Kino Rialto w Katowicach, jakieś kinowe wznowienie Królewny Śnieżki - to na bank był mój pierwszy seans, ale nie umiem określić roku. Coś w przedziale 92-94. Jakieś wyjście rodzinne, chyba nawet w większej grupie. Słabo to pamiętam.
Natomiast pierwszy seans, na którym byłem z własnej inicjaty to też kino Rialto i Wes Craven's New Nightmare w 1995. Jednocześnie pierwszy mój film oglądany z napisami. Niedługo później w katowickim Kosmosie obejrzałem Sędziego Dredda i to był pierwszy wielkoekranowy zachwyt totalny i zakochanie się w kinie.
Od tamtego czasu bardzo często chodziłem do kina. Głównie sam. Do pewnego momentu upierdliwością były kategorie wiekowe, bo mimo wszystko zdarzały się odmowy sprzedaży. Na bank spotkało mnie to przy okazji Alien Resurrection i Last Man Standing z Willisem. No a ostatnie lata przed covidem to już w moim przypadku psychoza i w zasadzie uzależnienie od kina, które owocowało grubo ponad setką seansów rocznie.
Teraz już praktycznie nie chodzę, bo nie ma na co, a już mam w dupie takie zaliczanie do statystyk.
Natomiast pierwszy seans, na którym byłem z własnej inicjaty to też kino Rialto i Wes Craven's New Nightmare w 1995. Jednocześnie pierwszy mój film oglądany z napisami. Niedługo później w katowickim Kosmosie obejrzałem Sędziego Dredda i to był pierwszy wielkoekranowy zachwyt totalny i zakochanie się w kinie.
Od tamtego czasu bardzo często chodziłem do kina. Głównie sam. Do pewnego momentu upierdliwością były kategorie wiekowe, bo mimo wszystko zdarzały się odmowy sprzedaży. Na bank spotkało mnie to przy okazji Alien Resurrection i Last Man Standing z Willisem. No a ostatnie lata przed covidem to już w moim przypadku psychoza i w zasadzie uzależnienie od kina, które owocowało grubo ponad setką seansów rocznie.
Teraz już praktycznie nie chodzę, bo nie ma na co, a już mam w dupie takie zaliczanie do statystyk.
.
09-01-2023, 20:21





