David Lynch
#21
Cytat:...no i się sprawdza Wink

Ej, nie zrozumcie mnie źle. Nic z trailera nie zrozumiałem ale mi się podobał. Chciałem się tylko pochwalić że go całego oglądłem :),

Na film się z pewnością do kina nie wybiorę bo nie mam nerwów na 3h takiej oranki i schizy jaką zapewniła mi jedna minuta teasera. Za ciężki klimat jak dla mnie.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#22
ja widzialem INLAND EMPIRE w irlandzkim Cork a kinie o nazwie..."KINO" to takie super male kino puszczajace niekomercyjne produkcje, podaja tam kawe w specyficznych kubkach, takich ktore zapewne kazdy maniak filmowy ma w domu, co warto dodac kazdy kubek jest inny :) a potem ich widok poustawianych przy zewnetrznych siedzieniach..hmmm...film robi lekki metlik w mozgu, po ok 90 min. seansu zrobiono 10 min. przerwe dla odpoczecia mozgownicy ( na poczatku wszyscy mysleli ze cos nie tak z projektorem ) ale znajomy argentynczyk byl na drugi dzien na seansie....i historia sie powtorzyla.
czekam niecierpliwie na "wyspiarska" date premiery na DVD i juz zamawiam na amazonie...14 sierpnia aby poukladac po kolei wszystko i choc sprobowac zrozumiec rzekome "co autor chcial przez to powiedziec..."

Odpowiedz
#23
Obejrzałem dzisiaj nowego Lyncha i mam w głowie totalny mętlik, nie jestem nawet w stanie określić czy film mi się podobał czy nie :) Wytrzymałem te 3 godziny ale nie było to proste, film jest niezwykle męczący, pokręcony i w zasadzie to nie jest film tylko jakiś psychodeliczny video-art. Nawet grająca główną rolę aktorka (świetna Laura Dern) stwierdziła że nie ma pojęcia o czym jest film, a mistrz Lynch zapytany o motyw z królikami (swoją drogą świetny motyw) odpowiedział że po prostu tak sobie wymyślił i żeby tego nie interpretować bo nie ma czego. Czytam sobie właśnie recenzje i wpisy na portalach filmowych, ubaw mam duży bo albo ktoś podaje kilka interpretacji, albo pisze "dam stówkę jak mi ktoś wyjaśni o co chodziło w filmie" :)

A Lynch to Lynch i to normalne że po seansie widz ma w głowie kaszankę. Tylko że tym razem moim skromnym zdaniem razem reżyser troszkę przesadził i w miarę normalnych scen w filmie jest zbyt mało, a dawka psychodelii jest za mocna.

Podobały mi się w filmie kreacje Laury Dern i Karoliny Gruszki. Fajne były poszczególne sceny i motywy. Dobra muzyka. No i zakończenie jak najbardziej pasowało do całości.

W sumie warto było obejrzeć ten film i nie mogę powiedzieć żeby mi się nie podobał. Wciągnęła mnie ta chora jazda i na 3 godziny zapomniałem o swoim nudnym życiu. Dziękuję ci za to David :)
jesteś tym co oglądasz

Odpowiedz
#24
Ja swoje pierwsze podejście do filmu szybko zakończyłem klęską ponieważ film zacząłem oglądać po 1:00 w nocy a późniejsze przedłużające się sceny z królikami uświadomiły mi że potem może być jeszcze ciężej więc poszedłem spać. Może jeszcze dzisiaj oglądnę go od początku do końca.

Odpowiedz
#25
Tak sobie myślę, że skoro przeciwnicy Lyncha nie trawią także tego filmu to znak dla wielbicieli nawiedzonego filmowca, że Inland Empire to pozycja obowiązkowa. Za dwa dni wyjeżdżam na urlop, podczas którego przewiduję 3-godzinny seans w kinie (plaża poczeka). Liczę na film łączący "Zagubioną..." z Mullholland Drive". Co tam! Skrzywiony klimat to podstawa.

