Zastanawiam się, czy oni chcą to jakoś sensownie umieścić w timeline (cóz, w sumie to nie wiem czy w tym timeline jeszcze cokolwiek da się sensownie umieścić), bo sądzę, że chyba niekoniecznie, ale chętnie bym zobaczył w sequelu gościnny występ kogoś ze starego składu (Cyclops? Kitty? Iceman?), podobnie jak chciałbym zobaczyć deadpoolowego Colossusa w innych X-filmach.
Podejrzewam, że większość "dużych" aktorów z komiksowych filmów ma w umowach zakaz grania w podobnych filmach, albo parodiowania swoich ról u konkurencji, wiec ludzie z MCU odpadają, ale z tego X-uniwersum juz chyba spoko.
Ech, żeby tak powstawało więcej takich filmów jak ten. I ja się cieszę z oglądania świetnego filmu, jak i moja dziewczyna, z którą byłem dzisiaj. Dawno się tak nie uśmiałem jak na "Deadpoolu". Kategoria R, kapitalny Reynolds, kapitalny humor, kapitalne sekwencje akcji, kapitalna muza. Dwa słowa: kapitalny film. Już zacieram rączki na sequel. Jakiś słaby punkt? Jak na razie przychodzi mi do głowy tylko jeden: film jest za krótki!!! 9/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
Sam nie wiem od czego zacząć swoją recenzję Deadpoola. Od zachwytów, bo w sumie jest nad czym się zachwycać? Czy może od zgodzenia się z tym, że superoptymistyczne zachwyty nad nim są przesadzone? Chyba od tego drugiego, bo będzie krócej.
Absolutnie nic nie mam do tego filmu. Serio, po seanse nie zapamiętałem nawet jednej rzeczy, którą mógłbym mu wypomnieć, wytknąć, a nawet jeśli coś uwierało, to mogę to zrzucić na bark konwencji lub budżetowych ograniczeń. Z tym, że Deadpool nie jest filmem, którego mógłbym oglądać w nieskończoność. W trakcie jednej akcji główny bohater cytuje RoboCopa ("Żywy lub martwy i tak pójdziesz ze mną") i zaraz po seanse zapaliła mi się lampka - pamiętam jak kiedyś obejrzałem RoboCopa trzy razy w ciągu dwóch dni! Kill Billa obejrzałem trzy razy w ciągu dwóch dni, Skrzynię umarlaka obejrzałem trzy razy w ciągu dwóch dni. Deadpoola tak nie obejrzę. To film, do którego jak ulał pasuje określenie "fajny", ale tylko "fajny", bo nie ma w sobie jakiejś ostatecznej iskry, która rozpalałaby płomień. Nie jaram się. Nie pragnę natychmiastowej powtórki. Pewnie powtórzę go dopiero przed premierą kolejnej części i pewnie znowu przyjemnie spędzę przy nim czas. Ale to tyle.
O największych zaletach Kapitana Deadpoola już chyba wszystko zostało napisane, więc polecę ogólnikami. Reynolds urodził się do tej roli, która może być dla niego tym czym Blade jest dla Wesley Snipesa, albo Terminator dla Arnolda. Masa humoru i choć znalazło się w nim kilka wymuszonych gagów, to w większości jest bardzo udany. Dobra muzyka i jeszcze lepszy dobór piosenek, z WHAM! na czele. Cieszący oko brak ograniczeń kategorii wiekowych. Tylko dwóch, ale za to bardzo fajnych X-Menów (Colossus lepszy niż u Singera). Niezłe sekwencje akcji, efekty specjalne i chyba najbardziej udane od Batman Begins zaburzenia chronologii opowiadanej historii w kinie superhero (bardzo dobry zabieg, bo gdyby wszystko szło chronologicznie, na Deadpoola czekalibyśmy z godzinę, a akcji z jego udziałem byłyby tylko dwie duże sekwencje). Trafne i zabawne zgrywanie się z innych filmów, nie tylko z gatunku superhero movie i poprzednich filmów Reynoldsa (np. Uprowadzona), oraz zabiegi z mówieniem do widza i robieniem sobie jaj nawet z własnej czołówki. W ogóle fajnie, że twórcy filmu, co widać bez problemu, mieli do siebie i do tego projektu sporo dystansu.
Cytat:"The film has a self-deprecating tone that’s riotous. It’s never been done before. It’s poking fun at Marvel. That label takes itself so seriously, can you imagine them making fun of themselves in a movie? They’d rather stab themselves."
That's a quote from Deadline Hollywood, attributing it to a Hollywood "suit." I love Deadline and get a lot of my film business news from them. And I love Deadpool even more - the film is hilariously funny, has lots of heart, and is exactly what we need right now, taking true risks in spectacle film - but COME THE FUCK ON. That's no reason to rewrite history. This quote has to have been said by the dumbest fucking Hollywood exec in the history of dumb fucking Hollywood execs.
Let's ignore Guardians for a moment, a movie that survives from moment to moment building itself up and cutting itself down - God knows I'm biased about that one. But what do you think Favreau and Downey did in Iron Man? What the fuck was Ant-Man??!
Come on, Deadline.
After every movie smashes records people here in Hollywood love to throw out the definitive reasons why the movie was a hit. I saw it happen with Guardians. It "wasn't afraid to be fun" or it "was colorful and funny" etc etc etc. And next thing I know I hear of a hundred film projects being set up "like Guardians," and I start seeing dozens of trailers exactly like the Guardians trailer with a big pop song and a bunch of quips. Ugh.
Ugh. Ugh. Ugh. Ugh. Ugh.
Deadpool wasn't that. Deadpool was its own thing. THAT'S what people are reacting to. It's original, it's damn good, it was made with love by the filmmakers, and it wasn't afraid to take risks.
For the theatrical experience to survive, spectacle films need to expand their definition of what they can be. They need to be unique and true voices of the filmmakers behind them. They can't just be copying what came before them.
So, over the next few months, if you pay attention to the trades, you'll see Hollywood misunderstanding the lesson they should be learning with Deadpool. They'll be green lighting films "like Deadpool" - but, by that, they won't mean "good and original" but "a raunchy superhero film" or "it breaks the fourth wall." They'll treat you like you're stupid, which is the one thing Deadpool didn't do.
But hopefully in the midst of all this there will be a studio or two that will take the right lesson from this - like Fox did with Guardians by green-lighting Deadpool - and say - "Boy, maybe we can give them something they don't already have."
And that's who is going to succeed.
15-02-2016, 19:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2016, 19:20 przez Grievous.)
Przyznaję, że nie zamierzałem oglądać „Deadpoola”. Zwiastuny mnie bowiem nie porwały a o samej postaci nie wiedziałem praktycznie nic poza tym, że istnieje. Dałem się jednak skusić otaczającej tę produkcję aurze niemal powszechnego uwielbienia i poszedłem do kina. Wszak skoro wszyscy wokół piszą o "Deadpoolu" wyłącznie w samych superlatywach to nie może on być zły prawda?
I powieiem krótko: „Deadpool” mi się podobał (Tak na 8/10) ale z zachwytami i określeniami typu "najlepszy film komiksowy" mimo wszystko bym się jednak wstrzymał.
Mamy tu wszak kilka mankamentów (choćby fakt, że grający antagonistę Ed Skrein nie ma za grosz charyzmy, humor jest niezbyt wyszukany (acz kilka żartów było naprawdę udanych i autentycznie zabawnych) a fabuła nie tylko nie jest zbyt oryginalna ale w dodatku zdarza jej się przynudzać), które sprawiają, że mnie zdecydowanie bardziej do gustu przypadły choćby "Strażnicy Galaktyki", "Watchmen: Strażnicy", „Super”, „X-men: Days of Future Past” czy "Kingsman" a i "Suicide Squad" już po zwiastunach zapowiada się ciekawiej.
Swoją drogą liczę na to, że ktoś wpadnie na pomysł przeniesienia na ekrany komiksów o moim ulubionym bohaterze czyli Lobo. To by była dopiero rzeźnia i jazda bez trzymanki.
Mimo wszystko jeśli macie ochotę przyjemnie spędzić czas i/lub szukacie czegoś przy czym można wyłączyć mózg i się odprężyć „Deadpool” powinien trafić w wasze gusta.
Najlepszy film 2021: Titane Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood Najlepszy film 2019: Parasite Najlepszy film 2018: Suspiria
Racja, tym bardziej że Lobo też celuje w bekę i czarny jak smoła humor (niejednokrotnie mocniejszy od tego w Deadpoolu). Jeśli to byłaby odpowiedź Warnera, to zasługi Deadpoola byłyby kosmiczne, bo Lobo to dla mnie jeden z najlepszych antybohaterów ever.
A Deadpool klasa. Mocna ósemeczka w sam raz. Dodam, że dawno nie widziałem żeby ludzie na sali kinowej bawili się tak dobrze i sypali takimi aplauzami. Zwłaszcza scena
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
16-02-2016, 09:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-02-2016, 09:32 przez Wawrzyniec.)
U mnie podczas seansu wszedł koksik z dzieckiem i swoją niunią. Po pierwszej akcji na autostradzie powiedział ze zdziwieniem w głosie:
"Przecież to miała być komedia!"
LOL