Gdybym tego nie wiedział, nigdy do głowy nie przyszłoby mi że Arlington Road nakręcił koleś zajmujący się tworzeniem teledysków. Koleś nakręcił później też Mothman Prophecies, całkiem niezły horror z Gere'm.
Co do AR - film od początku atakuje nas mocną sceną - dzieciak idzie przez ulicę, krew kapie mu z ręki, prawie mdleje. W tle słyszymy różne głosy a montażysta szaleje. Pojawia się nasz główny bohater, grany przez świetnego jak zwykle Jeffa Bridgesa (wreszcie ten Oscar..), łapie dzieciaka i wiezie go do szpitala. Dalej mamy dość klasyczny motyw. Michael Faraday, bo tak zwie się główny bohater zaczyna podejrzewać swojego sąsiada (fenomenalny Tim Robbins) o przynależność do jakiejś terrorystycznej siatki.
Czy ma rację - sami zobaczycie.
Co dalej? Klasyka. Infiltracja, domysły, paranoja, to co lubimy najbardziej.
Pierwszorzędnemu duetowi partneruje wcale nie gorszy drugi plan - Hope Davis (lubię kobitę bardzo) i Joan Cusack (też wyśmienita).
Film nakręcony dość klasycznie, wiele tutaj zwrotów akcji i prób zmylenia nas przez reżysera. Przede wszystkim jest to jednak pojedynek Bridgesa i Robbinsa, z takim zakończeniem że czapki z głów. Każdy kto widział, wie o co chodzi. Pozostawia w totalnym osłupieniu.
Warto także wspomnieć o kapitalnej scenie retrospekcji (akcja z dzieciakiem) ze śmiercią żony. Kiepsko to trochę nakręcone, ale i tak robi wrażenie.
Bardzo polecam, bo film trzyma w napięciu i pozostawia świetne wrażenie po sobie. Na minus zaliczyłbym pewną wpadkę, ale nie rzutuje ona zupełnie na seans.
Porządne, świetnie zagrane kino z kilkoma motywami które totalnie widza rozwalają.
Takie filmy lubię - proste, przemyślane, bez jakiś popisów reżysera tylko z porządną dawką emocji. Nic tylko oglądać.
12-04-2010, 22:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-05-2017, 12:17 przez Snuffer.)
Bardzo dobry film Jeff jak zwykle genialny a cała produkcja jest bliźniaczo podobna do Blown Away z 1994, czyli emocjonujący thriller bez trzymanki <ok>
(12-04-2010, 23:28)Predator895 napisał(a): Bardzo dobry film Jeff jak zwykle genialny a cała produkcja jest bliźniaczo podobna do Blown Away z 1994, czyli emocjonujący thriller bez trzymanki <ok>
Ok, tylko trzeba dodać, że Blown Away to lajtowy, acz trzymający w napięciu akcyjniak z Tommy Lee Jonesem w roli Jokera, a Arlington Road to już nieco inny kaliber.
Dzięki Snuffer za namiary, bo "Przepowiednia" niezbyt mi podeszła, i bez zachęty bym się za filmy tego reżysera nie zabierał. Zabrałem się i nie żałuję. :)
To co podobało mi się, to stonowanie reżyserii i brak oczojebnych filtrów i montażu z "Mothman Propecies"; Arlington można było równie dobrze nakręcić w latach .60 w głównych rolach obsadzić Jima Stewarta i Roberta Mitchuma I NIC BY SIĘ NIE ZMIENIŁO. Siekiera dla reżysera, że zapanował nad swoim rozbuchanym stylem i ograniczył się nim do uberklimatycznej czołówki.
Co do treści, napięcia i aktorstwa rozpisał się już założyciel tematu, i uwierzcie mi - mówił prawdę :) Chciałbym jednak poruszyć wątek, którego nikt jeszcze nie poruszył - otóż bohaterowi Robbinsa bliżej jest do, np. Killdozera, niż do Bin Ladena czy członka Baader-Meinhof.
Żeby nie było - nie, AR nie jest jakimś libertariańskim manifestem, co to to nie; jedną z głównych ról gra w końcu jeden z największych lewusów hollywoodu, spokojnie;)
Gdy zorientowałem się, jakim typem terrorysty jest bohater Tima, pomyślałem "No, to czekać na jakieś blubry o konsensusie i zakazie noszenia broni". I pozytywnie się rozczarowałem. Bridges gra tu nauczyciela-wdowca który prowadzi wykłady o terroryzmie, a scenarzysta wkłada mu w usta wcale niegłupie słowa. Zwłaszcza drugi wykład,ten o potencjalnym terroryście jest naprawdę mocno "nieprawomyślny".
Mega dobra była też reakcja Robbinsa po tym jak Bryczes odkrył jego burzliwą przeszłość, a konkretnie monolog w którym w prostych słowach opowiada o rodzinnej tragedii.
Tutaj macie ten fragment, jakbyście mi nie wierzyli.
Później niestety reżyser serwuje pewien patent, który sprawia, że źli są źli, a który później wykorzystano w Law Abiding Citizen(tj. zabicie niewinnej, sympatycznej blondynki).
I w sumie nie mam nic więcej do dodania - 9/10, naprawdę mocny stuff.
18-12-2012, 17:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-12-2012, 17:49 przez Phlogiston2.)
ja pierdziele, dopiero teraz się dowiaduje o tym filmie? wątek założony w 2010! już ściągam (trailer), żeby zobaczyć, czy warto obejrzeć pełny metraż ;)
Ten film jest na swój sposób przecudowny :) Wszyscy terroryści w nim występujący to klasyki amerykańskiego right-wing extremism w typie Timothy'ego McVeigha czy kultowca Killdozera: separatyści, secesjoniści, jednostki nienawidzące rządu federalnego, jednostki nienawidzące płacić podatków, kolekcjonerzy broni palnej, wreszcie główny terrorysta i jego motywy:
Pracowałeś kiedyś na farmie? Próbowałeś z tego żyć, utrzymać rodzinę? Rząd ukradł mojemu ojcu wodę. Strumień, który płynął przez naszą ziemię. Powiedzieli, że go przejmują na własne potrzeby. Bez wody nie dało się uprawiać ziemi ani hodować bydła. Mieliśmy kredyty do spłacenia. Któregoś dnia mój ojciec obudził się ze świadomością, że jest więcej wart martwy niż żywy. Za jego skórę i kości ubezpieczenie płaciło więcej niż mógł zarobić jako farmer. Wszystko przez to, że jakiś biurokrata przypiął chorągiewkę na mapie.
Dałbym nawet oo/10, ale niestety - film idzie w przeciwnym kierunku aniżeli w przypadku, gdybym ja go kręcił. Dlatego daję 7/10 - bo to ciągle dobry, trzymający w napięciu thriller.
Terroryzm niejedno ma imię i oblicze, czasem jest to szczęśliwa rodzinka prosto z waszyngtońskiego przedmieścia.
Szkoda że scenariusz nie trafił w ręce lepszego reżysera, bo warsztatowo to ledwie poprawna robota (a i bywa topornie, jak w retrospekcji z akcją FBI na farmie), no ale trudno. Tak czy inaczej solidny thriller, broni się aktorstwem (Bridges wiadomo, klasa), tematyką i cholernie antyhollywoodzkim zakończeniem, które wzięło mnie totalnie z zaskoczenia. Dzisiaj chyba nikt nie dałby filmowi takiej puenty.
7/10, jest na Netfliksie. Polecam.
18-05-2017, 23:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-05-2017, 23:10 przez Mierzwiak.)
; jak już na jaw wychodzi, że Oliver działa w potężnej grupie i zamach jest faktyczną akcją, okazuje się że bohater Jeffa jest częścią jego planu.
Rozumiecie? Osoba spoza układu, wręcz przypadkowa, pędząca za dzieckiem-widmo, z bombą w bagażniku jest głównym elementem tego super planu. Głupie to jest i tyle
;wracając do początku akcji - odkrycie planów podczas spotkania
Zalążkiem "śledztwa" jest ww plan budynku. A potem list z uczelni. Mocno naciągane oba elementy, aby brać je pod uwagę jako "zagrożenie", które Faraday natychmiast wyczuwa.
;w bagażniku samochodu bomba, która niszczy cały budynek? Bzdura. W WTC była furgonetka wyładowana materiałami po sam dach i szkody były znikome.
Także tego - bardzo dobre kino z dziwacznym III aktem, który psuje całe wrażenie.
6/10 choć spokojnie kroiło się na coś znacznie lepszego.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”