![[Obrazek: harry-hole2.jpg]](https://i.ibb.co/jPZ9httV/harry-hole2.jpg)
Parafrazując klasyka - wspaniały to był serial, nie zapomnę go nigdy. Na wstępie od razu napiszę, że nigdy nie czytałem żadnej powieści Jo Nesbo, także absolutnie nie jestem ekspertem od mitologii i lore'u w jakich zanurzone są przygody naszego wesołego i od czasu do czasu zapijaczonego policjanta na tropie złych ludzi - serial odpaliłem, bo gdzieś obiło mi się o uszy, że książki mają potężną ilość fanów na całym świecie i są swego rodzaju fenomenem literackim - dlatego pomyślałem, że może warto rzucić okiem tym bardziej, że za scenariusz odpowiada sam ich autor, który zajął także stanowisko jednego z producentów. To miało zwiastować, że będziemy mieli do czynienia z raczej wierną adaptacją a nie jakąś wesołą twórczością Netflixa i o ile pojęcia nie mam, czy tak jest w istocie i jak gotowy serial ma się do powieści "Pentagram", na której to został oparty, tak na pewno ma on w sobie ten Neflixowy sznyt i posmak spierdolenia uznanej marki.
Fabuła dla fanów książek znana, dla mnie teraz niestety też, a dla kogoś kto nie czytał i jeszcze nie oglądał napiszę tylko, że są to przygody niejakiego Harry'ego Hole'a - policjanta, który z powodu wrodzonej głupoty i pewnych mniej lub bardziej szokujących życiowych doświadczeń lubi zapijać smutki we flaszce lub też jej liczbie mnogiej. Przy okazji jest jednak na tyle zajebisty w tym co robi, że koledzy z policji i jego zwierzchnicy przymykają na to wszystko oczy, oczywiście do czasu. Serial składa się z 9 odcinków, w trakcie których nasz śledczy będący pod wpływem będzie musiał zmierzyć się ze skorumpowanym kolegą po fachu a także odnaleźć i schwytać seryjnego mordercę, lubiącego pogadać różne banały wprost do kamery żeby nas wystraszyć.
Jak wspomniałem, nie mam pojęcia jak to się wszystko ma do materiału źródłowego ale zakładam, że Nesbo przekładając swoją twórczość na scenariusz telewizyjny raczej trzymał się blisko tego, co wcześniej sam napisał - no i powiem szczerze, że serial do sięgnięcia po jego jakąkolwiek książkę zupełnie mnie nie przekonał, wręcz przeciwnie. Jest to produkcja często gęsto wręcz absurdalna a wszyscy biorący w niej udział zdają się tak bardzo starać żeby wyszło z tego coś zajebistego i żeby to był hit, że jeszcze z czymś takim się nie spotkałem - serialowy "Harry Hole" to bowiem, nomen omen, książkowa wręcz definicja pojęcia "try hard" w każdym absolutnie aspekcie pokazanego na ekranie filmowego rzemiosła. Począwszy oczywiście od przeładowanej postaciami, wątkami i niesamowitymi inaczej twistami fabuły - Nesbo tak bardzo stara się wodzić wszystkich za nos, że po tym nosie na koniec sam dostaje i nie wychodzi na tym najlepiej.
Nie jest to bowiem tak wciągające jakby chciał tego autor, częściej za to nuży i śmieszy nieprawdopodobnością sportretowanych wydarzeń. Totalnie groteskowo wypada w tym przypadku ostatni, wieńczący całość odcinek 9, który był jednym z najśmieszniejszych i najbardziej topornych kawałków telewizji streamingowej, z jakim miałem kiedykolwiek do czynienia i chyba tylko nasz rodzimy "Forst" (już chyba wiem, na kim wzorował się Mróz pisząc swoje powieści) jest mu w stanie dorównać głupotą. Na dodatek dochodzi do tego realizacja a przede wszystkim inscenizacja całości, która jest przekomicznie wręcz łopatologiczna i starająca się aż za bardzo - oto bowiem wydarzenia będące podsumowaniem całego serialu i w założeniu mające trzymać nas w nieustannym napięciu, dla podbicia tego wszystkiego rozgrywają się - a) w nocy; b) podczas nieustającej ulewy; c) a dodatkowo co chwilę niebo przeszywają pioruny, mające uwypuklić z jakim to mrocznym finałem mamy tutaj do czynienia. Nie wiem kto to wymyślił ale gratuluję pomysłowości i dobrego samopoczucia ze świetnie wykonanej pracy.
