American Gangster
#21
racja odradzam oglądania klipów i innych materiałów promujących , bo zawsze wlepiają tam te pamiętną scenę Język

Odpowiedz
#22
AMERICAN GANGSTER (2007)


Reżyseria: Ridley Scott
Obsada: Denzel Washington, Russel Crowe, Cuba Gooding Jr.
Muzyka: Marc Streitenfeld
Gatunek: Kryminał, Gangsterski
Produkcja: USA


Jeden z najbardziej oczekiwanych filmów roku wreszcie ujrzał światło dzienne. Oczekiwania były duże. Głównie za sprawą Ridleya Scotta, jak i doborowej czołówki aktorów.
I muszę przyznać, że jeśli o mnie chodzi to się nie zawiodłem.

Ridley Scott przenosi nas w przełom lat 60. i 70. do Harlemu by pokazać karierę króla narkotyków - Francka Lucasa. W tej roli wystąpił Denzel Washington, który z zadania wykonał się bardzo dobrze (zresztą, za te 40$ baksów, które wziął za ten film, spróbował by tylko coś spaprać). Dla niektórych może nie był w 100% przekonujący jako szef wielkiego nielegalnego imperium - zapewne wpływ na taki odbiór ma stereotyp człowieka, który widzimy w wielu gangsterskich filmach - czyli szef, który jak trzeba jest też bezwzględnym, twardym i okrutnym (coś jak De Niro czy Pesci w Goodfellas). Franck Lucas jest inny - zdecydowanie bliżej mu do tego typu postaci jaką był Don Vito Corleone z Godfather.

Oczywiście musi być też druga strona medalu. Musi być też ten dobry, a jest nim Russell Crowe. Jakże inny niż w roli, z której wszyscy go pamiętamy - Gladiatora. Inny, za to równie wiarygodny. Crowe'owi też niczego nie można zarzucić.
No i cieszy mnie przede wszystkim to, że Scott nie uczynił z postaci Richiego Robertsa bohatera, super twardego gliny, który ma wszystko i wszystkich gdzieś (zwłaszcza nakazy). Strzela do kogoś na każdej przecznicy, gania po budynkach itp. (coś w stylu Nicka Nolte z 48 hours chociażby).

Jest też znakomity drugi plan na czele z takimi aktorami jak Cuba Gooding Jr., Josh Brolin czy John Ortiz.

To tyle - jeśli chodzi o aktorów. Jeszcze trochę o scenariuszu.
Nie jest to jakaś mistrzowska perełka. Raczej solidna robota bez większych wpadek czy banałów, ale też nie jest to fajerwerk.
Nie ma tu wartkiej akcji, szalonych pościgów. Jest za to napięcie, ciekawość i realizm.
I kolejny raz w tego rodzaju filmach mamy klasyczny schemat głównego bohatera, czyli start z samego dołu, droga na sam szczyt i bolesny upadek. Nie jest to nic odkrywczego i wybitnego, ale sprawdza się. Tak jak się sprawdziło w Goodfellas czy Scarface.

Zdecydowanie najmocniejszą stroną tego filmu jest jednak to, w czym Ridley Scott jest najlepszy. Budowanie klimatu.
Znakomite zdjęcia - świetnie przedstawione realia lat 70. Począwszy od ulic Harlemu po knajpki w Wietnamie - wszystkie te sceny są dopieszczone, świetnie zrobione, a samo oglądanie ich sprawia przyjemność.
No i muzyka - dobra, choć (co do Scotta raczej niepodobne) nie jest eksponowana i chowa się gdzieś w tle wydarzeń. Oczywiście poza scenami w klubach.

I to, co mi się najbardziej rzuciło w oczy. Ridley Scott odgrzebał lekko zapomniany już klimat wielu filmów produkowanych w latach 70. i 80. Chodzi mi o środowisko gliniarzy.
Skorumpowani, źli gliniarze, gnieżdżący się w obskurnych i wiecznie zadymionych posterunkach. Te wszystkie obrazy perfekcyjnie nakręcone, wiele mówią o samych gliniarzach. I już naprawdę nie było trzeba nic dodawać - samym obrazem Scott przedstawił wszystko jak na tacy. Po raz kolejny udowodnił, że potrafi i nie boi się czerpać ze sprawdzonych, dobrych wzorców.

