Birdman (reż. Alejandro González Iñárritu)
Owszem, jest mocno zakorzeniony, ale to wciąż otoczka. Tu nie chodzi o dramat aktora, tylko o dramat niespełnionego kolesia, w którego przypadku nikt nie wierzy, że jest w stanie w tym wieku zrobić coś wartościowego. To mógłby być film o rzeźbiarzu, rysowniku komiksów, kowalu, kierowcy wyścigowym albo skoczku narciarskim który nigdy nie wszedł do pierwszej dziesiątki.

Odpowiedz
Problem w tym, że w Birdmanie pojawia się opozycja sztuka vs. komercja (bo Birdman cały czas podszeptuje Keatonowi by wrócił do grania w blockbusterach), o której istnieniu ciężko mówić w przypadku np. sportu. Ale zgoda, możnaby akcję jak najbardziej przenieść na grunt jakiejkolwiek innej dziedziny, w której pojawia się pojęcie pójścia pod prąd na rzecz innowacyjności vs. sprzedania się komercji, czyli sposobowi uprawiania owej dyscypliny "jak wszyscy inni".

Zresztą jednym ze skojarzeń jakie miałem oglądając Birdmana był... Ratatuj. Nawet podobna postać krytyka i podobne zarzuty względem niej :)

Odpowiedz
Ale w Ratatuj nikt nie mówił, że Anton Ego wygląda jakby wylizał dupę bezdomnemu :D

Odpowiedz
(29-01-2015, 20:09)military napisał(a): Owszem, jest mocno zakorzeniony, ale to wciąż otoczka. Tu nie chodzi o dramat aktora, tylko o dramat niespełnionego kolesia, w którego przypadku nikt nie wierzy, że jest w stanie w tym wieku zrobić coś wartościowego. To mógłby być film o rzeźbiarzu, rysowniku komiksów, kowalu, kierowcy wyścigowym albo skoczku narciarskim który nigdy nie wszedł do pierwszej dziesiątki.

Ale kowal to rzemieslnik. Sportowcy, artysci - okej, powiedzmy. Bo w tych dziedzinach chodzi przede wszystkim o spelnienie i konkurencje, bycie najlepszym. Chociaz Birdman mowi o spelnieniu bardzo artystycznym, a nawet bardzo aktorskim w sumie. O wewnetrzynm cierpieniu artysty balansujacego pomiedzy spełnieniem artystycznym, a byciem kochanym. Kowal nie szuka poklasku tylko wykonuje swoja robote najlepiej jak potrafi.
(29-01-2015, 20:34)Rodia napisał(a): Problem w tym, że w Birdmanie
...generalnie kuleje scenariusz. ;)


Odpowiedz
E tam.

(29-01-2015, 20:41)Mierzwiak napisał(a): Ale w Ratatuj nikt nie mówił, że Anton Ego wygląda jakby wylizał dupę bezdomnemu :D

Nie, ale Ego sam po sobie tam jedzie w sposób analogiczny do tego, o co Thomson oskarża krytyczkę z NYT w Birdmanie. Tylko, że łagodniej, bo to film dla dzieci.

Odpowiedz
mnie się wszystko podobało, za wyjątkiem muzyki (tzn. tych bębnów... przeszkadzały mi). Poza tym elementem, każdy inny był doskonały: Crov podjął temat wątków idących donikąd, a ja zauważyłem coś innego, że film ma konstrukcję sztuki, w której każdy element podejmowany z osobna znajduje się w czwartym akcie. Daje to powiew świeżości w kinie i jako eksperyment, sprawdza się. Aktorsko - istna bomba, Emma Stone pozamiatała i hipnotyzowała (zwłaszcza wybuch gniewu do ojca), Norton wycisnął ze skrawka roli ile się dało, Keaton oderwał łatkę komedyjniaka raz na zawsze (zresztą, to trochę film o nim...) Świetne, świetne kino. Ja bardzo chcę zrozumieć, jak ktoś ocenia ten film 1/10 - co kieruje nim, uważając Birdmana za gówno (to jest poważne pytanie)?

loading podpis...

Odpowiedz
Dajmy już spokój z Oleszczykiem. Koleś uprawia jakąś recenzencką awangardę i chyba myśli, że to full kontrowersyjne i kogoś to obchodzi.

Odpowiedz
Jeszcze jeden post o nim i trzeba będzie wydzielić temat "Michał Oleszczyk - jak bardzo nie obchodzą nas jego oceny i dlaczego" ;)

Odpowiedz
Simek napisał(a):Capt. Nascimento - patrz jakie emocje budzi jego opinia, że nawet Ty napisałeś długiego, emocjonalnego posta ;)

No ale to akurat nie jest powód do dumy, gdy "krytyk uznawany za najlepszego w Polsce, który ocenia scenariusze przychodzące do PISF" robi takie dyrdymały.
Bycie profesjonalnym krytykiem już do jakiegoś minimalnego poziomu zobowiązuje, a co dopiero "najlepszym krytykiem w Polsce".

Simek napisał(a):Wiesz, ja nie czytam krytyków po to, żeby polecili mi coś zbieżnego z moim gustem, ani żeby utwierdzić się w tym, że dany film mi się podobał, tylko żeby zapoznać się z dobrze wyartykułowanymi argumentami, innym spojrzeniem na film, jakimś ciekawym przemyśleniem, więc zasadniczo mi wisi czy filmy z mojego topu się pokrywają z topem krytyka, tylko czy intrygująco pisze.

A ja np mam trochę inne gusta niż wspomniani wideorecenzenci (którzy faktycznie siedzą głównie w mainstreamie, choć taki SchmoesKnow ma ten plus że recenzują wszystko co trafia do kin, a Stuckmann sięga po trudniejsze kino i np dzięki niemu sięgnąłem po rewelacyjne "Enemy" z Gyllenhaalem, a nawet po taką awangardę jak Under the skin), ale lubię ich posłuchać. Oni jednak pamiętają że recenzja jest DLA widza, a nie by pokazać "patrzcie jak bardzo mam was w d".

Też oglądałem i czytywałem recenzje Eberta (szczególnie lubię jego rankingi poszczególnych lat), albo recki na rottentomatoes.
Nie trawię za to większości recenzji np w Gazecie wyborczej albo Polityce, gdzie zazwyczaj jest żenujący poziom.

Wiem że Oleszczykowi zdarza się czasem ciekawa recka, ale nie ma dla mnie wiarygodności jako krytyk. Praktycznie spodziewam się że głowa go boli podczas seansu to powie "no i ch** 1/10", albo wyjdzie po pierwszych 10 minutach by potem oceniać całość, albo nie lubi aktora/aktorki, czy nawet nie spodoba mu się czyjś ubiór i "jak on się ubiera, no masakra 1/10".

A te paplanie o tym, że Innaritu i Chazelle robią z siebie ofiary, użalają się nad sobą w swoich filmach. WTF
To już jest obrażanie inteligencji czytelnika.

Dziękuję za uwagę - myślę że nie warto tracić więcej słów na tego "najlepszego w Polsce krytyka". :)

Odpowiedz
Tak sobie czytam i czytam, szczególnie o tej teatralności ( konstrukcja scen ) wypatrzonej przez Martinipl ( znaczy nie tylko ja tak mam ) i szczerze mówiąc właśnie wyraźnie wyczuwalną teatralność uważam za jedną z wad tego filmu.

Nie wiem czy akurat to wkurzyło Oleszczyka że się tak zapluł, ale rzeczywiście może to być odbierane jak rzecz pretensjonalna ( no wicie rozumicie, my tu aspirujemy, na dzieło lecimy, teatr sztuka prawdziwa ).

Czy daje to powiew świeżości w kinie - nie, ale ja pewnie za dużo "filmów szekspirowskich" widziałem.

Myślę podobnie jak Crov że film nie mógłby być opowieścią o niespełnionym kowalu, sorry rzecz jest tak przesiąknięta kabotyństwem że dotyczy kabotynów zawodowych.

Pewnie teraz się odzywam z głębokiej pizduuu ale trochę rozumiem tego Oleszczyka. Moim zdaniem pojechał po bandzie, jednak pewne rzeczy do których się przyczepia mnie też w tym filmie nie grały.
myś gryźli, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jan 2015.

Odpowiedz
Wróciłem właśnie z kina. Gdybym miał określić Birdmana jednym słowem to wybrałbym chyba "świeży", gdyż takie właśnie odczucie towarzyszyło mi przez większość seansu. Przez pierwsze 30-40 minut byłem wręcz odurzony tą świeżością (chociaż to akurat w dużej mierze zasługa Nortona, który sam był jakby świeższy, może to przez fryzurę;)), później zaś, gdy się z nią oswoiłem, zacząłem też dostrzegać drobne wady, o których jednak nie chce mi się za bardzo rozwodzić. Innaritu postawił bowiem na formę bardzo teatralną (co widać przede wszystkim w warstwie technicznej, jak również w sposobie gry), co umiejscawia jego film na pozycji, w której ciężko go ocenić wg "klasycznych kryteriów". Można by o Birdmanie powiedzieć, że jest nieco przeszarżowany, momentami wręcz ostentacyjny w wykorzystaniu realizatorskich tricków, jednak patrząc na to przez pryzmat opowiadanej treści oraz mając na uwadze ewidentne założenie reżysera, wszystkie te techniczne smaczki wydają się w pełni uzasadnione - wszak na Broadwayu też nie ma cięć kamery, co najwyżej obrotowa scena, zapadnie czy linki. W warstwie muzycznej widzę to podobnie - podkład jest bardzo sceniczny, jakby nieprzystający do sali kinowej, a jednak w Birdmanie się sprawdza. Ciekaw jestem tylko, czy kiedy już wiem czego się spodziewać, drugi seans będzie równie przyjemny. Póki co 8,5/10.

Odpowiedz
A Oleszczuk siedzi i się brandzluje do Waszych postów. Z nim jest trochę jak z tą babą z baru, którą Keaton próbuje kwiatkiem udobruchać. Ona ma władzę, recenzję pisze miażdżącą, choć jeszcze sztuki nie widziała. Może zobaczył w niej siebie i nastroiło go to odpowiednio. A że do końca nie obejrzał, bo sraczkę po popcornie złapał na 15 minut przed końcem, to nie wie do dziś, że tą panią sztuka zachwyciła:P

Odpowiedz
Myś Gryzli napisał(a):Pewnie teraz się odzywam z głębokiej pizduuu ale trochę rozumiem tego Oleszczyka. Moim zdaniem pojechał po bandzie, jednak pewne rzeczy do których się przyczepia mnie też w tym filmie nie grały.

Ok ok ale chwila. Crov też krytykuje film a nikt się nie oburza. Czemu? Bo robi to z sensem. Ma dobrą argumentację po prostu.
I nie wali oceną 1/10 najgorszy film roku pieprząc idiotyzmy że to film gorszy od "Transformers 4", "Hercules" albo "Left Behind".

Bardzo aroganckie, bo jakby nie patrzeć to film trzyma pewien poziom, technicznie jest zrobiony bardzo ciekawie - choćby to (zdaje się udawane) lecenie na jednym ciągłym ujęciu, doskonałe aktorstwo, interesujący główny bohater, relacje między postaciami i dobre przesłanie.

No nie oszukujmy się, trzeba być idiotą żeby twierdzić że to jest gorsze od chociażby wspomnianych przeze mnie trzech filmów (a jest jeszcze ze 20 kolejnych, jak "Ouija", "Amazing spider man 2" i tym podobne szroty).

Odpowiedz
No cóż, każdy od czasu do czasu lubi "zaistnieć". Zdarza się i brandzlującemu się Oleszczykowi.
myś gryźli, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jan 2015.

Odpowiedz
A Oleszczuk ogląda / recenzuje takie filmy jak TF4 czy Ouija?

Odpowiedz
Już nie róbcie z niego z niego stereotypowego krytyka, który docenia tylko niezależne, gejowskie kino ze Skandynawii, on łyka wszystko i mainstreamowymi filmami się nie brzydzi, czasami docenia (ostatnio 9/10 dla Lego). Ouija ma u niego 6/10.

Odpowiedz
Zarzuty Oleszczyka wobec filmu mozna spokojnie podpiac pod jego recenzje - pusto, banalnie, z maniera zafoszonego dziecka, na pelnej fazie intelektualnego palowania sie w samouwielbieniu i forsowaniu artystycznej wizji - ot, tupiacy nozkami intelektualista uwielbiajacy zapach wlasnych bakow. 1/10
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Prowokator ;)

Odpowiedz
Rozumowanie oleszczykowe było chyba takie - inna skala dla chłamu, inna dla "kina ambitnego". Chłam to chłam ale niczego nie udaje, a w filmie Innaritu jest pewna sztuczność i pretensjonalność, którą Oleszczyk podciąga do rangi obrazy sztuki. Jego zbójeckie prawo krytyka.

Prowokuje, ale może to i dobrze bo człowiek weryfikuje swój osąd ( i albo dochodzi do wniosku że Oleszczyk się zaoleszczykował, albo że się nie zna, albo że jest guru - czyli zajmuje stanowisko po tzw. przemyśleniach ).

Ja w każdym razie zamierzam obejrzeć każdy film, któremu Oleszczyk wystawi jedynkę. Z ciekawości.
myś gryźli, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jan 2015.

Odpowiedz
(30-01-2015, 11:23)myś gryźli napisał(a): Ja w każdym razie zamierzam obejrzeć każdy film, któremu Oleszczyk wystawi jedynkę. Z ciekawości.
To zaopatrz się między innymi w Kod da Vinci, koniecznie daj znać jak było :p


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  DIGGER (2026) reż. Alejandro G. Iñárritu Spoilerowo 0 177 22-02-2026, 14:09
Ostatni post: Spoilerowo
  Bardo (Netflix, 2022) - reż. Alejandro González Iñárritu Kryst_007 12 1,993 22-11-2022, 22:16
Ostatni post: Kryst_007
  The Revenant (2015) reż. Alejandro González Iñárritu Szaman 357 71,795 31-07-2016, 10:47
Ostatni post: Gieferg
  [oddzielony] The Revenant (2015) reż. Alejandro González Iñárritu Arahan 0 492 14-07-2014, 10:32
Ostatni post: Arahan



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości