Stały bywalec
Liczba postów: 12,559
Liczba wątków: 29
No... pierwsze ujęcia jak Hartnett gapi się na statek-widmo w arktycznej głuszy to z miejsca ma 1000 pkt. do klimatu. Szczekające psy od razu skojarzyły się z Cosiem Carpentera (i też bestialsko giną). Jednak w przeciwieństwie do Cosia raczej wątpliwe bym do tego wrócił. Dość kiepskie tempo i nie ma się wrażenia, że mija te 30 dni. I parę jest krindżowych momentów jak zła dziewczynka rzucająca tekstem Let's play a game. Nie dziwię się, że w paradzie banałów Mental rzucał, że przy takich momentach wyłącza (i chyba mówił to w kontekście tego filmu). Też nie wiem, czemu wąpierze mówią własnym językiem (albo jakimś egzotycznym dla Anglosasów językiem, jak to zrobiono w Star Wars Tartakovskyego), skoro to nie jest jakiś osobny gatunek. No i są tu charakteryzujące epokę padaczkowo kręcone sceny walk.
Z drugiej strony czuć tu klimat osaczenia. Zwłaszcza jak Różowa sama po ulicy rozpaczliwie woła o pomoc, a w tle poskakują potwory. I dobra jest gra aktorska, a paru bohaterom kibicowałem - jak temu operatorowi tej maszyny jeżdżącej. I kupuję przedstawione tu bestie i ich działanie. Tak zastanawiałem, czemu lider wąpierzy w przeciwieństwie do podwładnych (którzy wyglądają jak wampiryczna sekcja ONRu) ma w miarę normalny wygląd - ano przemiana w krwiopijcę jest stopniowa. Całkiem też kupuję motywy końcowej akcji Hartnetta.
Raczej nic innowacyjnego, ale od biedy spokojnie można ujrzeć.
6/10
09-10-2024, 22:59