I jeszcze jedna rzecz, która cieszy oko. Dobrze jest obejrzeć dobry film sensacyjny, który nie jest naszpikowany komputerowymi trickami, efektami specjalnymi itp. W ostatnich czasach coraz trudniej o to.

Reasumując. Ridley Scott nakręcił kolejny znakomity film w swoim dorobku. Nie jest to dzieło formatu Blade Runnera czy Gladiatora, ale jest to z pewnością mocna pozycja w jego dorobku. I z pewnością wejdzie do kanonu filmów gangsterskich, choć nie dorównuje takim filmom jak Godfather czy Goodfellas.

Przy obecnie występującej mizerii w kinie Hollywoodzkim, ten obraz ma nominację do oskara jak w banku. Może nawet nawet samego oskara - licznej i silnej konkurencji za bardzo nie widać.
Z drugiej strony jeśli American Gangster po ubiegłorocznym sukcesie The Departed zdobędzie statuetkę za najlepszy film, to będzie to przede wszystkim potwierdzenie kryzysu twórczego jaki obecnie panuje w Hollywood. Bo jeszcze 10 lat temu taki film był by pewnie dość daleko w gronie faworytów.


Jeśli ktoś chce obejrzeć kawał dobrego kina w najlepszym wydaniu, to niech ogląda. Zawiedziony nie będzie. Znakomity film.

9/10

Odpowiedz
#23
Crow dosłownie przypomina mi postać Ala Pacino z Serpico . Też wam się to w oczy rzuciło ??

Odpowiedz
#24
od razu :mrgreen:
najlepsze, co można zrobić z dobrą radą, to podać ją dalej

Odpowiedz
#25
No i obejrzałem. Po tak pozytywnych opiniach nie wytrzymałem do stycznia.

Film "Scorsese - podobny", szczególnie na poziomie historii. Główny bohater o mrocznej naturze i lewym biznesie rozwija swoje imperium będąc zawsze o krok przed policją, konkurencją i wrogami. I jak w historiach kręconych przez Martina skleciony z malutkich klocków sukces zaczyna się sypać. To wada i zaleta filmu jednocześnie.

- Wada, bo w swych ambicjach jest typowy i w typowy sposób rysuje tzw. "dobrze nakreślone osobowości". Także w typowy sposób rozwija się historia, która oczywiście aspiruje do tej ambitniejszej (i taka jest!). Otrzymujemy więc film typowy w swej ambicji - nic ponad to co sam osobiście lubię i jest to mój największy od kilku ładnych lat zarzut pod adresem Ridleya. Udowadnia on swój kunszt, wyczucie i ambicje, pokazuje jak elastycznym twórcą jest, ale brakuje mi tego pierdolnięcia od faceta, który jest kimś więcej niż bardzo dobrym reżyserem. Może się czepiam, ale brakuje mi tego Ridleyowskiego zęba.

- Zaleta, bo takich filmów nigdy dość, nawet jeżeli niczym nie zaskakują to pochłaniają bez reszty i tak właśnie jest tym razem.

Rewelacyjna jest muzyka. Bzyku napisał, że nie jest na pierwszym planie - nie zgodzę się. To Scott (bez względu który) i muzyka tradycyjnie jest jednym z głównych aktorów obrazu. Nareszcie nie Hans Zimmer, którego słuchanie dobija mnie już dogłębnie. Dzięki temu film uzyskał własną duszę.

Denzel - i wszystko jasne. Twórcy idą za ciosem i wciąż serwują nam go jako bezkompromisowego twardziela. Aktor sprawdza się w tym wyśmienicie.

