11.22.63 [Hulu]
#13
BĘDĄ SPOILERY - zaznaczam z góry, bo nie będę robić znaczników

Znacznie lepiej odbierałem ten serial w trakcie oglądania, niż teraz, gdy o nim myślę, już po zakończeniu. Po wszystkim oceniam go słabo. Jedyne, moim zdaniem, plusy to aktorstwo i cała strona produkcyjna - kostiumy, scenografie i charakteryzacja w częściach (czyli 90% serialu) dotyczących lat 60. Reszta to lipa, niechlujstwo i masa bzdur.

Fabularnie jest tu niezła masakra. I nie mówię tutaj o pomyśle, żeby w ogóle nie wyjaśniać skąd bierze się portal do skoku w czasie. Zostawienie tego, jako pewnej anomalii, której genezy nikt nie zna, ma swój urok. To zresztą bardzo kingowskie, bo wrzucono jakiś element nadprzyrodzony do prawdziwego świata. Nawet lepiej, że nie pojawia się tu żaden cudak, który by tłumaczył w jakiś idiotyczny sposób, czemu coś takiego się pojawiło. Problem zaczyna się, kiedy bohaterowie zaczynają działać. Tutaj w zasadzie nic nie trzyma się kupy. Główny bohater kompletnie nie wykorzystuje swojej głównej broni, czyli możliwości podróżowania w czasie, a przede wszystkim resetowania rzeczywistości do stanu zerowego - tak to określę. Facet z marszu postanawia poświęcić 3 lata życia, bo jego znajomy miał obsesję. Motywacja? Brak. Plan? Brak. W ramach łagodnego podejścia uznam jeszcze, że facet nie miał wiele do stracenia, bo życia mu się posypało i stał w miejscu. Pojawia się opcja na jakąś bardzo nietypową akcję, więc skorzystał. Jednak czemu on nie wykazuje żadnych cech realnego człowieka? Przecież tutaj cały odcinek powinien być poświęcony na jakieś jego próby, skoki w czasie w te i we w te. Nie dość, że obserwowanie tego wspominanego "efektu motylu" (który w zasadzie w tym serialu nie występuje - jedynie o nim gadają) byłoby intrygujące samo w sobie, to przecież w ten sposób dałoby się świetnie nakreślić osobowość bohatera. Była idealna szansa, żeby pokazać co go ciekawi, jakie ma ciągoty, do czego jest się w stanie posunąć, a do czego nie. Nie zdecydowano się na taki zabieg. Efekt? Główny bohater nie ma grama osobowości. Wszystko, co można o nim powiedzieć to to, że próbuje zapobiec zabójstwo Kennedy'ego. Tyle. Nie da się nawet powiedzieć dlaczego chce to zrobić.

W zasadzie ten problem rzutuje na całość serialu.Jasne - cały wątek obyczajowy, romansowy i relacja z "bratem" są spoko. Przyjemnie się to śledzi. Jednak głównie dzięki bohaterom, którzy towarzyszą protagoniście, gdyż on sam nie posiada żadnych cech charakteru. Wszyscy tutaj są ciekawsi od niego. Dosłownie wszyscy.

Mam problem z oceną dramaturgii tej historii. Z jednej strony ciężko o nią, bo z tyłu głowy cały czas mam świadomość, że nawet, jak wszystko pójdzie nie tak, to bohater może skoczyć w czasie do teraźniejszości i wykonać reset. Z drugiej - i tutaj dostrzegam plus - nie jest to takie proste. Zabieg, że portal jest w konkretnym miejscu dużo mu utrudnia. I to serial nawet wykorzystuje, bo dochodzi tutaj i do ciężkiej kontuzji, i do aresztowania. Dzieją się więc rzeczy, które mogą go skutecznie uwięzić w przeszłości. Spoko, pojawia się jakaś stawka. Jednak z trzeciej strony, to mając tę świadomość, bohater tym bardziej powinien badać grunt. Mając tak potężną przewagę i tak mocną broń, nie jestem w stanie kupić rozwiązania, gdzie Oswald zostaje zatrzymany pół sekundy przed oddaniem drugiego strzału. To jest tak naiwne, że bardziej być nie może. Widać było, że King - a twórcy serialu za nim - chcieli pokazać jak świetnego reaserchu dokonano i odwzorować wszystkie szczegóły związane ze słynnym zamachem. Gdyby Oswalda zatrzymano wcześniej, to nie byłoby przecież tak skrupulatnie opisanej/nakręconej sceny z tytułowego dnia. Cierpi jednak na tym logika fabuły. A w zasadzie zostaje całkowicie przekreślona.

Gigantyczne niespójności mają miejsce w całym mechanizmie zmiany przeszłości. Na początku serialu pada mnóstwo deklaracji, że "przeszłość walczy", żeby jej nie zmieniać. No i faktycznie w pewnym momencie dzieją się cuda. Samochody znikąd kasują budki telefoniczne, płoną domy, giną dzieciaki. Ok, jest grubo. To jednak zostaje zapomniane przez twórców. Efekt jest taki, że gdy dochodzi o kluczowych wydarzeń, to największą przeszkodą jest zamknięta furtka w płocie mającym 1,5 metra wysokości. No to jest marne scenopisarstwo. Ten scenariusz wygląda, jak draft - jakiś pomysł, który dopiero ma zostać rozwinięty, a nie finalna wersja. Masakra.

Problem, i to spory, mam też z reżyserią. Jest tutaj dużo - i to dużo za dużo - scen, które wyglądają komicznie. Inscenizacja wypada często karykaturalnie. Jako przykład podam sytuację ze szpitala, gdy główny bohater próbuje powstrzymać wykonanie operacji jego ukochanej. Reżyser momentalnie zapomina o otoczeniu i serwuje komiczną scenę z wybijaniem szyby na korytarzu szpitalnym. Na zdarzenie nie zwraca uwagi nikt, łącznie ze stojącym obok kolegą protagonisty. Facet w środku szpitala w dużym amerykańskim mieście wybija szybę w drzwiach, następnie wchodzi na salę operacyjną i przerywa zabieg. Tak o. Takich scen jest tutaj sporo. Reżyser nie panuje nad tym, co pokazuje. Nie zwraca uwagi na otoczeniu, nie czuje przestrzeni, nie łapie ciągów przyczynowo-skutkowych. Bardzo mi to przeszkadzało. Poważne sceny stawały się czasami niezamierzenie śmieszne. Solidna wtopa. Nawet na końcu dochodzi do takiego bardzo niezgrabnego zabiegu. Chodzi mi o telefon od JFK, który jest fatalnym przykładem na zastosowanie deus ex machina.

No i jeszcze zakończenie. Z jakiejś tam, mimo wszystko, sympatii do tej historii, próbuję interpretować to tak, że chodzi tutaj o przekaz, który mówi o konieczności godzenia się z niektórymi sytuacjami w życiu. Wielka, rozbuchana wręcz opowieść kończy się skromnie, osobiście. Wszystko nie miało sensu. Musi być tak jak było. Życie poszło swoim torem. No ok. Twórca ma prawo tak pograć z odbiorcą. Tylko zwrócę uwagę, że coś takiego jednak może jednak wywołać wrażenie bycia oszukanym. Przez 8h oglądałem historię o tym, że ta historia nie ma racji bytu, że nie powinna mieć miejsca, bo jak się wydarzy, to będzie gorzej. Nie krytykuję. Jednak mam wątpliwości. W sumie nawet trochę szanuję. Dodam jedynie, że coś takiego uważam za większego zabójcę "replay value", niż wielkie twisty fabularne. W opowieściach bazujących na zwrotach akcji, przy ponownym ich śledzeniu, paradoksalnie może być jeszcze ciekawiej. Można się skupić na pomijanych dotąd elementach, odkrywać jakieś kolejne warstwy, szukać innych kluczy interpretacyjnych. Otwiera się całe spektrum możliwości. W sytuacji, gdy historia w swoim finale krzyczy "nie miałem sensu, bo na końcu mnie skasowano", to nie wyobrażam sobie śledzenia czegoś takiego ponownie. No bo właśnie - nie ma sensu.
.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Wiadomości w tym wątku
11.22.63 [Hulu] - raven.second - 05-04-2016, 13:54
RE: 11.22.63 [Hulu] - wujo444 - 27-04-2016, 21:45
RE: 11.22.63 [Hulu] - Predator895 - 29-04-2016, 19:19
RE: 11.22.63 [Hulu] - srebrnik - 14-06-2020, 14:03
RE: 11.22.63 [Hulu] - Arahan - 15-10-2020, 00:10
RE: 11.22.63 [Hulu] - Mefisto - 15-10-2020, 02:06
RE: 11.22.63 [Hulu] - Arahan - 18-10-2020, 20:35

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dopesick [hulu] / The Crime of the Century [HBO] srebrnik 7 1,593 23-09-2022, 17:38
Ostatni post: PropJoe
  Pam & Tommy (Hulu, 2022) Pelivaron 51 8,907 22-03-2022, 13:35
Ostatni post: Gieferg
  Catch-22 (Hulu) Kryst_007 21 5,840 13-08-2020, 17:59
Ostatni post: Arahan



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości