Ankieta: Jak oceniasz film?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Blade Runner 2049 (2017) reż. Denis Villeneuve
Wal to do tego wątku:

https://forumkmf.pl/Thread-BLADE-RUNNER-FINAL-CUT--120?page=4

Odpowiedz
Pierwszy raz obejrzałem.. i.. no, sporo fajnych i fajnie grających aktorów...

Wizualnie przepięknie i kilka fajnych scen...

Fabułka niesamowicie banalna i tak na 50 min jakiegoś kiepskiego serialu a do tego niemożebnie rozwleczona na dwie i pół godziny.


Do tego metafora religijna z Leto jako Bogiem, dzieckiem-cudem/Mesjaszem i replikantami jako demonami i aniołami - strasznie banalnie poprowadzona. W takim "Tron Legacy" jest to dużo lepiej.

Nie mówiąc o tym ze do pierwszej części to pasuje jak pięść do nosa.

Jedynka zwala tę część prawym sierpowym twarzą w kałużę a potem skacze jej po twarzy.

Jak dla mnie ogromne rozczarowanie, 4/10.

Pięknie wyglądający syf ze świetną obsadą.

Odpowiedz
Japa tam ;)
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Nie prowokuj! Bo zaraz znajdzie pierdyliard nieistniejących powiazan między Blade Runnerem, Kubusiem Puchatkiem, MCU i Twoja Stara, żeby Ci udowodnić jak bardzo się myli :)

Odpowiedz
Gość co widzi powiązania gdzie się da a w najlepszym filmie dekady nie widzi nic! Śmiechu warte
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Igrasz z mocami o których nie masz pojęcia!

Odpowiedz
(02-12-2022, 09:31)Krismeister napisał(a): Gość co widzi powiązania gdzie się da a w najlepszym filmie dekady nie widzi nic! Śmiechu warte
Najważniejsze, że Last Jedi jest lepsze od Blade Runnera ;)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
[Obrazek: Not-sure-if-vroxht.jpg]

Odpowiedz
(01-12-2022, 21:51)Rozgdz napisał(a): Fabułka niesamowicie banalna i tak na 50 min jakiegoś kiepskiego serialu

A z tym to się akurat mogę nawet zgodzić. W sumie jedną z moich pierwszych myśli po seansie w kinie było, że pomysł na fabułę i sam jej przebieg były raczej ubogie. Ale w "Blade Runnerach" to raczej chodzi o klimat świata przedstawionego. A zresztą nie wiem, też mnie nie zachwyciło, ale jednak parę powtórek zrobiłem i teraz dla mnie film tak w okolicach 6/10.

Odpowiedz
A co wy widzicie w tym najlepszym filmie dekady poza fajnymi aktorami i fajnymi obrazkami?

Poza - dodajmy - rzeczami które były już w pierwszej części i były tam lepiej przedstawione ?

Bo bardzo w sumie jestem ciekaw.

(02-12-2022, 20:44)al_jarid napisał(a): Ale w "Blade Runnerach" to raczej chodzi o klimat świata przedstawionego.

W pierwszym to raczej chodzi o bardzo konkretne przesłanie :) Klimat świata (choć to on zachwyca) jest tam w zasadzie tylko oprawą.

Odpowiedz
Przeglądam sobie temat i znalazłem ten post (Captain, to nie jest "naskoczenie" na Ciebie czy coś, tylko użycie tego bardzo ładnego podsumowania;)

(19-10-2017, 16:17)Capt. Nascimento napisał(a):
Lawrence napisał(a):Ale mniejsza o to, gdyż bardziej mnie intryguje co niby jest takiego złego w scenariuszu Blade Runnera?

W tej kwestii widzowie dzielą się na dwa typy. Jeden to typ pragmatyczny, lubiący kino gatunkowe. Drugi to typ o luźniejszym podejściu do zasad robienia dobrego kina albo fani filozofii i symboliki w filmie.

To teraz jakie mamy wady:
- kryminał noir wykładający na ławę całą intrygę na samym początku filmu. W mojej opinii jest to zwyczajna wada, bo można było tak jak w dwójce intrygę i tajemnicę odkrywać przed widzem stopniowo - reszta w żadnym stopniu by na tym nie ucierpiała. Fani filozofii odpowiadają: "ale film świadomie zaczerpnął klimatu kryminału noir, nie idąc jednak w ogóle w tą stronę - liczy się tylko przesłanie i symbolika, filozoficzny aspekt marzeń i dążeń zwykłego człowieka i odwracanie w finale relacji ofiara-łowca (Deckard-Batty, Batty-Deckard).

- mdły, nudny romans bez emocji. Tutaj trudno raczej specjalnie go bronić, więc fani filozofii odpowiadają "romans nie miał żadnego znaczenia, jest to niemalże zgrywa z klasycznego, obowiązkowego w kinie noir romansu, zrealizowany w minimalnym stopniu by nie odwracać uwagi od głównego wątku".

- nieco czerstwe prowadzenie fabuły... Deckard zaproszony na komisariat ogląda w telewizorku swoich antagonistów, których opisy streszcza mu komendant - na myśl przychodzi niemal początek Batmana i Robina. :) Potem detektyw w jedynej scenie detektywistycznej filmu znajduje jednego androida, drugi zgłasza się do niego sam, a do ostatnich wysyła go policja. Jest to więc prowadzone dość banalnie, od czego uwagę odwraca niesamowicie bogate tło świata i muzyka Vangelisa. Fani filozofii odpowiedzą "to nie ma znaczenia, tu liczy się filozoficzny wymiar opowieści, a nie angażująca i efektowna narracja".

- słaby protagonista - Deckard jest mało interesujący, właściwie powszechnym zdaniem jest, że to Roy Batty był tą interesującą postacią i to on powinien wyjść na pierwszy plan. Nie wiemy o protagoniście nic, nie znamy jego motywacji (nabiera jej teoretycznie pod koniec, ale jest to znowuż pokazane aż nazbyt oszczędnie), historii... jedyną cechą jest robienie niezadowolonego grymasu przez Harrisona Forda. Tutaj można teoretycznie argumentować, że był to zabieg celowy taki jak w "Czasie Apokalipsy", gdzie główny bohater ma się za bardzo nie wyróżniać cechami szczególnymi, by pełnić funkcję narratora, w którego widz może się łatwiej wczuć. Mi się nie wydaje, by tak było - acz trudno odmówić, że miałoby to sens w filmie opartym głównie o wczuwanie się w bogaty, realistycznie zbudowany świat i jego klimat.

- brak budowania napięcia, brak dawkowania tempa akcji/śledztwa... również uważam, że to wada. Reszta filmu absolutnie by nie ucierpiała, gdyby nieco podkręcić te aspekty. Fani filozofii odpowiedzą jak zwykle "nie ma to żadnego znaczenia, liczy się aspekt filozoficzny".

- detektyw, który nie robi nic detektywistycznego (oprócz zbliżania jednej fotografii przez bite 20 minut). Ot, taka pierdoła.

- marnowanie czasu na tłuczenie w kółko jednej sceny (vide wspomniane zbliżanie i zbliżanie i zbliżanie fotografii).

Moim zdaniem to są wady, bez których film byłby wyraźnie lepszy. Jasne, że w niektórych filmach budowanie napięcia nie jest aż tak kluczowe (chociaż nawet w dramatach czy komediach można budować taki czy inny rodzaj napięcia nawet samymi dialogami)... ale wyrzucanie wszystkich tych aspektów do kosza jako nieważne "bo symbolika, super scenografia i muzyka Vangelisa" mnie nie przekonuje. Po części kupuję tłumaczenie, że reżyser/scenarzysta umyślnie poszli w inną stronę - albo te aspekty były dla nich nieistotne, albo o nich zapomnieli.
No ale każdy ma inny odbiór filmu i tak jak dla mnie napięcie, narracja fabuły, postacie i relacje między nimi są bardzo ważne, tak dla innych mogą być dużo mniej istotne.


Więc.. ok, o czym był w zasadzie ten cały  "Blade Runner" ? I czemu był taki a nie inny?

Ano chodziło w nim o to że "człowiek to człowiek, nieważne z czego jest zrobiony" (tak nawiasem mówiąc cytat z czegoś innego :). Czyli że replikanci to po prostu ludzie, posiadają "duszę".

Deckard jest zabójcą zbuntowanych replikantów i dla niego to są po prostu obiekty do odstrzału. Nie widzi w tym nic złego, podobnie jak i cały świat. Dostaje ta nową sprawę i tutaj .. zaczyna w nich  widzieć ludzi. Ba , sam zaczyna w jednym potencjalnym "obiekcie" widzieć..  dziewczynę w której.. się zakochuje (ten romans to w sumie najważniejszy aspekt filmu, więc..).

Deckard to taki rutyniarz,  wszystko widział, jest totalnie cyniczny (stąd ta stylizacja i jednocześnie znany widzowi archetyp "na Marlowe'a") i ten świat, futurystyczny, mroczny i pozbawiony ciepła , który podkreśla jak nawet "prawdziwym" ludziom ciężko znaleźć coś prawdziwego - miłość, bliskość.


Tak btw, wszystkie gadki Scotta o tym że Deckard to replikant można spuścić w kiblu. Może spodobał mu się ten pomysł później, ale tego po prostu nie było podczas kręcenia filmu. Wszystko tutaj opiera się na tym że Deckard jest człowiekiem, jest przez to reprezentantem widzów także w przemianie która w nim zachodzi.
Zresztą już pierwsza konfrontacja z Rachael jest sceną konfrontacji człowiek v replikant - co widzimy po odbiciach światła w oczach obojga (te oczy to sygnał dla widza, w oczywisty sposób postacie tego nie widzą bo nie byłby potrzebny test tylko by wystarczyło zaświecić potencjalnemu replikantowi w oczy latarką czy coś w tym stylu).



"Blade Runner"  jest więc w sumie dość prostym filmem :)

Odpowiedz
(02-12-2022, 21:51)Rozgdz napisał(a): A co wy widzicie w tym najlepszym filmie dekady poza fajnymi aktorami i fajnymi obrazkami?


Niesamowity klimat. Tego filmu się nie ogląda. Ten film się czuje.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Pewno dlatego chciało mi się spać :p

Odpowiedz
Pewnie tak. Nie wszyscy z tym rezonują :) Dla mnie każdy seans to przeniesienie na dwie bite godziny do Los Angeles przyszłości i magia kina w czystej postaci.

Odpowiedz
Ja pamiętam że pierwszy "Blade Runner' też tak robił. Ale tam było to właśnie zabawa z kinem noir (które lubię), "zagubienie w mrokach miasta", było to przetykane zdarzeniami czy postaciami które mnie.. po prostu obchodziły. Natomiast "Blade Runner 2049" robi sporo rzeczy tylko dlatego że jedynka też tak robiła, natomiast samo w sobie nie ma to w zasadzie uzasadnienia/zaczepienia o coś. I kupa rzeczy po prostu tutaj po mnie spływa.

Odpowiedz
Dla mnie sequel jest zdecydowanie bardziej angażujący fabularnie (za to oryginał ma lepszy klimat i ogólnie lepiej wygląda).

Odpowiedz
(03-12-2022, 22:38)Rozgdz napisał(a): Ja pamiętam że pierwszy "Blade Runner' też tak robił.

Nie też tylko właśnie, drugi tak nie robi :)

Odpowiedz
A :)

Więc chyba wygląda na to że się zgadzamy - to całe snujstwo i pokazywanie świata w jedynce działa, buduje klimat opowieści i otoczenie postaci a w dwójce.. po prostu nuży. Bo tak naprawdę nie ma tam żadnego celu.

Odpowiedz
[Obrazek: giphy%2B%25281%2529.gif]
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
A, nic nie napisałem o głównym bohaterze czyli K ^^

Dość wyraźnie ma to być ukłon w stronę teorii o Deckardzie czyli właśnie Deckard 2.0 który jest replikantem.

I o ile ja na początku kupuję ta postać... O tyle potem..W porównaniu z replikantami z "Blade Runnera" gościu ma wszystko na tacy. Żyje długo, ma pracę, wie że jest replikantem i jego wspomnienia są wszczepione aby budować jego osobowość. No, nie jest idealnie wolny bo jest powiedziane że replikanci są w sumie niewolnikami ale w porównaniu z każdym replikantem z jedynki on ma duużo lepiej. Można powiedzieć że prawie idealnie. Ale zamyka się w sobie, ignoruje kobiety które się nim interesują (są aż dwie a może nawet.. i trzy) i jest smutny bo.. nie jest prawdziwym chłopcem (odniesienie do Pinokia :). A ożywia się gdy się może okazać że jednak jest prawdziwym chłopcem. Mimo że pierwsza część wyraźnie stwierdza że on JEST prawdziwym chłopcem i nie potrzebuje do tego "urodzenia", wszystko zależy od niego.

To ma być obraz jakiegoś współczesnego millenialsa który ma wszystko a nic z tym nie robi i uważa że życie jest beznadziejne , czy co ?

Ja mam mu .. nie wiem.. współczuć? W zasadzie to czego?

Jego relacja z Joi jest..beznadziejna. Czytam że wielu osobom to się to bardzo podoba ale.. Raz to jest odbicie relacji z hipotez czyli "tych sztucznych" Deckarda i Rachael gdy Deckard byłby replikantem a dwa - po prostu łatwy zabieg fabularny ze szpiegiem.

Więc nie ma tutaj "pierwiastka ludzkiego", autentyczności (bo trochę się tutaj udaje że jakby pierwszej części nie było). I tak Gosling i Ana de Armas bardzo ładnie grają zakochanych tylko że .. nie ma w tym poczucia autentyzmu. W "Blade Runnerze" Deckard i Rachael trafiali na siebie jak dwa pocierające się samochody z odgłosem darcia blach. Rachael była chłodna i "zamknięta", Deckard wkurzony, czuć było ta niezręczność w postaciach, problemy z własnymi uczuciami, itd. To nie było "zgrabne" ale przez to bardzo autentyczne i wiarygodne. Ktoś tam miał świetny pomysł.
Wątek K i Joi jest "ładny i gładki" ale nie stawia żadnej problematyki, żadnej nie rozwiązuje, to co się dalej dzieje nie jest żadnym zaskoczeniem.

A gdyby K nawiązał romans z panią Kapitan czy Luv byłoby naprawdę ciekawie.

Dodatkowo problemem dla K jest Deckard czyli postać z.. prawdziwymi własnymi problemami, nawet już pomijając całą resztę. W momencie kiedy nadchodzi końcówka to K jest mi już właściwie obojętny. Umrze to umrze, przeżyje to przeżyje, w sumie nic ważnego.

I to jest główny bohater filmu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Pirates of the Caribbean (2003-2017) Jakuzzi 1,079 183,099 07-02-2026, 15:31
Ostatni post: OGPUEE
  Trainspotting (1996-2017) Pitero 12 6,022 01-10-2021, 17:08
Ostatni post: Pelivaron
  [oddzielony] Trainspotting (1996-2017) Arahan 0 694 01-02-2017, 06:54
Ostatni post: Arahan



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości