Dziki - Kawulski wciąż popełnia te same błędy. Zamiast opowiadać historię, liczy na to że za pomocą obrazu, slow motion i muzyki historia opowie się sama. No tak to nie działa. Musisz coś od siebie dać, jakiś dialog, albo sceny które popychają bohaterów do odpowiednich czynów. A to wygląda jak zestaw randomowych scen, które reżyser próbuje skleić na modłę motywu pojedynku dwóch bohaterów po przeciwnych stronie barykady. Tylko, że ja w tę historię nie uwierzyłem, bo nie ma tu mięsa które ma typowy C-klasowy akcyjniak z jakimś podstarzałym gwiazdorem w USA. Serio, Kawulski mógłby od scenarzystów takich filmów brać korki, bo ich wady mogły być zajebistymi zaletami tego reżysera. Tu wystarczyłaby rzemieślnicza, oklepana robota i absolutnie wyszedłbym zachwycony. Bo po prawdzie... Kawulski ma oko do wizualów i ogląda się to miejscami nieźle, ale bardziej właśnie jako patrzydło pod kątem pojedynczych scen aniżeli całych wątków. Dialogi przemilczę, bo są niesamowicie siermiężne (chociaż tekścik "Też potrafię odgryzać palce, ale wolę jagody" był w punkt:)). Tylko że niewiele to daje gdy chce się ułożyć w głowie to co dzieje się na ekranie. A jest chatotycznie, zupełnie nie rozumiem jak można było położyć emocjonalnie tak banalny i wyświechtany schemat prywatnej wojny rodem z westernu.
A był tu wręcz ultrazajebisty potencjał. Ba, nawet pierwsze 30 minut jest naprawdę spoko bo miesza "polskie Apocalypto" z przygodówką, a to wszystko skąpane w krajobrazie lasów, gór i małych, słowiańskich wiosek. Tu nie trzeba było wiele. Ale potem wkracza postać Fabijańskiego i... tu zaczyna się już srogi problem, bo facet gra Jokera. Tyle że wypada jak parodia postaci wsadzona do poważnego filmu. Jego styl bycia jest absurdalny i nie dziwi mnie, że zwiastuny ukrywały jego bohatera. Gdyby zaserwowali 2-3 teksty to widownia najpewniej jechałaby po Kawulskim już w komentarzach na YT.
Ale są też plusy: wszyscy mają problemy z uzębieniem jak na XVII wiek przystało, jest solidna porcja przemocy, ogólnie surowy klimacik jaki z tego bije jest unikatowy jak na polskie kino. Postać Lichoty też daje radę, choć to podręcznikowy mentor ala mistrz Jedi. Kawulski zapożycza też kolejny motyw ze Star Wars i podbija go level wyżej:
Jak to ocenić? Pośród tego chaosu i twardej ręki w dialogach jest tu jakiś pomysł. Jest krwawo, surowo, ale też majestatycznie, ładnie (choć sceny walk rozczarowują przez swoją padaczkowatość). Historia nie domaga, złol jest nietrafiony. Czyli podsumowując, tak średnio-słabo na jeża.
A co tam, dam te 5/10
A był tu wręcz ultrazajebisty potencjał. Ba, nawet pierwsze 30 minut jest naprawdę spoko bo miesza "polskie Apocalypto" z przygodówką, a to wszystko skąpane w krajobrazie lasów, gór i małych, słowiańskich wiosek. Tu nie trzeba było wiele. Ale potem wkracza postać Fabijańskiego i... tu zaczyna się już srogi problem, bo facet gra Jokera. Tyle że wypada jak parodia postaci wsadzona do poważnego filmu. Jego styl bycia jest absurdalny i nie dziwi mnie, że zwiastuny ukrywały jego bohatera. Gdyby zaserwowali 2-3 teksty to widownia najpewniej jechałaby po Kawulskim już w komentarzach na YT.
Ale są też plusy: wszyscy mają problemy z uzębieniem jak na XVII wiek przystało, jest solidna porcja przemocy, ogólnie surowy klimacik jaki z tego bije jest unikatowy jak na polskie kino. Postać Lichoty też daje radę, choć to podręcznikowy mentor ala mistrz Jedi. Kawulski zapożycza też kolejny motyw ze Star Wars i podbija go level wyżej:
Jak to ocenić? Pośród tego chaosu i twardej ręki w dialogach jest tu jakiś pomysł. Jest krwawo, surowo, ale też majestatycznie, ładnie (choć sceny walk rozczarowują przez swoją padaczkowatość). Historia nie domaga, złol jest nietrafiony. Czyli podsumowując, tak średnio-słabo na jeża.
A co tam, dam te 5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
16-12-2025, 22:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-12-2025, 22:35 przez Snappik.)
Spoiler