Crowe - również wszystko jasne. Kolejny przykład aktora, który zagrać może wszystko. Tu w roli dość pierdołowatego momentami gliniarza - fizycznie, bo w głowie jak najbardziej pozytywnie.

Rewelacyjny drugi plan, choć odrobinę drażnił mnie Armand Assante. Dawno gościa nie widziałem, ale jego kreacja z nagminnym manieryzmem przypomniała mi z miejsca Nicholsona w Infiltracji. To taki przesadzony powrót - aktor chciał wykorzystać zbyt wiele ze swojego dorobku jednocześnie. Wyszło w pół do parodystycznie.

Podsumowując - nic co by miażdżyło bez opamiętania, niemniej jednak widzę tu Oscara dla Ridleya. Zresztą uważam, że taki był cel powstania tego filmu, tym bardziej, że Scott przejął projekt po Antoine Fuqua - tym od Dnia Próby.
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott

Odpowiedz
#26
Indroman dobrze gada (chociaz nie do konca rozumiem zdanie: w typowy sposób rysuje tzw. "dobrze nakreślone osobowości"). American Gangster nie kopnal mnie w glowe wlasnie dlatego, ze podobna historie widzialem juz okolo dwunastu razy, z czego polowa to wlasnie Scorsese. Przede wszystkim gryza schematami dwaj glowni bohaterowie: uczciwy, oddany pracy gliniarz z problemami rodzinnymi i budzacy respekt gangster, model "od zera do bohatera", najlepiej z jakas oryginalna, specyficzna, wyrozniajaca go cecha charakteru. Schematy te moze nie uwieraja tak bardzo, bo w bohaterow wcielili sie znakomici aktorzy, jednak wciaz odczuwa sie pewien niedosyt. Film zrealizowany jest po mistrzowsku, ale za kamera stanal w koncu Ridley, wiec mozna sie bylo tego spodziewac.

A wspomniana tutaj i wychwalana scena ze sloikiem jest bezsensowna. Rozsadny boss nie odstawia takich ryzykownych popisowek.

Odpowiedz
#27
Jakuzzi napisał(a):A wspomniana tutaj i wychwalana scena ze sloikiem jest bezsensowna. Rozsadny boss nie odstawia takich ryzykownych popisowek.
Chyba chodziło o podkreślenie tego, że Frank miał całą dzielnicę w kieszeni (sporo ludzi dla niego pracowało,rozdawał żywność itp.) i wiedział, że nikt na niego by nie sypnął.
I'm smart and I want respect!

Odpowiedz
#28
Jakuzzi napisał(a):Indroman dobrze gada (chociaz nie do konca rozumiem zdanie: w typowy sposób rysuje tzw. "dobrze nakreślone osobowości").

Chodziło mi o coś takiego: siada scenarzysta i myśli - "muszę skonstruować dobrze nakreślony charakter, a więc zepnę w całość wszystkie czynniki, które ruszają widza i nie pozwalają robić wyrzutów, że postać jest płaska". No i wrzuca do jednego wora lewe interesy, brutalność, trzymanie się zasad, niezłomność, kilka dobrych tekstów o podejściu do życia, gadkę o nauczycielu, ale z drugiej strony by nie było płasko dorzuca dwuznaczne koleracje z rodziną (przykład: De Niro w Kasynie ze Stone - niby kochający mąż, ale "dałem Ci dziwko wszystko więc siedź na dupie i bądź posłuszna"), słabość do pięknej kobiety, obnoszenie się z honorem w sytuacjach ryzykownych. I tak mamy niby czarny charakter, ale oczywiście o cechach ludzkich, dzięki czemu gdzieś tam odnajdujemy w bohaterze odrobinę siebie. Chwyta za serducho, widz jest rozdarty, a więc automatycznie uważa, że postać jest znakomicie zarysowana. Ambitnie, ale wciąż w dziedzinie tych ambicji typowo.
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott

Odpowiedz
#29
Cytat:"dałem Ci dziwko wszystko więc siedź na dupie i bądź posłuszna"

teraz ty spłycasz. i to bardzo.

