Wątek ten zamieściłem wcześniej na moim "rodzimym" forum (treść moich przemyśleń tutaj nieco zmieniłem, pewne fragmenty wydały mi się zbyt kontrowersyjne), jednak nie zyskał tam popularności ;) Przed zamieszczeniem go tutaj chciałem go nieco rozwinąć, ale zanim by mi się to udało, mógłbym zapomnieć, po co go pisałem :) Jest jeszcze parę filmów do obejrzenia.
Póki co, tyle ile obejrzałem i wymóżdżyłem.
Ostatnio niemalże pod rząd obejrzałem dwie doskonałe produkcje poruszające temat wojny na Bałkanach, stąd pomysł na nowy wątek.
Mówi się, że warto przechowywać pamięć o II Wojnie Światowej, aby już więcej się coś podobnego nie przydarzyło. Otóż pomimo, iż ludy bałkańskie z pewnością pamiętają wojnę bardzo dobrze, zaraz po zdjęciu sowieckiego kagańca stało się tam coś bardzo podobnego... W etnicznym i religijnym tyglu zawrzało, animozje tłumione od lat wybuchły ze straszliwym skutkiem. Wojna całkiem irracjonalna, bo prowadzona nie w imię korzyści materialnych czy nawet politycznych, lecz z powodu mówienia innym językiem i wyznawania innych wierzeń niż "wróg". Znamy to z własnej historii - sąsiedzi żyjący obok siebie przez wiele lat potrafili pod wpływem chorych ideologii stać się śmiertelnymi wrogami. Polak mordował Żyda, Ukrainiec Polaka, Żyd Ukraińca... Miały skąd czerpać przykład bratnie narody jugosławiańskie.
Tyle dygresji... Dodam jeszcze, że zastanawiam się, czy groźba agresywnego nacjonalizmu nie jest wystarczającym dowodem, by potępić patriotyzm. Patriotyzm jest dla wybranych. W rękach (głowach) ludzi "małych" zarówno patriotyzm, jak i inne "szczytne" idee nader często stają się narzędziami zbrodni. Najbezpieczniej byłoby się pewnie ich wyrzec. Cóż, są to rozważania akademickie. Przejdźmy do meritum.
Każdy z niżej wymienionych filmów gorąco polecam wszystkim, którzy cenią mój kinowy gust.
Wybawca, reż. Predrag Antonijevic. Chyba pierwszy film na ten temat, jaki obejrzałem. Zaczyna się po hitchcockowsku, od trzęsienia ziemi. Żona i syn oficera armii USA giną w zamachu w Paryżu. Ten w amoku idzie do meczetu i zabija, strzelając na oślep. Dzięki wysoko postawionym przyjaciołom zamiast do więzienia trafia do Legii Cudzoziemskiej, a z nią na Bałkany. Tam, paradoksalnie, w samym sercu wojennego piekła, zdaje się odnajdywać na nowo istotę człowieczeństwa...
Demony Wojny, reż. Władysław Pasikowski. Film strasznie nierówny. Bezsensowny i niewiarygodny wątek francuskiej dziennikarki, irytujący i nachalny product placement. A z drugiej strony pierwszy chyba raz w polskim kinie tak prawdziwie oddana wojna i życie koszarowe. Można by tu zauważyć, że akurat ja ani wojny, ani koszar nie poznałem, więc skąd mogę wiedzieć, jak wyglądają naprawdę? Coś jednak sprawia, że widz czuje ten realizm. Film zresztą potwierdza badania naukowe - w czasie wojny jedynie niewielki procent żołnierzy strzela tak, by zabić. Jeszcze mniej ryzykuje życie dla tego celu. Reszta chce przede wszystkim przeżyć. Pomimo niedociągnięć, kawał porządnego rodzimego kina wojennego ze świetnymi kreacjami aktorskimi. Zamachowski jest dużo bardziej wiarygodny jako cwaniaczek "Houdini" niż jako chociażby Mały Rycerz.
Życie ukryte w słowach, reż. Isabel Coixet. Film zaczynamy od poznania byłej pielęgniarki, Hanny - imigrantki pracującej w irlandzkiej fabryce. Dość szybko można się zorientować, że Hanna ma za sobą traumatyczne przeżycia. Brak znajomych, rutynowe, nerwowe czynności... Niemal przypadkowo Hanna trafia na platformę wiertniczą, by zaopiekować się rannym robotnikiem. Ten, czasowo pozbawiony wzroku, próbuje nawiązać z Hanną kontakt wypytując ją o jej życie i opowiadając o swoim. Wychodzą na jaw niesamowite historie... Można się także domyślić, kim jest tajemniczy narrator o głosie dziecka wtrącający momentami uwagi na temat Hanny.
Grbavica, reż. Jasmila Zbanic. Esma, niemłoda już kobieta, wychowuje samotnie nastoletnią córkę. Mieszkają w Sarajewie - mieście, z którego każdej ulicy i każdego zaułka wyziera dramat niedawnej wojny. Poruszający obraz skontrastowanego społeczeństwa: dzieci i młodzież chcące żyć normalnie i bawić się, oraz ludzie nieco starsi - krwawiący mentalnymi niezagojonymi ranami, poszukujący swoich krewnych po każdej kolejnej ekshumacji masowych grobów, noszący wojnę nadal głęboko w sobie. Jeśli w pierwszym akcie pojawia się strzelba, to w trzecim akcie wystrzeli - stąd podejrzenia, jakich widz nabiera w stosunku do przeszłości Esmy, okazują się prawdziwe... Więcej nie powiem.
No i klasyka "gatunku", czyli Underground Kusturicy. Zaczyna się niby przed Drugą Wojną Światową, a kończy się w latach '90-tych, ale tak naprawdę nie chodzi tu o chronologię. Cały film jest jedną wielką alegorią narodu serbskiego. Z jego bohaterstwem, walecznością, ale i kłótliwością, pamiętliwością - podobnego nam, Polakom. Wojna lat '90-tych jest tu ukazana zaledwie przez chwilę, lecz stanowi smutne dopełnienie. Inwazyjne leczenie ran krwawiących pod sowieckim bandażem przez pół wieku...
Wszystkie opisane wyżej filmy oprócz tematyki łączy jedna rzecz: na zakończenie dają nadzieję. Nadzieję, że pomimo wszystko można żyć dalej i że "to" się już nie powtórzy. Niestety, z całym swoim optymizmem mogę się podpisać tylko pod pierwszą częścią tej konkluzji... Jestem niemal pewien, że "to" wydarzać się będzie nadal. Przynajmniej dopóki ludzkość nie wyrośnie z pewnych chorób wieku dziecięcego...
Póki co, tyle ile obejrzałem i wymóżdżyłem.
Ostatnio niemalże pod rząd obejrzałem dwie doskonałe produkcje poruszające temat wojny na Bałkanach, stąd pomysł na nowy wątek.
Mówi się, że warto przechowywać pamięć o II Wojnie Światowej, aby już więcej się coś podobnego nie przydarzyło. Otóż pomimo, iż ludy bałkańskie z pewnością pamiętają wojnę bardzo dobrze, zaraz po zdjęciu sowieckiego kagańca stało się tam coś bardzo podobnego... W etnicznym i religijnym tyglu zawrzało, animozje tłumione od lat wybuchły ze straszliwym skutkiem. Wojna całkiem irracjonalna, bo prowadzona nie w imię korzyści materialnych czy nawet politycznych, lecz z powodu mówienia innym językiem i wyznawania innych wierzeń niż "wróg". Znamy to z własnej historii - sąsiedzi żyjący obok siebie przez wiele lat potrafili pod wpływem chorych ideologii stać się śmiertelnymi wrogami. Polak mordował Żyda, Ukrainiec Polaka, Żyd Ukraińca... Miały skąd czerpać przykład bratnie narody jugosławiańskie.
Tyle dygresji... Dodam jeszcze, że zastanawiam się, czy groźba agresywnego nacjonalizmu nie jest wystarczającym dowodem, by potępić patriotyzm. Patriotyzm jest dla wybranych. W rękach (głowach) ludzi "małych" zarówno patriotyzm, jak i inne "szczytne" idee nader często stają się narzędziami zbrodni. Najbezpieczniej byłoby się pewnie ich wyrzec. Cóż, są to rozważania akademickie. Przejdźmy do meritum.
Każdy z niżej wymienionych filmów gorąco polecam wszystkim, którzy cenią mój kinowy gust.
Wybawca, reż. Predrag Antonijevic. Chyba pierwszy film na ten temat, jaki obejrzałem. Zaczyna się po hitchcockowsku, od trzęsienia ziemi. Żona i syn oficera armii USA giną w zamachu w Paryżu. Ten w amoku idzie do meczetu i zabija, strzelając na oślep. Dzięki wysoko postawionym przyjaciołom zamiast do więzienia trafia do Legii Cudzoziemskiej, a z nią na Bałkany. Tam, paradoksalnie, w samym sercu wojennego piekła, zdaje się odnajdywać na nowo istotę człowieczeństwa...
Demony Wojny, reż. Władysław Pasikowski. Film strasznie nierówny. Bezsensowny i niewiarygodny wątek francuskiej dziennikarki, irytujący i nachalny product placement. A z drugiej strony pierwszy chyba raz w polskim kinie tak prawdziwie oddana wojna i życie koszarowe. Można by tu zauważyć, że akurat ja ani wojny, ani koszar nie poznałem, więc skąd mogę wiedzieć, jak wyglądają naprawdę? Coś jednak sprawia, że widz czuje ten realizm. Film zresztą potwierdza badania naukowe - w czasie wojny jedynie niewielki procent żołnierzy strzela tak, by zabić. Jeszcze mniej ryzykuje życie dla tego celu. Reszta chce przede wszystkim przeżyć. Pomimo niedociągnięć, kawał porządnego rodzimego kina wojennego ze świetnymi kreacjami aktorskimi. Zamachowski jest dużo bardziej wiarygodny jako cwaniaczek "Houdini" niż jako chociażby Mały Rycerz.
Życie ukryte w słowach, reż. Isabel Coixet. Film zaczynamy od poznania byłej pielęgniarki, Hanny - imigrantki pracującej w irlandzkiej fabryce. Dość szybko można się zorientować, że Hanna ma za sobą traumatyczne przeżycia. Brak znajomych, rutynowe, nerwowe czynności... Niemal przypadkowo Hanna trafia na platformę wiertniczą, by zaopiekować się rannym robotnikiem. Ten, czasowo pozbawiony wzroku, próbuje nawiązać z Hanną kontakt wypytując ją o jej życie i opowiadając o swoim. Wychodzą na jaw niesamowite historie... Można się także domyślić, kim jest tajemniczy narrator o głosie dziecka wtrącający momentami uwagi na temat Hanny.
Grbavica, reż. Jasmila Zbanic. Esma, niemłoda już kobieta, wychowuje samotnie nastoletnią córkę. Mieszkają w Sarajewie - mieście, z którego każdej ulicy i każdego zaułka wyziera dramat niedawnej wojny. Poruszający obraz skontrastowanego społeczeństwa: dzieci i młodzież chcące żyć normalnie i bawić się, oraz ludzie nieco starsi - krwawiący mentalnymi niezagojonymi ranami, poszukujący swoich krewnych po każdej kolejnej ekshumacji masowych grobów, noszący wojnę nadal głęboko w sobie. Jeśli w pierwszym akcie pojawia się strzelba, to w trzecim akcie wystrzeli - stąd podejrzenia, jakich widz nabiera w stosunku do przeszłości Esmy, okazują się prawdziwe... Więcej nie powiem.
No i klasyka "gatunku", czyli Underground Kusturicy. Zaczyna się niby przed Drugą Wojną Światową, a kończy się w latach '90-tych, ale tak naprawdę nie chodzi tu o chronologię. Cały film jest jedną wielką alegorią narodu serbskiego. Z jego bohaterstwem, walecznością, ale i kłótliwością, pamiętliwością - podobnego nam, Polakom. Wojna lat '90-tych jest tu ukazana zaledwie przez chwilę, lecz stanowi smutne dopełnienie. Inwazyjne leczenie ran krwawiących pod sowieckim bandażem przez pół wieku...
Wszystkie opisane wyżej filmy oprócz tematyki łączy jedna rzecz: na zakończenie dają nadzieję. Nadzieję, że pomimo wszystko można żyć dalej i że "to" się już nie powtórzy. Niestety, z całym swoim optymizmem mogę się podpisać tylko pod pierwszą częścią tej konkluzji... Jestem niemal pewien, że "to" wydarzać się będzie nadal. Przynajmniej dopóki ludzkość nie wyrośnie z pewnych chorób wieku dziecięcego...
fb.com/bart.poznaniak
15-06-2009, 23:07








