Byłem dzisiaj w kinie i film okazał się całkiem przesympatyczny - dawno nie oglądałem tak udanego miksu kina l. 80-tych. Każdy pisze o dinkach itd. ale kurczę toć ten film ma tyle z "Poltergeista" Hoopera/Spielberga, że to głowa mała. Od muzyki, sennego klimatu przedmieść po rok, w którym dzieje się akcja (1982 r.). Poza tym motyw z cofnięciem się do prehistorii jest zajebisty w tym, że twórcy nie silili się tutaj na zgodność z nauką, zamiast tego serwując nam krajobrazy nawiązujące nieco nawet do Flintstone'ów (ba nie na darmo jedne dziecko nuci motyw z serialu). Ogólnie akcja bardzo spoko i da się znudzić w trakcie seansu, zwłaszcza, że sam film jakiś długi nie jest 1,5 h czy coś).
Wady? Hmm, jak dla mnie to na siłę zrobiony rodzinny konflikt gdzieś w tle. Przy czym bohaterka Anne Hathaway nie budzi tyle sympatii co postać McGregora. Ten ostatni to taki w sumie cichy żuczek, który boi się żony - a ta w gruncie rzeczy nie traktuje go zbyt poważnie. To ona sygnalizuje problem i to on ma go rozwiązać, w gruncie rzeczy w jednej ze scen (tej z naradą w salonie) miałem wrażenie, że babka wymaga od faceta planu działania, który w tej bezprecedensowej sytuacji po prostu nie ma racji bytu. Sytuacji nie poprawia końcówka gdy kobitka okazuje się bezwzględna i samolubna. Ratuje tylko swojego męża i sąsiadów de facto skazując inne wersje siebie i swoich dzieci na śmierć. Hehe widać rys psychopatki...
BTW wiadoma scena z McGregorem wzięła mnie totalnie z zaskoczenia.
Ogólnie solidne 7 na 10 a jak na poziom obecnych produkcji kinowych to nawet 8 na 10.
PS. Motyw z takimi wyrwanymi ze swojego czasu fragmentami Ziemi to był wielokrotnie obecny chociażby w serii Erika Flinta "1632" gdzie amerykańskie miasteczko trafia do Europy w szczycie wojnny trzydziestoletniej czy w trylogii "Nantucket" S. M. Stirlinga gdzie tytułowa wyspa trafia do epoki brązu. Całkiem przyjemne (zwłaszcza te drugie) czytadła.
Wady? Hmm, jak dla mnie to na siłę zrobiony rodzinny konflikt gdzieś w tle. Przy czym bohaterka Anne Hathaway nie budzi tyle sympatii co postać McGregora. Ten ostatni to taki w sumie cichy żuczek, który boi się żony - a ta w gruncie rzeczy nie traktuje go zbyt poważnie. To ona sygnalizuje problem i to on ma go rozwiązać, w gruncie rzeczy w jednej ze scen (tej z naradą w salonie) miałem wrażenie, że babka wymaga od faceta planu działania, który w tej bezprecedensowej sytuacji po prostu nie ma racji bytu. Sytuacji nie poprawia końcówka gdy kobitka okazuje się bezwzględna i samolubna. Ratuje tylko swojego męża i sąsiadów de facto skazując inne wersje siebie i swoich dzieci na śmierć. Hehe widać rys psychopatki...
BTW wiadoma scena z McGregorem wzięła mnie totalnie z zaskoczenia.
Ogólnie solidne 7 na 10 a jak na poziom obecnych produkcji kinowych to nawet 8 na 10.
PS. Motyw z takimi wyrwanymi ze swojego czasu fragmentami Ziemi to był wielokrotnie obecny chociażby w serii Erika Flinta "1632" gdzie amerykańskie miasteczko trafia do Europy w szczycie wojnny trzydziestoletniej czy w trylogii "Nantucket" S. M. Stirlinga gdzie tytułowa wyspa trafia do epoki brązu. Całkiem przyjemne (zwłaszcza te drugie) czytadła.
19-08-2026, 21:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-08-2026, 08:20 przez Scheckley.)





