagle potrąca go sunący tuż nad jezdnią poduszkowiec. ciało zostaje zabrane do tajnego hangaru. tam po wymianie niezbędnych części, odziany w płaszcz, uzbrojony agent rusza na miasto z misją wyeliminowania kilku ważnych członków yakuzy. czujecie klimat?
marzy mi sie film, którego akcja toczy się w przyszłości, w świecie oplecionym mackami wszechwładnych korporacji. monstrualne instytucje, ucieleśnione pod postacią wysokościowców z betonu, szkła i chromu, mające na usługach własne oddziały yakuzy, przemierzające arterie miast na olbrzymich ryczących jednośladach, szerzące terror i śmierć. legiony najemników, pół-ludzi, pół-maszyn z implantami i wszczepami stymulującymi organizm do wysiłku i wywołującymi agresję. olbrzymie hale targowe, wypełnione po samo sklepienie ludzkim gwarem i okrzykami, wypowiadanymi w najdziwniejszych językach świata... Blade Runner i Black Rain po połączeniu dają więcej niż namiastkę takiej rzeczywistości. Ridley Scott dotknął tymi filmami spraw, które obecnie leżą poza zasięgiem hollywood. w odróżnieniu od produkcji amerykańskich kinematografia japońska i literatura podjęły się opisu zdehumanizowanego miasta przyszłości już dawno. pod piórem Williama Gibsona obrazy te urosły do rangi archetypów - przynajmniej dla mnie osobiście.
tytuł filmu nawiązuje do wydarzeń z końca II wojny światowej. szef yakuzy był wtedy małym chłopcem, gdy ujrzał wysoko na niebie nadlatującego B-29. wkrótce potem rozgrzane powietrze przyniosło czarny deszcz... Black Rain widziałem po raz pierwszy w sylwestra roku 199X. miałem wówczas niewiele ponad 13 lat. było grubo po północy. wraz z kuzynem siedzieliśmy zahipnotyzowani (albo zaspani) i gapiliśmy się w telewizor, nie wiedząc jeszcze, że patrzymy na wielkiego Ridleya Scotta w szczytowej formie. z całego filmu zapamiętałem tylko przytoczony wyżej wycinek opowieści starego bossa.
dlaczego warto znać Black Rain? powodów - jak zawsze w takich wypadkach - jest więcej niż tysiąc. wymienie najważniejsze:
- już na sam widok karty tytułowej sutki twardnieją i staja na baczność;
- sposób, w jaki Scott kreśli sylwetke miasta w momencie wschodu słońca, to bezdyskusyjne mistrzostwo świata;
- wrażliwość na światło u Scotta jest niebywała. rozkładam ręce w geście bezradności, starając się opisać, z jakim wyczuciem reżyser filtruje promienie słoneczne, jak drobinki kurzu wirują w obiektywie jego kamery, ile w tym majestatu, ile potęgi, ile niepokoju...
- Black Rain to rasowy film sensacyjny;
- skorumpowany gliniarz, który otwarcie przyznaje się do tego, że brał w łapę to raczej rzadkość (zazwyczaj jak pojawiają się zarzuty o łapówkarstwo to z gory wiadomo, że główny bohater jest nieskazitelny. ale nie w Black Rain);
Matsumoto: Złodziej to złodziej. Pośrodku nie ma szarzyzny.
Nick:Nowy Jork to jedna wielka szarzyzna.
- scena dekapitacji. zero cackania sie z publiką. nie będę zdradzał szczegółów, żeby nie spojlerowac. rzecz jest bardzo niewygodna w odbiorze. i to bynajmniej nie z powodu brutalności towarzyszącej ścięciu (widywałem brutalniejsze momenty);
- aranżacje Hansa Zimmera - co jeszcze całkiem niedawno wydawało mi sie niewykonalne - dorównuje kompozycjom Chunga i Costina z czasów To live & Die in LA (mocne uderzenia perkusji wplecione w orientalne brzmienie + kawałek I'll Be Holding On);
poniżej tradycyjnie obrazki z filmu. rzut oka wystarczy, żeby się zakochać i wystawić najwyższa możliwa ocene.
![[Obrazek: 15692400ge5.jpg]](http://img220.imageshack.us/img220/8206/15692400ge5.jpg)
![[Obrazek: 29077755sd2.jpg]](http://img152.imageshack.us/img152/4016/29077755sd2.jpg)
![[Obrazek: 41392236bp3.jpg]](http://img229.imageshack.us/img229/4496/41392236bp3.jpg)
marzy mi sie film, którego akcja toczy się w przyszłości, w świecie oplecionym mackami wszechwładnych korporacji. monstrualne instytucje, ucieleśnione pod postacią wysokościowców z betonu, szkła i chromu, mające na usługach własne oddziały yakuzy, przemierzające arterie miast na olbrzymich ryczących jednośladach, szerzące terror i śmierć. legiony najemników, pół-ludzi, pół-maszyn z implantami i wszczepami stymulującymi organizm do wysiłku i wywołującymi agresję. olbrzymie hale targowe, wypełnione po samo sklepienie ludzkim gwarem i okrzykami, wypowiadanymi w najdziwniejszych językach świata... Blade Runner i Black Rain po połączeniu dają więcej niż namiastkę takiej rzeczywistości. Ridley Scott dotknął tymi filmami spraw, które obecnie leżą poza zasięgiem hollywood. w odróżnieniu od produkcji amerykańskich kinematografia japońska i literatura podjęły się opisu zdehumanizowanego miasta przyszłości już dawno. pod piórem Williama Gibsona obrazy te urosły do rangi archetypów - przynajmniej dla mnie osobiście.
tytuł filmu nawiązuje do wydarzeń z końca II wojny światowej. szef yakuzy był wtedy małym chłopcem, gdy ujrzał wysoko na niebie nadlatującego B-29. wkrótce potem rozgrzane powietrze przyniosło czarny deszcz... Black Rain widziałem po raz pierwszy w sylwestra roku 199X. miałem wówczas niewiele ponad 13 lat. było grubo po północy. wraz z kuzynem siedzieliśmy zahipnotyzowani (albo zaspani) i gapiliśmy się w telewizor, nie wiedząc jeszcze, że patrzymy na wielkiego Ridleya Scotta w szczytowej formie. z całego filmu zapamiętałem tylko przytoczony wyżej wycinek opowieści starego bossa.
dlaczego warto znać Black Rain? powodów - jak zawsze w takich wypadkach - jest więcej niż tysiąc. wymienie najważniejsze:
- już na sam widok karty tytułowej sutki twardnieją i staja na baczność;
- sposób, w jaki Scott kreśli sylwetke miasta w momencie wschodu słońca, to bezdyskusyjne mistrzostwo świata;
- wrażliwość na światło u Scotta jest niebywała. rozkładam ręce w geście bezradności, starając się opisać, z jakim wyczuciem reżyser filtruje promienie słoneczne, jak drobinki kurzu wirują w obiektywie jego kamery, ile w tym majestatu, ile potęgi, ile niepokoju...
- Black Rain to rasowy film sensacyjny;
- skorumpowany gliniarz, który otwarcie przyznaje się do tego, że brał w łapę to raczej rzadkość (zazwyczaj jak pojawiają się zarzuty o łapówkarstwo to z gory wiadomo, że główny bohater jest nieskazitelny. ale nie w Black Rain);
Matsumoto: Złodziej to złodziej. Pośrodku nie ma szarzyzny.
Nick:Nowy Jork to jedna wielka szarzyzna.
- scena dekapitacji. zero cackania sie z publiką. nie będę zdradzał szczegółów, żeby nie spojlerowac. rzecz jest bardzo niewygodna w odbiorze. i to bynajmniej nie z powodu brutalności towarzyszącej ścięciu (widywałem brutalniejsze momenty);
- aranżacje Hansa Zimmera - co jeszcze całkiem niedawno wydawało mi sie niewykonalne - dorównuje kompozycjom Chunga i Costina z czasów To live & Die in LA (mocne uderzenia perkusji wplecione w orientalne brzmienie + kawałek I'll Be Holding On);
poniżej tradycyjnie obrazki z filmu. rzut oka wystarczy, żeby się zakochać i wystawić najwyższa możliwa ocene.
![[Obrazek: 15692400ge5.jpg]](http://img220.imageshack.us/img220/8206/15692400ge5.jpg)
![[Obrazek: 29077755sd2.jpg]](http://img152.imageshack.us/img152/4016/29077755sd2.jpg)
![[Obrazek: 41392236bp3.jpg]](http://img229.imageshack.us/img229/4496/41392236bp3.jpg)
06-02-2008, 18:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-11-2019, 21:45 przez Mierzwiak.)






