Pierwsza część jest nawet spoko. Szybkie, proste zawiązanie akcji, bohater ma jasną motywację a jego plan wdrażany jest w życie z satysfakcją dla widza - Keanu wywija fikołki i trenuje na złych nołnejmach jujitsu, a przy tym dobrze strzela i dostaje nawet wpierdziel - za to ostatnie duży plus. Nawet ta całą mitologia hitmanów ulokowanych w hotelu nie drażni, ponieważ reżyser trzyma się konwencji i nie pozwala się jej rozwinąć w bardziej abstrakcyjnym kierunku. Mają rację ci co piszą, że to gra w wersji filmowej. Ogląda się ją jednak dobrze a cały seans mija sympatycznie w czym zasługa również ś.p. Nyqvista w roli złola - szkoda że to była jedna z jego ostatnich ról...
...za to Chapter 2 to przykład jak nie robić sequeli. Sam epilog z ruskimi - po co on, na co? Po co zabiera się Wickowi 15 minut skoro nic później z tego nie wynika? Do tego jeszcze niebywała kreatywność w postaci występu Peter'a Stormare'a, który po raz 182761 gra Rosjanina ;) Serio? Ok, ale idziemy dalej i tutaj wyjeżdża nowe drinking game - ile razy aktorzy rozpoczynają dialogi w swoim ojczystym języku, a potem wracają do angielskiego? Jakie to jest IRYTUJĄCE! I jakie debilne. Druga sprawa to sposób jak fabuła rozwija się, a raczej stoi w miejscu przez pierwszą godzinę. W ogóle samo włączenie Wicka do akcji jest fatalne (nie kupuję zupełnie motywu przysługi). Do momentu zabicia Gianny niewiele się dzieje, a piękna Włoszka schodzi dopiero w 54 minucie filmu. Dopiero potem film łapie jakiś rytm, ale i tu wychodzi zachłyśnięcie się reżysera stylem pierwszej części - niby poważna mafia, niby elitarni zabójcy a wszyscy jak jeden mąż BIEGNĄ do Wicka aby zastrzelić go z 20 centymetrów. Ileż jest tutaj debilnych motywów jak np. strzelanie do siebie na stacji metra podczas gdy tłum ludzi ma to centralnie gdzieś ;) Pochwał Commona też nie czaję, bo facet gra jak robot z jedną miną i spojrzeniem "udaję twardziela". Dużo za dużo, zdecydowanie.
Plusy Chapter 2? Końcówka, niezła scenografia i zdjęcia, kilka niezłych egzekucji i sposób w jaki Wick likwiduje swojego nemezis. Niestety, mnie akurat sceny akcji zmęczyły właśnie przez debilizm przeciwników, którzy zamiast strzelać - lecieli na solówę :/
Pierwsza część - 7/10
Druga część - 3/10
...za to Chapter 2 to przykład jak nie robić sequeli. Sam epilog z ruskimi - po co on, na co? Po co zabiera się Wickowi 15 minut skoro nic później z tego nie wynika? Do tego jeszcze niebywała kreatywność w postaci występu Peter'a Stormare'a, który po raz 182761 gra Rosjanina ;) Serio? Ok, ale idziemy dalej i tutaj wyjeżdża nowe drinking game - ile razy aktorzy rozpoczynają dialogi w swoim ojczystym języku, a potem wracają do angielskiego? Jakie to jest IRYTUJĄCE! I jakie debilne. Druga sprawa to sposób jak fabuła rozwija się, a raczej stoi w miejscu przez pierwszą godzinę. W ogóle samo włączenie Wicka do akcji jest fatalne (nie kupuję zupełnie motywu przysługi). Do momentu zabicia Gianny niewiele się dzieje, a piękna Włoszka schodzi dopiero w 54 minucie filmu. Dopiero potem film łapie jakiś rytm, ale i tu wychodzi zachłyśnięcie się reżysera stylem pierwszej części - niby poważna mafia, niby elitarni zabójcy a wszyscy jak jeden mąż BIEGNĄ do Wicka aby zastrzelić go z 20 centymetrów. Ileż jest tutaj debilnych motywów jak np. strzelanie do siebie na stacji metra podczas gdy tłum ludzi ma to centralnie gdzieś ;) Pochwał Commona też nie czaję, bo facet gra jak robot z jedną miną i spojrzeniem "udaję twardziela". Dużo za dużo, zdecydowanie.
Plusy Chapter 2? Końcówka, niezła scenografia i zdjęcia, kilka niezłych egzekucji i sposób w jaki Wick likwiduje swojego nemezis. Niestety, mnie akurat sceny akcji zmęczyły właśnie przez debilizm przeciwników, którzy zamiast strzelać - lecieli na solówę :/
Pierwsza część - 7/10
Druga część - 3/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
18-08-2018, 19:35





