masz mnie, tomashec:) tak czy siak, w żadnym wypadku nie nazwałbym sytuacji w sklepie naciąganą, bo wówczas musielibyśmy pójść za ciosem i wszystkie filmowe sceny, w których ślepy traf popycha ku sobie bohaterów, określać mianem naciąganych. to raz. dwa: spotkanie w warzywniaku było przygotowywane przez reżysera od samego początku. nie jest tak, że scena ta została wstawiona do filmu ad hoc, celem skierowania fabuły na jakiś nowy, nieoczekiwany tor. poczucie fatalizmu ciążyło nad całością w zasadzie od zarania, a niepokój związany z przebiegiem śledztwa i bezkarnością mordercy narastał miarowo wraz ze zbliżaniem się historii do finału.
06-02-2009, 22:03






