CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
(19-01-2015, 10:05)Pelivaron napisał(a): Dodatkowo wolę sobie posłuchać podniosłe teksty Anki o miłości, niż obejrzeć po raz kolejny z dupy wzięty, totalnie żenujący taniec Star Lorda. Handluj z tym. A nie sorry, w sumie to kolejny doskonały 'składnik filmu o drużynie kosmicznych awanturników'.
No właśnie, z dupy taniec starlorda nie jest z dupy w filmie o kosmicznej drużynie awanturników. Podniosłe teksty o miłości są z dupy w filmie o kosmicznej drużynie eksploratorów planet. Handluj z tym.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 11:20
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Tak, w filmie opowiadającym o poświęceniu się dla własnych dzieci teksty o miłości są z dupy.
19-01-2015, 11:30
CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
Zależy co masz o tej miłości do powiedzenia, bo jeśli walisz cytatami z paulo coelho w wannaby poważnym filmie sci-fi...
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 11:35
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Nie no, znacznie spójniejsze jest rozpoczęcie filmu łzawą scenką o matce umierającej na raka - żeby zaraz wprowadzić statek kosmiczny jak z Ducka Dogersa z 23 i połowy stulecia.
19-01-2015, 11:47
CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
(19-01-2015, 11:47)military napisał(a): Nie no, znacznie spójniejsze jest rozpoczęcie filmu łzawą scenką o matce umierającej na raka - żeby zaraz wprowadzić statek kosmiczny jak z Ducka Dogersa z 23 i połowy stulecia.
No właśnie wiesz, czasem chodzi o to, żeby powstał kontrast. Możesz sprawdzić w słowniku. To często spotykany stylistyczny zabieg w różnych dziedzinach sztuki.
Np. Gwiezdne wojny zaczynają się sceną kosmicznej laserowej rozwałki na wypasionym kosmicznym krążowniku, a w następnej scenie mamy jakichś pastuchów w lepiankach na pustyni prosto z XVI w.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 12:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 12:15 przez Negatywny.)
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Gdyby w Saving Private Ryan na plaży Omaha pojawił się Goofy i zaczął strzelać bąbelkami i śmiać się jak debil, pisałbyś, że czasem potrzebny jest kontrast.
19-01-2015, 12:18
Nowy
Liczba postów: 614
Liczba wątków: 0
(18-01-2015, 20:01)Lawrence napisał(a): Tylko mnie co najwyżej razi pewien brak niekonsekwencji i trochę jest to też nie fair
To jak cie razi, to zatrzymaj to dla siebie ponieważ w tym temacie owo rażenie nie ma ŻADNEGO znaczenia, bo NAWET gdyby ten brak konsekwencji rzeczywiście był, to WCALE nie oznacza to, że ludzie nie mają racji w zarzutach w stosunku do Interstellar. Myśl Lawrence!
(18-01-2015, 20:01)Lawrence napisał(a): Tylko właśnie widzę ten brak konsekwencji i postępowanie nie fair, że te wszystkie zarzuty jakoś nie przeszkadzają chociażby w takich "Guardians of the Galaxy"
To jak ci ten brak konsekwencji przeszkadza, to idz do tematu "Strażnicy Galaktyki" i tam to pisz, a nie zaśmiecaj tego tematu offtopem.
(18-01-2015, 20:01)Lawrence napisał(a): Tylko jeżeli mamy architekta, który zaprojektował dom, który się zawalił. To czy bez cienia wątpliwości mam potem przyjmować jego uwagi, podczas projektowania własnego domu? Nawet jeżeli te uwagi mogą byś słuszne
Nikt ci nie karze przyjmować ich zarzutów na wiarę. Dostajesz argumenty i albo się z nimi zgadzasz, albo nie i przestawiasz kontrargumenty. Myśl!
19-01-2015, 12:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 12:57 przez Gwahlur.)
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
To akurat prawda że pierwsza scena Guardiansów była dość kiczowata, ale come on, Guardiansi stoją conajmniej poprzeczkę albo dwie wyżej od Interstellar.
Interstellar to: debilne (i to naprawdę) ostatnie 20 minut, fatalny wątek córki McCounagheya i tego całego równania, po prostu słabe dialogi (z kwiatkami w stylu "TARS, sprawdź mechanikę kwantową"), za dużo patosu i ekspozycji. Co gorsza film próbuje siebie traktować poważnie, gdy opowiada o kwantyfikowaniu miłości zza szafy przez McCounagheya który przysyła sam siebie w miejsce w którym już jest żeby zrobić potrójną pętlę czasu... Poza tym jest to tylko w paru scenach wykorzystany potencjał kosmosu (a właściwie tylko tunel czasoprzestrzenny), a w większości niesamowicie zmarnowany na generyczne planety i ograniczanie widoku kosmosu do wnętrza kokpitu - a jak już kamera wyjedzie poza statek kosmiczny to widać głównie ciemność.
Z plusów to znośny McCounaghey i aktorka grająca jego córkę, wspomniany tunel czasoprzestrzenny i część scen np ta z dokowaniem albo z ucieczką przed falami.
Guardiansi mają dwie złe sceny, ale scenariusz zwyczajnie 5 razy inteligentniejszy, a przy tym wiedzą że są kinem rozrywkowym, popcornowym wręcz i nie próbują udawać mądrości. Tam humor ratuje całość i mamy po prostu jajcarski film komiksowy.
military napisał(a):Gdyby w Saving Private Ryan na plaży Omaha pojawił się Goofy i zaczął strzelać bąbelkami i śmiać się jak debil, pisałbyś, że czasem potrzebny jest kontrast.
Eee że jak? Chyba tego nie przemyślałeś. Guardiansi to film dziejący się w kosmosie pełen kosmitów. Starlordowi umiera matka i wtedy zostaje zabrany z Ziemi. To ma sens, tylko wychodzi kiczowato - bo mamy wielką tragedię syna któremu umiera matka a potem znikąd BAM i kosmici. Dlatego ta scena jest głupia.
19-01-2015, 12:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 13:00 przez Capt. Nascimento.)
CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
(19-01-2015, 12:18)military napisał(a): Gdyby w Saving Private Ryan na plaży Omaha pojawił się Goofy i zaczął strzelać bąbelkami i śmiać się jak debil, pisałbyś, że czasem potrzebny jest kontrast.
Tylko, że na inny zabieg możesz sobie pozwolić w filmie fantasy (skoro można w sztandarowym dla gatunku star wars to chyba można i w GotG - swoją drogą motyw w którym bohater po traumatycznym przeżyciu trafia nagle do innego świata to chyba element opowieści w większości klasyków fantasy, więc czepianie się tego w GotG jest tak z dupy, że już chyba bardziej się nie da) a na inny w dramacie wojennym.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 13:04
Nowy
Liczba postów: 614
Liczba wątków: 0
(19-01-2015, 02:43)Lawrence napisał(a): I nie wcale to nie jest tak, że chętnie używam argumenty ze "Strażnikami". Taka obrona byłaby zbyt prosta
Obrona Strażnikami nie byłaby zbyt prosta, tylko BEZWARTOŚCIOWA a ciebie ośmieszałaby jako broniącego. Można się mylić co do Strażników Galaktyki i mieć 100% w stosunku do Interstellar, więc wskazywanie, że nie miało się racji co do Strażników jest bezwartościowe. Myśl Lawrence!
(19-01-2015, 02:43)Lawrence napisał(a): Wraz z premierą, czy nawet do teraz czytając te zarzuty o "nudność" i "brak wyobraźni" w "Interstellar" od osób, które dokładnie "brak wyobraźni" i "nijakość" akceptują w innym (też gatunkowo) filmie, nie tylko nie brzmią dla mnie przekonująco, ale i śmiesznie
Nie ma znaczenia czy argumenty takich ludzi cie przekonują ponieważ można być nieprzekonanym przez przekonujące argumenty i przekonanym przez nieprzekonujące. Nie ma więc znaczenia czy cie przekonują, liczy się tylko to jakie masz na ich słowa kontrargumenty. Po drugie nawet gdyby ich słowa w kontekście Strażników Galaktyki były śmieszne to WCALE nie oznacza to że nie mają racji w kwestii Interstellar... Myśl Lawrence, to nie boli!
19-01-2015, 13:10
CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
wyluzuj Gwahlur. Lawrence może sobie porównywać Interstelar z dowolnym filmem jeśli uważa, że jego przeciwnicy niekonsekwentnie ganią interstelar za coś co w innym filmie im nie przeszkadza. Odpowiedzią jest inny rozkład priorytetów, planów i pełnionych funkcji przez te elementy w obu filmach a nie zakaz ich porównywania jako taki. Natomiast spostrzeżenie, że te elementy są w obu tych filmach inaczej postrzegane zasługuje na pytanie i odpowiedź jak najbardziej.
(19-01-2015, 12:58)Capt. Nascimento napisał(a): Starlordowi umiera matka i wtedy zostaje zabrany z Ziemi. To ma sens, tylko wychodzi kiczowato - bo mamy wielką tragedię syna któremu umiera matka a potem znikąd BAM i kosmici. Dlatego ta scena jest głupia.
Chyba inaczej rozumiemy kicz bo ja nic tu głupiego nie widzę.
Kosmici i porwania przez kosmitów to jest coś co zwykle dzieje się w najmniej oczekiwanym momencie, prawda? Nie ma na to ani lepszych, ani gorszych momentów. Więc co niby w tym głupiego? A z punktu widzenia historii samej w sobie ma to mnóstwo sensu. Yondu dostaje zlecenia zabrać dzieciaka po śmierci jego matki więc dokładnie to robi. Matka odwala kite, dzieciak trafia do ładowni. To banda kosmicznych najemników a nie siostry miłosierdzia, nie będą palić wachy czekając aż się dzieciak wypłacze bo i niby po co? Powinni odczekać dwa tygodnie, a może pół roku?
Scena otwarcia GotG jest postrzegana jako zabieg pt: action film - quiet drama scene - lista klasyków zawierających ten głupi motyw do obejrzenia tutaj: http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/ActionFilmQuietDramaScene
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 13:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 13:46 przez Negatywny.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,385
Liczba wątków: 128
Cytat:o ma sens, tylko wychodzi kiczowato - bo mamy wielką tragedię syna któremu umiera matka a potem znikąd BAM i kosmici. Dlatego ta scena jest głupia.
Ale co tu jest głupie?
Czy oni czasem nie czekali specjalnie żeby go zabrać i jeszcze pewnie właśnie wtedy, gdy matka umrze? Jego ojciec nie miał z tym aby czegoś wspólnego?
19-01-2015, 13:43
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Ale napisałem przecież, że scenariuszowo to ma sens.
Bo rodzinka obcych ze strony ojca czekała do śmierci matki aż go zabiorą z Ziemi.
Tylko od strony powiedzmy emocjonalnej to głupie, bo w jednej chwili mamy realistyczny dramat chłopca któremu właśnie umiera matka, a sekundę później mamy ufo zabierające go sprzed szpitala.
Te dwie sceny po prostu do siebie nie pasują.
19-01-2015, 13:50
CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
to się nazywa kontrast?
Chyba właśnie chodziło o to, żeby do siebie nie pasowały. Nic głupiego tu nie widzę. Mamy tu dwie niespodzianki za jednym zamachem.
Widz po pierwsze zapewne liczy na otwarcie z wielkim BUM! (krążownik, lasery, dziwki...) a tu ni z tego ni z owego quiet drama scene.
A potem czego się spodziewać po takiej scenie? Jakichś generycznych pierdół, nie płacz chłopczyku i innych bzdetów. A tu BAM - motherfuckin alien abduction! (krążownik, lasery, dziwki!).
To nie jest głupie, to jest genialne
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 13:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 13:57 przez Negatywny.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,385
Liczba wątków: 128
Cytat:Tylko od strony powiedzmy emocjonalnej to głupie
Nope
tzn dla mnie to działa dobrze, więc to tak czysto subiektywna kwestia, że nawet nie ma co o niej dyskutować.
19-01-2015, 13:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 14:02 przez Gieferg.)
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Moim zdaniem to było mocno kiczowate.
Idąc waszym tokiem myślenia to film mógłby się zacząć od holocaustu w stylu Listy Schindlera a jakby w sam środek nagle wbiegł kaczor Howard i zaczął stepować razem z ekipą Looney Tunes to byłby kontrast i w ogóle zajebisty pomysł.
Jeśli już z dramatu o chłopcu żegnającym się z umierającą matką tak bardzo chcieli przeskoczyć do porwania przez ufo, to trzeba było to zrobić nieco subtelniej. Dać widzowi chwilę odetchnąć i zrobić scenę porwania bardziej w stylu E.T. niż w stylu Michaela Baya, z masą świateł i laserów na gębę drącego się 10latka.
Nieumiejętne mieszanie stylów to jest właśnie definicja kiczu. Żeby połączyć czarny humor i głupkowate sceny akcji z poważnym dramatem to do tego służy groteska. Nie można sobie skakać w jedną sekundę z tragedii do komedii, albo z poważnego dramatu do komiksu rodem z Batmana Adama Westa.
19-01-2015, 14:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 14:09 przez Capt. Nascimento.)
CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
(19-01-2015, 14:06)Capt. Nascimento napisał(a): Nieumiejętne mieszanie stylów to jest właśnie definicja kiczu.
Jak pisał gieferg, czy to jest umiejętne czy nie to jest to kwestia subiektywna. Co najwyżej biorąc pod uwagę, że ludzie którzy mają problem z tą sceną są w przytłaczającej mniejszości to można ocenić, ze raczej był to udany zabieg ze strony Guna.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 14:28
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
O kurde, no ale ocena filmu to przecież sprawa subiektywna.  Czy dialogi w Interstellar są złe, to też sprawa subiektywna. Czy IS jest nudny, to też sprawa subiektywna. Skoro tego nie można oceniać, to po co ta cała dyskusja?
19-01-2015, 14:30
CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
(19-01-2015, 14:06)Capt. Nascimento napisał(a): Idąc waszym tokiem myślenia to film mógłby się zacząć od holocaustu w stylu Listy Schindlera a jakby w sam środek nagle wbiegł kaczor Howard i zaczął stepować razem z ekipą Looney Tunes to byłby kontrast i w ogóle zajebisty pomysł. 
To zależny od filmu. Jeśli wrzucisz taki motyw do poważnego dramatu, to już nie masz poważnego dramatu. W GotG to scena śmierci matki jest wrzutką do niepoważnego filmu przygodowego, który szybko wraca na swoje właściwe tory. Można mieć quiet drama scene w lekkim filmie przygodowym i dalej mieć lekki film przygodowy, odwrotnie już nie za bardzo.
Dlatego w GotG możesz mieć na końcu Kaczora Howarda a w szeregowcu ryanie już raczej nie za bardzo. W jednym filmie możesz mieć duży rozrzut stylistyczny, w innym już nie za bardzo. W GotG może przejść poważna scena śmierci matki, w szeregowcu Ryanie możesz mieć co najwyrzej gdzieś półgębkiem rzucony żarcik przez żołnierza - jak w np. żarty w furii czy Hitler dałby dupy za batonik - widziałem, że już wiele osób uznało to za jechanie po bandzie.
(19-01-2015, 14:30)military napisał(a): O kurde, no ale ocena filmu to przecież sprawa subiektywna. Czy dialogi w Interstellar są złe, to też sprawa subiektywna. Czy IS jest nudny, to też sprawa subiektywna. Skoro tego nie można oceniać, to po co ta cała dyskusja?
Po to, że czasem można obiektywnie wykazać suchość dialogów - były przytaczane przykłady. Natomiast nie wiem czy cały film jest nudny, krytykowano raczej jego wizualną koncepcję jako wypraną z ciekawych motywów, oryginalnych pomysłów itd - tu też można choć częściowo, posługując się np. przykładami, wykazać brak interesujących pomysłów w miarę obiektywnie. A to czy to potem u kogoś przełoży się na nudność całego filmu czy nie, to już faktycznie inna kwestia. Jeśli Lawrence siedział na krawędzi fotela oglądając kolejną burą planetę na końcu galaktyki wyglądającą jak czyjś islandzki backyard i doznawał intelektualnych uniesień kwantyfikując miłość to już nikt mu nie odbierze.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 14:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 14:42 przez Negatywny.)
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Negatywny napisał(a):Dlatego w GotG możesz mieć na końcu Kaczora Howarda a w szeregowcu ryanie już raczej nie za bardzo.
Na końcu tak bo na tamtym etapie już GOTG jest ustabilizowany jako komiksowy komedio-pastisz.
Negatywny napisał(a):To zależny od filmu. Jeśli wrzucisz taki motyw do poważnego dramatu, to już nie masz poważnego dramatu.
Jeśli wrzucisz taki motyw do poważnego dramatu to film staje się kiczowaty i głupi.
Takie mieszanie stylów wymaga wyczucia, a nie rzucania komuś w twarz sceny rodem z filmu sci-fi klasy B sekundę po poważnej i smutnej dramatycznej scenie. To właśnie jest brak wyczucia.
Podobny problem miała chociażby druga część Igrzysk Śmierci, gdzie przez pół filmu jest budowana polityczna intryga z obozami pracy przypominającymi Trzecią Rzeszę, a zaraz potem labirynt w którym bohaterowie uciekają przed... krwiożerczymi małpami, mgłą-zabójcą, falami wody i piorunami.
Podobny problem miał Mroczny Rycerz, gdzie w tragicznej z zamysłu scenie negocjacji komisarza i Batmana z Harveyem Dentem zrobiła się niezamierzona groteska. Bo Nolanowi nie wpadło do głowy że robienie super tragicznej sceny pokazującej upadek człowieka, z dyskusją na temat dobra i przystawianiem pistoletu do głowy dzieciaka, zaczyna wyglądać idiotycznie gdy wśród tych trzech osób jest facet w kostiumie nietoperza i facet wyglądający w połowie jak spalone zombie.
Gieferg napisał(a):tzn dla mnie to działa dobrze, więc to tak czysto subiektywna kwestia, że nawet nie ma co o niej dyskutować.
Negatywny napisał(a):Jak pisał gieferg, czy to jest umiejętne czy nie to jest to kwestia subiektywna. Co najwyżej biorąc pod uwagę, że ludzie którzy mają problem z tą sceną są w przytłaczającej mniejszości to można ocenić, ze raczej był to udany zabieg ze strony Guna.
To jak Lawrence uważa że odbieranie Interstellar jest kwestią czysto subiektywną to jest be, ale jak Wy tak twierdzicie o GOTG to już w porządku?
Negatywny napisał(a):W jednym filmie możesz mieć duży rozrzut stylistyczny, w innym już nie za bardzo. W GotG może przejść poważna scena śmierci matki, w szeregowcu Ryanie możesz mieć co najwyrzej gdzieś półgębkiem rzucony żarcik przez żołnierza - jak w np. żarty w furii czy Hitler dałby dupy za batonik - widziałem, że już wiele osób uznało to za jechanie po bandzie.
Żeby tak było to film musi zdążyć się ustabilizować w jakimś stylu. Czy to komedia, czy groteska, czy film poważny.
Guardiansi zaczynają się jako poważny dramat i to UFO również do nich w tym momencie nie pasuje.
Nie wiem też skąd ciągłe przywoływanie szeregowca Ryana. Bo film wojenny sam w sobie może mieć dużo elementów mniej lub bardziej komediowych (choćby Goodmorning Vietnam czy nawet Czas apokalipsy, nie mówiąc o Bękartach wojny). Tylko w Szeregowcu Ryanie masz dookoła pełno ginących żołnierzy i żarty byłyby po prostu nie na miejscu. A film ustabilizował siebie jako dramat wojenny i konsekwentnie się tego trzyma.
19-01-2015, 14:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 14:55 przez Capt. Nascimento.)
|