PS. Może nie piszmy "IE", bo ciągle mi się wydaję, że czytam artykuł o Internet Explorer :) Chyba, że ktoś zaproponuje temat o standardach sieciowych?? :wink:
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott

Odpowiedz
#26
Nie no standardy sieciowe a internet explorer to dwie różne sprzeczne rzeczy. to drugie nie mieści się w tym pierwszym, no chyba, że to miałby być jakiś kontrast między standardem a tym co zostało zaprezentowane w IE(explorerze)

Co do filmu to wydaje mi się, że to bardziej Mullholland Drive pokierowany w stronę Głowy do Wycierania chociaż też nie do końca. Ja oglądałem to z entuzjazmem ale wolę Mullholland. Ale to tylko moja skromna opinia więc najlepiej będzie oglądnąć samemu ;]
"Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś." Stanisław Lem

Odpowiedz
#27
Byl to pierwszy film Lyncha jaki widzialam i to chyba moj blad - chociaz nie poszlam do kina calkiem zielona - wiedzialam mniej wiecej czego moge sie po tym gosciu spodziewac i widzialam trailer. Tak czy inaczej bylam sceptycznie nastawiona ale obejrzalam z ciekawosci.
Ogladanie tego filmu wprawialo mnie w rozny nastroj - byly wlasciwie 3 fazy:
1. poczatek - ani ziebi, ani grzeje
2. do godziny - pozytywnie zaskoczona - to mialo jakis logiczny sens, wiedzialam o co chodzi, a pare psychodelicznych scen nadawalo ciekawy efekt
3. cala reszta filmu - znurzenie...

Trzy godziny, z ktorych dwie skladaja sie na artystyczny belkot to za duzo. Gdyby Lynch to troche wywazyl - troche logiki i troche niewiadomoczego - byloby ok... Ale pod koniec filmu czulam, ze z mojego umyslu zostala papka (tylko nie mowcie, ze o to chodzilo).
Gra aktorska to majstersztyk - Laura Dern byla swietna - tyle tylko, ze w trzeciej godzinie, zblizenia na jej wciaz skrzywiona twarz wnerwialy mnie.
Gdy pod koniec filmu leciala lekka muzyczka (btw - muzyka w tym filmie b.dobra) i wiedzialam, ze film zbliza sie do konca -poczulam ulge, radosc i zadowolenie.

Najgorsze w takich filmach (czy ogolnie dzielach) jest to, ze nie wiem, czy nalezy je poddawac interpretacji, zastanawiac sie nad nimi etc., czy znowu autor sobie robil jaja i proba zrozumienia takiego dziela wystawilaby mnie na posmiewisko (niczym tych zadufanych krytykow, ktorzy w bajce o 'kopciuszku' doszukuja sie sensu zycia ). Mysle, ze w przypadku tego filmu to drugie.
"I think we can put our differences behind us. For science. You monster."

Odpowiedz
#28
nie interpretuj. czuj. najważniejszy jest niepokój, sprzeczności, nietypowe doświadczenie filmowe, gra z przyzwyczajeniami, oczekiwaniami i emocjami. David Lynch wie, co robi - wie także o czym opowiada - ale nigdy nie podrzuci jakiejś interpretacji. nie ta bajka 8)

Odpowiedz
#29
des jak Ty to ładnie ująłeś, sam bym lepiej nie potrafił :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#30
olaboga, też się czasami zaskakuje 8)

Odpowiedz
#31
To, że nie podrzuci to nie znaczy, że nie warto rozszyfrowywać jego filmów. Napisał sam, że tworzy czasem swoje filmy bez namysłu co do logiki ale myślę, że coś jest w Inland Empire. Będę musiał jeszcze kilka razy obejrzeć ten film tak jak kilka razy oglądałem Mullholland Drive i Lost Highway. Jeżeli jednak jest to coś w stylu Głowy do Wycierania to jakakolwiek interpretacja jest nie na miejscu. Myślę jednak, że jakaś logika w tym jest, szkoda, że nie mogłem pojechać na premierę w Warszawie bo bym może po drugim oglądnięciu wymyślił. Ale za pierwszym razem trzeba tak jak napisał to desjudi: wczuć się w klimat. Warto jednak powrócić do filmu później parę razy i już próbować jak najwięcej dostrzec.
"Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś." Stanisław Lem

