Początkujący
Liczba postów: 20
Liczba wątków: 0
Wróciłem właśnie z kinowego seansu „Zagubionej autostrady” i muszę się podzielić absurdem, który mnie spotkał. Pod sam koniec wyświetlania siadła technika w kinie. Gdyby to był jakikolwiek inny reżyser, pewnie bym rzucał piorunami z wściekłości, ale umówmy się – przy kinie Lyncha awaria sprzętu, zacięcie taśmy czy nagły brak synchronu dźwięku odbiera się jak integralną część narracji. Gdyby nie fakt, że doskonale znam ten film na pamięć, pomyślałbym, że to kolejny autorski zabieg mający na celu totalną dekonstrukcję psychiki Freda Madisona. Zamiast nerwów skończyłem szyderczym śmiechem, podbiło to tylko ten oniryczny klimat. Film sam w sobie genialny i mam nadzieję jeszcze go zobaczyć w kinie. 10/10.
16-05-2026, 16:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-05-2026, 17:08 przez Westcoast.)