(04-03-2025, 12:26)Galadh napisał(a): Nie należę do oburzających się i kumam twórcze prowokacje we francuskim stylu, ale jeśli reżyser w listopadzie zaczął przyznawać, że nie zrobił większego researchu w dziedzinie meksykańskiej kultury, to już wiem, dlaczego wyczułem w tym przedsięwzięciu fałsz. Dla mnie to jest po prostu marnowanie potencjału ciekawego pomysłu. Nie tylko przez kulejący hiszpański rodem z Google Translate czy problemy z prowadzeniem aktorów w tym języku. Czuć stereotypy i podejście po linii najmniejszego oporu. Można to sobie tłumaczyć prawidłami musicalu: realizmem magicznym czy operową umownością.Sam Audiard w wywiadach mocno podkreślał tą operowość i to dla mnie jest najlepszy trop (realizmu magicznego to ja tam w ogóle nie widziałem, z zupełnie czym innym mi się on kojarzy), przy czym bardzo problematyczny i ja w pełni rozumiem, że taka estetyka, czy podejście do narracji może się nie podobać - tak jak pisałem, sam byłem zaskoczony, że mi to tak siadło.
(04-03-2025, 12:22)PropJoe napisał(a): Pisałem, że jako musical Emilia jak dla mnie kompletnie się nie broni. Piosenki są słabe, ich wplecenie w fabułę wysilone, choreografia przeciętna. Jako, że są to elementy, które muszą tego typu nieść na swoich barkach, taki sobie ich poziom, kładzie moim zdaniem cały film.Ty uważasz, że w musicalu powinny być piękne piosenki i śliczna choreografia, a ja właśnie uważam, że Emilia nie jest klasycznym musicalem i piosenki wcale nie muszą być rytmiczne i wpadające w ucho, że nóżka się rwie do tańca - powiedziałbym nawet, że te piosenki właściwie bez muzyki, wymruczane dosyć marnie przez tytułową bohaterkę dodają autentyzmu tej historii, jej emocjom, trochę na zasadzie "śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi, czasami człowiek musi, inaczej się udusi", no więc o tym jest również ta historia: o tym, że Emilia musi (nie tylko śpiewać, ale i tą płeć zmienić), bo inaczej się udusi. Wychodzi jej raz lepiej, raz gorzej, często pokracznie, być może nawet niekomfortowo dla widza, ale ja właśnie dlatego ją kupuję i rozumiem - pewnie nawet bardziej, niż gdyby odwaliła tam perfekcyjnego kankana, idealnym głosem wyśpiewując piosenkę ze szczytów list przebojów.
Cytat:A abstrahując od tego, za Seana Bakera trudno mi nie trzymać kciuków: od ponad dwóch dekad lojalny wobec swoich niezależnych korzeni i pokazywania ciemnej strony American dream, a przy tym wydaje się skromnym typem, który po prostu jara się tym, co robi, bez specjalnych umizgów względem kogokolwiek.Pokazywanie ciemnej strony American Dream w drugiej, trzeciej dekadzie XXI wieku jest tak kurewsko odważne i świadczy o niezależności, że hoho :) Że też nikt przed Bakerem na to nie wpadł, tylko wszyscy od lat 50. kręcą te cukierkowe obrazki Ameryki :P Może kolejnym tematem dla niego będzie coś o skorumpowanej władzy w USA? Odważne by to było, co? :)
Ja naprawdę z wielką chęcią przywitałbym jakiegoś twórcę, który potrafiłbym szczerze pokazać siłę i wartości USA, jakoś pozytywnie spojrzeć na ten kraj, bo mam wrażenie, że odkąd oglądam filmy to wszyscy tylko demontują amerykański mit, że już właściwie nic z niego nie zostało i naprawdę nie potrzeba nam kolejnego wielce odkrywczego dzieła o biedocie w cieniu Disneylandu albo dziwkach z NY i Las Vegas.
04-03-2025, 13:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-03-2025, 13:03 przez simek.)





