Crank: High Voltage - totalnie szalony film. Absurdalny i bez żadnych hamulców. To gra komputerowa, do czego nawet nawiązują twórcy wstępem do filmu, który wygląda jak rozpoczęcie zręcznościowej gry ze starych automatów. Wygląda to jak gejmplej z gry będącej połaczeniem "Postala" z wczesnymi "GTA". Postacie są maksymalnie przerysowane, ale dobrze zagrane - są po prostu wyjęte z kreskówki. Ot, na przykład dziwka grana przez Bai Ling to żywa postać z anime (trochę przypomina Ed z "Cowboy BeBop"). Oprócz tego przedziwna scena seksu na torze wyścigowym, zabawne nawiązanie do "Transportera" i zakończenia bardzo przypominające ostatnią scenę z komiksu "Wanted". Trzeba też wspomnieć o autentycznie fajnym motywie muzycznym przewijającym się przez cały film (autorem sałndtraku jest Mike Patton).
To współczesny exploitation film. Pozornie poważna parodia, pełna absurdalnego - czasem niesmacznego - humoru, w której króluje głupota, gołe cycki i krew (a z kolei brutalność jest stosunkowo realistycznie odwzorowana bez kuriozalnego gore). Obraz, który powinien znalaźć się obok "Punisher: War Zone" na imprezie z pizzą, piwem i masą znajomych.
To współczesny exploitation film. Pozornie poważna parodia, pełna absurdalnego - czasem niesmacznego - humoru, w której króluje głupota, gołe cycki i krew (a z kolei brutalność jest stosunkowo realistycznie odwzorowana bez kuriozalnego gore). Obraz, który powinien znalaźć się obok "Punisher: War Zone" na imprezie z pizzą, piwem i masą znajomych.
18-05-2009, 05:48





