The Black Scorpion - kolejne, już pełne podejście, do przedostatniego filmu Willisa O'Briena. ¾ obsady chodzi w wielkich kapeluszach i jeszcze porusza się na koniach i momentami wygląda to jak western. Lewicowcy mogą docenić film, bo tylko jedna biała osoba gra Latynosa, a reszta to Meksykanie (choć mam wrażenie, że Carlos Rivas jest dubbingowany), a i też nie ma wielkiego amerykańskiego zbawcy i Meksyk nie został "uegzotyczniony".
Niestety, filmu nie docenię - nie bez kozery poprzednie próby kończyły się fiaskiem. Film zdecydowanie jest nudny - wszystkie możliwe tropy amerykańskie monster-moviez lat 50. są tu obecne - nudny bohater w roli naukowca, wciśnięta na siłę baba z równie wciśniętym na siłę wątkiem miłosnym (czy wtedy w tych Stanach mieli niedobór małżeństw?), narrator streszczający prolog, sugerująca "straszna" muzyka, czarno-biała taśma, dzieciak, który na złość widza przeżywa, wielki potwór bez osobowości i naprędce wymyślone rozwiązanie problemu. Chociaż nie, skorpiony są tu prehistorycznymi bestiami, a nie popromiennymi mutantami.
O głupocie nie będę wspomniał. Jesteśmy w jaskini pełnej nie tylko 20-metrowych krwiożerczych skorpionów (które pomordowały kilku Meksykańców), ale równie potwornych pareczników i tarantul? Chuj, cykamy na luzaku zdjęcia i łazimy po jaskiniach, jakby to byłą wycieczka po parku krajoznawczym. Nawet jak przed chwilą odkryliśmy ślady jakiegoś martwego pastucha. Częściowo problemów też sprawił w/w gnojek, który zasłużył na złojenie dupska przez Charlesa Bronsona. Generalnie dzieciak irytuje, ale w większości scen uchodzi i były gorsze osobniki w tego typu filmach. Mara Corday całkiem dobrze odgrywa wiarygodnie przerażoną kobietę. Fakt, jej postać ot nudna buła, ale nie jest wzdychałem i jest samodzielną właścicielką rancza, a też nie wymaga ratunku. Jedynym jej przewinieniem jest naprawdę wciśnięty wątek miłosny pomiędzy nią a amerykańskim naukowcem. Przy okazji nie powinien być on żonaty? Gość ma jakieś 50 lat, a presja na małżeństwa była większa niż dzisiaj.
Co mogę z czystym sumieniem pochwalić to efekty specjalne są zajebiste. To najmocniejszy punkt, ale w końcu je nadzorował Willis O'Brien, a animował znacznie mniej znany Pete Peterson. Choć ktoś wpadł na pomysł, by w zbliżeniach skorpiony zostały upotwornione, bo dostały groteskową zębata i śliniącą się mordę rodem z Godzilli od Hanny-Barbery (dziwne, że Goji jeszcze nie doczekał przeciwnika-skorpiona. Znaczy ten japoński. Animowana kontynuacja filmu z 1998 roku się nie liczy). Mówiąc o Hannie-Barberze, to często powtarza te same ujęcia animacji potworów, ale to jedyny mankament.
4/10
PS. Poniżej prezentuję talent wspomnianego Petersona. Szkoda, że dopadł go rak, bo mógł zostać kolejnym poklatkowym klasykiem obok Harryhausena, Danfortha, Allena czy Tipetta:
Dinosaurus! - pod koniec podstawówki widziałem fragmenty na Kabel Eins. Ten uczuć, gdy dziś nakręcenie na jakiejś dalekiej wyspie będzie kosztować więcej niż ten tani film kręcony pewnie w 2 tygodnie łącznie z postprodukcją. I to kolejny po Them prekursor Aliens, bo główny Hero walczy z t-rexem za pomocą koparki.
Lewicowcy nie polubią tego obrazu, bo Amerykany niszczą miejscową przyrodę budując port na karaibskiej wyspie, kolorowi są tylko jako extra, a jedyny POC jest grany w brownface (i na domiar złego to dziecko). Aha, jest motyw jak Murzyn odpowiadający za alarmowanie w starej kolonialnej fortecy zasypia, więc powiela szkodliwe stereotypy. I za rozwiązaniem kwestii potworzej stoją dzielne Białasy.
Tytuł powinien brzmieć "Caveman and his Shenanigans!", bo więcej jest scen związanych z jaskiniowcem, często przedłużonych. Odnośnie przedłużeń t-rex ma walkę z brontozaurem, który zabija. Potem okazuje się, że bronto przeżył starcie. Jednak zaraz potem ląduje na własne żądanie w ruchomych piaskach. Nawet nie przyczynia do jakiejś chwilowej pomocy ludzkim bohaterom. Po co fejkowa śmierć? Smarki na pokazach testowych beczały?
Właśnie, tytuł jest mocno pod dzieciaki, bo momentami sceny z jaskiniowcem i dinozaurami przypominają urywki z Dino-Boy In the Lost Valley, przy czym ten drugi był poważniejszy. I kolejny monster-movie gdzie zjawia się mały Pepito, którego głównym zadaniem jest irytacja widza. W dodatku grający go aktor jest kiepski i wygłasza każdą kwestię tym samym "ekscytującym głosem jak na apelu szkolnym". Co mogę szczerze pochwalić to koleś grający jaskiniowca spisał się na medal - tak wyobrażam sobie zachowanie neandertalca z epoki kamienia łupanego, gdyby trafił do czasów współczesnych.
Kobieca lead ofkorz płaska, a na dodatek głupia bo z daleka widzi czerwoną flagę, krzycza żeby odpływała bo robia wybuchy, a ta uśmiecha i macha ręką na powitanie XD. Choć wątek romansowy trochę wypada bardziej naturalnie, bo postacie już się znają i większe jest umotywowanie w fabule. Jako, że to monster movie z lat 60., to oprócz potwora musi być ludzki villain, oczywiście wredny i skurwiały do przesady. Norton może go polubić, bo jawnie znęca się nad dzieciakiem.
Efekty specjalnie raczej niespecjalne. Film to połącznie zabawkowych pacynek z animacją poklatkową - Ray Harryhausen to nie jest. Może w Ulicy Sezamkowej by się sprawdziły. Sam film się ogląda bezboleśnie, na pewno lepiej niż Blob od tych samych twórców. Jakby ktoś chciał przedstawić najmłodszym coś z biblioteki sf z starych lat, spokojnie bym polecił ten tytuł jako początek.
5/10
Niestety, filmu nie docenię - nie bez kozery poprzednie próby kończyły się fiaskiem. Film zdecydowanie jest nudny - wszystkie możliwe tropy amerykańskie monster-moviez lat 50. są tu obecne - nudny bohater w roli naukowca, wciśnięta na siłę baba z równie wciśniętym na siłę wątkiem miłosnym (czy wtedy w tych Stanach mieli niedobór małżeństw?), narrator streszczający prolog, sugerująca "straszna" muzyka, czarno-biała taśma, dzieciak, który na złość widza przeżywa, wielki potwór bez osobowości i naprędce wymyślone rozwiązanie problemu. Chociaż nie, skorpiony są tu prehistorycznymi bestiami, a nie popromiennymi mutantami.
O głupocie nie będę wspomniał. Jesteśmy w jaskini pełnej nie tylko 20-metrowych krwiożerczych skorpionów (które pomordowały kilku Meksykańców), ale równie potwornych pareczników i tarantul? Chuj, cykamy na luzaku zdjęcia i łazimy po jaskiniach, jakby to byłą wycieczka po parku krajoznawczym. Nawet jak przed chwilą odkryliśmy ślady jakiegoś martwego pastucha. Częściowo problemów też sprawił w/w gnojek, który zasłużył na złojenie dupska przez Charlesa Bronsona. Generalnie dzieciak irytuje, ale w większości scen uchodzi i były gorsze osobniki w tego typu filmach. Mara Corday całkiem dobrze odgrywa wiarygodnie przerażoną kobietę. Fakt, jej postać ot nudna buła, ale nie jest wzdychałem i jest samodzielną właścicielką rancza, a też nie wymaga ratunku. Jedynym jej przewinieniem jest naprawdę wciśnięty wątek miłosny pomiędzy nią a amerykańskim naukowcem. Przy okazji nie powinien być on żonaty? Gość ma jakieś 50 lat, a presja na małżeństwa była większa niż dzisiaj.
Co mogę z czystym sumieniem pochwalić to efekty specjalne są zajebiste. To najmocniejszy punkt, ale w końcu je nadzorował Willis O'Brien, a animował znacznie mniej znany Pete Peterson. Choć ktoś wpadł na pomysł, by w zbliżeniach skorpiony zostały upotwornione, bo dostały groteskową zębata i śliniącą się mordę rodem z Godzilli od Hanny-Barbery (dziwne, że Goji jeszcze nie doczekał przeciwnika-skorpiona. Znaczy ten japoński. Animowana kontynuacja filmu z 1998 roku się nie liczy). Mówiąc o Hannie-Barberze, to często powtarza te same ujęcia animacji potworów, ale to jedyny mankament.
4/10
PS. Poniżej prezentuję talent wspomnianego Petersona. Szkoda, że dopadł go rak, bo mógł zostać kolejnym poklatkowym klasykiem obok Harryhausena, Danfortha, Allena czy Tipetta:
Dinosaurus! - pod koniec podstawówki widziałem fragmenty na Kabel Eins. Ten uczuć, gdy dziś nakręcenie na jakiejś dalekiej wyspie będzie kosztować więcej niż ten tani film kręcony pewnie w 2 tygodnie łącznie z postprodukcją. I to kolejny po Them prekursor Aliens, bo główny Hero walczy z t-rexem za pomocą koparki.
Lewicowcy nie polubią tego obrazu, bo Amerykany niszczą miejscową przyrodę budując port na karaibskiej wyspie, kolorowi są tylko jako extra, a jedyny POC jest grany w brownface (i na domiar złego to dziecko). Aha, jest motyw jak Murzyn odpowiadający za alarmowanie w starej kolonialnej fortecy zasypia, więc powiela szkodliwe stereotypy. I za rozwiązaniem kwestii potworzej stoją dzielne Białasy.
Tytuł powinien brzmieć "Caveman and his Shenanigans!", bo więcej jest scen związanych z jaskiniowcem, często przedłużonych. Odnośnie przedłużeń t-rex ma walkę z brontozaurem, który zabija. Potem okazuje się, że bronto przeżył starcie. Jednak zaraz potem ląduje na własne żądanie w ruchomych piaskach. Nawet nie przyczynia do jakiejś chwilowej pomocy ludzkim bohaterom. Po co fejkowa śmierć? Smarki na pokazach testowych beczały?
Właśnie, tytuł jest mocno pod dzieciaki, bo momentami sceny z jaskiniowcem i dinozaurami przypominają urywki z Dino-Boy In the Lost Valley, przy czym ten drugi był poważniejszy. I kolejny monster-movie gdzie zjawia się mały Pepito, którego głównym zadaniem jest irytacja widza. W dodatku grający go aktor jest kiepski i wygłasza każdą kwestię tym samym "ekscytującym głosem jak na apelu szkolnym". Co mogę szczerze pochwalić to koleś grający jaskiniowca spisał się na medal - tak wyobrażam sobie zachowanie neandertalca z epoki kamienia łupanego, gdyby trafił do czasów współczesnych.
Kobieca lead ofkorz płaska, a na dodatek głupia bo z daleka widzi czerwoną flagę, krzycza żeby odpływała bo robia wybuchy, a ta uśmiecha i macha ręką na powitanie XD. Choć wątek romansowy trochę wypada bardziej naturalnie, bo postacie już się znają i większe jest umotywowanie w fabule. Jako, że to monster movie z lat 60., to oprócz potwora musi być ludzki villain, oczywiście wredny i skurwiały do przesady. Norton może go polubić, bo jawnie znęca się nad dzieciakiem.
Efekty specjalnie raczej niespecjalne. Film to połącznie zabawkowych pacynek z animacją poklatkową - Ray Harryhausen to nie jest. Może w Ulicy Sezamkowej by się sprawdziły. Sam film się ogląda bezboleśnie, na pewno lepiej niż Blob od tych samych twórców. Jakby ktoś chciał przedstawić najmłodszym coś z biblioteki sf z starych lat, spokojnie bym polecił ten tytuł jako początek.
5/10
24-11-2022, 02:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-11-2022, 02:41 przez OGPUEE.)






