Serial wielki jak nos Adriena, tyle powiem, bo totalnie w moim klimacie. W skrócie: do malutkiego miasteczka na zadupiu Maine przyjeżdża Adrien Brody z dzieciakami, bo dostał spadek po kuzynie, a cała mieścina zaczyna go lżyć, bo niby nad rodziną wisi klątwa przez którą ludzie chorują, a do sąsiedniej osady, Jerusalem's Lot właśnie, sprowadzili się niedawno inni mieszkańcy (w spojlerze jedna z nich). Obejrzałem z połowę odcinków, ale już teraz mogę dać 8/10 co najmniej.
Dolę Jeruzalem czytałem wieki temu, a przez pierwsze dwa odcinki coś mi bardzo, bardzo zgrzytało - musiałem się ratować internetem, bo moja pamięć o tym opowiadaniu jakoś nie do końca pasowała do tego, co widzę. Ale to akurat nic złego, bo serial naprawdę mocno rozszerza opowiastkę, dodając masę innych elementów. Można dyskutować, czy są zbędne, czy nie, mi pasują, a nade wszystko - są klimatyczne w opór. W ogóle serial klimatem stoi, bo to takie jesienne, okultystyczno-schizoidalno-wampirze klimaty, gdzie liście opadają z drzew, przed lasami toczy się mgła, a wszystko jest oświetlone lampami naftowymi oraz płomieniami ognisk, pochodni :) Ciekawostka: chociaż Brody ma dzieciaki z jakąś dzikuską z wyspy na Pacyfiku, to wszyscy w mieścinie ostro po nich cisną, bo nie są biali: z drugiej jednak strony, jeden murzynek stwierdza, że starsza córka jest "white enough" by go powiesili gdyby ją pocałował XD
07-10-2021, 20:36
Spoiler![[Obrazek: SPOILER_The-Woman-with-the-apple-in-Chapelwaite.png]](https://cdn.discordapp.com/attachments/589053754901528577/895736435104153670/SPOILER_The-Woman-with-the-apple-in-Chapelwaite.png)





