(15-01-2026, 22:18)simek napisał(a): Głupia sprawa, no ale to jest lepszy film niż OBAA. Marty'ego za rok, czy dwa chętnie powtórzę, a z OBAA to bym sobie przypomniał tylko fragment z Leo i Benicio.
Co do zarzutów Pelivarona: kompletnie nie kupuję argumentu, że główny bohater jest ohydny, więc film przez to cierpi. No dokładnie taki Marty miał być, a identyczny typ osobowości odgrywali Pattison i Sandler w poprzednich filmach braci Safdie, nawet do tego robi taki trochę metakomentarz postać tego biznesmena gdy mówi, że on jest wampirem z 1601 roku, który widział już w życiu dziesiątki takich Martych: taki typ ludzi, skrajnych egotyków po prostu istnieje i nie rozumiem czemu kręcenie o nich filmu miałoby być czymś złym?
Zresztą postać Chalameta spotyka w filmie dosyć upokarzająca kara, więc każdy kto mu źle życzy ma chwilę satysfkacji :) To swoją drogą bardzo dobry fragment, pokazujący, że na każdego cwaniaka trafi się większy cwaniak, który da ci, dosłownie, w dupę.
Ale ja się z tym w gruncie rzeczy nie kłócę. Ja nie twierdzę, że film cierpi dlatego, że Marty jest ohydny. Twierdzę, że film nie potrafi nic sensownego zrobić z tą ohydą przez 150 minut, a sama postać nie ma żadnego większego łuku i nie zmieniają tego nawet ostatnie kilka minut. W "Good Time" i "Uncut Gems" te postacie też miały swoje za uszami i nie były krystaliczne, ale jednoczesnie zostały wciągnięte w jakąś spiralę konsekwencji. A Marty jakoś tak nie do końca tego doświadcza i nawet ta upokarzająca kara nie jest jakaś spektakularnie podła, co innego, jakby powtórzyli "The Brutalist" :)
Żeby nie było, kręcenie filmów o skrajnych egocentrykach nie jest niczym złym.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
15-01-2026, 22:33





