(19-01-2015, 14:49)Capt. Nascimento napisał(a): Żeby tak było to film musi zdążyć się ustabilizować w jakimś stylu. Czy to komedia, czy groteska, czy film poważny.
Guardiansi zaczynają się jako poważny dramat i to UFO również do nich w tym momencie nie pasuje.
No i to jest chyba największa bolączka ostatnich dni na forum. W GotG nie możesz mieć quiet drama scene.
W the guest nie możesz mieć finałowej rozwałki bo na początku masz poważny thriller psychologiczny.
W Johnie Wicku nie możesz mieć hotelu dla zabójców bo to jest realistyczny action thriller.
No i przede wszystkim to nie my bronimy GotG na podstawie subiektywności, tylko ty atakujesz go na podstawie subiektywnego uczucia, że coś ci tu nie pasuje. Uczucia, które zauważmy dzielisz z militarym i lawrencem, co powinno być dla ciebie wystarczająco motywacją do przemyślenia swojego stanowiska odnośnie GotG
W każdym razie duży rozrzut stylistyczny GotG uchodzi za dużą zaletę tego filmu. Subiektywnie w ogóle może to być dla kogoś nie do przyjęcia, dla ciebie może się gryźć w tylko jednej scenie, a dla innych nie gryzie się w ogóle. Ale na pewno dowodzenie, że w jakimś filmie wojennym czy innym poważnym podobne zabiegi w całości byłyby skazane na porażkę nie ma kompletnie sensu. Inny film, inne dopuszczalne żonglerki konwencją. Nie ma jednej zasady pasującej do wszystkiego.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 15:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 15:23 przez Negatywny.)
Negatywny napisał(a):No i przede wszystkim to nie my bronimy GotG na podstawie subiektywności, tylko ty atakujesz go na podstawie subiektywnego uczucia, że coś ci tu nie pasuje. Uczucia, które zauważmy dzielisz z militarym i lawrencem, co powinno być dla ciebie wystarczająco motywacją do przemyślenia swojego stanowiska
O czym Ty w ogóle mówisz? Ja mówię obiektywnie o kiczu i mieszaniu stylów. I obiektywnie to co robią Strażnicy Galaktyki (przypominam - tylko w tej jednej początkowej scenie) wpisuje się podręcznikowo w definicję kiczu.
Ty natomiast gadasz właśnie "oj tam oj tam mi się podobało i już".
Próbujesz mnie przekonać że realistyczny dramat dziecka na którego oczach umiera matka nie gryzie się z porwaniem przez obcych rodem taniego z sci-fi klasy B.
Negatywny napisał(a):No i to jest chyba największa bolączka ostatnich dni na forum. W GotG nie możesz mieć quiet drama scene.
W the guest nie możesz mieć finałowej rozwałki bo na początku masz poważny thriller psychologiczny.
W Johnie Wicku nie możesz mieć hotelu dla zabójców bo to jest realistyczny action thriller.
Wtf... JOHN WICK - REALISTYCZNY ACTION THRILLER? Przecież to jest pastisz na poziomie Commando... i hotel zabójców tam wpisuje się dobrze konwencję całego filmu. Aczkolwiek wychodzi dość durnowato, w szczególności przez tą lasencję która pokazuje poziom aktorstwa na poziomie Carmen Electry. Problemem Johna Wicka IMHO nie jest hotel zabójców, tylko to że po wspaniałej pierwszej połowie wyraźnie kończą się pomysły i zaczynają się generyczne sceny akcji, a poziom zaczyna siadać.
A ja akurat kupuję finałową rozwałkę w The Guest, bo cały film jest w takim nieco groteskowym klimacie, z dziwną muzyką, lekkim przerysowaniem i tak dalej. No i osobiście wolałbym gdyby poszło to dalej w bardziej psychologiczną stronę. Ale tekst Crova porównujący głównego bohatera do "kapitana Ameryki któremu odbiło" pasuje do tego filmu. No i jak fantastycznie to jest nakręcone i z jak dobrze dobraną muzyką.
Negatywny napisał(a):Uczucia, które zauważmy dzielisz z militarym i lawrencem, co powinno być dla ciebie wystarczająco motywacją do przemyślenia swojego stanowiska
Nie mam 10 lat żeby zmieniać zdanie tylko po to by dostosować się do reszty.
No i co by nie mówić, military może miewa kontrowersyjne zdanie, ale argumenty to potrafi mieć bardzo dobre. Zresztą moja ocena Guardiansów jest kompletnie przeciwna od jego - on ocenił na "gówienko/10" a ja na 9/10 i uznałem za najlepszy film komiksowy jaki powstał do tej pory. Co nie znaczy że jest idealny - dwie sceny są w nim słabe, reszta bardzo dobra.
19-01-2015, 15:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 15:35 przez Capt. Nascimento.)
(19-01-2015, 15:24)Capt. Nascimento napisał(a): Ja mówię obiektywnie o kiczu i mieszaniu stylów. I obiektywnie to co robią Strażnicy Galaktyki (przypominam - tylko w tej jednej początkowej scenie) wpisuje się podręcznikowo w definicję kiczu.
Ograniczasz się tylko do pierwszej sceny bo...?
Skoro tak, to Strażnicy Galaktyki cali są jednym wielkim kiczem złożonym z obiektywnie (sic!) niepasujących do siebie elementów. Jeśli umierająca na raka matka nie pasuje do jej syna porwanego minutę później przez statek kosmiczny, to tym bardziej nie pasują do siebie przeboje z lat 70-tych i gadający szop z giwerą, groźba zniszczenia planety i odwrócenie uwagi czarnego charakteru tanecznym krokiem wziętym wprost od Michaela Jacksona itd itd.
Tylko, ostrzegam, nie zagłębiajcie się w to za bardzo, bo jeszcze - o zgrozo - odkryjecie intencje Gunna przy tworzeniu tego filmu!
19-01-2015, 15:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 15:41 przez Mierzwiak.)
(19-01-2015, 15:24)Capt. Nascimento napisał(a): O czym Ty w ogóle mówisz? Ja mówię obiektywnie o kiczu i mieszaniu stylów. I obiektywnie to co robią Strażnicy Galaktyki (przypominam - tylko w tej jednej początkowej scenie) wpisuje się podręcznikowo w definicję kiczu.
Ty natomiast gadasz właśnie "oj tam oj tam mi się podobało i już".
Nie, to ty robisz o kurde o kurde, mi się nie podobało i już.
(19-01-2015, 15:24)Capt. Nascimento napisał(a): Próbujesz mnie przekonać że realistyczny dramat dziecka na którego oczach umiera matka nie gryzie się z porwaniem przez obcych rodem taniego z sci-fi klasy B.
Bo się nie gryzie. Proste. Subiektywne. Tobie gryzie, 90% widzów nie gryzie a wręcz stanowi dla nich fajne zaskoczenie.
(19-01-2015, 15:24)Capt. Nascimento napisał(a): Wtf... JOHN WICK - REALISTYCZNY ACTION THRILLER? Przecież to jest pastisz na poziomie Commando... i hotel zabójców tam wpisuje się dobrze konwencję całego filmu.
Ok, my to wiemy, ale wiele osób tego nie wie. Dla nich to się gryzie i jest nie do przyjęcia w ramach konwencji filmu. Dokładnie tak jak dla ciebie scena otwarcia GotG, która to już jest podręcznikowym kiczem i nie pogadasz.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
Mierzwiak napisał(a):Ograniczasz się tylko do pierwszej sceny bo...?
Skoro tak, to Strażnicy Galaktyki cali są jednym wielkim kiczem złożonym z obiektywnie (sic!) niepasujących do siebie elementów. Jeśli umierająca na raka matka nie pasuje do jej syna porwanego minutę później przez statek kosmiczny, to tym bardziej nie pasują do siebie przeboje z lat 70-tych i gadający szop z giwerą, groźba zniszczenia planety i odwrócenie uwagi czarnego charakteru tanecznym krokiem wziętym wprost od Michaela Jacksona itd itd.
Przecież napisalem dokładnie czemu.
Bo później film się stabilizuje jako komiksowy komedio-pastisz. I tam ten szop, muzyka i gadające drzewo pasują.