Odpowiedz
#30
nowak napisał(a):Chyba chodziło o podkreślenie tego, że Frank miał całą dzielnicę w kieszeni (sporo ludzi dla niego pracowało,rozdawał żywność itp.) i wiedział, że nikt na niego by nie sypnął.

Omawiana scena jest wedlug mnie czyms, co tak bardzo pietnuje ostatnio Mental - ewidentna cool-wstawka. Franka przez wiekszosc filmu cechowaly miedzy innymi inteligencja i opanowanie, a tu nagle, chcac zaimponowac braciom, odstawia popisowy, efektowny numer, ryzykujac przy okazji, ze przejezdzajaca byc moze suka wsadzi jego pnacy sie w gore, dilerski tylek do paki. Rozsadny, trzezwo myslacy gangster nie postepuje w ten sposob: albo zleca robote cynglowi, albo robi to sam, tylko nie na widoku (ludzie i tak nie beda miec watpliwosci, kto bedzie stal za tym mordem). Slowem: zagranie pod publiczke.

Odpowiedz
#31
Mental napisał(a):
Cytat:"dałem Ci dziwko wszystko więc siedź na dupie i bądź posłuszna"

teraz ty spłycasz. i to bardzo.

Nie będę się spierał w kwestii wierności cytatu, ale bardzo podobne słowa z ust De Niro w Kasynie padają. O ile pamiętam w scenie kłótni, po której drogi bohaterów rozchodzą się na amen. Spłycenie? Oczywiście biorąc pod uwagę całą historię ich związku, ale był to jedynie...

Przykład... jedynie przykład, więc nie odbieraj tego dosłownie. Chodzi o dwuznaczność, gdzie ukochana rodzina nie jest ukochaną w czystej postaci. Dodanie bohaterowi interesowności w pozornie szczerym uczuciu pogłębia postać (ale znów pozornie, bo od lat oglądamy te same zabiegi) i nadaje jej wieloznaczności w teoretycznie jednoznacznej postawie. W AG mieliśmy to samo - mamy obrazek szczęśliwej rodziny, do której dzwoni Frank. Powitanie pod domem - istny obrazek szczęścia. Pokój dla mamy, w którym odrestaurował komodę pamietając ją w najdrobniejszych szczegółach z lat dzieciństwa. Rozmowa przy obiedzie z jednym z braci o jego marzeniach i celach zyciowych. Ale chwilę później - łom w potylicę. Frank prowadzi braci do swojego biznesu i już mamy jasność - rodzina nie zdradzi, nie zawiedzie więc interes będzie hermetycznie rozwijany. Odnajdujemy więc w poczynaniach bohatera zimną kalkulację.

To mnie drażniło w tym filmie. Wszystko jest wzięte z podręczników i znakomicie zrealizowane przez znakomitego Ridleya. Sama historia jednak trąci niemiłosiernie odgrzewanym kotletem z gatunku kina gangstersko - mafijnego.

Mimo to AG jest wyczesany na maksa. Najbardziej wgniotła mnie scena ze słoikiem, choć zgadzam się z Jakuzzim, że lekko wyrwana z realiów całej historii.
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott

Odpowiedz
#32
To ja, ciesząc się, że wreszcie tu jako taka dyskusja się utworzyła, powiem tylko, że co jak co, ale w dzisiejszych czasach takie kotlety jak AG to ja mogę szamać na okrągło.
Zwyczajnie nie spodziewałem się, że jeszcze dane mi będzie obejrzeć takie kino przez duże K. I niech to będzie standardowe ukazanie niebanalności psychiki jednego z głównych bohaterów (czyli - dobry ale zły, zły ale dobry). Nie obchodzi mnie to. Jeśli tak ma wyglądać powielanie utartych schematów to ja chcę je zobaczyć raz jeszcze. I jeszcze. I jeszcze.