Odpowiedz
#32
Kelthak napisał(a):To, że nie podrzuci to nie znaczy, że nie warto rozszyfrowywać jego filmów
no ale skoro sam powiedzial, ze nic wlasciwie nie mial na mysli robiac ten film (chyba ze prowokowal), to czy jest sens w ogole sie nad nim glebiej zastanawiac?

desjudi napisał(a):nie interpretuj. czuj
no ok, niech bedzie. Wiem na pewno, ze czuje sie nieswojo z takimi dzielami. No bo czy filmy nie powinny opowiadac jakichs historii? A nie byc zlepkiem (pozornie czy nie) niedopasownych scen?
Trzeba przyznac, ze film klimat ma, ale po jakims czasie brak punktu zaczepienia w jakiejs historii zaczal mnie meczyc i juz totalnie sie pogubilam (co doprowadzilo do zobojetnienia na to co sie dzieje).
Lynch rzeczywiscie robi filmy po swojemu i to sie chwali - ale mam nadzieje, ze pozostanie tworca unikatowym i nie doczeka sie tlumu nasladowcow. Jeden Lynch stanowczo wystarczy.
"I think we can put our differences behind us. For science. You monster."

Odpowiedz
#33
Napisałem, że Lynch się wypowiedział (nie konkretnie o tym filmie i chyba zanim wyszedł Inland Empire) o tym jak tworzy czasem coś nielogicznego bo akurat ma pomysł na fajny klimat. Ale nie odnosił tego do Inland Empire i wydaje mi się, że coś w tym filmie zostało ukryte.

Ja mam nadzieję, że twórcy wezmą sobie do serca fakt, iż można tworzyć nietypowe filmy, chciałbym żeby tworzyli bezkompromisowo, tworzyli coś od serca a nie to co się będzie sprzedawać.
"Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś." Stanisław Lem

Odpowiedz
#34
A ja bym chciał żeby twórcy tworzyli takie filmy co się w nich fajnie strzelają. Coraz mniej filmów z fajnym strzelaniem :(.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#35
Glut wie, co gada. bardzo mało dobrych strzelanin ostatnio. finałowa karabinowa siepanina w MV trochę naiwna (źli giną, dobrzy nie), choć realizacyjnie to kosmos nowy jork.

ps: czy pisałem już, że Inland Empire to %$#$#$%? nie? w takim razie napiszę to teraz: Inland Empire to %$#$#$% :)

Odpowiedz
#36
Coś tam wspominałeś :). Mnie finał MV aż tak nie ruszył, był dobry ale tylko tyle. Możliwe że to dlatego iż posiadałem wersję z lektorem. Całe tło dźwiękowe paskudnie wytłumione i niskiej jakości :/.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#37
Z Lynchem jest trochę tak jak czasem z poezją, nieistotne "co autor miał na myśli" - ważne jak ty to czujesz i odbierasz, w ramach dzieła oczywiście - jego wieloznaczne filmy żyją własnym życiem niezależnie od autora i nie ma nic złego w doszukiwaniu się w nich rzeczy, o których sam autor nawet nie pomyślał, jeśli się trzymają kupy to czemu nie? Świetny artykuł Senka o Grindhouse to potwierdza - nie ma wątpliwości że Gombrowicz nie wiedział nic o Tarantino a i w drugą stronę marne szanse ale spojrzenie na Tarantino przez pryzmat Gombrowicza wyszło bardzo ciekawie.

Odpowiedz
#38
S P O I L E R Y



Rozbudowana wersja SMS-a, ktorego wyslalam Desowi, a ktorym mam nadzieje nie zapchalam mu skrzynki na amen:

GENIUSZ.

Absolutnie nie wiem, kto nazwal IE filmem nudnym. A raczej - wiem, kto nazwal, ale nie miesci mi sie w glowie, dlaczego:). Film jest doskonaly - sen we snie, kilka scen lapiacych za gardlo (patrz: kroliki; patrz: 'smierc' na ulicy). Kamera - element, ktory budzi groze, bo demaskuje falsz (chociaz gra nie musi byc gra). Koncowka zas to k***a nokaut, pojawienie sie Laury Eleny Harring (wyjscie z roli krolika) wywolalo kilkosekundowa hipnoze;).

IMHO jednak film da sie do pewnego stopnia uporzadkowac, to nie jest chaos, panu Felisowi dziekujemy! Rzeczywistosc LH i MD rozpadala sie na dwoje, IE rozpada sie na ich niezliczona ilosc (sa swiaty i 'pod-swiaty'), a mimo to mam wrazenie, ze KLUCZ ISTNIEJE. Patrz: powtarzajace sie cyklicznie elementy, te same emocje. Logika snu.

Generalnie jedynym slabym ogniwem jest tu Gruszka. Drewniana jak bela. Ale kto by o niej pamietal...
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#39
Powtórzę mojego posta z forum ENH 7.

Zawsze bardzo lubiłem filmy Lyncha, ich ciężki klimat, niejednoznaczność, powolne łączenie wątków i szukanie dobrej interpretacji jego filmow.Zagubiona Autostrada, MD, Głowa do wycierania, Blue Velvet czy Dzikość serca to dla mnie filmy wybitne i zjawiskowe, filmy na których uczyłem się dobrego kina.Inland Empire jest Lynchowski ale w tym przypadku to wszystko nie sprawiło mi frajdy. Część scen kamerą z ręki, słabi aktorzy(Dern była niezła, ale nawet Majchrzak którego bardzo lubie momentami wydawał mi się śmiesznie nie pasujący do filmow Lyncha), wymieszanie języków i pare innych rzeczy sprawiły że nie czułem tego filmu(Lynch probował wciagnać mnie do gry która okazała się dla mnie po prostu nieinteresująca.
Jestem trochę zawiedziony.
"Nawet bestia zna nieco litości, ale ja
jej nie znam, więc nie jestem bestią"

William Shakespeare
("Ryszard III")

Odpowiedz
#40
Ja na filmie byłam już dwukrotnie i nadal mi mało. Zarzut nudy potrafie zrozumieć, jednak nie podzielam go napewno. Od pierwszych minut czułam się pochłonięta nie tyle dziwaczną fabułą, co klimatem... Sceny w Łodzi boskie: opustoszałe ulice w półcieniu, marnie oświetlone kamienice [btw uwielbiam taki kolor lamp - pomarańczowo brunatny. Dają wrażenie nierealności jak spaceruje sie późnym wieczorem], szum pojazdów w oddali, brudny śnieg leżacy kupami na poboczach, szczekanie psów[!!!!], a jednocześnie wszechogarniająca cisza [taka cisza, która nastaje w zimie jak wookól mnóstwo śniegu]... Ta atmosfera mnie zachwyciła, wtopiłam się w nią, zapomniałam, że jest środek lata, a ja jestem w kinie...


Jak pierwszy raz byłam na nim w kinie, na sali znajdował się anglik, który wyszedł w połowie. nie dziwie się, w końcu połowa dialogów jest po polsku. Zastanowiło mnie jednak jak inne nacje odbieraja IE. Chodzi mi o nasz język przede wszystkim. Czy film był przez to bardziej psychodeliczny, mniej zrozumiały czy przeciwnie - szeleszczenie przeszkadzalo w "odczuwaniu", irytowało?? Bo z pewnością jakiś skutek zmiana języka wywarła. I czy skutek byłby ten sam jakby aktorzy przemawiali z okropnym "twardym'r'akcentem" a la Jolie w Aleksandrze czy Beowulfie, lub jak straszna sąsiadka ??


Co do aktorów: podczas gdy Dern grała wyśmienicie [wiedziałam że to dobra aktorka ale niespodziewałam się aż tak dobrej roli], nasza polska odpowiedniczka była tak sztuczna, że aż - o ironio- stała się takim elementem abstrakcyjnym w całymi filmie. Ale szczerze mówiąc mi się to podobało.
Take the best orgasm you ever had, multiply it by a thousand and you're still nowhere near it.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  David Cronenberg Joe Chip 25 7,007 05-10-2025, 22:34
Ostatni post: OGPUEE
  David Fincher Ka 280 72,843 31-05-2025, 21:15
Ostatni post: Bucho
  David Simon Rodia 10 5,735 23-11-2015, 20:15
Ostatni post: Rodia



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości