CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
(18-04-2016, 23:49)zombie001 napisał(a): Co z tego, że Nolan sobie kręci po bożemu, w sytuacji gdy cała reszta (na czele ze scenariuszem) zasysa niemiłosiernie qutaha?
A idź pan w chuj z takim po bożemu.
Mierzwiak, jeśli dodatki do filmu są lepsze niż sam film, to wiedz że coś się dzieje
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-04-2016, 07:01
Nowy
Liczba postów: 44
Liczba wątków: 1
(19-04-2016, 07:01)Negatywny napisał(a): (18-04-2016, 23:49)zombie001 napisał(a): Co z tego, że Nolan sobie kręci po bożemu, w sytuacji gdy cała reszta (na czele ze scenariuszem) zasysa niemiłosiernie qutaha?
A idź pan w kurcze pieczone z takim po bożemu.
Mierzwiak, jeśli dodatki do filmu są lepsze niż sam film, to wiedz że coś się dzieje 
Nie ejstem jakąś fanką Nolana szczególnie, ale szanuję bardzo. Interstellar - Wszystko wciąż przede mną. Do kina nie poszłam bo dłuuuugi, a jakoś późno był grnay jak mogłam i umknęło. W domu mam mały ekran. Chyba nie warto na takim.
aloha, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Dec 2012.
11-07-2016, 12:27
Zależy czego się spodziewasz. Ja po seansie w kinie byłem rozczarowany i dałem 5/10. Na drugim seansie usnalem.
11-07-2016, 12:30
CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
(11-07-2016, 12:30)Arahan napisał(a): Zależy czego się spodziewasz. Ja po seansie w kinie byłem rozczarowany i dałem 5/10. Na drugim seansie usnalem.
Oglądałem na moich 47" i ani razu nie miałem wrażenia, że jest tu coś co warto zobaczyć w kinie. 5sekundowe ujęcie czarnej dziury i 10 sekundowe ujęcie lodowej planety to dla mnie podręcznikowy przykład marnotrastwa kinowego potencjału - zwłaszcza, że większość scen w filmie jest kręcona tak, żeby jakieś gówno w kadrze zasłaniało 80% widoczków
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
11-07-2016, 12:56
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Cytat:potrafił stworzyć bardziej emocjonujący i kreatywniejszy
But it, like, you're opinion, man. Bo moim zdaniem kutanga prehistorycznych gadów ssie Avatar, który jest totalnie pozbawiony kreatywności na jakimkolwiek poziomie (najebanie cgi-roślin w cgi-dżungli to nie kreatywność, ludzie-koty rodem z anime też nie). A Interstellar, choć momentami nielogiczny, przynajmniej mnie emocjonował.
11-07-2016, 13:23
CSM-101
Liczba postów: 7,848
Liczba wątków: 0
przykoro mi
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
11-07-2016, 13:35
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Nie smuć się, świat jest piękny.
11-07-2016, 13:57
Captain Skullet
Liczba postów: 20,368
Liczba wątków: 128
Cytat:5sekundowe ujęcie czarnej dziury i 10 sekundowe ujęcie lodowej planety to dla mnie podręcznikowy przykład marnotrastwa kinowego potencjału
Nolan był w tym niezrównany już przy Incepcji, czyżby wskoczył mu wyższy level?
11-07-2016, 15:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-07-2016, 15:31 przez Gieferg.)
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Nie, Negatywny oglądał inny film. Interstellar tak nie wygląda.
11-07-2016, 16:02
Stały bywalec
Liczba postów: 5,929
Liczba wątków: 6
Rzeczywiście Interstellar nie wygląda jak opisał to Negatywny, ale ten film to i tak zdecydowane apogeum lenistwa Nolana.
Incepcja przy tym to szczyty kreatywności i niemal w pełni wykorzystany potencjał.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
11-07-2016, 16:30
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Powtórka po prawie dwóch latach.
Plusy:
+ Nolan potrafi opowiadać historię, która zainteresuje widza. Interstellar jest idealnie podzielony na trzy równe akty: pierwszy, trwający niemal dokładnie 50 minut, to wprowadzenie, którego kulminacją jest wylot w stronę czarnej dziury obok Saturna; drugi (trwający niemal tyle samo): to próby wykonania "Planu A"; trzeci: to reszta filmu, odkąd wychodzi wszystko na jaw (kłamstwo profesora Brand). Mimo przerywania wątków kosmicznego z ziemskim, wszystko ogląda się z zaciekawieniem, nie wybija z rytmu, a nawet - to co robi Murph w swoim starym domu bywa ciekawsze, że niż akcje w kosmosie.
+ Nawet z wielkiej, metalowej kostki Rubika, Nolan potrafi wykreować sympatyczne postacie.
+ Rewelacyjne efekty specjalne. Oczywiście, wszystko jest jak najbardziej prawdziwe, a użycie komputera ograniczono do minimum. I choć jest to chyba pierwszy film Chrisa, w którym znajdują się ujęcia 100% CGI (statek na fali) to zawsze mają ten sam, wysoki poziom fotorealizmu. Oscar jak najbardziej zasłużony.
+ Inny Oscar nieprzyznany, a powinien. Zimmer od lat nie napisał tak oryginalnego soundtracku, jego muzyka do tego filmu jest chwytliwa i zwyczajnie wspaniała. To ona odpowiada w dużej mierze za emocje podczas seansu, bez niej film nie działałby tak jak działa.
+ Bardzo dobra scenografia i zdjęcia. Film wizualnie wygląda tak jak i wcześniejsze dokonania tego reżysera, styl zachowany mimo zmiany Pfistera na Van Hoytema.
+ Niesamowite światy jakie zwiedzają bohaterowie, czyli to na czym poległy ostatnie Gwiezdne wojny. Planeta dr Manna - WOW.
+ Nolan wziął temat na serio i taki też kręcił film. Nie był on ambitniejszy on jego poprzednich dokonań, ale fajnie, że zadbał o takie detale jak brak dźwięku w kosmosie, no i gdy nie kręci kina akcji, nie zwraca się uwagi na ograniczenia kategorii wiekowej (których nie widać). Przypomnę, że to pierwszy film Chrisa od Bezsenności, w którym pada "fuck".
+ Mnóstwo emocjonujących scen, na czele z tą na wodnej planecie dr Miller, wyprawie Coopa i dr Manna, dowiedzeniu się prawdy od umierającego profesora Branda przez Murph, zakończenie, no i przede wszystkim:
Widziałem tę scenę już z dziesięć razy i za każdym dostaję gęsiej skórki. Wbija w fotel!
Minusy:
- Nie wiem czy to kwestia tego, że byłem zmęczony i film puściłem za późno, ale chyba nie, bo podobne odczucia miałem po wyjściu z kina. Interstellar jest trochę za długie. Z drugiej strony, nie jest tak pocięte jak TDK i TDKR, no i nie mam pojęcia co można by z niego wyciąć. :/
- Nolan świetnym reżyserem jest, i potwierdza to IMO każdym kolejnym filmem. Ale! Jest też coraz gorszym scenarzystą, bo cienki scenariusz jest jedną z największych bolączek z tego filmu. Nie bolą mnie momentami słabsze dialogi, nawet lubię tekst o miłości pokonującej czas i przestrzeń, ale niektóre elementy są po prostu z naukowego punktu widzenia głupie (oni serio chcieli wybrać, którą z planet położonych tak blisko Gargantui?), inne zbyt łopatologiczne (scena z kartką zerżnięta z innego filmu), no i tak samo jak w Incepcji postacie czasami za dużo pierdzielą, zamiast po prostu działać. Słuchanie o horyzontach i innych specjalistycznych nazwach mnie totalnie nie obchodzi.
- Kilka drobnostek. Np. Po dwóch seansach wciąż nie ogarniam po czym Murph załapała, że duchem był jej ojciec? Mowa o finałowej scenie, kiedy Coop jest już w hipersześcianie.
Jest dobrze. Kiedyś na pewno stanie na półce na Blu-ray.
13-09-2016, 19:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-09-2016, 20:09 przez Juby.)
Nowy
Liczba postów: 2,012
Liczba wątków: 4
(13-09-2016, 19:59)Juby napisał(a): - Kilka drobnostek. Np. Po dwóch seansach wciąż nie ogarniam po czym Murph załapała, że duchem był jej ojciec? Mowa o finałowej scenie, kiedy Coop jest już w hipersześcianie.
Ja tam oglądałem raz i dawno, ale czy przypadkiem nie chodziło tam o to, że to Mefju nauczył Murph alfabetu Morse'a i tylko on mógł wiedzieć, że zrozumie jego wiadomość?
13-09-2016, 21:26
Stały bywalec
Liczba postów: 1,377
Liczba wątków: 0
(13-09-2016, 21:26)und3r napisał(a): Ja tam oglądałem raz i dawno, ale czy przypadkiem nie chodziło tam o to, że to Mefju nauczył Murph alfabetu Morse'a i tylko on mógł wiedzieć, że zrozumie jego wiadomość?
To nie to, bo "duch" komunikował się Morsem jeszcze przed odlotem, a przynajmniej nie tylko to. Chodziło chyba o zegarek. Cooper podarował go Murph przed samym odlotem, a jako duch zrzucił go z regału i potem wykorzystał go do przekazania info o czarnej dziurze (Morsem).
14-09-2016, 09:15
Nowy
Liczba postów: 2,012
Liczba wątków: 4
To też, a tak w ogóle to technikalia nie mają znaczenia - przecież Nolan nawet specjalną ekspozycję zrobił, żeby wytłumaczyć, że te "inno-wymiarowe" połączenia są możliwe dzięki "love". Nie wiem jak ten Juby to oglądał;)
PS
Inne wymiary są też wytłumaczeniem na to, że "duch" komunikował się przed odlotem. Przecież cała fabuła kręci się przy założeniu, że "przed" i "po" na Ziemi są bez znaczenia żadnego.
14-09-2016, 17:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-09-2016, 17:06 przez und3r.)
Legions of the Fog
Liczba postów: 2,290
Liczba wątków: 25
Drugi seans z Interstellar i jestem nieco rozbity. Przy pierwszym podejściu nie miałem oczekiwań, ale film zrobił na mnie wrażenie; długość pozwalała na rozciągnięcie aktów przyzwoicie, więc wątek ziemski z Mathew wprowadził fajny klimat pod wyprawę. Wyprawa z kolei za pierwszym razem była bardzo emocjonująca, zwłaszcza "planety". I za pierwszym razem końcówka w pokoju też niosła pozytywny ładunek emocji. Przy wczorajszym seansie wszystko się jakby spłaszczyło; są emocje, ale już nie takie, jak za pierwszym razem. Najbardziej odczułem ich spadek w drugim akcie - gdzie jest dużo ekspozycji, wiele głupot i popychaczy oraz całość wydaje się przelatywać z prędkością Endurance w stronę Saturna. Ostatni akt, gdy "twist" jest znany, też traci względem pierwszego seansu. Na plus wychodzą wizualia (szkoda, że Nolan je chowa w durnych kadrach) i zdecydowanie muzyka Zimmera - sprawdza się doskonale i wg mnie buduje połowę klimatu.
dwie rzeczy teraz mnie zirytowały, a pytanie było już zadane w temacie:
Jak do jasnej ciasnej Murph poznała w pokoju, że duchem jest jej ojciec? Przecież motyw z zegarkiem, po który wraca, jest naciągany bezlitośnie! Pomijam fakt, że zabieg ten powoduje pętlę czasową, która sypie się w logice filmu (realiach przedstawionych).
Rzecz druga. Akcja na planecie z wodą: Amelia mówi, że tamten statek rozbił się być może 7 minut wcześniej. Jedna godzina na tej planecie to 7 lat. Zakładam, że obie wyprawy miały identyczny przebieg, czyli czas lotu, a dzieli je 10 lat. Nasza grupa dotarła na miejsce po około 3 latach, więc różnica, fizyczna, będzie taka sama pomiędzy dotarciem kobiety, a naszej grupy patrząc na czas na Ziemi. Dobrze myślę? Więc, zgodnie z tym założeniem, gdyby wylądowała w podobny sposób byłaby na niej około 7 ziemskich lat, ale na TEJ planecie, czyli w wuj czasu w sensie relatywnym. Nawet jeśli źle główkuję, bo i może coś mi się pokręciło, to - patrząc na realia z filmu - wówczas nie odbieraliby sygnału Z PLANETY w chwili, kiedy lecieli na Saturna, ponieważ 7 minut to zaledwie niecały rok ziemskich lat...
Ten film jest ładnie pomalowany, robi fajne wrażenie, daje dobry film, ale jestem przekonany, że to nie zasługa scenariusza, a kilku elementów fajnie maskujących w nim dziwne rzeczy, czy to fatalną ekspozycję, czy głupoty w postaci najmniej użytecznego kształtu robota ever.
przy pierwszym seansie było 9/10 teraz 7,5/10
loading podpis...
08-01-2017, 10:01
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,809
Liczba wątków: 5
(08-01-2017, 10:01)Martinipl napisał(a): że to nie zasługa scenariusza,
No na pewno nie zasługa scenariusza 
Scenariusz tutaj to jakaś kpina z widza.
Już na samym początku i wątku na Ziemi mamy, że rządów nie ma, że "anarchia", że to, że tamto...
No to ja się pytam gdzie kilka ciężarówek z osiłkami uzbrojonymi w kałachy, którzy przyjeżdżają na farmę i mówią - Dzięki panie farmerze za ciężką pracę, a teraz ładujemy plony na nasze samochody. I ciesz się pan, że nie mamy ochoty pogwałcić sobie pańskiej córeczki.
Rządów nie ma, ale Ministerstwo Oświaty działa nadal i przyznaje punkty za pochodzenie? To dziecko na rolnika, a to na lekarza.
Ja już nie pamiętam, ale ten cały tunel czaso-przestrzenny to otworzyli "pięciowymiarowi ludzie z przyszłości"?
To nie mogli im po prostu przesłać bo ja wiem, kodów genetycznych roślin odpornych na zarazę?
U mnie bez zmian. między 2 a 3/10.
PS. Można by w sumie jakąś ankietę dodać.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
08-01-2017, 12:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2017, 12:45 przez Dr Strangelove.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Ja widziałem już kilka razy i ciągle 9/10
Cytat:Ja już nie pamiętam, ale ten cały tunel czaso-przestrzenny to otworzyli "pięciowymiarowi ludzie z przyszłości"?
To nie mogli im po prostu przesłać bo ja wiem, kodów genetycznych roślin odpornych na zarazę?
A nie chodziło o to, że pięciowymiarowi ludzie nijak nie mogli się z nami skontaktować (albo może mogli, ale my nie bylibyśmy w stanie zrozumieć tego kontaktu), mogli jedynie otworzyć ten tunel, żebyśmy sami sobie pomogli? A po drugie, z odległej perspektywy jakiegoś pięciowymiarowca, chyba nie ma znaczenia sposób, w jaki ta pomoc została nam udzielona. Tobie może się wydawać, że przesłanie kodu genetycznego jest banalnie proste w porównaniu do liczenia na powodzenie wyprawy poprzez czas i kosmos, podczas której może nie wyjść mnóstwo rzeczy. Z dalszej perspektywy istoty wszechwiedzącej takie różnice przestają mieć znaczenie. Po trzecie, przez cały seans słyszymy o tym, że człowiek jako gatunek powinien być pionierem, odkrywcą, powinien cały czas się rozwijać. W kontekście tego można spojrzeć na pięciowymiarowców jak na nauczycieli. Co jest bardziej wychowawcze? Rzucić nam gotową odpowiedź czy pozwolić dojść do pewnych odpowiedzi samemu? Potrafię sobie wyobrazić wizję, w której boskie istoty pomagają nam w bardziej bezpośredni sposób, co całkiem hamuje rozwój nauki. Kontakt z Nieznanym staje się pożywką dla nowej religii, ludzkość ponownie wchodzi w epokę średniowiecza, zanika zainteresowanie technologią, racjonalizm ustępuje miejsca religijnemu irracjonalizmowi. Polecam "Leftovers"
Więc może po prostu musieliśmy zmienić planetę, żeby nadal się rozwijać i być w stanie ujrzeć kiedyś piąty wymiar?
08-01-2017, 12:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2017, 12:59 przez patyczak.)
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,809
Liczba wątków: 5
(08-01-2017, 12:57)patyczak napisał(a): A nie chodziło o to, że pięciowymiarowi ludzie nijak nie mogli się z nami skontaktować (albo może mogli, ale my nie bylibyśmy w stanie zrozumieć tego kontaktu), mogli jedynie otworzyć ten tunel, żebyśmy sami sobie pomogli?
A może i tak było.
Nie pamiętam już za dobrze, a na powtórny seans się raczej nie zanosi.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
08-01-2017, 13:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2017, 13:21 przez Dr Strangelove.)
Nowy
Liczba postów: 2,012
Liczba wątków: 4
(08-01-2017, 10:01)Martinipl napisał(a): ...czy głupoty w postaci najmniej użytecznego kształtu robota ever.
Ale że do robota musiałeś się doczepić na koniec? Ech, nie dogodzisz ludziom;) Jakby zrobili humanoida to by narzekali, że "znowu robot humanoid, jakby nie można było niczego ciekawszego wymyślić".
(08-01-2017, 12:57)patyczak napisał(a): przez cały seans słyszymy o tym, że człowiek jako gatunek powinien być pionierem, odkrywcą, powinien cały czas się rozwijać.
I kochać. Nie zapominajmy o love, to jest w tym filmie najważniejsze:P Wszystkie nieścisłości logiczne są wyjaśnione tym, że love. Powtarzam, w filmie jest specjalna ekspozycja, która dokładnie to tłumaczy, a niektórzy wciąż mają jakiś problem z "wielowymiarową pętlą czasową"...
08-01-2017, 14:16
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2017, 14:16 przez und3r.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Faktycznie, masz rację, tam było coś o miłości.
To zmieniam ocenę na 2/10.
08-01-2017, 14:29
|