Drive
Czyli dupa. Myślałem, że Refn jednak nakręcił po ludzku to zakończenie Oczko


Odpowiedz
No ale jeżeli to wersja ze złym kompozytorem w napisach początkowych ... : )
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
Dobra, Glut, dzisiaj zasysam te wersje i obadam.

Odpowiedz
Takie pytanko do tych co łyknęli już obie wersje. Czy odbiór filmu może się zmienić po dziabnięciu ***?
Czy już raczej zostanie na tej naciąganej 7?
Hide, listen, watch, learn? And when the time is right, strike from the shadow...

Odpowiedz
Ten film jest tak dopieszczony wizualnie i muzycznie, że boję się myśleć o oglądaniu ***
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
Przecież to nie kinówka tylko dobrej jakości dvdscreener.


Odpowiedz
Nie, to workprint, pisaliśmy o tym wyżej Oczko.

Odpowiedz
nawet jeśli
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
(29-09-2011, 14:39)hanys napisał(a): Przecież to nie kinówka tylko dobrej jakości dvdscreener.

Dobrą jakością to bym to może nazwał 6 lat temu... Albo jakby oglądał namiętnie ***.

Odpowiedz
hanys, podręcznik mówi, że słowa "dobra jakość" i "dvdscreener" wykluczają się wzajemnieJęzyk
Albo coś jest dvdscreener albo dobrej jakości...

Odpowiedz
Zostawiąc temat jakości screenerów, [bez takich info o ripach, proszę]ów i innych dziwnych rzeczy pozwolę sobie napisać coś o filmie. Widziałem wersję z Badalamentim wymienionym jako kompozytorem muzyki, a z tego, co czytałem, to ponoć jest workprint różniący się jakoś od wersji kinowej. Mniejsza z tym jednak, sam film jest świetny i chyba jak na razie najlepszy z tegorocznych obrazów, które oglądałem.
Zdjęcia, muzyka, realizm i brak upiększania przedstawionych zdarzeń przypominają mi Heat Manna, a to chyba jedna z największych pochwał, jaką można wysunąć. Wszelkiego rodzaju sceny, kiedy Kierowca jeździ po mieście są niezwykle klimatyczne zarówno pod względem muzycznym (soundtrack przypomina mi trochę lata 80, nie wiedzieć czemu), jak i zdjęciowym. Aktorsko też źle nie jest, ba, jest nawet bardzo dobrze - zwłaszcza Gosling i urocza Mulligan - grają minimalistycznie, ale bardzo naturalnie i prawdziwie.

8-9/10.

Odpowiedz
Widzę, że chyba się nie zrozumieliśmy. Kopia jest dobra jak na screener, a czy scr(dvdscr) to dobra jakość do oglądania to już inna sprawa. Generalnie ja jak nie mogę się doczekać filmu to dvdscr już łykam, szczególnie w sezonie oscarowym, ale "Drive" miałem akurat przyjemność oglądać w kinie.

@Karol
Scena oznaczyła film jako screener i tym też się sugeruje, a po dwa jedno nie wyklucza drugiego.


Odpowiedz
(30-09-2011, 17:02)raven.second napisał(a): Wszelkiego rodzaju sceny, kiedy Kierowca jeździ po mieście są niezwykle klimatyczne zarówno pod względem muzycznym (soundtrack przypomina mi trochę lata 80, nie wiedzieć czemu), jak i zdjęciowym.

Może i klimatyczne, ale nudne jak chuj - raz, że nic się w nich nie dzieje, dwa, że nic nie wnoszą do całości, a trzy, że są cały czas takiego same, czyli: ujęcie miasta, ujęcie profilu Goslinga za kółkiem. Nigga, please!

Cytat:

Najpierw przyłożył mu do czoła, a potem wepchnął do gardła - ten workprint to jakaś pocięta wersja, że nie było tam całej sceny?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Nie wiem, możliwe, że jest to pocięta wersja. Było już w temacie wspomniane, że zakończenie się różni. Dopiero jak będę w kinie to zweryfikuję dokładniej co i jak. I wracając do scen, kiedy Kierowca jeździ po mieście, to według mnie wnoszą tyle, że ukazują Goslinga jako gościa znającego się na prowadzeniu samochodu lepiej, niż na związkach międzyludzkich.

Odpowiedz
Marcin Wrona recenzuje Drive

Dość zabawne - jeden z najgorszych polskich reżyserów jedzie po jednym z najlepszych filmów roku.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
Recka ogólnie fajna, ale są buractwa, które zamierzam tu wypunktować, a następnie podsumować żałosne życie reżysera i życzyć mu śmierci w męczarniach co najmniej takiej okrutnej jak agonia rosyjskiego mafioza zaprezentowana w trzecim odcinku 4 sezonu "Sons of Anarchy".

W głównym bohaterze nie wiadomo skąd, nagle pojawiają się mordercze skłonności. Rozumiem wybór Ryana Goslinga z jego twarzą dziecka, ale umiejętność, a przede wszystkim skłonność do działania postaci należy umotywować. Tego w filmie brakuje, nie wystarczy, że coś jest po prostu fajne.

Nie wiem, skąd wniosek, że skłonność do działania należy umotywować. Czasami warto, w innych sytuacjach - wręcz przeciwnie. Co druga postać grana przez Eastwooda przybywa znikąd i eksterminuje podludzi, którzy stają mu na drodze. I co? I jest zajebiście. Gosling to ten sam typ bohatera, nawet nie wiemy, jak się nazywa (a mógłby się nazywać Anioł Śmierci albo Śmiercionośny Skorpion), nie wiemy, co robił, zanim przybył do LA i wkręcił się w biznes samochodowo-kaskaderski. Mógł być bezlitosnym skurwysynem, wykonującym kontrakty na zlecenie CIA.

Brak tu jakiejkolwiek psychologii. ?Wujek Dobra Zemsta? angażuje się nieswoje sprawy, żeby było fajnie. Oferuje nam bohatera typu MacGyvera skrzyżowanego z "Drużyną A".

j/w

Niemniej generalnie recka fajowa - gdyby nie tak ukochane przeze mnie motyw zemsty połączony z bezwzględnością głównego bohatera, minimalizm dialogów, kurtka ze skorpionem i wykałaczka oraz kult machismo, też bym pewnie uznał ten film za artystowskie gówno Uśmiech

Z tym życzeniem śmierci w męczarniach to był oczywiście zajebisty żarcik z mojej strony. Nikomu nie życzę TAKIEJ śmierci.

No dobra, paru osobom życzę, ale Marcin Wrona do niech się nie zalicza Uśmiech











Odpowiedz
Dla zainteresowanych bardzo ciekawe Q&A o Drive z Cannes. Znalazła się nawet odpowiedź na narzekanie Mefiego ;-) o ciągłe pokazywanie jadącego Goslinga:

it?s a movie about a guy who drives around listening to pop music because it?s the only way he can feel.

jak i wytłumaczenie czemu brak tu konkretniejszej fabuły:

It?s a fairy tale that takes Los Angeles as the background. The hero, Driver, is very easy in a sense: by day he?s a real human being, by night he?s a real hero. What is there to say, because his mystique is his strength.

Może to leciutka przesada, ale bardzo podoba mi się takie stawianie sprawy przez Refna i poruszanie się przez niego po obszarach mitu/bajki, ale w mega surowych ciuchach - taka była Valhalla, taki jest Drive, mam nadzieje, że podobny klimat będzie miał jego przyszłoroczny Only God Forgives, który sam reżyser określa jako western, już zacieram rączki.

Odpowiedz
(30-09-2011, 20:18)raven.second napisał(a): I wracając do scen, kiedy Kierowca jeździ po mieście, to według mnie wnoszą tyle, że ukazują Goslinga jako gościa znającego się na prowadzeniu samochodu lepiej, niż na związkach międzyludzkich.

To już wiemy po pierwszych scenach Uśmiech
Wytłumaczenie reżysera też miałkie, bo raz, że nie potrzeba do tego kilkudziesięciu takich samych scen, a dwa, że mogłoby przy tym się coś zmieniać.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mi się je fajnie oglądało, nie czułem żadnych dłużyzn przez to. Po prostu kupiłem w 100% tempo tego filmu.

Odpowiedz
Nie rozumiem zarzutów niektórych z was. Moim zdaniem zakończenie jest bardzo dobre i logiczne. Ogólnie film oceniam na 9/10 i uważam za najlepszy obraz 2011 jak na razie.

Kierowca został odrzucony przez Irene i całą końcówkę należy interpretować przez ten pryzmat. Dlatego dziwią mnie opinie, że powinien zabrać kasę i do niej wracać po załatwieniu Berniego. Oczywiście my, jako widz dowiadujemy się, że po namyśle Irene zmienia zdanie (scena z pukaniem do drzwi), ale Kierowca tego nie wie. Jedzie załatwić Berniego, bo jest on jedyną żyjącą osobą, która wie o lasce (oczywiście pomimo odrzucenia najważniejsze dla niego jest bezpieczeństwo jej i dziecka). Przecież on nie ma pojęcia o żadnej mafii w to zamieszanej (nie był obecny przy rozmowie w pizzeri). Z jego punktu widzenia kasa jest Nino i/lub Berniego. Zabijając pana B. sam zostaje śmiertelnie ranny. Nie mając do kogo (nie ma przyszłości z kobietą która kocha), ani do czego (Shannon nie żyje, warsztatu nie ma, wyścigów nie będzie) wracać postanawia spędzić ostatnie godziny życia tak jak kocha, czyli za kółkiem. Ktoś powie ze mógł jechać do szpitala... i co powiedzieć policji ? Że brał udział w napadzie na lombard, zawinął duża bańkę, a potem pozabijał trochę osób. Dla mnie motyw z jazdą w noc jest oczywistą i trochę banalną metaforą śmierci (i czepianie się ile by wytrzymał z raną, czy dotrwałby do zachodu słońca jest idiotyczne. Nie wiemy, która była godzina jak odjeżdżał z parkingu, jak głęboka była rana itd. A poza tym główny bohater był twardzielem Język). Tak więc na sequel bym nie liczył Język Moim zdaniem kasy nie zostawił dla mafii, po prostu ją zostawił. Przecież odjeżdżając "w noc" mu się nie przyda.

Na filmie byłem tylko raz, kilka dni temu, jeżeli więc coś mi umknęło i moja argumentacja jest nielogiczna to przepraszam, ale ja tak to widzę.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości