Dla wszystkich fanów "Gorączki"
:
:
15-01-2008, 19:12
|
Heat (1995)
|
|
Tego kolesia co parodiuje Pacino znam z innych ciekawych filmików. Pamiętam, że fajnie parodiował Pesciego, De Niro i Walkena. Zresztą obaj są świetni.
15-01-2008, 19:51
Jestem tu nowy więc na początek czesc wszystkim
Miło sie rozczarowałem wchodząc tutaj i czytając ten temat -do tej pory byłem dosc hmmm...odosobniony w pogladach. Ale do rzeczy: Michael Mann to dla mnie najwazniejszy i najlepszy reżyser kina policyjnego/ kryminalnego / sensacyjnego / (niepotrzebne skreślić) wszechczasów. Kropka. Uwielbiam jego filmy -poczawszy od wieku szczenięcego kiedy to ogladałem "Miami Vice" w TVP dwa razy dziennie, rano i wieczorem ten sam odcinek (wtedy było cos takiego co nazywalo sie "film dla drugiej zmiany" hehe), poprzez "Crime Story" (tu co prawda tylko jak producent ale i tak film ma JEGO klimat) az do "Heat" Uwielbiam klimat jego filmów -mrok i melancholia nocnego miasta, do tego bohaterowie niczym z książek Hłaski -prawidziwi, twardzi, męscy i nie mający nic do stracenia, życiowi przegrani. No i ta ESTETYKA -elegancja ubioru i wygladu, piekne kobiety, samochody....mozna tak wymieniać dlugo. Filmy Manna nie są do oglądania, one są do delektowania się. Nie znam innych filmów które tak czesto ogladałbym przewijając wielokrotnie te same sceny. Tylko po to by za każdym razem uchwycic w nich coś innego -spojrzenie, gest, wyraz twarzy, sposób wypowiadania, pozornie dyletancką, ale pełna emocji narrację...kocham to "Heat" to monolit. Bezdyskusyjnie największe dzieło Manna -moze smiało powiedziec "ten film to ja". Mógłbym tak pisać przez kilka stron -o De Niro wpatrzonym w ocean przez okno, o Ashley Judd i jej gescie na balkonie, o muzyce Jana Hammera z "Miami Vice"...ale pewnie rozumiecie co mam na mysli :wink: 26-02-2008, 16:23
No i wreszcie, proszę państwa, odświeżyłem, a tak właściwie obejrzałem po raz pierwszy "Heat". Właściwie po raz pierwszy, bo wcześniej ogladałem wieki temu, z matką, nie pamiętałem absolutnie NIC... poza tym, że potwornie nas wynudził ;)
No ale do rzeczy. Więc jak już powszechnie wiadomo, "Heat" to moc, wiec nie będę się na ten temat rozwodził, bo to mało ciekawe ;) Dla odmiany skupię się na dwóch wadach, które sprawiają, że nie mogłem się tym filmem w pełni rozkoszować, choć też wielokrotnie świetne sceny pozwalały o tym zapomnieć. I nie chodzi mi o jakieś tam pierdoły typu lusterko w samochodzie albo nawet brak ofiar wśród cywili -- bo to pierwsze to przypadek, a to drugie to żelazny element konwencji. Jest coś dużo gorszego, a przy tym ważniejszego dla fabuły. Po pierwsze: ucieczka Waingro z początku filmu. W tak doskonałym, dopracowanym filmie tak głupie, tanie, tandetne rozwiązanie woła o pomstę do nieba. Widać tu taką wielką, niezdarną łapę Manna-scenarzysty (tego samego Manna-scenarzysty, który doskonale i starannie tworzy całą skomplikowaną strukturę fabularną "Heat"!), która działa na zasadzie: "Moja historia wymaga, żeby ten gość uciekł, więc na trzy-cztery, czmych!". Taki stary wyga jak McCauley nigdy w życiu nie pozwoliłby sobie na taką niefrasobliwość -- a jeśli nawet, to z filmu nie wynika, żeby to była szczególnie niezwykła niefrasobliwość. WSZYSCY PRZECHODZĄ NAD TYM DO PORZĄDKU DZIENNEGO, z samym McCauleyem na czele. Patrzyłem z rodziawioną japą. Wiele minut minęło, zanim pogodziłem się z tą bzdurą. Żeby w filmie, który trwa prawie trzy godziny nie poświęcić choćby dwóch dodatkowych minut na uwiarygodnienie ucieczki Waingro? To woła o pomstę do nieba. Druga wada jest zgoła odmienna, bo na poziomie emocjonalnym. Otóż cały wątek romansowy McCauleya jest tak niewiarygodny i papierowy -- szczególnie skontrastowany z wiarygodnym, sensownym i po prostu umiejętnie pokazanym życiem osobistym Hanny -- że aż boli. A to w końcu też jedna z osi filmu, a w każdym razie ważny element budowania postaci McCauleya. Przeczytałem sobie cały ten wątek i Mental gdzieś pisze, że Mann to gość kompletnie pozbawiony poczucia humoru. Owszem, ale poczucia romantyzmu chyba też. (Tylko nie mówcie mi, że tu nie chodzi o romantyczność, tylko o to, że oboje byli samotni -- bo to tylko częściowo prawda). W tak świetnie skonstruowanym skonstruowanym filmie bardzo zgrzyta, kiedy w coś muszę uwierzyć "na słowo". Bo tak. A tutaj muszę. Jeszcze raz: "Heat" to jest film ŚWIETNY. Albo i jeszcze lepszy. Ale powyższe zgrzyty są jak dwie wielkie krosty na czole najpiękniejszej dziewczyny, jaką się kiedykolwiek widziało. Żeby zakończyć pozytywnie: wspomnę o scenie, dla odmiany takiej w sumie skromnej, o której nikt tutaj nie wspomniał, a na mnie zrobiła ogromne wrażenie, może nawet największe w całym filmie. Otóż chodzi mi o moment, w którym Hanna z zespołem siedzą w ciężarówce i McCauley orientuje się, że ktoś tam jest. To jak Mann pokazał pierwsze spotkanie "twarzą w twarz" McCauleya i Hanny -- mimo że w rzeczywistości nie stoją twarzą w twarz -- to jest mistrzowstwo świata. PS. Jeśli ktoś przekona mnie, że powyższe krosty to wcale nie są krosty, to nawet będę szczęśliwy, bo chciałbym uznać "Heat" za arcydzieło i spać spokojnie. Ale będzie ciężko :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
09-03-2008, 14:11 Negrin napisał(a):nawet brak ofiar wśród cywili -- bo to pierwsze to przypadek, a to drugie to żelazny element konwencji. ofiary akurat są, tylko Mann tym nie epatuje i trzeba się dobrze przyjrzeć ![]() Cytat:Po pierwsze: ucieczka Waingro z początku filmu. W tak doskonałym, dopracowanym filmie tak głupie, tanie, tandetne rozwiązanie woła o pomstę do nieba. chłopcy po prostu popełnili błąd i tyle - Neil uznał, że taki gnojek jak Waingro po prostu spieprzył i tyle i więcej go na oczy nie ujrzy. Nie przejął się, bo miał ważniejsze problemy - tak to dla mnie wygląda, choć sama scena jego ucieczki jest faktycznie naciągana z lekka Cytat:Druga wada jest zgoła odmienna, bo na poziomie emocjonalnym. Otóż cały wątek romansowy McCauleya jest tak niewiarygodny i papierowy -- szczególnie skontrastowany z wiarygodnym, sensownym i po prostu umiejętnie pokazanym życiem osobistym Hanny -- że aż boli. czy ja wiem? Po pierwsze tak chyba miało być - Neil spotkał kobietę, która go zainteresowała, ale chyba podskórnie czuł, że i tak z tego nic nie wyjdzie ("I am alone, I'm not lonely"). To raczej ona się w nim kochała, niż on w niej. Tu polecam kapitalną scenę, pełną wspomnianych przez Ciebie emocji, w której Neil ucieka na jej oczach - przecież miał czas, żeby wsiąść do auta i odjechać z nią, choćby spróbować ucieczki. Ale tak nie zrobił. Poza tym trudno, żeby nagle taki gość jak Neil stał się czułym, kochającym facetem, który obsypie kobitę kwiatami i masą uczuć. Tu jest ważna choćby próba odskoczni od dotychczasowego życia - a to właśnie daje mu Eady.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 09-03-2008, 16:57
ucieczka Waingro - zgadzam się. gość nie miał prawa przeżyć. to jedyna wada Heat. taki paker jak Mann pisał scenariusz przez 16 lat i nie pokapował, że naciąga motyw. leszcz:)
Cytat:WSZYSCY PRZECHODZĄ NAD TYM DO PORZĄDKU DZIENNEGO, z samym McCauleyem na czele. oj, nie przechodzą. posłuchaj uważnie, co mówi McCauley na ten temat, gdzie lokuje Waingro w hierarchii ważności zadań do wykonania (najpierw magazyn, potem bank, potem Waingro, terminy napięte). poza tym jego zachowanie z końcówki dobitnie pokazuje, że sprawa Waingro nie była czymś błahym. wręcz przeciwnie. wątek romansowy McCauleya to mistrzowsko poprowadzony kawał kina, jeden z najlepszych tego typu wątków, jakie miałem okazje podziwiać. nie zgadzam się z zarzutami o papierowość i brak wiarygodności. Cytat:W tak świetnie skonstruowanym filmie bardzo zgrzyta, kiedy w coś muszę uwierzyć "na słowo". nie rozumiem - w co musisz wierzyć na słowo? w to, że gość czuł się samotny siedząc przy stole i obserwując, jak jego kumple zażywają szczęścia u boku żon i kochanek? co w tym papierowego? nawiasem, najbardziej podobały mi sie relacje między Kilmerem a jego kobietą. zwłaszcza ostatnie sceny, gdy Ashley Judd stoi na balkonie i gestem ręki daje mężowi znak, żeby odjechał. 09-03-2008, 17:00
Żeby nie było: ja nie krytykuję KONCEPCJI sceny ucieczki Waingro i wątku romansu McCauleya. Absolutnie nie. Jak zwykle: nie CO, ale JAK :)
Jeśli chodzi o tę pierwszą rzecz, widzę, że obaj się ze mną w zasadzie zgadzacie, wiec git. Tak jak mówię: w tak świetnym i dopracowanym filmie po prostu boli, że z tysiąca potencjalnych rozwiązań motywu "postać musi uciec" Mann wybrał tak tani chwyt. Przy czym to: Mefisto napisał(a):Neil uznał, że taki gnojek jak Waingro po prostu spieprzył i tyle i więcej go na oczy nie ujrzy. Nie przejął się, bo miał ważniejsze problemymnie przekonuje co do sensowności braku szczególnej reakcji. A co do romansu McCauleya to znowu: ja nie narzekam na ideę (a Ty mi, Mefi, klarujesz ideę :) ), tylko na wprowadzenie jej w życie. Oczywiście też nie w całości. Natomiast jak dla mnie za dużo w tym wątku dzieje się "bo tak". Z sympatii dla Manna nazwijmy to nadmiernymi skrótami myslowymi ;) Otóż z banalnej rozmowy rozmowy w barze _na ekranie_ nic nie wynika. Między nimi nic nie iskrzy, choć z rozwoju sytuacji dowiadujemy się, że jednak owszem. Oglądając, "na słowo" musiałem uwierzyć, że Eady zafascynował McCauley i że McCauleya zainteresowała Eady. "Na słowo" musiałem uwierzyć, że czułość, która się nagle między nimi pojawia, skądś się bierze. Wreszcie "na słowo" musiałem uwierzyć, że Eady wybacza McCauleyowi, że jest złodziejem i mordercą, że ją okłamywał i tak dalej. To nie o to chodzi, że któryś z tych elementów nie ma sensu. To chodzi o to, że jak dla mnie, w przeciwnieństwie do wszystkiego innego w całym filmie, te rzeczy nie wynikają z tego, co widzę na ekranie między bohaterami. I znowu na koniec myśl, z którą się zgadzam: Mefisto napisał(a):Tu polecam kapitalną scenę, pełną wspomnianych przez Ciebie emocji, w której Neil ucieka na jej oczach - przecież miał czas, żeby wsiąść do auta i odjechać z nią, choćby spróbować ucieczki. Ale tak nie zrobił.Jasna sprawa. Scena jest świetna, rewelacyjna i marszczy pośladki. Ale o to chodzi, że o ile ja widzę w tej właśnie końcowej scenie tonę emocji, to wcześniej niewiele zobaczyłem czegoś, co pozwoliłoby mi uwierzyć, że one są uzasadnione, skądś się biorą. Po prostu -- znowu: w przeciwieństwie do tylu innych elementów filmu, w które po prostu z miejsca się wierzy, bo to emanuje z zachowań, słów i mimiki bohaterów -- ja w ten ich związek (jak by go nie nazywać: miłością, przywiązaniem, romansem) nie uwierzyłem. Przypuszczam, że z czasem się do tego najnormalniej w świecie przyzwyczaję. Ale to już inna kwestia.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
09-03-2008, 17:25
hmm...być może faktycznie jakaś dodatkowa scena między nimi by się przydała, ale generalnie nie mam zarzutu do zarysowania tego związku - chyba zresztą najlepiej oddaje go scena ich rozmowy na balkonie, w której zaczynają się poznawać. Dla mnie po niej wszystko jest jasne, klarowne i wiarygodne.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 09-03-2008, 17:35
obiektywnie można się przyssać jedynie do motywu ucieczki Waingro. dlaczego McCauley, zamiast strzelić gnojowi w tył głowy, sprowadza go do gleby? dlaczego na broni nie ma tłumika? dlaczego po prostu nie skręcił frajerowi karku? skręcić człowiekowi kark to dla niego jak złamać źdźbło trawy. jeden szybki ruch i nie ma gościa. tymczasem facet wybiera drogę najgorszą z możliwych. a to, co potem się dzieje, jest konsekwencja tej nonszalancji. rozumiem, że Waingro musiał przeżyć, aby wątek z nim potoczył się dalej, ale można było rozwiązać sprawę inaczej.
09-03-2008, 17:38 Mental napisał(a):obiektywnie można się przyssać jedynie do motywu ucieczki Waingro.Oczywiście, że tak :) Zdaję sobie sprawę z tego, że ocena wątku romansowego jest kwestią dużo bardziej subiektywną. Ja to odbieram w taki sposób, jak powiedziałem. Tak jak już powiedziałem, możliwe że przy następnym razie, już wiedząc, czego mam się spodziewać, spojrzę na ten wątek życzliwiej. Natomiast z tych dwóch zgrzytów poważniejszym -- bo właśnie jakoś tam obiektywnym -- jest ten z ucieczką Waingro. Trochę szkoda, że nikt, nawet Ty, Mentalu, nie obroniłeś tego motywu, bo w takiej sytuacji dalej będzie mi zgrzytał. Gdyby to chociaż była kwestia mniej istotna dla fabuły... Natomiast kończąc moje rozprawianie się z "Heat", muszę powiedzieć, że w sumie już nabrałem ochoty na drugi seans. Gdyby ten film był o połowę krótszy, to może nawet bym się skusił ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
09-03-2008, 17:45 Cytat:Trochę szkoda, że nikt, nawet Ty, Mentalu, nie obroniłeś tego motywu no cóż... wspominałem o nim w temacie o Zakładniku, czyli wieki temu. tego nie sposób obronić tak samo jak nie sposób obronić durnego zachowania rosyjskich zamachowców w We Own The Night. w czwartym sezonie The Wire mamy podobną scenę i tam koleś zabija innego kolesia, po czym podchodzi i pakuje mu dwie dodatkowe kulki w głowę. dla pewności. 09-03-2008, 17:50 Negrin napisał(a):Natomiast kończąc moje rozprawianie się z "Heat", muszę powiedzieć, że w sumie już nabrałem ochoty na drugi seans. Gdyby ten film był o połowę krótszy, to może nawet bym się skusiłZnam to uczucie, przed dwoma laty jak odświeżyłem sobie ten film po długiej przerwie również dosyć szybko zaczynałem rozważać kolejny seans, chociażby dla zobaczenia jeszcze raz sceny następującej po napadzie na bank, ale czas filmu skutecznie ostudził moje zapały na kilka miesięcy(co oczywiście nie przeszkodziło mi w obejrzeniu kilka razy rzeczonej sceny )
Kinofilia - blog filmowy
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli... TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji. 09-03-2008, 18:50
mięczaki
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 09-03-2008, 19:17
Mefisto, gdybyś miał takie zaległości filmowe jak ja, to też by Ci było szkoda tych trzech godzin ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
09-03-2008, 19:20
mam sporo zaległości, ale Heat tak blisko pod łapką :twisted:
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 09-03-2008, 21:05
właśnie do mnie dotarło - po obejrzeniu 7 najważniejszych filmów Manna - że ani razu nie pojawia się u niego miłosne wyznanie, choć sytuacji ku temu było całe mnóstwo, szczególnie w Heat. nie jestem pewny tylko Ostatniego Mohikanina. owe 7 filmów to (w kolejności od najwcześniejszego): Thief, Manhunter, Heat, The Insider, Ali, Collateral, Miami Vice.
oglądając Heat, zwróćcie uwagę na postać Nate'a graną przez Voighta. koleś jest niesamowity: jego niewzruszony spokój płynie chyba z przekonania o własnej nietykalności. facet wydaje się być całkowicie nieosiągalny, zawsze poza podejrzeniem, w filmie ani razu nie pada jego nazwisko w kontekście przestępczej działalności. z początku Voight nie chciał zagrać bossa, twierdząc, że nie nadaje się do takich ról. wiecie, jak Mann go przekonał? powiedział: "Mógłbym wybrać do tej roli kogoś innego, ale wtedy straciłbym szansę pracy z tobą". ostatnie słowa Nate'a od lat robią na mnie kolosalne wrażenie: Nate (przez telefon do Neila): So long, brother. Take it easy. You're home free. po czym Neil odkłada słuchawkę i nastepuje najlepsza scena w filmie: ukochana kobieta czy wpierdolić Waingro? ukochana kobieta - wpierdolić Waingro? kobieta - Waingro? Waingro. 19-07-2008, 17:08 Mental napisał(a):nie jestem pewny tylko Ostatniego Mohikanina. scena pod wodospadem choćby
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 19-07-2008, 18:57
Właśnie wczoraj oglądałem po raz kolejny. Co dziwne, nie miałem uczucia dłużyzn, jak za pierwszymi dwoma razami. Tym razem nie skróciłbym "Heat" ani o sekundę.
20-07-2008, 11:31 Mental napisał(a):właśnie do mnie dotarło - po obejrzeniu 7 najważniejszych filmów Manna - że ani razu nie pojawia się u niego miłosne wyznanie, choć sytuacji ku temu było całe mnóstwo, szczególnie w Heat. nie jestem pewny tylko Ostatniego Mohikanina. owe 7 filmów to (w kolejności od najwcześniejszego): Thief, Manhunter, Heat, The Insider, Ali, Collateral, Miami Vice. No to ja cie poprawie panie spec-Mannie. ;) W jednym z powyzszych filmow pojawia sie wyznanie milosne. A teraz zgaduj w ktorym. ;) Na marginesie: brak milosnego wyznania to sytuacja plusowa czy minusowa i dlaczego? :) 30-07-2008, 18:34 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |