Atlantyda: Zaginiony ląd - od jakiegoś czasu się nosiłem z powtórką. Szkoda, że nie odniosła wówczas sukcesu i recenzje zebrała średnie (dziś to pewnie krytycy by się spuszczali m.in. faktem zróżnicowanej galerii postaci). Gdyż to przyjemna przygodówka, która jest miłą odskocznią od typowego Disneya. Nie bez powodu Kacper Kuszewski w Widzę Głosy porównał Atlantydę do Indiany Jonesa, bo tak się to ogląda. Zero śmiesznych zwierzątek oraz numerów muzycznych, nie licząc piosenki na napisach końcowych przypominającej bardziej coś z popowej składanki na lato.
Także jest wysoki bodycount jak na animację Disneya. Zarówno w prologu jak i tym alternatywnym z Wikingami praktycznie giną wszyscy. Jak podczas ataku Lewiatana Aundrey zamyka właz, to jednemu z mechaników nie udaje się dobiec. I statki ewakuacyjne z ludźmi na pokładzie wybuchają. I po ataku bohaterowie oddają hołd poległym. I na tym nie koniec - jak uciekają przed łatwopalnymi świetlikami to znowu - wybuchają pojazdy z ludźmi w środku. No i dwa razy pojawia się krew. Jak kontynuuję wątek powagi i mniejszego infantylizmu jest scena Milo jak idzie się wykasztanić :). A i czy wspominałem, że jedna postaci jest nałogowym palaczem? I jeszcze zalicza się do tych "dobrych". W amerykańskim filmie dla dzieci!
I jest to ostatni animowany film Disneya, gdzie postać jara szlugi - co jest dla mnie dowodem, iż wtedy ludzie nie panikowali tak bardzo, bo wiedzieli że dziecko (takie jak ja wtedy) nie zwróci na to uwagi - raz, że postać mimo że pozytywna, to mocno drugoplanowa; a dwa to jakaś stara prukwa, która i tak zaraz umrze.
Film jest dość poważny, choć pozwolono na trochę disneyowskiego humoru i musiał być comic relief w postaci Moliére’a, choć jego harców stosunkowo mało jak na tego typu postać. I na dobrą sprawę to połowa postaci ma znamiona bycia śmieszną postacią (chociażby Cookie). Zresztą najbardziej tu humorystycznym elementem i obiektem żartów okazał się główny bohater Milo, ku memu zaskoczeniu.
Właśnie - Milo. W końcu jakiś wyrazisty protagonista (co często było bolączką dawnego Disneya) i głównie na nim się skupia uwaga. Podoba mi się naturalna relacja jego i Kidy, którzy zachowują jak faktycznie dopiero co spotkani ludzie znający się jeden dzień. Ona nie zakochuje się odrazu w Milo i w finale oboje nie dzielą ze sobą pocałunku, tylko się tulą. W ogóle każdy z bohaterów jest dość charakterystyczny i użyteczny. Wilhelmina trochę zbędna, ale cóż staruchy (i palacze) też muszą mieć reprezentację ;).
Przyznam, że będąc dzieckiem zaskoczył mnie twist villain. Mówiąc szczerze, to wtedy typowałem Moliére’a na głównego złego, bo wyglądał jak szalony naukowiec, a moja wiedza o fabule dotyczyła jedynie merchandisingu na zabawkach z Happy Meala i jakichś batonikach oraz reklam z Kaczora Donalda. Podobnie moja mama, z którą byłem w kinie mówiła że sądziła, że fabuła potoczy się innym torem. Jednak powiem, że tak jak postacie zapadają w pamięć, tak jest tu chyba najmniej pamiętny czarny charakter z okresu 2D Disneya.
Tych zorientowanych lewicowych zadowoli fakt, że eka jest mocno diversity, a Atlantydzi wyglądają jak wszystkie wymieszane etniczności. Koleżanka będąca progresem, zwróciła mi uwagę, że w takim Frozen Anna, Elsa i ich matka wyglądają tak samo, gdy w Atlantydzie postacie kobiece mają różne proporcje i wygląd. Zresztą wygląd filmu <wstaw pochwalny elaborat>, zresztą nad projektami czuwał Mike Mignola. Choć mogli u Audrey darować króliczy ząb.
Oczywiście oglądałem to z dubbingiem. I zaskoczony byłem, że polscy aktorzy zdubbingowali Atlantydów z prologu. Mimo, że ci przemawiali w atlantydzkim języku. Obsada generalnie dobra, także wykonanie. No, Buzek taka sobie. Barbasiewicz ujdzie, choć Garner wypadł lepiej jako Rourke. Ale największe pochwały się należą Arkadiuszowi Jakubikowi w roli Vinny'ego. Gdybym nie wiedział, że to on, to bym naprawdę uwierzył, że wzięli autentycznego Rosjanina/Ukraińca/Białorusina. Zastanawia mnie jednak, czemu zrobili z Włocha Ruska? Sądziłem, że to był pomysł, by zastępować akcenty jakimiś odpowiednikami w danych lokalizacjach, jak czasem bywa (np. w niemieckim dubbingu 12 gniewnych ludzi ławnik-imigrant mówi szwajcarską odmianą niemieckiego), szczególnie że w polskim dubbingu Amerykanie mówią piękną poprawną polszczyzną (i list Mila był napisany po polsku), Cookie (w oryginale mówiący southern akcentem) zaciąga jakimś polskim regionalnym akcentem, więc równie dobrze ktoś z ichniejszej zagranicy może zaciągać rusycyzmami. Ale w polskiej wersji wymyślili, że rodzina Santorinich pochodzi z Kijowa. Więc moja teoria nieco upada.
8/10. Nie chcę live action jak niektórzy - wyjdzie tylko CGI-gówno (+ diversity będzie bardziej nachalne).
Atlantyda: Powrót Milo - gdy Atlantyda wychodziła na ekrany, to Disney swoim zwyczajem już planował odcinać kupony w postaci serialu TV kontynuującym wydarzenia z kinówy. Serial miał się nazywać Team Atlantis. Ale, że film okazał się porażką, a gotowych było już kilka odcinków i głupio byłoby je wywalić do kosza, to zrobili z nich ulepa wypuszczonego na rynek domowy. Nawet mi się podobał, jak pierwszy raz obejrzałem w gimbazie. I uznałem, że co mi szkodzi - zweryfikuję na nowo ocenę.
Milo i Kida będąca już królową rządzą w Atlantydzie, aż ot tak przybywają pozostali bohaterowie z jedynki, by wspólnie rozwiązywać dziwne tajemnice na świecie. O dziwo wszystkie postacie męskie mimo I wojny światowej żyją i mają wszystkie kończyny, a Wilhelmina nie zmarła na raka płuc.
Tak jak jedynka była nieszablonowym podejściem, tu niestety robi się disnejowski standard - o ile jedynka jak ktoś wspomniał nie miała "gadających zwierzątek/przedmiotów etc." to tu dali spasłą jaszczurkę (najbardziej irytujący element dwójki). Comic reliefy robią się bardziej widoczne, brakuje tylko numerów musicalowych. No i pierwowzór był relatywnie poważny - pamiętam komiks z Komiksowa opowiadający o jakimś Atlantydzie-byłym bohaterze narodowym, który bił powagą i równie mógłby pojawić w komiksie przeznaczonym dla dorosłego czytelnika. Tu widać, że robili to pod dzieci oraz dochodziły ograniczenia BS&P dyszacego na karku.
Też mamy wątek Kidy chcącej poznać nowy świat, choć momentami robią z niej idiotkę. Miłe jest to, że Kida jest tu pełnoprawną królową, a nie wciąż księżniczką bo te się lepiej sprzedają.
Ciężko mi to ocenić. Gorsze od poprzednika pod każdym względem, jest niepotrzebne i mierzwi ta sklejka z czego innego udająca pełnoprawny film. Ale jak się patrzy na to jako pakiet odcinków telewizyjnych, to jakoś działa. Generalnie nie przepadam za serialowymi kontynuacjami animacji, bo to pachnie zawsze cash-grabem i z tego względu nie zamierzam powtarzać Aladyna, bo chcę mieć zachowane dobre wspomnienia. Ale w przypadku Atlantydy - tu był jakiś potencjał. Serialowy Tarzan moim zdaniem wyszedł spoko, nawet lepiej niż film kinowy, bo pomogło rozszerzenie świata i różnorodność konfliktów. Tu również - odkrywanie nadnaturalnych tajemnic i ich powiązań z Atlantydą będącą pierwotną cywilizacją. I fabuły segmentów wypadają OK.
Obsada dubbingowa ta sama, tak jak i ekipa realizacyjna, ale tu i obniżono loty. Tym razem jednak Jakubik mówi jakimś niższym tonem i mniej się przyłożył do swego ruskiego, przez co brzmi jak jakaś karykatura, Cookie też mówi bardziej poprawnym polskim. Agata Buzek wypadła dość sztywno jako Kida, choć w jedynce też wypadła najsłabiej. Głosy nowych postaci za to dobrze dobrane. I zaskoczyło mnie częściowe zachowanie realizmu, bo marynarze z prologu mówią po skandynawsku i pod nimi są napisy.
5/10
Także jest wysoki bodycount jak na animację Disneya. Zarówno w prologu jak i tym alternatywnym z Wikingami praktycznie giną wszyscy. Jak podczas ataku Lewiatana Aundrey zamyka właz, to jednemu z mechaników nie udaje się dobiec. I statki ewakuacyjne z ludźmi na pokładzie wybuchają. I po ataku bohaterowie oddają hołd poległym. I na tym nie koniec - jak uciekają przed łatwopalnymi świetlikami to znowu - wybuchają pojazdy z ludźmi w środku. No i dwa razy pojawia się krew. Jak kontynuuję wątek powagi i mniejszego infantylizmu jest scena Milo jak idzie się wykasztanić :). A i czy wspominałem, że jedna postaci jest nałogowym palaczem? I jeszcze zalicza się do tych "dobrych". W amerykańskim filmie dla dzieci!
I jest to ostatni animowany film Disneya, gdzie postać jara szlugi - co jest dla mnie dowodem, iż wtedy ludzie nie panikowali tak bardzo, bo wiedzieli że dziecko (takie jak ja wtedy) nie zwróci na to uwagi - raz, że postać mimo że pozytywna, to mocno drugoplanowa; a dwa to jakaś stara prukwa, która i tak zaraz umrze.
Film jest dość poważny, choć pozwolono na trochę disneyowskiego humoru i musiał być comic relief w postaci Moliére’a, choć jego harców stosunkowo mało jak na tego typu postać. I na dobrą sprawę to połowa postaci ma znamiona bycia śmieszną postacią (chociażby Cookie). Zresztą najbardziej tu humorystycznym elementem i obiektem żartów okazał się główny bohater Milo, ku memu zaskoczeniu.
Właśnie - Milo. W końcu jakiś wyrazisty protagonista (co często było bolączką dawnego Disneya) i głównie na nim się skupia uwaga. Podoba mi się naturalna relacja jego i Kidy, którzy zachowują jak faktycznie dopiero co spotkani ludzie znający się jeden dzień. Ona nie zakochuje się odrazu w Milo i w finale oboje nie dzielą ze sobą pocałunku, tylko się tulą. W ogóle każdy z bohaterów jest dość charakterystyczny i użyteczny. Wilhelmina trochę zbędna, ale cóż staruchy (i palacze) też muszą mieć reprezentację ;).
Przyznam, że będąc dzieckiem zaskoczył mnie twist villain. Mówiąc szczerze, to wtedy typowałem Moliére’a na głównego złego, bo wyglądał jak szalony naukowiec, a moja wiedza o fabule dotyczyła jedynie merchandisingu na zabawkach z Happy Meala i jakichś batonikach oraz reklam z Kaczora Donalda. Podobnie moja mama, z którą byłem w kinie mówiła że sądziła, że fabuła potoczy się innym torem. Jednak powiem, że tak jak postacie zapadają w pamięć, tak jest tu chyba najmniej pamiętny czarny charakter z okresu 2D Disneya.
Tych zorientowanych lewicowych zadowoli fakt, że eka jest mocno diversity, a Atlantydzi wyglądają jak wszystkie wymieszane etniczności. Koleżanka będąca progresem, zwróciła mi uwagę, że w takim Frozen Anna, Elsa i ich matka wyglądają tak samo, gdy w Atlantydzie postacie kobiece mają różne proporcje i wygląd. Zresztą wygląd filmu <wstaw pochwalny elaborat>, zresztą nad projektami czuwał Mike Mignola. Choć mogli u Audrey darować króliczy ząb.
Oczywiście oglądałem to z dubbingiem. I zaskoczony byłem, że polscy aktorzy zdubbingowali Atlantydów z prologu. Mimo, że ci przemawiali w atlantydzkim języku. Obsada generalnie dobra, także wykonanie. No, Buzek taka sobie. Barbasiewicz ujdzie, choć Garner wypadł lepiej jako Rourke. Ale największe pochwały się należą Arkadiuszowi Jakubikowi w roli Vinny'ego. Gdybym nie wiedział, że to on, to bym naprawdę uwierzył, że wzięli autentycznego Rosjanina/Ukraińca/Białorusina. Zastanawia mnie jednak, czemu zrobili z Włocha Ruska? Sądziłem, że to był pomysł, by zastępować akcenty jakimiś odpowiednikami w danych lokalizacjach, jak czasem bywa (np. w niemieckim dubbingu 12 gniewnych ludzi ławnik-imigrant mówi szwajcarską odmianą niemieckiego), szczególnie że w polskim dubbingu Amerykanie mówią piękną poprawną polszczyzną (i list Mila był napisany po polsku), Cookie (w oryginale mówiący southern akcentem) zaciąga jakimś polskim regionalnym akcentem, więc równie dobrze ktoś z ichniejszej zagranicy może zaciągać rusycyzmami. Ale w polskiej wersji wymyślili, że rodzina Santorinich pochodzi z Kijowa. Więc moja teoria nieco upada.
8/10. Nie chcę live action jak niektórzy - wyjdzie tylko CGI-gówno (+ diversity będzie bardziej nachalne).
Atlantyda: Powrót Milo - gdy Atlantyda wychodziła na ekrany, to Disney swoim zwyczajem już planował odcinać kupony w postaci serialu TV kontynuującym wydarzenia z kinówy. Serial miał się nazywać Team Atlantis. Ale, że film okazał się porażką, a gotowych było już kilka odcinków i głupio byłoby je wywalić do kosza, to zrobili z nich ulepa wypuszczonego na rynek domowy. Nawet mi się podobał, jak pierwszy raz obejrzałem w gimbazie. I uznałem, że co mi szkodzi - zweryfikuję na nowo ocenę.
Milo i Kida będąca już królową rządzą w Atlantydzie, aż ot tak przybywają pozostali bohaterowie z jedynki, by wspólnie rozwiązywać dziwne tajemnice na świecie. O dziwo wszystkie postacie męskie mimo I wojny światowej żyją i mają wszystkie kończyny, a Wilhelmina nie zmarła na raka płuc.
Tak jak jedynka była nieszablonowym podejściem, tu niestety robi się disnejowski standard - o ile jedynka jak ktoś wspomniał nie miała "gadających zwierzątek/przedmiotów etc." to tu dali spasłą jaszczurkę (najbardziej irytujący element dwójki). Comic reliefy robią się bardziej widoczne, brakuje tylko numerów musicalowych. No i pierwowzór był relatywnie poważny - pamiętam komiks z Komiksowa opowiadający o jakimś Atlantydzie-byłym bohaterze narodowym, który bił powagą i równie mógłby pojawić w komiksie przeznaczonym dla dorosłego czytelnika. Tu widać, że robili to pod dzieci oraz dochodziły ograniczenia BS&P dyszacego na karku.
Też mamy wątek Kidy chcącej poznać nowy świat, choć momentami robią z niej idiotkę. Miłe jest to, że Kida jest tu pełnoprawną królową, a nie wciąż księżniczką bo te się lepiej sprzedają.
Ciężko mi to ocenić. Gorsze od poprzednika pod każdym względem, jest niepotrzebne i mierzwi ta sklejka z czego innego udająca pełnoprawny film. Ale jak się patrzy na to jako pakiet odcinków telewizyjnych, to jakoś działa. Generalnie nie przepadam za serialowymi kontynuacjami animacji, bo to pachnie zawsze cash-grabem i z tego względu nie zamierzam powtarzać Aladyna, bo chcę mieć zachowane dobre wspomnienia. Ale w przypadku Atlantydy - tu był jakiś potencjał. Serialowy Tarzan moim zdaniem wyszedł spoko, nawet lepiej niż film kinowy, bo pomogło rozszerzenie świata i różnorodność konfliktów. Tu również - odkrywanie nadnaturalnych tajemnic i ich powiązań z Atlantydą będącą pierwotną cywilizacją. I fabuły segmentów wypadają OK.
Obsada dubbingowa ta sama, tak jak i ekipa realizacyjna, ale tu i obniżono loty. Tym razem jednak Jakubik mówi jakimś niższym tonem i mniej się przyłożył do swego ruskiego, przez co brzmi jak jakaś karykatura, Cookie też mówi bardziej poprawnym polskim. Agata Buzek wypadła dość sztywno jako Kida, choć w jedynce też wypadła najsłabiej. Głosy nowych postaci za to dobrze dobrane. I zaskoczyło mnie częściowe zachowanie realizmu, bo marynarze z prologu mówią po skandynawsku i pod nimi są napisy.
5/10
03-04-2022, 01:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2022, 21:42 przez OGPUEE.)