Nie pomagają też bohaterowie tej opowieści a w szczególności ten główny i tytułowy, czyli nasz pijaczek Harry Hole - gość, który w założeniu miał być postacią złożoną a także w jakimś sensie tragiczną został tutaj pokazany tak schematycznie i jednowymiarowo jak to tylko możliwe. Można go w sumie scharakteryzować bardzo prostym - spoko facet jak nie pije, cham i buc jak chleje. I to wszystko, nie ma tutaj nic więcej, żadnego choćby milimetrowego odbicia od tego oklepanego do granic (czy też do wyrzygania, co często robi nasz protagonista) schematu. Oczywiście obowiązkowo mamy wątek miłosny, z którym wiąże się chyba najbardziej leniwy zwrot fabularny pod tytułem "klucze od pewnego domu" - na początku nie chciało mi się wierzyć, że twórcy rzeczywiście zniżą się do tak taniej i totalnie nieprawdopodobnej zagrywki no ale widać ich nie doceniłem, bo to nie jedyny raz, kiedy całość zamiast trzymać za gardło i wciągać coraz mocniej to robi coś odwrotnego sprawiając, że odechciewa się to dalej śledzić.
Słabo radzi sobie też wcielający się Hole'a Tobias Santelmann, który gra tę postać na jednej nucie z wieczną i niezmienną miną zbitego psa. Nie wiem, może to tylko ja ale ten cały tytułowy Harry to jeden z najnudniejszych bohaterów kryminału z jakim miałem do czynienia, co absolutnie nie pomaga gdy twórcy chcą nas zachęcić do śledzenia przygód takiej postaci. Dużo lepiej wypada za to wojujący z nim Joel Kinnaman wcielający się w jego nemesis Toma Waalera, który ewidentnie miał na planie jeden z lepszych czasów swojego życia i widać, że bawił się doskonale co pokazuje na ekranie telewizora. Z drugiej strony, tak jak wszystko w tym serialu, jest to postać tak bardzo skorumpowana i tak bardzo złowieszcza, że aż śmieszna w tym swoim zła czynieniu i nie można jej w żaden sposób traktować poważnie. Szwedzko-amerykański aktor zjada i przeżuwa scenerię, jak to się zwykło mawiać, ale robi to w poważnej i mrocznej w założeniu produkcji czyniąc ją niepoważną i niemroczną, że ujmę to tak błyskotliwie nawiązując do pomysłowości twórców serialu. Gdzieś tam w kilku odcinkach przewija się jeszcze choćby Peter Stormare czy Ingrid Bolso Berdal, znana polskim fanom kina grozy z popularniej kiedyś w naszym kraju dzięki (kultowemu w pewnych kręgach) wydawnictwu Carisma slasherowej serii "Cold Prey" a bardziej jego pierwszej części przetłumaczonej w naszej ojczyźnie na "Hotel zła" (bo jak ktoś nie pamięta, akcja filmu rozgrywała się w odciętym od świata hotelu, w którym szalał zamaskowany morderca z kilofem w ręku).
I ogólnie można tak o wszystkim w tym serialu napisać - każdy element tej produkcji stara się być, jak to ujął sam jej główny bohater w ostatnim odcinku - "tak dopracowany we wszystkich szczegółach, że przez to coś w nim nie gra". Wszystko jest podbite do jedenastu w dziesięciostopniowej skali, zaczynając od saturacji obrazu (która jest obrzydliwa i sprawiająca momentami autentyczny ból oczu), poprzez dziurawą i naciąganą jak gacie Lizzo fabułę a na zupełnie niepotrzebnym i bezsensownym epatowaniu przemocą czy wszelkimi możliwymi pokazywanymi na ekranie zwyrodniałościami skończywszy. Wszystko tutaj stara się tak bardzo zapaść widzowi w pamięć, że osiąga efekt totalnie odwrotny od zamierzonego, przynajmniej w moim przypadku. Cały ten mrok i dorosłość tego serialu są bowiem tylko i wyłącznie pozorne i widocznie jedynie z wierzchu, bo gdy przyjrzymy się mu nieco dokładniej dostrzeżemy totalne pozerstwo w każdym praktycznie aspekcie. Popisywać się też trzeba umieć a przede wszystkim znać w nim umiar, a tego twórcy "Harry'ego Hole'a" chyba zdają się nie do końca rozumieć.
Punkt w dół za absolutnie komiczną a jednocześnie przeraźliwie wręcz przewidywalną scenę końcową zwiastującą równie zabawny ciąg dalszy. A tego, że ten powstanie możemy być pewni już teraz, bo serial z tego co zdążyłem się zorientować stał się wielkim hitem platformy streamingowej na N(word). Nie mogę się doczekać :)
3/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
31-03-2026, 01:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-03-2026, 03:50 przez slepy51.)






