Szerokość geograficzna zero - Scheckley nie wspominał, że w tym temacie mogą być jedynie amerykańskie filmy ;). Więc pora na powtórkę kolejnego tokusatsu od Toho. Tym razem to nie żaden kaiju, a bardziej klimaty Juliusza Verne. Trochę ramota, ale oglądalna. Od czego zacząć?
Film mimo, że produkcji japońskiej i z dużym udziałem japońskich aktorów, został nakręcony w języku angielskim. Lecz, co jest dużym plusem, w przypadku tego filmu Toho zamiast zlecać jakiś chujowy dubbing robiony w Hongkongu, to nakazało wszystkim aktorom mówić po angielsku. Czasami słychać akcent japońskich wykonawców i fonetyczne zapamiętywanie, ale jak mówiłem już lepsze to niż niedopasowane głosy.
W związku z tym, że jest to na podst. amerykańskiego słuchowiska, a jak mówiłem mówią po angielsku, to nie zabrakło amerykańskich aktorów - m.in. Joseph Cotten czy Cesar "To ten co był Jokerem w Batmanie z Westem" Romero. Ale mam wrażenie, że hollywoodcy aktory wtedy wychodzili z założenia, że jak dostali angaż do jakiejś egzotycznej produkcji to będą grać na półgwizdka (Rhodes Reason zagrał w Ucieczce King Konga, tylko dlatego że widział w tym okazję do zwiedzenia Japonii). Cotten jedzie na autopilocie i brzmi jak Miś Yogi czy Kot Jinks, zaś Jaeckel gra tak drewnianie i przesadzenie, przywodząc na myśli anglojęzycznych extra w późniejszych filmach z Godzillą. Najlepiej z Amerykańców i dość profesjonalnie wypadł Cesar Romero jako antagonista.
Odnośnie obsady - wy się śmiejecie, że czarna gra białą królowę, a ja śmieję, że biała gra południowoazjatycką księżniczkę i w Szerokości geograficznej zero Japońce dają nam powód do śmiechu, bo Azjata gra Francuza, pewnie domyślnie białego.
Fabularnie to taki Juliusz Verne, są ukryte cywilizacje, walka ze złym złoczyńcą i jego wynalazkami. Jako, że to film Toho, to wcisnęli wielkiego potwora - niestety, bestia właściwie nic nie robi i mogłaby spokojnie zostać wycięta bez szkody dla fabuły. i roboty miały inne potwory, w rozmiarze ludzkim. Sporo tu pacyfistycznego przesłania, jest moment prztyku do "zgniłego zachodu" i ich przypisania łatek i w końcówce przetykanie okropnością świata, co było pewnie przyczyną, dlaczego trafiło to do komunistycznej Polski (moja mama była na tym w kinie). Końcówka dość dziwna mogli i wykorzystać pierwotne zakończenie, gdyż miało więcej sensu.
Realizacyjnie całkiem nieźle zważywszy na bałagan panujący na planie. Efekty specjalne bardzo dobre. Znaczy wykonanie potworów zajeżdża dziś taniochą, a lew grany przez aktora w kostiumie nawet wtedy był widoczny, ale modele i scenografia robią pozytywne wrażenie. Scena operacji jest dość drastyczna na tamte czasy.
6,5/10
Film mimo, że produkcji japońskiej i z dużym udziałem japońskich aktorów, został nakręcony w języku angielskim. Lecz, co jest dużym plusem, w przypadku tego filmu Toho zamiast zlecać jakiś chujowy dubbing robiony w Hongkongu, to nakazało wszystkim aktorom mówić po angielsku. Czasami słychać akcent japońskich wykonawców i fonetyczne zapamiętywanie, ale jak mówiłem już lepsze to niż niedopasowane głosy.
W związku z tym, że jest to na podst. amerykańskiego słuchowiska, a jak mówiłem mówią po angielsku, to nie zabrakło amerykańskich aktorów - m.in. Joseph Cotten czy Cesar "To ten co był Jokerem w Batmanie z Westem" Romero. Ale mam wrażenie, że hollywoodcy aktory wtedy wychodzili z założenia, że jak dostali angaż do jakiejś egzotycznej produkcji to będą grać na półgwizdka (Rhodes Reason zagrał w Ucieczce King Konga, tylko dlatego że widział w tym okazję do zwiedzenia Japonii). Cotten jedzie na autopilocie i brzmi jak Miś Yogi czy Kot Jinks, zaś Jaeckel gra tak drewnianie i przesadzenie, przywodząc na myśli anglojęzycznych extra w późniejszych filmach z Godzillą. Najlepiej z Amerykańców i dość profesjonalnie wypadł Cesar Romero jako antagonista.
Odnośnie obsady - wy się śmiejecie, że czarna gra białą królowę, a ja śmieję, że biała gra południowoazjatycką księżniczkę i w Szerokości geograficznej zero Japońce dają nam powód do śmiechu, bo Azjata gra Francuza, pewnie domyślnie białego.
Fabularnie to taki Juliusz Verne, są ukryte cywilizacje, walka ze złym złoczyńcą i jego wynalazkami. Jako, że to film Toho, to wcisnęli wielkiego potwora - niestety, bestia właściwie nic nie robi i mogłaby spokojnie zostać wycięta bez szkody dla fabuły. i roboty miały inne potwory, w rozmiarze ludzkim. Sporo tu pacyfistycznego przesłania, jest moment prztyku do "zgniłego zachodu" i ich przypisania łatek i w końcówce przetykanie okropnością świata, co było pewnie przyczyną, dlaczego trafiło to do komunistycznej Polski (moja mama była na tym w kinie). Końcówka dość dziwna mogli i wykorzystać pierwotne zakończenie, gdyż miało więcej sensu.
Realizacyjnie całkiem nieźle zważywszy na bałagan panujący na planie. Efekty specjalne bardzo dobre. Znaczy wykonanie potworów zajeżdża dziś taniochą, a lew grany przez aktora w kostiumie nawet wtedy był widoczny, ale modele i scenografia robią pozytywne wrażenie. Scena operacji jest dość drastyczna na tamte czasy.
6,5/10
09-06-2022, 14:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-06-2022, 21:23 przez OGPUEE.)