Głównie chodzi tu o to, że współczesne kino siadło na dupie i nie chce wstać. Wręcz się kładzie. I nagle po jakimś tam okresie czasu pojawia się taki film jak ten. Wszyscy są zachwyceni, już typują ten film na oscara. A dlaczego? Bo w końcu pojawił się film, który w latach 90. byłby, nie ukrywajmy, na porządku dziennym? Nastały takie czasy, że dobry film, to swego rodzaju ewenement. A to niedobrze (żeby nie powiedzieć tragicznie).
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#33
Mush Room napisał(a):Nastały takie czasy, że dobry film, to swego rodzaju ewenement. A to niedobrze (żeby nie powiedzieć tragicznie).

Ale to nie znaczy, ze dobre nalezy podnosic do rangi znakomitego. Dobre nalezy wciaz traktowac jako dobre. ;)

Odpowiedz
#34
To fakt, ale w zalewie takich filmów jakie nam dzisiaj się prezentuje, te dobre filmy wydają się znakomite i tu jest problem. Jeszcze 10 - 15 lat temu to nie byłoby do pomyślenia.
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#35
SPOIL.

Jakuzzi napisał(a):Omawiana scena jest wedlug mnie czyms, co tak bardzo pietnuje ostatnio Mental - ewidentna cool-wstawka. Franka przez wiekszosc filmu cechowaly miedzy innymi inteligencja i opanowanie, a tu nagle, chcac zaimponowac braciom, odstawia popisowy, efektowny numer, ryzykujac przy okazji, ze przejezdzajaca byc moze suka wsadzi jego pnacy sie w gore, dilerski tylek do paki. Rozsadny, trzezwo myslacy gangster nie postepuje w ten sposob: albo zleca robote cynglowi, albo robi to sam, tylko nie na widoku (ludzie i tak nie beda miec watpliwosci, kto bedzie stal za tym mordem). Slowem: zagranie pod publiczke.
Frank-jak najbardziej rozsądny i trzeżwo myślący gangster. Dlatego tyle mu się udało. Ale pierwiastek ludzki jak zwykle zawodzi w twardej grze, więc on też popełnia błędy. akcja ze słoikiem była jaknajbardziej nieodpowiedzialna, może i pod publiczke. ale wcale nie robi to żadnej dziury w fabule itp. To tak jakby się go czepiać "po co go cholery zakładał te odpimpowane futro!!?"; wiadomo- kobieta...



Mush Room napisał(a):Głównie chodzi tu o to, że współczesne kino siadło na dupie i nie chce wstać. Wręcz się kładzie. I nagle po jakimś tam okresie czasu pojawia się taki film jak ten. Wszyscy są zachwyceni, już typują ten film na oscara. A dlaczego? Bo w końcu pojawił się film, który w latach 90. byłby, nie ukrywajmy, na porządku dziennym?

przykład AG właśnie wskazuje, że osiąść na dupie i robic sprawdzony schemat z poprzednich dekad to najlepsze, to mozna zafundować dla widza. ehh.

Po 'zodiac' i 'american gangster' nie chce mi się już nic oglądać poza Takimi odgrzewanymi kotletami.

American Gangster, film o mafii AD.2007: jest troche przekierowany na tory postmoderny- cool wstawki, zdjęcia jakies takie żwawe, nieco humoru. niestety, te wszystkie zabiegi to najsłabsze momenty filmu(choć i tak niezłe). cóż, epoka zobowiązuje iść z duchem czasuUśmiech

Właśnie wróciłam z kina. Film 9/10, jedyne czego mi zabrakło to krwotoku z nosa z emocji.
i może jeszcze troche więcej muzyki
może jeszcze czegoś, dobra, zastanowie sie do jutra
cannibalistic humanoid underground dweller

Odpowiedz
#36
Cytat:cool wstawki, zdjęcia jakies takie żwawe, nieco humoru.

jasna cholipa, rosnie mi konkurencja w tępieniu młodzieży :) mam prośbę: mogłabyś wskazać momenty cool i pełne humoru?

Odpowiedz
#37
Mental napisał(a):jasna cholipa, rosnie mi konkurencja w tępieniu młodzieży :)

zgred :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#38
Nie bardzo rozumiem co Ci rośnie [;


SPOILERY
Widziałam film tylko raz, raczej dla wrażeń niż detali, więc nie pamiętam teraz każdej sceny po kolei.
wskazałabym
moment 'ze słoikiem",
moment kiedy Frank opowiada swojej dziewczynie czego nauczył go jego boss i następuje wjazd sceny 'rutynowego' zabójstwa na jakiejś melinie,
momenty rozmów telefonicznych, szczególnie z Wietnamem- są bardzo żwawe i dynamiczne i ogólnie NO PROBLEMO,
ostatnia scena(po wyjściu z więzienia) jest jaknajbardziej cool i niesie treść, ale jest szalenie nieelegancka

Waśnie chyba o tę elegancję się rozchodzi. współczesne filmy są nieeleganckie. AM pod tym względem wzbił się na wyżyny i odskoczył ze swoją ekskluzywnością od rówieśników , mimo wszystko nie jest to już czysty klasyk.

Próbując jakoś sklasyfikować 'wyczesane mlodzeżowe zajawki" w AM posluże się troche prymitywnym, skrótowym sposobem: są to te sceny filmu, które mają bliżej do "infiltracji" i dalej do "scarface" , bądź bliżej do 'zodiaca", dalej do 'ojca chrzestnego"

Zastanawiam się na kwestią "życia glin w mieście pełnym złych ludzi". Początkowa scena z której poznajemy Crowe jak "wchodzi z pozwoleniem" na czyjeś mieszkanie i robi rozpierdol też jest całkiem świerza (zajawka). Nie jest świerzy motyw rozbijania kafelków i dopadania gnoja w jego norze, ale kamera, wszystko jest jakieś takie szybkie, nowoczesne. Mimo to cały klimat, CZAS, architektura, fruzury wskazują raczej na powrót do starych klimatów filmów o policjantach. Z drugiej strony motyw miliona dolarów których nie zgarnął troche w ten klimat psuje, jest zbyt optymistyczne. Chodzi się oto, które wrażenie estetyczne przeważy: oprawa, scengrafia itp, czy zwinne sceny typu akcja ze stewardessą. czy jakieś sądowe docinki.

Kurcze, ale jak tak wszystko zebrać do kupy, to nie lada wysiłek, żeby zrobić film o surowej tematyce mafijnej, która doczekała sie już WIelkich Dzieł, tyle motywów tam wzadzić, tyle postaci i żeby nie wyszedł z tego 'popierdol'. Scenariusz nic nadzwyczajnego, ale historia jest na tyle ciekawa, tak ładnie poprowadzona, że na prawdę film się broni rewelacyjnie.
cannibalistic humanoid underground dweller

Odpowiedz
#39
Cytat:Widziałam film tylko raz, raczej dla wrażeń niż detali, więc nie pamiętam teraz każdej sceny po kolei.
wskazałabym
moment 'ze słoikiem",
moment kiedy Frank opowiada swojej dziewczynie czego nauczył go jego boss i następuje wjazd sceny 'rutynowego' zabójstwa na jakiejś melinie,
momenty rozmów telefonicznych, szczególnie z Wietnamem- są bardzo żwawe i dynamiczne i ogólnie NO PROBLEMO,
ostatnia scena(po wyjściu z więzienia) jest jaknajbardziej cool i niesie treść, ale jest szalenie nieelegancka

Waśnie chyba o tę elegancję się rozchodzi. współczesne filmy są nieeleganckie. AM pod tym względem wzbił się na wyżyny i odskoczył ze swoją ekskluzywnością od rówieśników , mimo wszystko nie jest to już czysty klasyk.

1. słoik - zgoda. niepotrzebne to było.
2. ujecie z zabójstwem, mające obnażyć obłudę bohatera - zgoda. zbyt banalne.
3. rozmowy telefoniczne - nie ma zgody :) Denzel gawędził z kuzynem. poza tym pod koniec pierwszego spotkania podkreślił, ze rodzina to jedno, interesy to drugie, dając kuzynowi do zrozumienia, ze jak coś spierdoli, to nie będzie litości.
5. ostatnia scena - nie wiem, o co ci chodzi, kobieto :)

dobra, powaga: mam nieco odmienne zdanie na temat "eleganckosci" AG. styl Ridleya Scotta jest bardzo... jakby to nazwać? - szlachetny, pełen gracji, wyczucia, taktu. nie inaczej w przypadku American Gangster. film jest szybszy niż gangsterka Coppoli - i bardzo dobrze. Scorsese kręci jeszcze szybciej.

Cytat:Z drugiej strony motyw miliona dolarów których nie zgarnął troche w ten klimat psuje, jest zbyt optymistyczne

w takich sytuacjach zazwyczaj probuje ulokować własną osobę w skórze bohatera i pytam: "Co ja bym zrobił?" odpowiedz jest oczywista: "Wziąłbym forsę". Wspomniałbym o mojej zachłanności wcześniej, gdyby nie fakt, ze film opiera sie na autentycznych biografiach.

Cytat:żeby zrobić film o surowej tematyce mafijnej

polecam State of Grace. surowy do bolu i tragiczny w wymowie. niemal ta sama półka co Godfather, tyle ze jakby mniej spektakularny.

------------------

najlepszy moment w American Gangster? Lucas rzuca w ogień futro i patrzy, jak płonie. Bardzo podobała mi się również scena, w której Crowe zatrzymuje gliniarzy i prosi o zwrot znaczonych banknotów. Ta wymiana zdań - poczułem western. Na koniec Crowe rzuca prowokacyjny tekst o samochodzie. Cudowne.

-------------------

nie znoszę używać skrótu AG. kojarzy mi się z AGD :)

Odpowiedz
#40
Cytat:3. rozmowy telefoniczne - nie ma zgody Uśmiech Denzel gawędził z kuzynem. poza tym pod koniec pierwszego spotkania podkreślił, ze rodzina to jedno, interesy to drugie, dając kuzynowi do zrozumienia, ze jak coś spierdoli, to nie będzie litości.
chodzi mi o kwestie połaczeń telefonicznyUśmiech neostrada w każdym burdelu itp. rozmowy nakęcone są tak, jakby lażdy bubek mógł sobie zadzwonić do azji, a potem zamówić tony narkotyków
Cytat:5. ostatnia scena - nie wiem, o co ci chodzi, kobieto Uśmiech
chodzi mi o brak epickości, bardzo wspólczesna forma zostawienia widza

Cytat:twierdzisz, ze AR, pomimo iż na tle dzisiejszej chały prezentuje szczyt "eleganckosci", ciągle nie jest klasycznie elegancki.
tak, i te właśnie ww. sceny pokazują, że nie jest klasycznie elegancji, choć wcale nie uważam ich za 'niepotrzebne', to jest piętno czasu w którym żyjemy

Cytat: styl Ridleya Scotta jest bardzo... jakby to nazwać? - szlachetny, pełen gracji, wyczucia, taktu.
zgadam się,


motyw miliona dolarów
Cytat:w takich sytuacjach zazwyczaj probuje ulokować własną osobę w skórze bohatera i pytam: "Co ja bym zrobił?" odpowiedz jest oczywista: "Wziąłbym kase bez zastanowienia". wspomniałbym o tym fakcie wcześniej, gdyby nie to, ze film opiera sie na autentycznych biografiach.
to , że kasy nie wziął jest dla mnie jak najbardziej urzekające i potwierdza szlachetność reżysera; mimo wszystko może być odebrane jako zbytni idealizm jeśli spojrzymy w jakim klimacie ta historia się dzieje. ale skoro jest na faktach, to nie ma o czym mowić.

ogólnie, nie czepiam się, a raczej rozglądam teraz za zrobyciem OST. film jest ok, ale rozkminianie wszystkich hybryd zawsze jest prowokujące.
cannibalistic humanoid underground dweller

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości