.
Liczba postów: 28,071
Liczba wątków: 62
Ochłonąłem i teraz byłbym bardziej skłonny dać 8 niż 9, no ale mniejsza o oceny. Chodzi o to, że teraz w mojej świadomości IB funkcjonuje jako zlepek zupełnie genialnych scen(albo całych rozdziałów - 1 i 2) i scen niepotrzebnych, za długich, głupich, przeszarżowanych.
Czemu komedia? Ja mam taką teorie, że ludziom po prostu brakuje określenia na tą Tarantinowską zabawę kinem i wzięcie wszystkiego w ogromny nawias umowności, więc żeby nie musieć tłumaczyć dlaczego nie traktują poważnie filmu, w którym Hitler zostaje zamordowany przez grupę śmiesznych amerykańskich żydów mówią, że to komedia.
Tak w ogóle to śmieszne jest to recenzenckie dzielenie włosa na czworo i rozkminianie co Quentin chciał przez ten film pokazać. Ludzi, którzy potrafią powiedzieć po prostu czy im się film podobał, czy nie, czy się go fajnie ogląda czy nie jest zawsze za mało.
18-09-2009, 22:28
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
military napisał(a):Hmm, w sumie wad tyle. Najbardziej obawiam się, że tak jak Death Proof, film to jednostrzałowiec, tzn. za pierwszym razem wydaje się fajny, ale działa tu otoczka, klimat i fakt, że nie wiadomo, co będzie dalej. A za drugim razem jest nuda i wszystkie dłużyzny zadają wręcz fizyczny ból. Dlatego nie mam zamiaru oglądać tego po raz drugi. Nie zbyt szybko.
Bałam się iść drugi raz do kina, ale mnie Karol i Buczuś wyciągnęli. I bawiłam się przednio!
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
18-09-2009, 22:34
Nowy
Liczba postów: 17
Liczba wątków: 0
Nie-recenzja. Refleksja:
Wypada chyba zacząć od odniesienia się do wcześniejszej twórczości reżysera. Z QT mam taki problem, że - mimo iż znajduję u siebie element wspólny z jego życiem, tj. postrzeganie świata przez celuloid - to jednak wychowaliśmy się na nieco innych filmach, przez co większość jego dzieł potrafiłem docenić, ale bez nadmiernej ochoty na szybki do nich powrót. Skrajne miejsca w moim rankingu zajmują Deathproof, który uznałem za rozczarowanie oraz Kill Bill (traktuję jako całość), który na stałe wylądował na mojej liście ulubionych.
Kinematograficznie mam jeszcze jeden problem, który mógł rzutować na odbiór jego nowego filmu. Nie lubię wojen na ekranie (z wyjątkiem tych gwiezdnych), reaguję na nie z odrazą połączoną ze znudzeniem. Są zbyt poważne, zbyt realistyczne, zbyt straszne.
I pewnie dlatego Bękarty spodobały mi się. Bardzo.
Polubiłem ten film, bo wojna jest tu jedynie punktem wyjścia do opowiedzianej historii, swego rodzaju kalibratorem czasu i miejsca akcji. Polubiłem go również za to, że miejsce militarystycznego bełkotu zajmują wciągające dyskusje o kinematografii. Poczucie realizmu: 0. Wynikająca po części również z tego frajda: ogromna.
Mamy tu sprawdzony przez reżysera schemat paplanina-rozpierducha-paplanina-rozpierducha... itd., ale smakuje to wyjątkowo wybornie, bo i paplanina w większości przypadków zajmująca (jak również podszyta nielichym suspensem, o czym za chwilę), i rozpierducha śmieszno-straszna oraz widowiskowa. Jest komedia i dramat, są wewnętrzne wątpliwości i wyjątkowo jednoznaczne sądy, jest głębia i prostolinijność, ale wszystko to połączone wyjątkowo zręcznie, w sposób nie wywołujący dysharmonii. Jest też całe mnóstwo nawiązań, ale wplecione z dużym wyczuciem nie przytłaczają. Są w końcu świetnie nakreślone postacie, z których na plan pierwszy wysuwa się oczywiście Landa. Jego psychologiczne gierki z przyszłymi/niedoszłymi ofiarami budują ogromne napięcie (Sorry, Joker, ale w wyścigu o tytuł największego psychola tego dziesięciolecia dałeś się wyprzedzić). Canneńska nagroda dla Waltza w pełni zasłużona (wszyscy aktorzy są tu super!), ale ja największe ukłony za wykreowanie tak złożonej postaci kieruję w kierunku QT.
No i zakończenie. Niby wyjątkowo proste, a idealnie dopełnia całości. Bękarty to przykład bezpretensjonalnego, ale dojrzałego scenopisarstwa, które mogło wyjść tylko spod palców tego zwichrowanego postmodernisty Quentina Tarantino. 9+/10.
18-09-2009, 23:58
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Cytat:Poczucie realizmu: 0.
Wiesz, jedną z cech maestrii reżyserskiej (geniuszu?) QT jest jego zdolność budowania całego uniwersum swoich filmów. Nikt tak nie mówi jak jego postacie, nigdzie nie ma tak absurdalnych akcji jak w jego filmach, nigdzie nie spotkamy tak chorych relacji łączących bohaterów jak u niego. To jest akurat cecha, którą łatwo zauważyć w każdym jego filmie, bez względu na to czy jest to postmodernistyczny PF czy drobiazgowa Jackie Brown. Jak dla mnie QT zrobił coś porównywalnego z dokonaniem George'a Lucasa - stworzeniem własnego uniwersum, gdzie wszystko jest możliwe, ale nie w sensie zewnętrznym, tworząc wyimaginowany świat sci-fi tylko umieszczając swój dialog i swoje postaci w świecie który znamy. Przypomina to wręcz jakiegoś rodzaju rzeczywistość alternatywną. Bardzo, bardzo mało filmowców może się pochwalić takim talentem. QT może i, bez względu na to, czy ten jego świat nam się podoba czy nie, przyznać, że zdolność powołania go do życia na ekran opanował w 100%.
Cytat: (Sorry, Joker, ale w wyścigu o tytuł największego psychola tego dziesięciolecia dałeś się wyprzedzić).
Nie zgodzę się  Pewnie dlatego, że jestem zajadłym fanboyem ubiegłorocznego Mrocznego Rycerza  Ale przyznaję, że to ta sama liga
19-09-2009, 02:17
.
Liczba postów: 28,071
Liczba wątków: 62
Ja bym wyżej postawił Jokera, a to z prostej przyczyny, że Waltz miał bardziej normalną rolę - Landa to przecież postać jak najbardziej prawdopodobna, inteligentny, szarmancki, wspaniale wykształcony esesman, który uwielbiał pokonwersować sobie ze swoimi przyszłymi ofiarami tak, zeby te srały w gacie ze strachu. idę o zakład, że podczas wojny znaleźlibyśmy przynajmniej tuzin takich osób. Choroby psychicznej u niego nie dostrzegam żadnej i nie wiem czemu go większośc osób od psycholi nazywa. Ledgerowy Joker to przez cały czas po bandzie jechał, w całym filmie ma tyle normalnych scen co Waltz nienormalnych.
19-09-2009, 09:52
Oksytocyna
Liczba postów: 2,199
Liczba wątków: 1
simek napisał(a):Choroby psychicznej u niego nie dostrzegam żadnej i nie wiem czemu go większośc osób od psycholi nazywa.
W sumie zgadzam się, ale ciężko nie mieć wątpliwości, jak Landa mówi: "That's a bingo".
22.04.2011
19-09-2009, 10:34
.
Liczba postów: 28,071
Liczba wątków: 62
Czy trzeba być chorym psychicznie, żeby robić sobie jaja w tak komfortowej sytuacji? Osobiście znam bardziej postrzelonych ludzi o ktorych jakoś żaden psychiatryk się nie upomina. Też cieszyłbym się jak głupi, gdybym miał w perspektywie zostanie alianckim bohaterem, dzięki któremu zakończył sięnajwiększy konflikt w historii ludzkości. Chociaż oczywiście ta scena jest najbardziej komediowa spośród wszystkich Landy.
19-09-2009, 10:39
simek napisał(a):Choroby psychicznej u niego nie dostrzegam żadnej i nie wiem czemu go większośc osób od psycholi nazywa.
Bo to po prostu morderca pozbawiony sumienia i ludzkich uczuć, co z tego że miły w obejściu. To chyba jedna z najbardziej okrutnych, przerażających postaci jakie widziałem w kinie. Cały czas nie potrafię zrozumieć dlaczego akurat Tarantino w tym filmie stworzył taką całkowicie serio postać, jedyną realnie oddającą bezmiar okrucieństwa tej wojny.
19-09-2009, 10:42
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Psychiczny to Landa był, że naprawdę uwierzył, że jak się odda w ręce Aldo Raine'a to on mu nic nie zrobi
19-09-2009, 12:08
Był po prostu pewny siebie, co go zgubiło. Nie wiedział ile ryzykuje i poniósł konsekwencje, choć akurat okaleczenia nie mógł przewidzieć.
19-09-2009, 12:09
Stały bywalec
Liczba postów: 1,092
Liczba wątków: 7
Landa nie był pewny siebie, tylko konsekwencje czynu, jakiego dokonał Raine postrzegał przez pryzmat niemieckiego żołnierza: "Rozstrzelają cię za to!". Aldo spokojnie odpowiada, że go tylko ochrzanią. Bo w Stanach jest nieco inna mentalność, o czym nie pomyślał Hanz.
Gdy już dostanę DVD z tym filmem scenę w barze będę oglądał na okrągło. Pierwszy raz oczywiście najlepszy, ale aktorstwo w tym filmie jest tak ze wszech miar zajebiste, że warto go oglądać chociażby dla niego. Kurna, jak ci ludzie grają, jak doskonale odnajdują się w tym, co stworzył Tarantino.
Co także mi się w Bękartach podoba to nieco inny obraz nazisty. To już nie jest tylko okrutny przeciwnik, ale dodatkowo cholernie inteligentny i kompletnie szalony. Niżsi rangą żołnierze jeszcze nie są doszczętnie zepsuci - oni mają tylko rozkazy tych na górze. Natomiast wyżsi rangą zdają się być kompletnie przesiąknięci jakimś pierwiastkiem pojeba. Jakby fakt bycia oficerem Rzeszy wypaczał, tudzież wyciągał z człowieka wszystko, co najgorsze. Landa, Goebbels, Hellstrom - oni wszyscy mają w sobie coś cholernie niepokojącego. I wystarczy im bardzo mało, żeby wpaść na trop (mówię tu głównie o Landzie i Hellstromie). Jakby od razu wiedzieli, z kim mają do czynienia. Taki naziol, to ja rozumiem.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
19-09-2009, 12:43
Mówiąc o pewności siebie miałem na myśli to, że Landa założyl iż umowa to umowa i Amerykanie podchodzą do niej tak jak on - bez możliwości kombinowania. Landa był pewny tego, że kontroluje sytuację od początku do końca. I to go zgubiło.
19-09-2009, 12:51
Stały bywalec
Liczba postów: 1,092
Liczba wątków: 7
Dokładnie - gdyby kombinowali, to by ich postawiono pod murem o nafaszerowano ołowiem. A tu niespodzianka, tylko ochrzan. Pierwszy raz w całym filmie Landa kompletnie traci jaja, a ogląda się to naprawdę ciekawie.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
19-09-2009, 13:02
Don Sinatio
Liczba postów: 2,956
Liczba wątków: 11
Rodia napisał(a):Psychiczny to Landa był, że naprawdę uwierzył, że jak się odda w ręce Aldo Raine'a to on mu nic nie zrobi 
To nie potwierdza, że był psychiczny, prędzej, że naiwny  mile:
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
19-09-2009, 14:56
Nowy
Liczba postów: 17
Liczba wątków: 0
Rodia napisał(a):Wiesz, jedną z cech maestrii reżyserskiej (geniuszu?) QT jest jego zdolność budowania całego uniwersum swoich filmów. Nikt tak nie mówi jak jego postacie, nigdzie nie ma tak absurdalnych akcji jak w jego filmach, nigdzie nie spotkamy tak chorych relacji łączących bohaterów jak u niego. (ciach)
Do pewnego stopnia jestem w stanie zgodzić się z tezą, ale już argumenty uważam za chybione. Zgadzam się o tyle, że sam nigdy nie zaliczyłbym QT do grona reżyserów uważających kino za zwierciadło życia - chyba, że krzywe. Jako reżyser ciągle zaznacza, że to, co widzimy na ekranie, to fikcja, żart, życie wzięte w postmodernistyczny nawias. Nie zgadzam się o tyle, że to "odrealnienie" ma jednak różne poziomy i o ile Kill Bill to bajka, o tyle w przypadku Wściekłych psów nasza rzeczywistość nie jest w stanie wykluczyć ani sportretowanych tam bohaterów, ani wydarzeń.
Nie zgadzam się z argumentami, ponieważ "chore relacje i absurdalne akcje" to dla mnie esencja rzeczywistości, a rozmowy o hamburgerach i filmach są jednak bliższe prawdziwemu życiu niż, say, monologi Alfreda (nie Arthura) Pennywortha z TDK*.
simek napisał(a):Ja bym wyżej postawił Jokera, a to z prostej przyczyny, że Waltz miał bardziej normalną rolę - Landa to przecież postać jak najbardziej prawdopodobna, inteligentny, szarmancki, wspaniale wykształcony esesman, który uwielbiał pokonwersować sobie ze swoimi przyszłymi ofiarami tak, zeby te srały w gacie ze strachu.
No i mnie właśnie bardziej przeraża taki inteligentny facet, który nie działa w afekcie, a wszystkie jego zbrodnie odbywają się zgodnie z przyjętym wcześniej planem i na chłodno. Zero diaboliczności, brak chociażby chwilowego paroksyzmu złości, po prostu czysta kalkulacja (podobnie uważam, iż Brian Cox pwns Sir Anthony Hopkins, wiadomo w jakiej roli).
* Ale ja tego nowego gacka i tak lubię, serio.
19-09-2009, 15:34
.
Liczba postów: 28,071
Liczba wątków: 62
Wiesz, mnie bardziej przeraża Arnie jako Terminator co wcale nie znaczy, że mu się należał Oscar :razz:
19-09-2009, 16:30
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Tak a propos - najlepsza kwestia filmu:
- I guess we don't share the same respect towards each other.
- I guess not.
Kontekst, sposób wypowiadania kwestii - to sprawiło, że byłem kompletnie przez nie rozwalony.
19-09-2009, 22:30
Właśnie wróciłem z Zabrzańskiego Multi i muszę powiedzieć, że dostałem wszystko czego oczekiwałem po filmie Quentina, a nawet więcej ! Smakowity pastisz! Świetna fabuła, zdjęcia no i muzyka ... muzyka jest idealnie zgrana z obrazem. Postacie niesamowicie wyraziste, ogólnie aktorstwo na najwyższym poziomie. Sceny takie jak prolog, akcja w karczmie czy końcówka w kinie ocierają się wg. mnie o kult (dwie pierwsze szczególnie). Dialogi niby Tarantinowskie, ale jednak jakby bardziej uporządkowane i wpasowujące się w film jeszcze lepiej niż w jego poprzednich dziełach.
Muszę obejrzeć jeszcze raz i na pewno kupię na DVD (ale nie tak, że mówię, że "kupię", a później olewam - czyt. Mroczny Rycerz).
simek napisał(a):Mój ranking Quentina: Reservoir dogs>Inglourious Basterds>Pulp Fiction>Death proof>Kill Bill
Ostatnie dwie pozycje stawiam na równi z delikatną przewagą Death Proof, poza tym bez zmian
9/10
P.S: Czy tylko ja dostrzegam podobieństwo między B.J. Novakiem, a Donaldem Sutherlandem (szczególnie z czasów "Parszywej Dwunastki") ?
20-09-2009, 22:03
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Cytat:Do pewnego stopnia jestem w stanie zgodzić się z tezą, ale już argumenty uważam za chybione. Zgadzam się o tyle, że sam nigdy nie zaliczyłbym QT do grona reżyserów uważających kino za zwierciadło życia - chyba, że krzywe. Jako reżyser ciągle zaznacza, że to, co widzimy na ekranie, to fikcja, żart, życie wzięte w postmodernistyczny nawias. Nie zgadzam się o tyle, że to "odrealnienie" ma jednak różne poziomy i o ile Kill Bill to bajka, o tyle w przypadku Wściekłych psów nasza rzeczywistość nie jest w stanie wykluczyć ani sportretowanych tam bohaterów, ani wydarzeń.
Nie zgadzam się z argumentami, ponieważ "chore relacje i absurdalne akcje" to dla mnie esencja rzeczywistości, a rozmowy o hamburgerach i filmach są jednak bliższe prawdziwemu życiu niż, say, monologi Arthura Pennywortha z TDK*.
Widzisz, dla mnie to też esencja rzeczywistości, ale nie naszej, tylko tej Tarantinowskiej  Są one bliskie życiu, ale właśnie wzięte w ten nawias i zniekształcone co czyni je w pewnym stopniu odmiennymi od naszych i jedynymi w swoim rodzaju. Możliwość utożsamienia się z nimi przesączona przez filtr pióra Tarantino tworzy unikalny styl komunikacji między postaciami jego filmów. Nie twierdzę, że ludzie tak nie mówią, twierdzę, że QT potrafi uchwycić pewien rodzaj egzystencji, w pewnym stopniu realny, a w pewnym wymyślony, i wyprowadzić go na zupełnie inny poziom, tworząc dzieło na wskroś oryginalne, dotyczące tylko jego filmów i tylko przez niego stworzonego świata. W tym znaczeniu jest to "jego" świat i jego uniwersum, natomiast kwestię w jakim stopniu pozostaje on zbieżny z naszą rzeczywistością pozostawiam otwartą 
Oczywiście, jak mówisz, ta rzeczywistość jest przez niego stosowana na różnych poziomach w różnych filmach. Pulp Fiction i Inglorious Basterds to dla mnie jej kwintesencja, podczas gdy Kill Bill czy Death Proof to już zupełnie coś innego - nie twierdzę więc, że można się tego doszukać w każdym jego filmie. Ale wiesz, akurat w pieskach również to zaobserwowałem 
Arthur Pennyworth? A nie przypadkiem Alfred Pennyworth?
21-09-2009, 01:53
Nowy
Liczba postów: 17
Liczba wątków: 0
No to klops! Sprawdzałem to przed wysłaniem, a i tak napisałem bzdurę.
Tak, rozumiem co masz na myśli. Być może przepuszczenie tych tarantynizmów przez sito osobistej wrażliwości na absurd i groteskę (albo: przez filtr ustawiony w oparciu o poziom tego absurdu i groteski w otoczeniu) jest przyczyną różnicy w ocenianiu "realności" jego filmów. Oczywiście nie uważam, że te filmy są realistyczne - raczej, że relacje między bohaterami są bardziej "życiowe" niż mogłoby to się wydawać na pierwszy rzut oka. I bardziej życiowe niż filmy innych twórców, którzy - działając w bardziej tradycyjnej konwencji - również kreują własne uniwersa (choć zazwyczaj nie tak ciekawe).
I nadal będę twierdził, że i RD, i PF, i JB, i KB, i DP, i IB to ta sama konwencja i ta sama filozofia, tylko wzięta w mniejszy lub większy nawias pastiszu.
21-09-2009, 03:25
|