Moje wczesne kreskówkowe dzieciństwo to przede wszystkim, jak już pisałem, TMNT, Yattaman i serialowy "Aladyn", a także "Gumisie" i "Smerfy", ale w tym nieco późniejszym dzieciństwie (lat 10 i wzwyż) rządziły japońskie kreskówki. Oczywiście dzień w dzień oglądało się "Pokemon" - wtedy jeszcze spodziewałem się nawet, że ku czemuś to zmierza, a tu po kilku dekadach chyba dalej dorabiają nowe odcinki.
Ale pokemonowy szał nie porwał mnie tak, jak porywała "Sailor Moon". Nie mogłem przeboleć, że w telewizji nie puścili ostatnich odcinków pierwszej serii. Dopiero na studiach obejrzałem wreszcie całość od deski do deski. I, co ciekawe, spodobało mi się jeszcze bardziej niż za dzieciaka. Do dzisiaj oglądałem cały serial ze trzy razy i, w przeciwieństwie do wielu innych kreskówek z dzieciństwa, nie przynosi mi zawodu. Może siara się do tego przyznawać, ale co tam - kocham to anime i nic nie poradzę.
Inny hit to "Super Świnka", co to leciała w TVN-owskim "Bajkowym Kinie". Odświeżyłem sobie całość w zeszłym roku. Jest to dziwne i dość niegramotne, bo ta wersja, co u nas leciała, to była wersja przygotowana na rynek amerykański (u nas oczywiście z polskim dubbingiem), więc jest tu udawanie, że niby cała rzecz dzieje się w USA. Kłopot w tym, że co chwilę pojawiają się japońskie rekwizyty (kimona, pałeczki, niskie stoły) i wiele typowo japońskich zwyczajów i tradycji, więc oglądanie, jak scenarzyści wersji amerykańskiej gimnastykują się, żeby to jakoś uzasadnić, sprawia mi nieco złośliwej radości. Ale mimo to (i mimo, że logika nieraz kuleje, a niektóre odcinki wyglądają, jakby kręcił to ktoś z ADHD) serial ma jakiś tam swój urok i nie żałuję, że go sobie powtórzyłem.
I kolejna japońska kreskówka, którą po prostu uwielbiałem za małolata, również z "Bajkowego Kina" - "Mikan - pomarańczowy kot".
Tutaj też zafundowałem sobie powtórkę po latach - jakieś dwa lata temu pościągałem wszystkie odcinki i obejrzałem całość. Naprawdę sympatyczna rzecz. Bez jakiejś porywającej akcji, raczej to taka obyczajówka z gadającym kotem, ale jest tu masa fajnego humoru, a także sporo nostalgii i zadumy (no, generalnie niezła warstwa emocjonalna). A końcowa piosenka to arcydzieło, które od lat niezmiennie porusza struny mojej duszy:
Ale pokemonowy szał nie porwał mnie tak, jak porywała "Sailor Moon". Nie mogłem przeboleć, że w telewizji nie puścili ostatnich odcinków pierwszej serii. Dopiero na studiach obejrzałem wreszcie całość od deski do deski. I, co ciekawe, spodobało mi się jeszcze bardziej niż za dzieciaka. Do dzisiaj oglądałem cały serial ze trzy razy i, w przeciwieństwie do wielu innych kreskówek z dzieciństwa, nie przynosi mi zawodu. Może siara się do tego przyznawać, ale co tam - kocham to anime i nic nie poradzę.
Inny hit to "Super Świnka", co to leciała w TVN-owskim "Bajkowym Kinie". Odświeżyłem sobie całość w zeszłym roku. Jest to dziwne i dość niegramotne, bo ta wersja, co u nas leciała, to była wersja przygotowana na rynek amerykański (u nas oczywiście z polskim dubbingiem), więc jest tu udawanie, że niby cała rzecz dzieje się w USA. Kłopot w tym, że co chwilę pojawiają się japońskie rekwizyty (kimona, pałeczki, niskie stoły) i wiele typowo japońskich zwyczajów i tradycji, więc oglądanie, jak scenarzyści wersji amerykańskiej gimnastykują się, żeby to jakoś uzasadnić, sprawia mi nieco złośliwej radości. Ale mimo to (i mimo, że logika nieraz kuleje, a niektóre odcinki wyglądają, jakby kręcił to ktoś z ADHD) serial ma jakiś tam swój urok i nie żałuję, że go sobie powtórzyłem.
I kolejna japońska kreskówka, którą po prostu uwielbiałem za małolata, również z "Bajkowego Kina" - "Mikan - pomarańczowy kot".
Tutaj też zafundowałem sobie powtórkę po latach - jakieś dwa lata temu pościągałem wszystkie odcinki i obejrzałem całość. Naprawdę sympatyczna rzecz. Bez jakiejś porywającej akcji, raczej to taka obyczajówka z gadającym kotem, ale jest tu masa fajnego humoru, a także sporo nostalgii i zadumy (no, generalnie niezła warstwa emocjonalna). A końcowa piosenka to arcydzieło, które od lat niezmiennie porusza struny mojej duszy:
05-02-2021, 15:35





