Gorące wieści, plotki itp.
Znam plakat, plakat jest do bani :)

W obsadzie jest Armitage (co jest dobre) i Corden (co jest złe). Ale generalnie w Ocean's 11 byli głównie faceci, tutaj mamy panie. Nie wiem, co w tym sztucznego.

Odpowiedz
Zgaduję, że zapewne chodzi o to, że fajny bohater/bohaterka to fajny bohater/bohaterka niezależnie od płci i że kinomaniakom powinno po prostu zależeć na dobrych bohaterach/bohaterkach, a nie skupiać się na parytetach płciowych.

Jeżeli większość z nich to kobiety? Spoko.

Jeżeli większość z nich to mężczyzni? Również spoko.

Jeżeli będzie względna równowaga? Też spoko.

Bo "sprawiedliwość", nie jest w tutaj wartością samą w sobie. Sprawiedliwość nie ma absolutnie niczego do tego czy bohater/bohaterka jest fajny czy nie. W ogóle uważam, że mówienie o "sprawiedliwości" jest nie do końca trafione, bo to sugeruje jakby jedna płeć "dostawała" więcej od drugiej, co do czego jestem nieprzekonany, bo kwestia lubienia postaci/utożsamiania się z nią, tylko dlatego, że ma takie same genitalia jak Ty, jest moim zdaniem mocno przeceniana. Nie potrzebuję waginy i piersi, by stwierdzić, że Furiosa czy Claire Underwood, są fajne jako postaci.

Innymi słowy, ja nie miałbym absolutnie nic przeciwko, gdyby 2018 był rokiem popkultury totalnie zdominowanym przez kobiety, pod warunkiem jeżeli ta dominacja nie byłaby wynikiem kalkukacji na zasadzie "wciśnijmy więcej kobiet, bo tak", a zamiast tego wynikiem pisania fajnych postaci, które akurat tak by się złożyło, były kobiece. Jest w tym zasadnicza różnica.

Jeżeli już doszukiwać się jakieś wartości w zwiększeniu ilości postaci kobiecych w popkulturze, to byłoby to zapewne potencjalnie zwiększenie ilości nowych, ciekawych i oryginalncyh perspektyw, bo jednak są pewne tematy, któe wyglądają inaczej, gdy przedstawi się je z żeńskiej perspektywy. Większa ilość blockbusterów z kobiecymi bohaterkami, mogłaby (choć zdecydowanie nie musi, należy o tym pamiętać) potencjalnie zmienić nieco styl owych blockbusterów i dać nam coś odrobinkę innego, niż to czym byliśmy karmieni do tej pory, przez dekady.

Przy czym tu dochodzimy do kwestii, że filmy takie jak rebooty znanych marek z płciową roszadą, raczej nie są najlepszym sposobem na osiągnięcie powyższego.

Gdybym przeczytał newsa o tym, że jakiś reżyser wpadł na pomysł nakręcenia oryginalnego blockbustera z grupową, ensamble obsadą samych kobiet, dlatego, że taki miał własnie pomysł i wszystkie te kobiece postaci, naturalnie wychodziłyby z owego pomysłu, to nie miałbym absulutnie nic przeciwko temu. Natomiast rebootowanie istniejącego już pomysłu pisanego oryginalne z myślą o facetach, i zrobieniem płciowej zamianki, tylko i wyłącznie ze względu politycznego ciśnienia reprezentacji, to jest najczęściej przepis na gówno.

Nie twierdzę nigdzie, że to jest koniecznie "Sztuczne", czy że film na pewno będzie do bani (wzięcie na warsztat istniejącego już, "męskiego" pomysłu, tak by miał artystyczny sens i jakość w żeńskim wykonaniu, również można postrzegać jako scenopisarkie wyzwanie, z którego może wyjść coś super), ale generalnie większość pomysłów w sztuce, które wychodzą z powodów politycznych, często wychodzi fałszywie, więc do nowych Oceanów podchodzę jednak sceptycznie.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Cytat:Równowaga w reprezentacji płci na ekranie ma polegać na tym że sztucznie tworzy się filmy w których cała główna obsada złożona jest tylko z jednej z nich?

