(01-08-2014, 23:25)PropJoe napisał(a): Przyznaję, że o fabule niewiele wiem, ale ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego Mefiu jest potrzebny? NASA nie ma astronautów na etatach?
A drugi trailer się oglądało? Jego pierwsza scena mówi czemu chcą Mefiu...
Oglądało, oglądało... Chodzi o to, że jest "well-educated" i jest pilotem i inżynierem w jednym?! Myślałem, że mają lepsze wymagania przy misjach ratujących świat.
Piękny trailer. Bardzo mi się podoba Ale ja jestem prawie takim samym fanbojem Nolana tutaj jak Lawrence więc żaden ze mnie wyznacznik
(30-07-2014, 19:58)Crov napisał(a): Juby, bez hejtów, bo Christopher Nolan się dowie i cie przestanie lubić! Przecież jesteśmy po tej samej stronie!
A zwiastun piękny. Najlepszy jaki widziałem. Czekam na ten film, na pewno dostanie mnóstwo Oscarów - zwłaszcza technicznych. Ale nie tylko, bo przecież Nolan jest ekstra, wiec na pewno go nominuja, bo jak nie? Ogolnie oczywista rzecz, że na premierę ide pierwszy w kolejce. Ba! Jak będą pokazy przed premierowe to ide od razu.
Zapiszczie w kalendarzu, bo recenzje zrobie raz dwa po obejrzeniu!
Ej Crov, myślałeś kiedyś czy by nie wysłać Nolanowi swoich etiud? Sądzę, że mógłby Ci dać trochę cennych wskazówek co jest dobrze, co źle i co poprawić
(30-07-2014, 20:33)Bogdan napisał(a): Nie widziałem wcześniejszych zwiastunów, ale ten mnie nie porwał. Owszem, ma to ładne zdjęcia i na pewno będzie cieszyć oko, ale mam wrażenie, że poziom patosu będzie tak wysoki, że aż cholernie męczący. Taka końcówka Incepcji z "Time" w tle w pełnometrażowej wersji.
Kurczę no, ja lubię patos. Nic na to nie mogę poradzić. Generalnie "patos" i "pretensjonalność" to są dwie cechy sztuki szeroko uznawane za wady, ale mi rzadko one przeszkadzają. Albo inaczej: jeśli już coś w jakimś filmie mi przeszkadza to prawie nigdy nie jest to któraś z tych dwóch rzeczy (poza klinicznymi przypadkami w rodzaju przemówienia prezydenta z Independence Day).
(31-07-2014, 00:52)Lawrence napisał(a): A tak na zakończenie to sam nie wiem co sądzić o tym całym hejterstwie i trollingu ze strony co niektórych? I pewnie jako argument zostanie podany mój fanboizm, ale nie wiem, tyle powstaje seuqueli, remake'ów, same tylko adaptacje komisków, ale jakoś uczepiono się reżysera i filmu, który przynajmniej próbuje opowiedzieć jakieś nowe historie z nowymi bohaterami. Trochę to smutne i niepojęte...
Też tego nie czaję. Guardians of the Galaxy pewnie lepsze
(31-07-2014, 09:28)Negatywny napisał(a): Nie wiem, może jestem za stary/za młody, może dodałbym po 3 lens flary do każdego ujęcia, kosmitkę z 3ma cyckami, z 5 wybuchów i chociaż przelot przez pole asteroidów albo fajną mgławicę, do tego bohatera który strzela pierwszy a nie wali smutne pogadanki córce - bo to co widzę zapowiada mega nudę - do tego stopnia, że nie sposób obejrzeć cały zwiastun w międzyczasie nie czytając newsów na pudelku i instrukcji od pralki...
Jesteś za stary.
(31-07-2014, 11:39)Craven napisał(a): Czy możliwe, że totalnie lecą w kulki i to jest wstępny render zakrywający humanoida?
Nie no, raczej nie.
(31-07-2014, 14:54)simek napisał(a): O tym jak przejebanie mieć wypadek w kosmosie, o jego bezwzględności, zabójczych warunkach, pięknie i takich tam bzdetach. Dla mnie ta cała przemiana jest drugorzędna, pojawia się tylko po to, żeby nie mieć wrażenia oglądania filmu dokumentalnego i bohaterki bez żadnej historii.
Bez jaj. "Grawitacja" to banalna bajeczka o powtórnym odkryciu siebie po traumie, mówi to wszystko: od tytułu po ostatnie ujęcie. Nie jest to nic złego, oczywiście, ale olewanie tego faktu na rzecz "surowości" filmu jest... no, błędne. Zresztą zupełnie nie rozumiem tego wynoszenia "surowości" jako wartości samej w sobie. Surowy to może być kotlet.
A z tego co pamiętam to tak, było chyba tak, że Cuaron z synem najpierw napisali scenariusz survivala dziejącego się na Ziemi, a potem przenieśli akcję w kosmos. Ale pewien nie jestem, nigdzie nie mogę teraz znaleźć informacji na ten temat.
(31-07-2014, 14:59)Snappik napisał(a): Wiecie czego najbardziej się boję? Że wyjdzie z tego drugi Prometeusz.
Nie sądzę. O scenariuszach Nolana i jego brata można mówić różne rzeczy, ale nie to, że mają jakieś mega wielkie dziury logiczne, które są jakoś strasznie widoczne. To są jednak, w większości, dość spójne historie (w przypadku Incepcji aż za). Lindelof przy Interstellar, z tego co wiem, nie dłubał
(02-08-2014, 19:51)patyczak napisał(a): wygląda to strasznie komputerowo - jak te planety z surowcami z pierwszego Mass Effecta.
A nie drugiego?
(02-08-2014, 20:35)Mierzwiak napisał(a): Z fragmentów Interstellar przebija znajomy chłód, ale nie jest to stylowy chłód jak u Kubricka, tylko chłód rzemieślniczy, solidna robota ale pozbawiona tego czegoś, co łechta gałki oczne i każe obejrzeć raz jeszcze, takie to cudne. No ale zobaczymy.
Zgadzam się. Z dotychczasowych zwiastunów nie wynika jakoby Nolan nauczył się w końcu opowiadać obrazem (poza krótkim momentem jak Mefiu mówi, że kiedyś patrzyliśmy w gwiazdy, teraz pogrążył nas żwir i widać ciężarówkę zabrudzoną żwirem ) i wygląda na to, że kolejny raz dialogi, a nie obrazy, będą głównym środkiem przekazywania informacji fabularnych. Ech...
(31-07-2014, 10:06)simek napisał(a): Z łaski nie powołałem się na 2001, bo to nie ta półka, ale różnica jest taka, że jakby Odyseję robił Nolan to zaczynałaby się pewnie godzinnym fragmentem w którym astronauci są w domach z rodzinami i gadają o odkrytym na księżycu Monolicie, podniosłe gadki o wielkiej misji dla ludzkości i łzy rozpaczy, że pewnie nie wrócą.
Raczej godzinnymi scenami dialogowymi, w których postacie gęsto tłumaczyłyby sobie nawzajem czym jest Monolit, kto go zostawił, ile ma lat, jak się do niego dostać itp. To jest właśnie problem z Nolanem - ekspozycje w jego filmach są tak gęste, że nie zostawiają w ogóle miejsca na żadną tajemnicę... To już Abrams pod tym względem jest 1000 razy lepszy.
A jeśli chodzi o moje wrażenia - to moim zdaniem wszyscy jesteście w błędzie Wy naprawdę spodziewacie się po tym filmie optymistycznego s-f z tradycji Spielberga i Abramsa?
Ja tego zupełnie nie czuję - wydaje mi się właśnie, że będzie tu znacznie więcej incepcyjno-prestiżowych myków i twistów niż się spodziewacie. Jakoś zupełnie nie czuję "doniosłości" tej misji, na którą udaje się gł. bohater - w zwiastunie brak jest scen z wielkimi masami ludzi, którzy wpatrują się w telewizory w start rakiety czy prezydenta USA wygłaszającego przemówienie. Mam wrażenie, że ta historia będzie znacznie bardziej osobista i w znacznie większym stopniu opowiedziana z subiektywnej perspektywy głównego bohatera niż wam się wydaje.
To by wyjaśniało dlaczego tak dużą rolę postawiono na relacje rodzinne. Mam przeczucie, że w odległych partiach kosmosu głównego bohatera czeka sporo gier z rzeczywistością, wymiarami czy nawet podróżami w czasie (w końcu Kip Thorne to fizyk teoretyczny, a w pierwotnej wersji scenariusz miał poruszać motyw czarnych dziur, czy nie tak?). Tak sobie myślę, że całkiem możliwe, że w kosmosie spotka jakieś obce odpowiedniki swoich dzieci czy może kosmici chcąc na niego wpłynąć będą próbowali jakoś igrać z jego uczuciami. Dlatego tak wiele miejsca poświęcone będzie wątkom rodzinnym na początku filmu.
Generalnie na razie widzę w tej historii znacznie więcej Stanisława Lema/"Kontaktu"/Incepcji/Prestiżu niż Spielberga czy Abramsa. Ale zobaczymy.
02-08-2014, 22:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-08-2014, 22:28 przez Rodia.)
Cytat:Wy naprawdę spodziewacie się po tym filmie optymistycznego s-f z tradycji Spielberga i Abramsa?
Oczywiście, że nie. To będzie pesymistyczne, mroczne s-f, skierowane do subkultury gimnazjalnej - tzw. gotów. Nolan potwierdził to w jednym z ostatnich wywiadów. Nie słyszałeś?
02-08-2014, 22:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-08-2014, 22:47 przez Mental.)
(02-08-2014, 22:24)Rodia napisał(a): A jeśli chodzi o moje wrażenia - to moim zdaniem wszyscy jesteście w błędzie Wy naprawdę spodziewacie się po tym filmie optymistycznego s-f z tradycji Spielberga i Abramsa?
Ja tego zupełnie nie czuję - wydaje mi się właśnie, że będzie tu znacznie więcej incepcyjno-prestiżowych myków i twistów niż się spodziewacie.
Jedno nie wyklucza drugiego. Atrakcji i pewnych twistów w drugiej połowie na pewno nie zabraknie, ale to wcale nie przekreśla lekkiego klimatu Spielberga, starego kina familijnego i filmu nastawionego głownie na całą tę otoczkę wokół astronautyki i odkrywania nieznanego. Czyli coś co wyraźnie jest przynajmniej częścią zamierzeń Nolana.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
Cytat:Zgadzam się. Z dotychczasowych zwiastunów nie wynika jakoby Nolan nauczył się w końcu opowiadać obrazem
Ale jak to nie umie? Albo co przez to rozumiesz? Ten chłód i beznamiętność mogą nie zachwycać, ale ja np. tu widzę jakąś świadomą metodę i wizję, która zawsze dopełnia fabułę i kreuje atmosferę filmu i po prostu coś opowiada. Obraz u Nolana jest ważny Twój przykład ze żwirem chyba dość mocno ogranicza pojęcie "opowiadanie obrazem".
(02-08-2014, 23:12)patyczak napisał(a): Obraz u Nolana jest ważny
Weźmy prolog The Dark Knight z napadem na bank. To jest świetna scena i tylko świetna, a mogła by być genialna, gdyby pierwszym padającym w niej dialogiem były słowa Fichtnera i odpowiedź Jokera gdy zdejmuje maskę. Zamiast tego mamy tłumaczenie widzowi tego co widzi na ekranie i kompletnie nierealistyczne dialogi uczestników całej akcji.
No to może Nolan nie potrafi opowiadać filmu dialogiem, a nie obrazem.
Rozumiem, że chodzi wam po prostu o to, że jeżeli coś można pokazać samym obrazem albo słowem, to Nolan wybiera słowo. Ok. Mnie chodzi o to, że Nolan może na tym podstawowym poziomie faktycznie tak robi, ale opowiadanie obrazem nie ogranicza się do takiego konkretnego, klarownego wyboru. Ten realizm, chłód, sterylność, pewnego rodzaju pustka, brak emocji, jakiegoś ciepła, liryzmu - to wszystko składa się przecież na bardzo wyjątkowy i charakterystyczny obraz. I ten obraz jest opowieścią dopełniającą scenariusz i zawsze coś mówi.
Czasem wręcz za dużo (Gotham rażące pustymi, wymarłymi ulicami, podkreślane tymi beznamiętnymi zdjęciami Pfistera, jakby reżyser chciał zrobić z tą pustką coś podobnego co Aronofsky w Noe, znaczy zamienić opowieść o Batmanie w jakiś mit), bo Nolan lubi być łopatologiczny również w opowiadaniu obrazem, ale jednak robi to na tyle ciekawie, że nie mogę się zgodzić z zarzutem, jakoby nie umiał nim operować
A to, że Nolan jest łopatologiczny... No jest, ale czy to neguje wartość obrazu w jego filmach? Bo jak dla mnie, to nie są dwie przeciwstawne strony jednej monety
(01-08-2014, 23:25)PropJoe napisał(a): Przyznaję, że o fabule niewiele wiem, ale ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego Mefiu jest potrzebny? NASA nie ma astronautów na etatach?
Czy Mefiu jest im potrzebny.. hm sam nie wiem - jego 'angaż' w scenariuszu mnie nie przekonał.
Co do twojego ostatniego pytania - o ile Nolan tego nie zmienił i jeśli jesteś ciekawy to:
[spoiler= odnośnie NASA] NASA w tym świecie już nie istnieje[/spoiler]
Eh.. W ogóle Nolan w tych trailerach słabo prezentuje świat przedstawiony. Niby jest pokazany jego dystopijny charakter, ale... mało z tego wynika.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
03-08-2014, 00:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-08-2014, 00:34 przez zombie001.)
(03-08-2014, 00:33)zombie001 napisał(a): Eh.. W ogóle Nolan w tych trailerach słabo prezentuje świat przedstawiony. Niby jest pokazany jego dystopijny charakter, ale... mało z tego wynika
No więc właśnie. Tego się obawiam. On nigdy nie umiał przedstawiać swoich światów. Chyba najlepiej mu to wyszło w "Batman Begins", ale ekstraklasa żadna też to nie była. Najgorsza pod tym względem była "Incepcja" - nawet po pierwszym obejrzeniu, po którym dałem temu filmowi 9/10 raziła mnie przezroczystość tego świata (tzn. tego świata w domyśle "prawdziwego", pierwszego, tego z którego bohaterowie potem schodzą na kolejne poziomy śnienia). To niby miał być cyberpunk, ale jakiś taki niedojebany Jakieś niby wieżowce tam były, jakieś miasta, jakieś wojny korporacji... ale wizualnego stylu nie miało to za grosz. I żaden z filmów Nolana tego stylu nie ma. Co prowadzi do...
(02-08-2014, 23:18)Mierzwiak napisał(a): Weźmy prolog The Dark Knight z napadem na bank.
Bardzo dobry przykład. Zgadzam się w 100%.
Ja bym dodał tutaj praktycznie całe TDKR - no w tym filmie Nolan osiągnął już absolutny szczyt dialogowej łopatologii. Tam nie ma minuty, żeby ktoś czegoś nie mówił i nie tłumaczył fabuły! Jeeeezus Maria... a potem ludzie narzekają, że za fabułami Nolana nie można nadążyć. No nie można, bo bohaterowie cały czas wysrywają kolejne informacje fabularne w dialogach, a zanim się to przetworzy w głowie to znowu coś napierdalają i znowu jest inaczej
Otwierająca scena TDKR to jest pod tym względem po prostu totalne kuriozum:
(02-08-2014, 23:12)patyczak napisał(a): Obraz u Nolana jest ważny
Yyyy, no nie wiem. Rozmach jest ważny. Przestrzeń jest ważna. Otoczenie czasem też jest ważne - jeśli ma znaczenie dla fabuły. Ale tylko tyle.
U Nolana otoczenie i obraz mają służyć fabule, postaciom i dialogom. Nic więcej. No i spoko, niech tak będzie (na pewno wolę takie podejście niż odwrotne, które możemy spotkać np. u późnego Ridleya Scotta albo Michaela Baya), ale to nie tak powinno wyglądać. Obraz powinien iść w tandemie z historią, współgrać z nią. A nie być dziwką do wykorzystania.
Co przez to rozumiem? Wykorzystanie medium jakim jest kino, środkami jakimi dysponuje - obrazem, kolorem, perspektywą, ruchem kamery - do opowiedzenia historii. Zauważ, że nie mówię o montażu, muzyce, aktorstwie, zdjęciach nawet - to nie są narzędzia wizualne i w ich operowaniu Nolan akurat od zawsze był mistrzem.
Ale wizualnie? Jego filmy to mega sztampa. Otoczenia bohaterów zostają sprowadzone do pustych aren, na których postacie do siebie gadają, strzelają albo ganiają się. Kolor, ruch kamery - Nolan zupełnie z tych narzędzi nie korzysta. Nigdy tego nie umiał i już się pewnie nie nauczy. No trudno. I tak go lubię On zawsze był bardziej pisarzem niż malarzem - a tego typu kino wymaga jednak pewnego takiego malarskiego wyczucia.
(02-08-2014, 23:12)patyczak napisał(a): Ten chłód i beznamiętność mogą nie zachwycać, ale ja np. tu widzę jakąś świadomą metodę i wizję, która zawsze dopełnia fabułę i kreuje atmosferę filmu i po prostu coś opowiada.
Nie za bardzo wiem, gdzie w filmach Nolana jest chłód i beznamiętność. Chyba, że to, co dla Ciebie jest celowo beznamiętne dla mnie jest niecelowo bezpłciowe Chłodny i beznamiętny to jest Kubrick - gość, którego rękę jestem w stanie rozpoznać praktycznie po jednym kadrze. Chłodny jest Michael Mann.
Nolan nie jest chłodny. Jest przezroczysty. Klimat i atmosfera jego filmów już jakiś czas temu utknęły na poziomie między PG-13 a R. Tam nic cięższego nie znajdziesz. No chyba, że dla Ciebie za chłód starczy fakt, że zdjęcia są realistyczne, nie ma żadnych abstrakcji ani metafor, bohaterowie zachowują się (w zamyśle) też realistycznie i noszą garniaki, a historie dzieją się w nowoczesnych metropoliach
Swoją drogą, Nolan powiedział, że jego inspiracjami dla "Interstellar" były Star Wars, 2001 i Blade Runner (nie za bardzo wiem jak można robiąc jeden film inspirować się jednocześnie Star Warsami i Blade Runnerem, no ale dobra) - trzy POTĘŻNE wizje wizualne, w każdej z których obraz odgrywał OGROMNĄ rolę, a każdy z tych filmów miał niesamowicie skutecznie i sugestywnie pokazany fikcyjny świat. W przypadku BR kluczowe informacje o Los Angeles AD 2019 mamy już w pierwszym UJĘCIU, w A New Hope zresztą też.
Więc jeśli mając takie inspiracje Nolan znowu nie nakręci filmu, który by w ciekawy, zapadający w pamięć sposób eksponował jego wymyślony świat to już nigdy tego nie zrobi
Paradoksalnie, o wiele lepsze pod tym względem były jego wczesne filmy - Following, Memento, Insomnia. Te filmy były "jakieś", czuło się je, miały swój specyficzny klimat.
(02-08-2014, 23:19)patyczak napisał(a): Ten realizm, chłód, sterylność, pewnego rodzaju pustka, brak emocji, jakiegoś ciepła, liryzmu - to wszystko składa się przecież na bardzo wyjątkowy i charakterystyczny obraz. I ten obraz jest opowieścią dopełniającą scenariusz i zawsze coś mówi.
Ja serio nie widzę u Nolana nic wizualnie charakterystycznego. Kiedyś tak, teraz nie.
(02-08-2014, 23:19)patyczak napisał(a): Czasem wręcz za dużo (Gotham rażące pustymi, wymarłymi ulicami, podkreślane tymi beznamiętnymi zdjęciami Pfistera
To całe zaśnieżone niby Gotham z końcówki TDKR to jest tak niewykorzystany potencjał, że głowa mała. Przecież ten śnieg tam jest tak niedojebany, że można się za łeb złapać. Pada jakby chciał, ale nie mógł, niby go trochę jest, ale tak naprawdę równie dobrze mogłoby nie być. Jest tam tylko po to, żeby pokazać ile czasu upłynęło od pokonania Batmana przez Bane'a - i to jest bardzo dobry przykład podejścia Nolana do tego co pokazuje na ekranie. "Ok, słuchajcie - minęło pół roku od ostatnich wydarzeń i musimy pokazać, że się pora roku zmieniła. Dajcie trochę śniegu". Nie "dajcie śnieg, w huj śniegu, dajcie zajebistą śnieżycę bo na jej tle Batman będzie zajebiście wyglądać!" tylko "dajcie trochę śniegu, bo potrzebne nam to do fabuły".
Wyobraź sobie jak niesamowicie mogłaby wyglądać końcowa rozpierducha w TDKR pod biblioteką w Pittsbur... znaczy pod tym budynkiem, gdzie Talia czeka w podmuchach zlodowaciałego, spiętrzonego w białe ściany śniegu, jak niesamowicie na tym tle wyglądałby Batman. I coś takiego można by zrobić, a najlepiej cały film w zimę jako homage do Batman Returns. A nie kręcić końcową bitwę na pięści w Pittsburghu w lato ze sztucznym śniegiem po bokach
(02-08-2014, 23:19)patyczak napisał(a): A to, że Nolan jest łopatologiczny... No jest, ale czy to neguje wartość obrazu w jego filmach? Bo jak dla mnie, to nie są dwie przeciwstawne strony jednej monety
Neguje pod tym względem, że jak jesteś łopatologiczny to prawdopodobnie właśnie na żadne wizualne sztuczki się nie zdecydujesz bo wolisz wszystko wyłożyć w dialogach. A to nie jest tak, że filmy, w których postacie dużo gadają muszą być automatycznie przezroczyste reżysersko - że polecę klasyką europejską, obejrzyj sobie filmy Felliniego, "8 1/2" np. albo "La Dolce Vita". Dwa filmy, w których praktycznie cały czas ktoś gada - a jednocześnie każdy kadr coś przekazuje i oglądając te filmy cały czas musisz myśleć.
03-08-2014, 02:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-08-2014, 03:07 przez Rodia.)
(03-08-2014, 02:48)Rodia napisał(a): To niby miał być cyberpunk, ale jakiś taki niedojebany Jakieś niby wieżowce tam były, jakieś miasta, jakieś wojny korporacji... ale wizualnego stylu nie miało to za grosz.
O tym były już dyskusje, ale dla wielu Incepcja ma swój wyrazisty styl i klimat, po prostu nie jest to taka typowo oczojebna, halucynogenna stylistyka, której zazwyczaj spodziwamiy się po kinie ze snami. Tam właśnie była ta specyficzna "chłodność", która nadawała temu filmowi pewną subtelną oniryczność. To była taka oniryczność na pograniczu gry komputerowej, matrixa, a orwelloweskiej wizji, ale była wyczuwalna i jak dla mnie pasowała świetnie do tego filmu. Nie jest to Paprika czy inna senna mara, ale nie jest też bez własnych zalet. Incepcja jak dla mnie ma bardzo rozpoznawalną tożsamość wizualną, nawet jeżeli nie przedstawia żadnych odrealnionych fajerwerków.
Po drugie - kłóciłbym sie czy to miałbyć w zamierzeniu Cyberpunk. W Incepcji background świata nie ma znaczenia. I nawet powiedziałbym, że to lepiej dla filmu - bo takie osadzenie akcji w ciężkim do zdefiniowania "bezczasowie", tylko bardziej podkreślą tę chłodną onirczność i tematykę filmu. Nie sądzę by Incepcji pomogły w prologu jakieś Deus Ex'owe matte paintingi CGI miast i narracja z offu, że "it's the year 2025. The world is...". Ja nie miałem z tym żadnego problemu.
Cytat:Yyyy, no nie wiem. Rozmach jest ważny. Przestrzeń jest ważna. Otoczenie czasem też jest ważne - jeśli ma znaczenie dla fabuły. Ale tylko tyle. U Nolana otoczenie i obraz mają służyć fabule, postaciom i dialogom. No i spoko, niech tak będzie (na pewno wolę takie podejście niż odwrotne, które możemy spotkać np. u późnego Ridleya Scotta albo Michaela Baya), ale to nie tak powinno wyglądać. Obraz powinien iść w tandemie z historią, współgrać z nią. A nie być dziwką do wykorzystania.
Co przez to rozumiem? Wykorzystanie medium jakim jest kino, środkami jakimi dysponuje - obrazem, kolorem, perspektywą, ruchem kamery - do opowiedzenia historii. Nie mówię o montażu, muzyce, aktorstwie, zdjęciach nawet - to nie są narzędzia wizualne i w ich operowaniu Nolan akurat od zawsze był mistrzem.
Ale wizualnie? Jego filmy to mega sztampa. Otoczenia bohaterów zostają sprowadzone do pustych aren, na których postacie do siebie gadają, strzelają albo ganiają się. Kolor, ruch kamery - Nolan z tych narzędzi nic nie wykorzystuje. Nigdy tego nie umiał i już się pewnie nie nauczy. No trudno. I tak go lubię On zawsze był bardziej pisarzem niż malarzem - a tego typu kino wymaga jednak pewnej takiej malarskiej wrażliwości.
Z tym co piszesz jest taki problem, że z jednej strony racja, że gdyby wziąć pod lupę poszczególne elementy Nolanowskiej reżyserii, to rzeczywiście można byłoby sie do pewnych rzeczy przyczepić, bo raz, że facet nie jest Alfą i Omegą, a dwa, że nigdy nie należał do tych reżyserów, którzy słyną z manipulowaniem obrazem, jak choćby Scott dla przykładu. ALE, mimo wszystko pudłem byłoby powiedzieć, że jego filmy do wizualna sztampa. W prawie każdym jego tytule były rzeczy, na których można było oko zawiesić, część z nich wynikała właśnie bezpośrednio z jego stylu. Insomnia była idealnie chłodna i przytłaczająca jednocześnie, świetnie współgrając z fabułą. Prestiż do ładnych obrazków nie aspirował, bo to nie taki film, a jednak pewną mroczną, bizzaro powłoczkę tego wiktorańskiego świata zwariowanych magików i idący z tym klimat i kadry, udało się przekazać. BB wiadomo. TDK ma w sobie mnóstwo świetnych ujęć i wykorzystanie Chicago, zarówno za dnia jak i w nocy, a także porządne osadzenie postaci w lokacjach (scena przesłuchania chociażby). O Incepcji pisałem wyżej. Nawet ten nieszczęsny Rises, miał kilka fajnych pomysłów, mimo, że był zrealizowany w najbardziej bezpłciowym środowisku. Do tego dochodzi też pewien rozmach jego filmów, to że jest bardzo "on hands" reżyserem, który woli kręcić w realu, niż w środowisku CGI i potrafi być przy tym pomysłowy (patrz - scena walki w korytarzu w Incepcji).
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon
03-08-2014, 03:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-08-2014, 03:19 przez Cator.)
(02-08-2014, 23:18)Mierzwiak napisał(a): Weźmy prolog The Dark Knight z napadem na bank. To jest świetna scena i tylko świetna, a mogła by być genialna, gdyby pierwszym padającym w niej dialogiem były słowa Fichtnera i odpowiedź Jokera gdy zdejmuje maskę. Zamiast tego mamy tłumaczenie widzowi tego co widzi na ekranie i kompletnie nierealistyczne dialogi uczestników całej akcji.
Chcesz mi powiedzieć, że prolog mógłby się odbyć bez wymiany zdań przy sejfie i bez tekstów "Założę się, że Joker kazał ci mnie zabić..." - "Nie, ja ma zabić kierowcę autobusu."? Owszem, w tej scenie jest sporo zbędnego tłumaczenia (teksty w samochodzie i na dachu, które tłumaczą nam kim jest Joker i czemu podobno się maluje) ale od krzyków clownów: "Ręce do góry, głowy w dół" wszystkie teksty są uzasadnione. Ewentualnie pytanie o to czy strażnikowi skończyła się amunicja było zbędne ale pokazało rannemu clownowi, że ten drugi ma gdzieś jego życie, co w połączeniu z misją zabicia kolesia od rozbrojenia sejfu uświadomiło mu, że on też ma zginąć.
Ta scena w twojej wersji nie byłaby genialna ani nawet lepsza od gotowej z filmu. Clowni, którzy nie mówiliby nic do ludzi w banku ani do siebie byliby bardziej naturalni niż mówiący za dużo? Poza tym oglądać ten prolog nigdy nie zwróciłem uwagi na to, że dialogi są "nierealistyczne".
Cytat:Yyyy, no nie wiem. Rozmach jest ważny. Przestrzeń jest ważna.
Cytat:Zauważ, że nie mówię o montażu, muzyce, aktorstwie, zdjęciach nawet - to nie są narzędzia wizualne i w ich operowaniu Nolan akurat od zawsze był mistrzem.
No, ale ten rozmach i przestrzeń to właśnie składowe obrazu. Obraz to nie tylko kolor, to także, np. brak koloru. I jak można wydestylować to pojęcie obrazu, odcinając je od montażu czy zdjęć? I jak to, nie są narzędziami wizualnymi?
Cytat:Ale wizualnie? Jego filmy to mega sztampa. Otoczenia bohaterów zostają sprowadzone do pustych aren, na których postacie do siebie gadają, strzelają albo ganiają się.
Dla ciebie sztampa, a dla mnie jeden z najciekawszych wyróżników nolanowego stylu. Porównujesz Nolana z Scottem i faktycznie jest różnica między Los Angeles z Blade Runnera a Gotham City. To pierwsze jest puste, a LA, można by rzec, pełne. Rozbuchane, efektowne, pełne charakteryzujących je szczegółów. I to jest wspaniałe. Ale nie rozumiem czemu ta pustka u Nolana ma być traktowana jako brak? Czy jedynym wyznacznikiem tego jak ma wyglądać miasto s-f ma być Łowca androidów? Nolan odrealnia miasto nie za pomocą dekoracji i scenografii, ale tą swoistą sterylnością. I do mnie to przemawia bardzo mocno.
Cytat:Nie za bardzo wiem, gdzie w filmach Nolana jest chłód i beznamiętność. Chyba, że to, co dla Ciebie jest celowo beznamiętne dla mnie jest niecelowo bezpłciowe
Widocznie
Cytat:Nolan nie jest chłodny. Jest przezroczysty. Klimat i atmosfera jego filmów już jakiś czas temu utknęły na poziomie między PG-13 a R. Tam nic cięższego nie znajdziesz. No chyba, że dla Ciebie za chłód starczy fakt, że zdjęcia są realistyczne, nie ma żadnych abstrakcji ani metafor, bohaterowie zachowują się (w zamyśle) też realistycznie i noszą garniaki, a historie dzieją się w nowoczesnych metropoliach
Dla mnie za chłód świadczy fakt, że u Nolana nie ma malarskości (to nie jest wcale zarzut), przestrzenie rażą pustką, wszystko jest takie sterylne. Też to, że takie historie dzieją się w tylko nowoczesnych metropoliach. Mnóstwo osób czepia się Incepcji, że brak tam surrealizmu, dla mnie to jest najlepsze - Nolan pokazał w śnie zwyczajną metropolię. To samo w przypadku Gotham. Ale przez sposób w jak przedstawił te miasta i przez nasze oczekiwania w stosunku do gatunku filmów i historii w nich przedstawionych, też stają się w jakiś sposób odrealnione.
A Nolan jest w pewien sposób przezroczysty, jeżeli postawi się go obok np. Scotta właśnie. Ale to fascynująca przezroczystość. Używamy tego słowa wtedy gdy chcemy powiedzieć, że film wygląda tak przeciętnie jak cała reszta, nie ma w nim nic, co pozwoliłoby go odróżnić w warstwie wizualnej od innych. A ja mam wrażenie, że większość kadrów czy do Batmana czy Incepcji jest tak charakterystycznie Nolanowych, że spokojnie można je rozpoznać wyrwane z kontekstu. Ze względu na rzeczy, które sam wymieniasz, choć o dziwo jako zarzuty.
Nolan może więcej odejmuje niż dodaje, ale przecież to też jakieś wyjście. Tak, Nolan pewnie nie nakręci filmu, w którym jakoś lepiej wyeksponuje wymyślony świat, bo nie jest on takim kreatorem jak Scott, Cameron czy Jackson. Ale czy musi być? A czy "opowiadanie obrazem" ogranicza się tylko do umiejętności stworzenia jakiejś wyjątkowej, zapierającej dech w piersiach scenografii?
Cytat:Dwa filmy, w których praktycznie cały czas ktoś gada - a jednocześnie każdy kadr coś przekazuje i oglądając te filmy cały czas musisz myśleć.
Tak, przekazuje, metafory i takie tam. Każda scena. Rozumiem Tylko, że to jest najprostsze rozumienie "opowiadania obrazem" (choć może jest gdzieś jakaś konkretna definicja, ale nie wydaje mi się - to chyba bardzo szerokie i płynne pojęcie). To tak jakby ceniło się tylko realistyczne malarstwo barokowe, a prychało na abstrakcję.
Nolan nie zmusza nas każdą sceną do myślenia, nie rzuca nam wizualnych metafor, nie zachwyca kreacją jak wyżej wymienieni reżyserzy. Nie jest po prostu efektowny, ale jest jakiś Nie mówi obrazem wprost jak Fellini, nie przekształca tekstu w obraz jak jakiś magiczny translator, ale z tego co tu piszecie wynika, że obraz jest dla niego całkowicie nieważny i że nie umie nim operować. A z tym się nie mogę zgodzić
I wszystko się rozchodzi o tą "bezpłciowość". Bo ja widzę tam chłód, sterylność, beznamiętność jako świadome wybory artystyczne, pozbawione może tej perfekcji Kubricka, ale i tak wybijające się ponad bezstylowe w większości blockbustery
(03-08-2014, 08:46)Juby napisał(a): Chcesz mi powiedzieć, że prolog mógłby się odbyć bez wymiany zdań przy sejfie i bez tekstów "Założę się, że Joker kazał ci mnie zabić..." - "Nie, ja ma zabić kierowcę autobusu."?
krzyków do klientów banku nie liczę, chodzi mi wyłącznie o dialogi między zbirami.
I masz rację, poprawka, bo zapomniałem o tym tekście: "Założę się, że Joker kazał ci mnie zabić" powinno być pierwszym dialogiem, w tym momencie dla każdego widza byłoby jasne, czego właśnie był świadkiem i dlaczego kolesie wzajemnie się zabijali.
Cytat:Clowni, którzy nie mówiliby (...) do siebie byliby bardziej naturalni niż mówiący za dużo?
Obejrzyj sobie Heat to zobaczysz jak wyglądają napady kręcone dla dorosłych
Cytat:Poza tym oglądać ten prolog nigdy nie zwróciłem uwagi na to, że dialogi są "nierealistyczne".
Nigdy nie robiłem w tej branży, ale kto w czasie dojazdu do banku rozmawia o tym, co będzie robić i jak podzielą się kasą? Ta scena jest tak żałośnie napisana, że akcja sprawia wrażenie spontanicznego napadu na sklep całodobowy, a nie skoku z obrobieniem mafii z jej całej (!!!) kasy. Postaci w tej scenie mówią do widza, nie do siebie. To nie jest rozmowa, tylko ekspozycja.
Drugi przykład - widzimy jedną parę zbirów, pada imię Joker. Cięcie i druga para zbirów kontynuuje dialog tamtej (WHAT?!) i pada pytanie "Dlaczego nazywają go Joker?". Serio? Przecież to jest zabieg z komedii romantycznych, gdzie facet rozmawia ze swoim kumplem o niej, a ona o nim ze swoją kumpelą, całość jest zmontowana naprzemiennie a dialogi tworzą jedną całość.
(02-08-2014, 22:24)Rodia napisał(a): Ej Crov, myślałeś kiedyś czy by nie wysłać Nolanowi swoich etiud? Sądzę, że mógłby Ci dać trochę cennych wskazówek co jest dobrze, co źle i co poprawić
Póki co wysłałbym mu tylko wąglik.
A potem dodał dużo patetycznych dialogów do moich filmów.
(02-08-2014, 22:46)Mental napisał(a):
Cytat:Wy naprawdę spodziewacie się po tym filmie optymistycznego s-f z tradycji Spielberga i Abramsa?
Oczywiście, że nie. To będzie pesymistyczne, mroczne s-f, skierowane do subkultury gimnazjalnej - tzw. gotów. Nolan potwierdził to w jednym z ostatnich wywiadów. Nie słyszałeś?
"Potwierdzam." - potwierdził Christopher Nolan na swoim panelu na Comic Con w San Diego. Źródło: Klik
03-08-2014, 13:17 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-08-2014, 13:40 przez Gal Anonim.)
Nolan ma problem z realizmem dialogów i właśnie w batmanach 2 i 3 najlepiej to widać, bo na tle pseudo-realizmu całej reszty niektóre brzmią wręcz komicznie. Weźmy np. wymianę zdań z Banem w samolocie, albo przemowę Gordona w szpitalu kiedy każe wszystkim (!) zejść do kanałów - serio? W Incepcji też znaczna część dialogów brzmi jak kierowana do widza, z tego co pamiętam kilka kwestii bohaterowie wypowiadają do siebie (myślą na głos w sytuacjach, w których nikogo przy nich nie ma).
W "Incepcji" gra jeszcze rezolutna hipsterka-studentka-z wymiany Elen Pejdź - jej symboliczne imię w połączeniu z realizmem gimnazjalnym produkcji kupiły mnie i stałem się zwolennikiem mrocznej twórczości Nolana.
Nowe hasło na wiki: "realizm gimnazjalny" - tendencja estetyczna, ukształtowana przez Christophera Nolana w okolicach 2005 roku w sztuce filmowej.
03-08-2014, 14:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-08-2014, 14:48 przez Mental.)
(01-08-2014, 19:27)Konrad napisał(a): Robot w trzecim trailerze pojawił się pięć razy:
To jakaś próba zbudowania hajpu i tajemnicy, czy co? Dwa razy, pięć razy, wszystko jedno, zieeew.
Nie chciałem, aby moja wiadomośc składała się głównie z odnośników do zwiastunów na YouTube'ie. Dlatego nawiązałem do tematu robota ze statku w "Interstellar", o którym wcześniej parę osób dyskutowało. Kadry z trzeciego trailera umieściłem w spoilerze, bo wtedy strona szybciej się wczytuje.
Wczoraj zauważyłem pewny detal w trzecim zwiastunie, który najprawdopodobniej ujawnia niemały spoiler z filmu. Szkoda, że to ujęcie pojawiło się w trailerze.
W "Interstellar" najprawdopodobniej pojawi się druga ekspedycja:
Kadr z drugiego trailera:
Kluczem do tej teorii nie jest tylko kolorystyka skafandru astronauty z trzeciego zwiastuna, ale przede wszystkim niewyraźne logo po prawej stronie - To nie jest znaczek statku pilotowanego przez Coopera. To może być logo np. misji związanej z planetą Saturn lub innej wyprawy.
04-08-2014, 10:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-08-2014, 11:05 przez Konrad.)
Zresztą jak ktoś ogląda trailery klatka po klatce i analizuje piksel po pikselu, żeby się jakichś spojlerów doszukać, to nie prościej przeczytać scenariusz?
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.