Jestem po trzech odcinkach i podoba mi się, chyba zaczynam się wkręcać w ten świat. Nie do końca tego się spodziewałem, bo w sumie na razie jest tutaj pokazana dosyć ciemna strona Hollywoodu i szczerze powiedziawszy mam nadzieję, ze zostanie tak do końca.
Zdziwiłem się, że Ryan Murphy aż tak bardzo będzie komunikował w nowej serii obłudę i hipokryzję hollywoodzkich producentów i agentów, którzy traktują aktorów przedmiotowo, niczym posągi, które można wymieniać jeden po drugim. Hollywoodzkie elity są tutaj niemalże w całości zepsute - intrygi, zdrady, seks za jakieś przywileje, gejowskie imprezy za zamkniętymi drzwiami.
No i są tutaj też te hasełka równościowe, o których napisał Mefisto, ale są one podane w całkiem przystępny sposób i często mam tak, że przy tego typu rzeczach wkurzam się. A tutaj oglądam dalej z zaciekawieniem - pewnie dlatego, że Murphy widzi w swojej serii nie tylko uciśnionych Afroamerykanów.
Dużo w tym wszystkim hollywoodzkiego blichtru - piękne kostiumy, auta, wielkie domy, biżuteria itd. I może faktycznie jest aż za ładnie, no ale fajnie to kontrastuje z tym brudnym światem hipokrytów, w któym pod złotkiem skrywa się śmierdząca kupa.
Na ten moment Jim Parsons w roli wulgarnego agenta kradnie każdą scenę.
Oglądam dalej :)
Zdziwiłem się, że Ryan Murphy aż tak bardzo będzie komunikował w nowej serii obłudę i hipokryzję hollywoodzkich producentów i agentów, którzy traktują aktorów przedmiotowo, niczym posągi, które można wymieniać jeden po drugim. Hollywoodzkie elity są tutaj niemalże w całości zepsute - intrygi, zdrady, seks za jakieś przywileje, gejowskie imprezy za zamkniętymi drzwiami.
No i są tutaj też te hasełka równościowe, o których napisał Mefisto, ale są one podane w całkiem przystępny sposób i często mam tak, że przy tego typu rzeczach wkurzam się. A tutaj oglądam dalej z zaciekawieniem - pewnie dlatego, że Murphy widzi w swojej serii nie tylko uciśnionych Afroamerykanów.
Dużo w tym wszystkim hollywoodzkiego blichtru - piękne kostiumy, auta, wielkie domy, biżuteria itd. I może faktycznie jest aż za ładnie, no ale fajnie to kontrastuje z tym brudnym światem hipokrytów, w któym pod złotkiem skrywa się śmierdząca kupa.
Na ten moment Jim Parsons w roli wulgarnego agenta kradnie każdą scenę.
Oglądam dalej :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
01-05-2020, 15:39