Co to znaczy sztucznie? Rozumiem, że filmy w hollywoodzie nigdy nie powstają sztucznie. Producenci nie zerkają na tabelki i statystyki, marketingowcy nie mówią co się lepiej sprzeda i czego oczekuje widownia? Nie kreują mody, ani się pod żadną nie podpinają? Tworzenie filmu za 100 mln dolarów to rzadko wyraz artystycznej, nieskrępowanej ekspresji.

Ale ogólnie zgoda, że jest to sztuczne (choć to raczej mieszanka sztuczności i naturalnej atmosfery w społeczeństwie, bo kilka lat temu pewnie nikomu by do głowy nie przyszło nakręcenie takiego filmu). I nie widzę w tym nic złego, bo równie dobrze można napisać, że przyznanie praw wyborczych kobietom też było sztuczne, bo ktoś to uchwalił odgórnie, a mnóstwo osób się z tym nie zgadzało. Jeżeli ten film odniesie sukces, to wierzę, że kolejny film z kobiecą ekipą będzie miał łatwiej i będzie "naturalniejszy". I wcale nie chodzi o parytety, tylko o jakieś poszerzenie perspektywy. Nigdzie nie napisałem, że film z ośmioma kobietami z automatu jest arcydziełem (ten pewno nie będzie). Ale jeżeli widownia się przyzwyczai, a producenci zobaczą, że równie dobrze zarobią na filmie z drużyną superbohaterek i jednym rodzynkiem, to kino stanie się bardziej zróżnicowane i ciekawsze. I nie tylko kino, bo kino odbija obraz społeczeństwa i na nie wpływa. Ostatnia akcja z molestowaniem nie wzięła się znikąd.

Teraz nawet ja nie umiem sobie wyobrazić kobiecych Avengersów, bo myślę, że to mało ciekawe, bo sztuczne, bo parytety, bo nie znam tylu kobiecych postaci Marvela, film nie zarobi i w ogóle Iron Man jest lepszy. I dochodzę do wniosku, że to jedynie moje (i całego świata) uprzedzenie i przyzwyczajenie, a nie fakt, że kobieta nie może być intrygującą superbohaterką. I marzę o tym, że jak kiedyś taki film się w końcu pojawi, to będzie to tak naturalne, że nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby analizować go pod kątem reprezentacji płci. Że będziemy wysoko ponad to i zachwycimy się po prostu dobrą opowieścią. Nie pojawią się żadne memy ani hejt, nikt nie napisze "heh, znowu film o kobietach", nikt nie użyje przymiotnika "feministyczny", tak jak teraz nikt nie zwraca uwagi na to, że film opowiada o facetach. Sprawa płci powinna być kwestią niewidzialną, ale nie uważam, że dojdziemy do tego olewając sprawę i zostawiając ją naturalnemu biegowi wydarzeń, tylko właśnie sztucznie wpływając na pewne rzeczy.

I nie uważam, że film z ośmioma kobietami jest przykładem dyskryminacji mężczyzn. Bo niby z jakiej racji?

Cytat:Pamiętacie jak kiedyś powstawały filmy z głównymi bohaterkami kobiecymi (które w dodatku przechodziły do historii kina) i było to całkowicie normalne?

I ok. Ktoś mówi, że to było nienormalne? :)

Cytat:- czy więcej kobiecych bohaterek oznacza więcej fajnych bohaterek? czy ilość ozancza lepsza jakość?

Tak właśnie myślę :)

Odpowiedz
(20-12-2017, 23:14)patyczak napisał(a): I ok. Ktoś mówi, że to było nienormalne? :)
Nienormalne jest zachowywanie się jakby kobiety właśnie zyskały prawo występowania w filmach, podczas gdy w takim '86 na ekranach kin królowała Ellen Ripley.

Ponad to będziemy jak Hollywood będzie normalnie kręcić filmy w których kobieta i mężczyzna będą sobie równi i będą grać równie ciekawe postaci, a nie tworzyć sztuczne produkty od pierwszych newsów zapowiadane jako FEMALE VERSION OF... i inne ALL FEMALE CAST.

Nie mogę nie być uprzedzony do pomysłu żeńskiej wersji Avengers skoro wiem że za tym projektem, jeśli powstanie, będzie stała wyłącznie kalkulacja, niezależnie od tego jak dobry by nie był.

Odpowiedz
I ja się niby tak zachowuję?

Przykład Ellen ma być argumentem za tym, że nie ma żadnej dysproporcji i różnicy między pokazywaniem na ekranie kobiet i mężczyzn?

Cytat:Nie mogę nie być uprzedzony do pomysłu żeńskiej wersji Avengers skoro wiem że za tym projektem, jeśli powstanie, będzie stała wyłącznie kalkulacja, niezależnie od tego jak dobry by nie był.


No tak, bo teraz to za Avengersami nie stoi żadna kalkulacja :D 
Dla mnie nienormalne jest to, że nie potrafimy o takim hipotetycznym filmie pomyśleć inaczej niż o jakimś politycznie poprawnym, sztucznym tworze.

Odpowiedz
(20-12-2017, 23:14)patyczak napisał(a):
Cytat:- czy więcej kobiecych bohaterek oznacza więcej fajnych bohaterek? czy ilość ozancza lepsza jakość?
Tak właśnie myślę :)
Dlaczego w tym wypadku ilość = jakosć?

Odpowiedz
(20-12-2017, 23:25)patyczak napisał(a): I ja się niby tak zachowuję?
Ludzie piejący z zachwytu że do kin wejdzie film z kobietami w roli głównej.

Cytat:Przykład Ellen ma być argumentem za tym, że nie ma żadnej dysproporcji i różnicy między pokazywaniem na ekranie kobiet i mężczyzn?
Nie, ma być argumentem za tym że w kinie nie brakuje ciekawych, silnych postaci kobiecych które były głównymi bohaterkami. Czy jest ich mniej niż męskich bohaterów? Tak, to prawda i to jest problem, ale produkcje pokroju Ocean's 8 nie są jego rozwiązaniem.

Cytat:No tak, bo teraz to za Avengersami nie stoi żadna kalkulacja :D
Jakaż to polit-poprawna, social justice światopoglądowa kalkulacja stoi za superprodukcją w której główne role grają w większości biali mężczyźni?

Odpowiedz
Cytat:Dlaczego w tym wypadku ilość = jakosć?


Czy to nie oczywiste? Jeżeli kupisz na loterii tysiąc losów, to masz większą szansę na wygranie czegoś fajnego niż gdybyś miał tylko parę. Jeżeli nakręcisz dziesięć filmów, to większa szansa, że będzie tam coś dobrego, niż gdybyś miał nakręcić tylko jeden obraz. Jeżeli we wszechświecie jest więcej takich planet jak Ziemia, to większe szanse, że kiedyś odwiedzą nas kosmici, niż gdyby takie planety miały być tylko dwie :D

Poza tym, jak pisałem wyżej - ilość przekłada się na decyzje producentów i wychowuje widownie. Gdyby z czasem nie pojawiało się coraz więcej filmów komiksowych, to nie mielibyśmy teraz MCU, Logana i Deadpoola.

Cytat:Ludzie piejący z zachwytu że do kin wejdzie film z kobietami w roli głównej.

I w którym miejscu pieje z zachwytu? Napisałem chyba "że fajnie". Nie napisałem, że to będzie arcydzieło, bo kobiety. Mierzwiaku, skąd ta paniczna reakcja?

Cytat:Jakaż to polit-poprawna, social justice światopoglądowa kalkulacja stoi za superprodukcją w której główne role grają w większości biali mężczyźni?

Po prostu kalkulacja. Głównie ekonomiczna.

Odpowiedz
A skąd u ciebie ta paniczna reakcja i wmawianie mi że piszę o tobie? Napisałem: Ludzie piejący z zachwytu że do kin wejdzie film z kobietami w roli głównej. Ludzie. W internecie. Ogólnik taki.

Kalkulacja polit-poprawnościowa / światopoglądowa a ekonomiczna (stojąca za każdym wysokobudżetowym filmem) to chyba dość odległe kwestie, co?

Odpowiedz
Dla mnie nie ma wielkiej różnicy, w sensie, że jestem świadom tego, że filmy to wykalkulowane produkty i gdybym miał się irytować tym, że ktoś na fali jakiegoś trendu postanowił nakręcić film z kobietami, to musiałbym w ogóle rzucić pasję w diabły.
No i światopogląd i ekonomia przecież są ze sobą powiązane. Producenci odpowiadają na zapotrzebowanie w społeczeństwie, a jeżeli coś się z nim minie, to w ogóle nie trafi na ekrany naszych kin.

Nie wiem czemu kręcenie filmu bardziej dla kasy ma być lepsze od kręcenia filmu bardziej z pobudek ideologicznych. Ale tutaj i tak bardzo spłaszczam sprawę, bo takie "Ocean's 8" też jest nakręcone przede wszystkim dla kasy. Nie mam złudzeń.

Odpowiedz
(20-12-2017, 23:36)patyczak napisał(a):
Cytat:Dlaczego w tym wypadku ilość = jakosć?


Czy to nie oczywiste? Jeżeli kupisz na loterii tysiąc losów, to masz większą szansę na wygranie czegoś fajnego niż gdybyś miał tylko parę. Jeżeli nakręcisz dziesięć filmów, to większa szansa, że będzie tam coś dobrego, niż gdybyś miał nakręcić tylko jeden obraz.
Chyba niekoniecznie, bo kobiety i filmy to nie losy na loterie. :P Jeżeli nakręcisz dziesięć filmów kierując się tylko tym, że bohaterkami są kobiety to niczego nie oznacza tak naprawdę.

To sie wiąże z pozostałymi pytaniami, które Ci wcześniej zadałem. :P

Cytat:Poza tym, jak pisałem wyżej - ilość przekłada się na decyzje producentów i wychowuje widownie. Gdyby z czasem nie pojawiało się coraz więcej filmów komiksowych, to nie mielibyśmy teraz MCU, Logana i Deadpoola.
Co to znaczy "wychowuje widownie"? Filmy "superbohaterskie" są lubiane, bo są dobre, a nie, dlatego że są superbohaterskie (czego zresztą dowodem jest GOTG, które trudno nazwać filmem "superbohaterskim"). To nie jest tak, że producenci wychowali widownie tłukąc im w łeb, że mają oglądać filmy superhero, bo ich tyle narobili, tylko widownia sama na nie poszła, bo okazały się być dobre.

I to też nie było efektem tego, że zalano rynkiem 10 filmów superbohaterskich rocznie, tylko, dlatego że włożono w nie prace i wypuszczono dobre filmy superbohaterskie. Marvel nie rozbił banku dziesięcioma filmami - rozbił bank "Iron Manem", a potem kontynuował dobrą passę utrzymując jakość powyżej średniej.

Odpowiedz
Cytat:Chyba niekoniecznie, bo kobiety i filmy to nie losy na loterie. :P Jeżeli nakręcisz dziesięć filmów kierując się tylko tym, że bohaterkami są kobiety to niczego nie oznacza tak naprawdę.

Skąd pomysł, że jedynym kryterium ma być "w filmie mają być kobiety"? Naprawdę w żadnym miejscu nie napisałem, że film z kobietami = dobry film. Pisałem o tym, że jeden kasowy, wykalkulowany hit z kobietami w roli głównej może sprawić to, że jak następnym razem scenarzysta przybiegnie z fajnym pomysłem, który będzie wydawał się ryzykowny z powodu zbyt dużej ilości żeńskich bohaterek, to chętniej zaryzykuje. I tyle :) Dostaniemy ciekawy film.

I naprawdę Cię nie rozumiem. Nic nie dzieje się nagle. Najpierw powstawały telenowele, później "Twin Peaks", "Z Archiwum X", producenci zobaczyli, że widownia jest chętna na seriale i proponowali coraz ambitniejsze pozycje. Widzowie zaczęli cenić te lepsze, nauczyli się odróżniać złoto od szitu i dlatego teraz mamy taki wielki wybór. Ewolucja. A ewolucja wiąże się z dużą ilością :D I to jest wychowywanie widowni. Gdyby Iron Man wszedł na ekrany kin w latach 70. odbiór byłby całkiem inny niż teraz, chociaż film byłby taki sam.

Poza tym tym tej dyskusji nie można oczywiście odciąć od kwestii światopoglądowych. Jak napisałem wyżej:

Cytat:I nie tylko kino, bo kino odbija obraz społeczeństwa i na nie wpływa. Ostatnia akcja z molestowaniem nie wzięła się znikąd.

Więc wydaje mi się, że wiem z jakiej perspektywy próbujesz ze mną rozmawiać i tutaj raczej się nie zgodzimy :)

Odpowiedz
(20-12-2017, 22:16)Mierzwiak napisał(a): Pamiętacie jak kiedyś powstawały filmy z głównymi bohaterkami kobiecymi (które w dodatku przechodziły do historii kina) i było to całkowicie normalne?


Nie pamiętamy bo było to całkowicie normalne ;)
Ta strona, która dziś się takimi akcjami podnieca też najwyraźniej nie pamięta.

(20-12-2017, 23:25)patyczak napisał(a): Przykład Ellen ma być argumentem za tym, że nie ma żadnej dysproporcji i różnicy między pokazywaniem na ekranie kobiet i mężczyzn?


What a hell? pamiętasz taki film jak "Czerwona Sonia"?
W OGÓLE - popatrz sobie na horrory, w wielu głownymi bohaterkami, a przynajmniej głownieszymi od innych są kobiety/nastolatki.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(21-12-2017, 00:03)patyczak napisał(a):
Cytat:Chyba niekoniecznie, bo kobiety i filmy to nie losy na loterie. :P Jeżeli nakręcisz dziesięć filmów kierując się tylko tym, że bohaterkami są kobiety to niczego nie oznacza tak naprawdę.

Skąd pomysł, że jedynym kryterium ma być "w filmie mają być kobiety"? Naprawdę w żadnym miejscu nie napisałem, że film z kobietami = dobry film.
No to świetnie - wróćmy więc do jednego z pierwszych pytań: dlaczego powinno być dużo filmów z kobietami? :)

Cytat:I naprawdę Cię nie rozumiem. Nic nie dzieje się nagle. Najpierw powstawały telenowele, później "Twin Peaks", "Z Archiwum X", producenci zobaczyli, że widownia jest chętna na seriale i proponowali coraz ambitniejsze pozycje.
Ale co ma się wydarzyc nagle? :) Czy widzowie nie znają filmów z kobietami w rolach głownych?

(21-12-2017, 00:03)patyczak napisał(a): Więc wydaje mi się, że wiem z jakiej perspektywy próbujesz ze mną rozmawiać i tutaj raczej się nie zgodzimy :)
A mnie się wydaje, że nie wiesz. :) Ja liczę, że odpowiesz na moje pytania i mnie przekonasz. I tyle.

ps

Cytat:Widzowie zaczęli cenić te lepsze, nauczyli się odróżniać złoto od szitu i dlatego teraz mamy taki wielki wybór. Ewolucja. A ewolucja wiąże się z dużą ilością :D
No to raczej temat do polemizowania, bo to wcale nie te "najlepsze" seriale są najbardziej oglądane. ;)

Odpowiedz
Ok, Crov, uważasz, że na świecie panuje równouprawnienie? Kobiety mają takie same możliwości jak mężczyźni? Są tak samo traktowane? W kontekście jakiegoś posłuchu, szacunku, itd.?

Bo ja uważam, że nie. I nie wydaje mi się, że od lat mamy równie dużo kasowych hitów z kobietami w rolach głównych jak tych z mężczyznami. Myślę, że na świecie byłoby lepiej gdyby było równouprawnienie. I wierzę, że kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla kobiet nie było tylu barier do przeskoczenia. A myślę, że te bariery są. Naprawdę sądzisz, że dla producentów nie ma znaczenia, czy w filmie za 300 mln dolarów będą biali mężczyźni, czarni, a może kobiety w głównych rolach? 

Kino i życie są powiązane.

Odpowiedz
(20-12-2017, 23:51)patyczak napisał(a): No i światopogląd i ekonomia przecież są ze sobą powiązane. Producenci odpowiadają na zapotrzebowanie w społeczeństwie, a jeżeli coś się z nim minie, to w ogóle nie trafi na ekrany naszych kin.
Czyli np. boom na kino komiksowe to kwestia światopoglądu? Nie za swobodnie traktujesz to słowo? :)

Cytat:Nie wiem czemu kręcenie filmu bardziej dla kasy ma być lepsze od kręcenia filmu bardziej z pobudek ideologicznych.
Nie napisałem że jedno jest gorsze od drugiego, choć... uważam że jest :) Film, z grubsza, z definicji jest kręcony dla pieniędzy, ponieważ za pieniądze powstaje i jako produkt za pieniądze sprzedawany ma swój budżet zwrócić a najlepiej jeszcze zarobić. To klarowna umowa na linii studio/sprzedawca - widz/klient.

Cytat:Ale tutaj i tak bardzo spłaszczam sprawę, bo takie "Ocean's 8" też jest nakręcone przede wszystkim dla kasy. Nie mam złudzeń.
Jest. Ale przy okazji jest wynikiem imo totalnie chybionej kalkulacji będącej odpowiedzią na krytykę niedoboru głównych ról kobiecych w kinie. Dwie bohaterki kobiece? Trzy? Cztery?! Nie, 8SIEM!

Swoją drogą tyle się mówi o płacowym gender gapie. Myślicie że wśród kobiet jest solidarność i Sandra Bullock dostała taką samą gażę co Mindy Kaling? :)

Odpowiedz
Cytat:Czyli np. boom na kino komiksowe to kwestia światopoglądu? Nie za swobodnie traktujesz to słowo? :)

Chodzi mi o taki banał, że filmy w latach 60. podświadomie odpowiadały na lęk przed wojną atomową i komunistami, itd. Każdy film jakoś koresponduje z duchem czasów, w których powstał. Każdy obraz kreuje jakiś wizerunek mężczyzny i kobiety albo raczej korzysta z aktualnego. Rasa, płeć bohaterów, ich przygody - to wszystko wypływa z otaczającej rzeczywistości. Producenci są tego wszystkiego świadomi i próbują to wykorzystywać (a czasem są nieświadomymi nośnikami). Więc może swobodnie traktuję to słowo, ale ekonomiczna kalkulacja wynika według mnie ze świadopoglądowej (może powinienem używać po prostu słowa "kultura"?)

Odpowiedz
(21-12-2017, 00:28)patyczak napisał(a): Ok, Crov, uważasz, że na świecie panuje równouprawnienie? Kobiety mają takie same możliwości jak mężczyźni? Są tak samo traktowane? W kontekście jakiegoś posłuchu, szacunku, itd.?
Nie.

Cytat:I nie wydaje mi się, że od lat mamy równie dużo kasowych hitów z kobietami w rolach głównych jak tych z mężczyznami. Myślę, że na świecie byłoby lepiej gdyby było równouprawnienie. I wierzę, że kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla kobiet nie było tylu barier do przeskoczenia. A myślę, że te bariery są.
No tak, wiem, ja od poczatku domyślam się, że jest to nacechowane ideologicznie u Ciebie, dlatego pytam. :)

Cytat:I wierzę, że kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla kobiet nie było tylu barier do przeskoczenia.
Dlaczego? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla czarnych nie było tylu barier do przeskoczenia? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla mężczyzn nie było tylu barier do przeskoczenia? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla Polaków nie było tylu barier do przeskoczenia? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla Ciebie, patyczaka, nie było tylu barier do przeskoczenia? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla mnie, Crova, nie było tylu barier do przeskoczenia?

Cytat:Naprawdę sądzisz, że dla producentów nie ma znaczenia, czy w filmie za 300 mln dolarów będą biali mężczyźni, czarni, a może kobiety w głównych rolach? 
Sądzę, że dla producentów najważniejsze jest zarobić, a co za tym idzie zrobić film oparty na sprawdzonych zmiennych, które działają na większość widzów.

Odpowiedz
Cytat:Dlaczego? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla czarnych nie było tylu barier do przeskoczenia? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla mężczyzn nie było tylu barier do przeskoczenia? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla Polaków nie było tylu barier do przeskoczenia? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla Ciebie, patyczaka, nie było tylu barier do przeskoczenia? Czy kino byłoby ciekawsze i bardziej zróżnicowane, gdyby dla mnie, Crova, nie było tylu barier do przeskoczenia?

Nie wiem jak ty, ale lubię być zaskakiwany. Lubię kino, które bawi się schematami albo ich unika. Które proponuje mi inne perspektywy. Oglądam filmy dla rozrywki, ale naiwnie wierzę, że w niektórych dostrzegam jakąś prawdę, że mówią mi coś o rzeczywistości, pozwalają wczuć w sytuację innych. Wydaje mi się, że we współczesnym kinie dominuje przede wszystkim męska perspektywa, a kobiece postaci zbyt często sprowadzane są do szablonowych kochanek, matek, postaci tła. Myślę, że dla kina i dla widzów lepsza byłaby równowaga między płciami i większe zróżnicowanie obsad, tematów, itd. Bo większe zróżnicowanie oznacza większą szansę na obejrzenie czegoś dobrego i oryginalnego. Mniej szablonowych kochanek oznacza mniej szablonów w ogóle w i konsekwencji więcej zniuansowanych portretów mężczyzn. Więcej blockbusterów z kobietami w roli głównej oznacza większe ryzyko, które w ogóle będą mogli podjąć włodarze wytwórni.

Odpowiedz
(21-12-2017, 00:37)patyczak napisał(a): Chodzi mi o taki banał, że filmy w latach 60. podświadomie odpowiadały na lęk przed wojną atomową i komunistami, itd. Każdy film jakoś koresponduje z duchem czasów, w których powstał. Każdy obraz kreuje jakiś wizerunek mężczyzny i kobiety albo raczej korzysta z aktualnego. Rasa, płeć bohaterów, ich przygody - to wszystko wypływa z otaczającej rzeczywistości.
Zgadzam się, ale nie uważasz że o ile Wonder Woman, film bardzo na czasie jeśli chodzi o dyskusję o reprezentacji kobiet w kinie tak przed jak i za kamerą, jest o tyle wartościowy w kontekście równouprawnienia o którym piszesz bo kobiecej bohaterce daje równie ciekawego, równego jej (w nie aż tak dosłownym znaczeniu, ale wiadomo o co chodzi) ekranowego partnera, podczas gdy Ocean's 8 ze swoim tłumem kobiet jest z kolei pójściem nie w tę stronę co trzeba? Bo jeśli chcemy równouprawnienia, to celowa redukcja męskich bohaterów jest jej zaprzeczeniem i nie piszę tego jako angry white male :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości