Ciężko uwierzyć, że ten zacny tytuł nie posiada tematu na tym forum, a chyba takowy niegdyś był, więc zrzucam to na karb pamiętnych czystek i buntu forumowego lewactwa. No, ale nieważne.
Nareszcie obejrzałem. Jeśli nie TOP1, to spokojnie było to moje TOP3 na tak zwanej liście wstydu. Najbardziej ubolewam, że nie było mi dane tego zobaczyć na wielkim ekranie. Bitwa otwierająca film i bitwa finałowa na sali kinowej zapewne wbiłaby mnie w fotel skoro na telewizorze robiło to piorunujące wrażenie.
Już abstrahując od realizacyjnego majstersztyku i całego tego rozmachu morskich bitew, mega podobało mi się pokazania życia ludzi na okręcie. Bez cukierkowości i ogródek - pot, krew i ciężka praca, gdzie każdy znał swoje miejsce w szeregu, a nawet jak tak nie było i się zapominał to wiedział, że gdzieś tam czekać na niego będzie surowa kara. Całą robotę w tym wszystkim robi postać kapitana - trochę szaleńca, twardego, ale sprawiedliwego.
Przy takich tytułach zawsze chce się rzucić banałem - takich filmów już się nie kręci, ale to prawda. Ze strachem w oczach patrzę na zapowiedziany sequel/prequel o przygodach młodego Aubreya. Będzie to pewnie niezjadliwe widowisko CGI z zaaplikowaną porcją politycznej poprawności. Sam Aubrey może i będzie białym heteroseksualnym facetem, ale co do doktora Martina nie byłbym już taki pewien. Hollywood pewnie będzie chciało sobie użyć i zrobią z niego Murzyna. Na pokładzie koniecznie pojawi się para gejów i jakaś silna kobieta.
Dzisiaj to jest zaskakujące, że w filmie brakuje kobiet i czarnoskórych aktorów (na pokładzie był czarny sługa co podawał kawę, ale to na kilka sekund :D). Epickie kino robiące wielkie wrażenie, ze świetnym aktorstwem i cudną muzyką - 9/10.
19-06-2021, 10:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-10-2024, 20:48 przez Kluski.)





