Właśnie myślałem o Expendables(który swoją drogą muszę sobie przypomnieć na trzeźwo) gdy to pisałem, ale to jednak nie to - napakowanie tylu kultowych gwiazd w obsadzie sprawia, że nie ogląda się tego jak pełnoprawnego filmu, tylko jak show "największe kozaki kina akcji w końcu razem". Rozrywka świetna, nie mówię, że nie, ale wbrew pozorom brakuje tam prawdziwego luzu i pewności siebie, czyli dwóch rzeczy, dzięki którym takie filmy jak Commando sprawiają wrażenie jakby same się nakręciły w czasie gdy Arnold po prostu był sobą.
(03-08-2011, 19:38)Gieferg napisał(a): Nazywa się The Expendables. Wypisz, wymaluj: Commando XXI wieku, z tym że z lepszymi scenami akcji.
Chyba sobie jaja robisz z ludziów. Jak możesz stawiać to gów..o obok Commando? Jak możesz pisać, ze tam są lepsze sceny? W Ekspandabelsach nie ma nic wartego zapamiętania. Ani 1 sceny, ani 1 tekstu.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
Tez nie rozumiem zachwytu Gieferga nad "The Expandables". To jest film z gatunku "Obejrzeć. Wyrzucić". Pewnie każdy z nas lubi jakieś filmowe ścierwo. To jest twoje Gieferg.
Ścierwem to jest Maczeta. Expendables to film z gatunku, obejrzeć, kupić na Blu-ray, obejrzeć, obejrzeć, obejrzeć, obejrzeć...
A że to nie jest temat o Expendables tylko o Commando to powiem tylko, ??e jedyne w czym Commando bezapelacyjnie wygrywa z najnowszym filmem Sly'a to onelinery. Akcje w Commando oglÄ da się świetnie, ale są niemalże komediowe, gdy Arnie w końcówce kosi niezliczone szeregi wrogów zazwyczaj turlam się ze śmiechu (I to nie znaczy że to źle, wręcz przeciwnie), ale jak chcę obejrzeć naprawdę dobrą scenę akcji to sobie odpalam walkę w tunelach/podziemiach z Expendables.
A ja popieram Gieferga. I z kolei ja nie rozumiem, że komuś podoba się Commando a równocześnie nie zostawia suchej nitki na Expendables. Przecież oba filmy to ten sam kaliber głupoty. A przypomniana akcja przez Gieferga z końcówki Commando jest tak komiczna, że człowiek na trzeźwo i bez ogórka nie jest wstanie jej przetrawić. Jestem pewna, że gdyby w dzisiejszych czasach powstał taki film jak Commando to byście po nim deptali tak samo jak po Expendables. Po prostu do Commando czujecie sentyment, bo to film z dzieciństwa gdy jeszcze g. wiedzieliście o świecie, żuliście gumę balonową turbo i piliście oranżadę w proszku. Stare pryki już z was i po prostu na Expendables nie potraficie się tak samo bawić jak na Commando za czasów dzieciństwa. Oglądając Commando przypominacie sobie stare dobre czasy z dzieciństwa, stąd tak bardzo lubicie ten film - oglądając Expendables nie czujecie właściwie nic - choć oba filmy to identyczny przedział idiotyzmu.
(04-08-2011, 15:51)Monika napisał(a): Oglądając Commando przypominacie sobie stare dobre czasy z dzieciństwa, stąd tak bardzo lubicie ten film - oglądając Expendables nie czujecie właściwie nic - choć oba filmy to identyczny przedział idiotyzmu.
Trafiłaś w sedno, ale zapomniałaś o jednej bardzo ważnej rzeczy:
Commando powstał w latach 80-tych. To jest specyficzna stylistyka, klimat, reżyseria, muzyka etc etc. To nie jest żadna stylizacja, zgrywa ani homage. Tak się po prostu wtedy kręciło filmy i jest to szczere, dlatego Commando, jakkolwiek głupawy by nie był, tak zwyczajnie dostarcza masy zabawy. Tak zły że aż dobry? Proszę bardzo!
Expendables udaje że powstał w latach 80-tych. Udaje że jest fajny. Udaje że jego bohaterowie są cool twardzielami. W tym filmie wszystko jest udawane. Wierzę że ekipa bawiła się na planie świetnie, ale przykro mi, ja się na tym dobrze nie bawię, wręcz przeciwnie. Tak zły że aż dobry? Nie, tylko to pierwsze.
Cytat:Oglądając Commando przypominacie sobie stare dobre czasy z dzieciństwa, stąd tak bardzo lubicie ten film - oglądając Expendables nie czujecie właściwie nic
No a ja właśnie oglądając w kinie Expendables czułem to samo co czuję powtarzając sobie Cobrę czy Commando. Minus fakt, że wszystko znam na pamięć bo oglądałem 75 razy w ciągu ostatnich 20 lat. Piękna sprawa.
Mierzwiak napisał(a):Expendables udaje że powstał w latach 80-tych.
I właśnie dlatego go uwielbiam i czekam na więcej.
(04-08-2011, 09:00)Gieferg napisał(a): gdy Arnie w końcówce kosi niezliczone szeregi wrogów zazwyczaj turlam się ze śmiechu (I to nie znaczy że to źle, wręcz przeciwnie), ale jak chcę obejrzeć naprawdę dobrą scenę akcji to sobie odpalam walkę w tunelach/podziemiach z Expendables.
Przecież to dokładnie, jak napisała Monika, ten sam poziom głupoty, naciągania i LOLów. Dla mnie jeden tytuł warty jednego, aczkolwiek Commando wygrywa jednym: swoją bezprecedensowością, której brak Expendablesom właśnie dlatego, że powstali w innych czasach.
Cytat:Przecież to dokładnie, jak napisała Monika, ten sam poziom głupoty, naciągania i LOLów
Odpowiedź na powyższe zaczyna się na B, kończy na T i ma 8 liter.
Owszem, te filmy można w ten sposób porównywać, ale tych konkretnych scen w żadnym wypadku.
Końcówkę Commando można zestawić conajwyżej z tym:
Klasyka kina akcji, film kultowy i genialny. Jednych bawi, inni uważają że jest tandetny. Ja mam do niego osobiście ogromny szacunek, to swoista odpowiedz na Rambo 2. Commando nie potrzebuje sequela, bo to taka historia z cyklu one shot. W scenie końcowej na plaży słynne ''No Chance'' mówi właściwie w tym temacie wszystko. Tak samo jak powtórzone z Terminatora jedno słowo ''Wrong'' i wiele innych znakomitych tekstów które tutaj się pojawiły. Arnold Schwarzenegger jako John Matrix na topie i nikt mu nie podskoczy. Somewhere... somehow... someone... czyli Commando, że świetnym soundtrackiem Jamesa Hornera i równie świetnym utworem ''We Fight To Love'' grupy Power Station. Na co komu Expendables
Cytat:Expendables udaje że powstał w latach 80-tych. Udaje że jest fajny. Udaje że jego bohaterowie są cool twardzielami. W tym filmie wszystko jest udawane.
Dokładnie
06-08-2011, 15:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2011, 15:21 przez Kinomaniak.)
Commando to film tak poważny, że aż niezamierzenie śmieszny, a przez to - szczery. Głupi jak but, ale mimo wszystko wiemy, że on nie udaje, tu nie ma nic wymuszonego, jest autoparodią, ale niechcący. Gdyby wskazywać "zawartość 80s w 80s" to muskuły Johna Matrixa są maksimum skali. 100% klimatu tych lat, tamtych filmów, tamtych ludzi, tamtej filozofii kina akcji. Arni zagrał w wielu filmach, ale to Commando = Arnold.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.
FOR Love jak już coś, poza tym to akurat taka sobie piosenka, to już w Running Manie była lepsza.
Cytat:Gdyby wskazywać "zawartość 80s w 80s" to muskuły Johna Matrixa są maksimum skali. 100% klimatu tych lat
Za mało dobrych "ejtisowych" piosenek żeby było 100%. Jak dla mnie maksimum skali w tej kategorii to Cobra, Rocky IV (w których nawet upchano coś na kształt teledysków) i dopiero potem Commando.