Ale w pierwszej scenie miałeś tylko poważny dramat i scena porwania przez kosmitów pasowała tam jak pięść do oka. Bo tam mieliśmy autentyczny i poważny dramat - jak już robić przeskok o 180 stopni co do stylu, to chociaż trochę subtelniej.
Negatywny napisał(a):Nie, to ty robisz o kurde o kurde, mi się nie podobało i już.
Akurat piszę o stylistyce i kiczu, a nie o tym jak mi się podobało.
Negatywny napisał(a):Bo się nie gryzie. Proste. Subiektywne. Tobie gryzie, 90% widzów nie gryzie a wręcz stanowi dla nich fajne zaskoczenie.
90% widzów nie gryzie nic w Bitwie pięciu armii albo Amazing spider man 2 więc to nie jest argument.
I nie jest to subiektywne. Poważny realistyczny dramat ze śmiercią najbliższej osoby a komiks na poziomie Adama Westa.
Te dwa style się gryzą czy tego chcesz czy nie. Da się je połączyć ale trzeba to zrobić umiejętnie. A nie wpieprzać wszystkiego do woli.
Negatywny napisał(a):Ok, my to wiemy, ale wiele osób tego nie wie. Dla nich to się gryzie i jest nie do przyjęcia w ramach konwencji filmu. Dokładnie tak jak dla ciebie scena otwarcia GotG, która to już jest podręcznikowym kiczem i nie pogadasz.
Teraz to już chyba sobie ze mnie jaja robisz. Jak ktoś uważa że John Wick jest realistycznym thrillerem to ja już nic nie poradzę. Pewnie uważa jeszcze Commando za realistyczny dramat wojenny i szekspirowską opowieść o zemście.
A ja Ci tłumaczę że konwencja filmu jest przyjęta później. W pierwszej scenie masz tylko i wyłącznie realistyczny dramat (no chyba że widzisz komiksowość albo komedię w scenie w szpitalu), a dopiero potem załącza się ten cały komiksowy komedio-pastisz.
19-01-2015, 15:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 15:49 przez Capt. Nascimento.)
(19-01-2015, 15:39)Mierzwiak napisał(a): groźba zniszczenia planety i odwrócenie uwagi czarnego charakteru tanecznym krokiem wziętym wprost od Michaela Jacksona itd itd.
No właśnie, miliardy istnień na szali a tu koleś strzela taneczne popisy. Podręcznikowy kicz, jak tak można ze sceny zagłady przejść do konkursu tanecznego? Ale tu i w 20 innych scenach oko ci nie drgnęło, a w ręcz było w pytkę, ale porwanie dzieciaka sprzed szpitala to przegięcie pały.
(19-01-2015, 15:43)Capt. Nascimento napisał(a): jak już robić przeskok o 180 stopni co do stylu, to chociaż trochę subtelniej.
Nie?
A tak z ciekawości, to jak dokładnie byś to widział. Yondu czeka przy szpitalu z palcem nad guziczkiem odpalającym tracking beam. Zrozpaczony Peter wybiega ze szpitala. Co dalej?
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 15:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 15:50 przez Negatywny.)
(19-01-2015, 15:43)Capt. Nascimento napisał(a): Przecież napisalem dokładnie czemu.
Bo później film się stabilizuje jako komiksowy komedio-pastisz.
Żeby się ustabilizował, musiał się najpierw jakoś zacząć, a że emocjonalnym rdzeniem tego filmu jest więź Petera z matką i kaseta która mu po niej została, nie widzę lepszego, a przy tym maksymalnie szybkiego wprowadzenia do filmu bez zbędnego przedłużania scen na ziemi.
Cieszcie się, że scenę porwania oddzielono od sekwencji na Moragu logiem Marvela, bo początkowo go tam nie było i przeskok był znacznie bardziej gwałtowny.
Mierzwiak napisał(a):Żeby się ustabilizował, musiał się najpierw jakoś zacząć, a że emocjonalnym rdzeniem tego filmu jest więź Petera z matką i kaseta która mu po niej została, nie widzę lepszego, a przy tym maksymalnie szybkiego wprowadzenia do filmu bez zbędnego przedłużania scen na ziemi.
Sama scena w szpitalu była bardzo dobra (zaskakująco dobra jak na film komiksowy), tylko przeskok tak jak mówisz został zrobiony na szybko by oszczędzić czas no i wyszło to kiczowato.
Negatywny napisał(a):No właśnie, miliardy istnień na szali a tu koleś strzela taneczne popisy. Podręcznikowy kicz, jak tak można ze sceny zagłady przejść do konkursu tanecznego? Ale tu i w 20 innych scenach oko ci nie drgnęło, a w ręcz było w pytkę, ale porwanie dzieciaka sprzed szpitala to przegięcie pały.
Nie rozśmieszaj mnie. Niby bitwa o tamtą planetę była dramatyczna? To był klasyczny generyczny schemat wojny w filmach sci-fi/komiksowych.
Na pewno uroniłeś niejedną łzę nad losem zwykłych mieszkańców tej planety, jestem pewien.
Rozumiem że dla Ciebie poważny dramat (no powiedzmy Lista Schindlera) jest równie dramatyczna co bitwa o Ziemię w Avengersach? Give me a break.
Negatywny napisał(a):Nie?
A tak z ciekawości, to jak dokładnie byś to widział. Yondu czeka przy szpitalu z palcem nad guziczkiem odpalającym tracking beam. Zrozpaczony Peter wybiega ze szpitala. Co dalej?
Chociażby odpuścić sobie scenę porwania.
Może motyw z bohaterem budzącym się ze snu - tamto wspomnienie pojawiło mu się w śnie. A spał w drodze na planetę z infinity gemem.
Albo dużo wcześniej na statku razem z ekipą od Yondu.
Może przedłużyć scenę o 30 sekund, oddalona kamera pokazuje jak dzieciak siada skulony w parku, a na niebie w tle zbliża się statek kosmiczny. I w oddali pada na dzieciaka promień.
Możliwości jest wiele. A ja teraz piszę z głowy.
19-01-2015, 15:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 16:00 przez Capt. Nascimento.)
(19-01-2015, 15:53)Capt. Nascimento napisał(a): Sama scena w szpitalu była bardzo dobra (zaskakująco dobra jak na film komiksowy), tylko przeskok tak jak mówisz został zrobiony na szybko by oszczędzić czas no i wyszło to kiczowato.
kiczowato i bez sensu to by wyszło jak byśmy musieli się użerać dwa tygodnie (pół roku?) z marzącym się Peterem. Rodzi to szereg problemów, ale przede wszystkim jest do niczego nie potrzebne ani nikogo nie interesuje.
Gdyby zrobiono tak jak chcesz, to marudziłbyś czemu 10 minut filmu zajmują niczemu nie służące sceny z płaczącym dzieckiem, a co więcej, sceny, które dalej nijak nie pasowałyby do reszty filmu (skoro scena w szpitalu ci się gryzie).
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
(19-01-2015, 15:53)Capt. Nascimento napisał(a): Może motyw z bohaterem budzącym się ze snu - tamto wspomnienie pojawiło mu się w śnie. A spał w drodze na planetę z infinity gemem.
Albo dużo wcześniej na statku razem z ekipą od Yondu.
To dopiero kicz. I ograny schemat.
(19-01-2015, 15:53)Capt. Nascimento napisał(a): Może przedłużyć scenę o 30 sekund, oddalona kamera pokazuje jak dzieciak siada skulony w parku, a na niebie w tle zbliża się statek kosmiczny. I w oddali pada na dzieciaka promień.
Nie widzę, żeby coś tu się zmieniało na plus. Zostajemy tylko pozbawieni humorystycznego podtekstu i zaskoczenia. poza tym powstaje problem logiczny. Yondu przylatuje akurat teraz, why?
(19-01-2015, 15:53)Capt. Nascimento napisał(a): Możliwości jest wiele. A ja teraz piszę z głowy.
Ta, możliwości jak popsuć perfekcyjne rozwiązanie
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
Negatywny napisał(a):To dopiero kicz. I ograny schemat.
No faktycznie, klasyczny schemat z obudzeniem się ze snu, jest kiczowaty w porównaniu do UFO szarżującego do szpitala po dziesięciolatka.
A podałem go z głowy. Scenarzysta ma czas by wszystko poukładać.
Negatywny napisał(a):Nie widzę, żeby coś tu się zmieniało na plus. Zostajemy tylko pozbawieni humorystycznego podtekstu i zaskoczenia. poza tym powstaje problem logiczny. Yondu przylatuje akurat teraz, why?
Zaskoczenie i humorystyczny podtekst są takie same, tylko zamiast ufo wyskakującego na twarz widza niczym jumpscare'y w kiepskich horrorach, mamy subtelniejszą scenę.
Negatywny napisał(a):Ta, możliwości jak popsuć perfekcyjne rozwiązanie
Wow... to uważasz tę scenę za perfekcyjną.
Rozumiem że Strażnicy to perfekcyjny film?
(19-01-2015, 11:20)Negatywny napisał(a): Podniosłe teksty o miłości są z dupy w filmie o kosmicznej drużynie eksploratorów planet. Handluj z tym.
(19-01-2015, 11:35)Negatywny napisał(a): Zależy co masz o tej miłości do powiedzenia, bo jeśli walisz cytatami z paulo coelho w wannaby poważnym filmie sci-fi...
Częstym argumentem fanów "Interstellar" w stronę hejterów jest tekst: "nie zrozumieliście filmu". Ja sam unikałem tego stwierdzenia, gdyż nie chciałem brzmieć arogancko, ani też nikogo poniżać. Ale teraz widzę, że jednak coś może być na rzeczy.
Gdyż akurat z tymi zarzutami bardzo, ale to bardzo łatwo "handlować". I przykro mi to pisać, ale nie zrozumiałeś filmu. Przecież to właśnie o czym ten film jest to w pierwszej linii o miłości.
Mogę zresztą nawet podać pewien przykład. Zanim Hans Zimmer poznał w ogóle tytuł i fabułę, Christopher Nolan poprosił go o skomponowanie melodii/utworu, który będzie symbolizował miłość rodzica do swojego dziecka. Nie było mowy o żadnych podróżach kosmicznych, tylko ta krótka notka. Zimmer skomponował ten motyw i kiedy go zagrał Nolanowi ten powiedział mu dokładniej o "Interstellar". Na początku niemiecki kompozytor był zszokowany i sam mówił, że nie skomponował muzyki z myślą o filmie science fiction. I wtedy Nolan odpowiedział coś w stylu: To dobrze, gdyż ja wiem co jest sercem tego filmu.
I może i to jest kiczowato i ckliwie, ale ten wątek miłosny to właśnie serce, czy też spoiwo łączące te wszystkie elementy. To na nim opierają się te inne elementy z podróżami kosmicznymi itd.
Dlatego komuś się to może podobać lub nie, ale nie można zarzucać, że nie mają one sensu. Na tym motywie opiera się cały film, co zresztą od początku do końca widać. To nie jest pusty film.
Zresztą tutaj można sobie zobaczyć wypowiedzi ekipy, gdzie mówią jak chcą aby zapamiętany został Interstellar i z czym, jakim przesłaniem się kojarzył. Jessica Chastain wręcz cytuje wątek miłości. W sumie bliskie mojego postrzegania filmu jest opinia Anne Hathaway:
Często spotykane stwierdzenie, że "Interstellar" to film o czarnych dziurach, to niesamowite wręcz spłycenie tego złożonego obrazu.
Plus Gwahlur ten tekst z myśleniem mogłem przyjąć za pierwszym razem, ale nachalność jego powtarzania robi się trochę męcząca.
(19-01-2015, 13:35)Negatywny napisał(a): wyluzuj Gwahlur. Lawrence może sobie porównywać Interstelar z dowolnym filmem jeśli uważa, że jego przeciwnicy niekonsekwentnie ganią interstelar za coś co w innym filmie im nie przeszkadza. Odpowiedzią jest inny rozkład priorytetów, planów i pełnionych funkcji przez te elementy w obu filmach a nie zakaz ich porównywania jako taki
Ja mu nie zakazuje takiego porównywania ocen filmów, tylko zgodnie z prawdą napisałem, że robiąc tak jego obrona filmu Interstellar jest bezwartościowa a on sam się ośmiesza jako broniący go.
(19-01-2015, 13:35)Negatywny napisał(a): Natomiast spostrzeżenie, że te elementy są w obu tych filmach inaczej postrzegane zasługuje na pytanie i odpowiedź jak najbardziej
To niech założy temat "Niekonsekwencja w ocenianiu przez użytkowników" i tam się produkuje. Tutaj jest to bezwartościowy offtop.
(19-01-2015, 16:17)Capt. Nascimento napisał(a): Zaskoczenie i humorystyczny podtekst są takie same, tylko zamiast ufo wyskakującego na twarz widza niczym jumpscare'y w kiepskich horrorach, mamy subtelniejszą scenę.
A po co komu subtelniejsza scena? Można by jeszcze mniej subtelnie!
Promień pada na Quilla.
Akcja przenosi się do kokpitu statku.
Oprychowaty przydupas patrząc na ekran na którym mały Peter materializuje się w ciasnej klatce w ładowni pełnej najróżniejszych rzeczy:
-we got him boss (albo 'it')
Niebieski kosmita za sterami pociągając za wolant:
-great, I dont want to spend another minute in this shithole.
Ujęcie z zewnątrz: statek wzlatuje coraz wyżej i zaczyna się rozciągać... i BUM! wchodzi w nadświetlną i znika.
Puste niebo przechodzi w puste niebo na Morag.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-01-2015, 16:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 17:10 przez Negatywny.)
Połączenie fizyki kwantowej z miłością w teorii brzmi straszne idiotycznie, ale ja chyba jestem romantykiem i ten wątek mi się spodobał. Jest dość szalony, ale jestem w stanie wyobrazić sobie np. Dukaja piszącego tysiącstronnicową knigę o emocjach jako faktycznych siłach wpływających na materię na poziomie innych wymiarów niż te, które znamy i potrafimy objąć zmysłami. Science-fiction istnieje po to, żeby zadawać takie pytania, choć czasem wydają się głupie. Zwłaszcza, że żyjemy w czasach, w których uczucia przestają być czymś niesamowitym i eterycznym - a od mieszanki związków chemicznych do fizyki wcale nie taka długa droga. I nie mam za złego Nolanowi, że próbuje jednak uchronić tą niesamowitość przeszukując inne wymiary. Interstellar to bajka, i nie wiem jak wy, ale ja lubię bajki.
Trzeba tylko na chwilę zrezygnować z tych uprzedzeń, które przeszkadzają mówić nam o miłości z obawy przed kiczem czy ckliwością. Nie cierpię Paulo Coelho, ale oglądając Interstellar nie miałem wrażenia obcowania z czymś na poziomie jego prozy i tych "głębokich" kawałków o miłości
Przemawia do mnie ta cała emocjonalna strona Interstellar, która zarazem łączy się poszukiwaniem w kosmosie jakiejś obecności, siły. Pustka i nuda tego kosmosu, o której wcześniej pisałem ma w tym kontekście całkiem spory sens, bo stanowi odpowiedź na to poszukiwanie. I sprawia, że widzę tutaj sensowny i spójny film
patyczak, ty powinieneś był pisac i rezyserowac Interstellar - w twoim jednym poscie bylo wiecej ciekawych zagadnień niż w całym filmie Nolana, a to znak, ze z tej historii jednak mogloby cos byc, gdyby wzial sie za nia ktos kreatywny
19-01-2015, 22:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 22:31 przez Gal Anonim.)
(19-01-2015, 14:30)military napisał(a): O kurde, no ale ocena filmu to przecież sprawa subiektywna. Czy dialogi w Interstellar są złe, to też sprawa subiektywna. Czy IS jest nudny, to też sprawa subiektywna. Skoro tego nie można oceniać, to po co ta cała dyskusja?
Można oceniac. Nie o to chodzi. Przedstawiłeś swoje zdanie - nie podoba ci się taki, a taki motyw, w tym przypadku nie widzę żadnych argumentów, które mogłyby w jakikolwiek sposób na twoje zdanie w tej sprawie wpłynąc. Ja mam inne i też go nie wytłumacze inaczej niż "mi to nie przeszkadza". I to nie dotyczy całego filmu tylko tej konkretnej sprawy.
I co ja w ogóle robię w temacie o Interstellar, którego nie widziałem i widzieć nie mam zamiaru?