Interstellar (2014)
Przypomina mi się komentarz z youtube'a.

Scena w Shreku - przesłuchiwanie gadającego ciastka, książe kurdupel oświetla go lampą elektryczną i próbuje wyciągnąc zeznania.

komentarz1: "co za debilizm, lampa elektryczna w średniowieczu - głupi film!"

komentarz2: "czepiasz się lampy elektrycznej w filmie z gadającym ciastkiem?"

Przypominam że w Interstellar mamy kwantyfikację miłości dzięki której duch za szafą koduje równanie ratujące ludzkość, wysyłając samego siebie do miejsca w którym jest teraz.
Tak w sumie to zastanawia mnie też końcówka.

Jeśli McCounaghey jakimś cudem powrócił z czarnej dziury... obudził się w szpitalu na stacji... pierwsze pytanie jak on tam w ogóle trafił?
A drugie - po co leciał do Anne Hathaway. Czy nie powinno minąć od cholery czasu i Anne Hathaway nie byłaby już staruszką?
I musiał do tego wykraść jakiś stateczek, nie pozwoliliby mu odejść?

Rozbraja mnie też wasze podejście, że brak tlenu, słońca, skażona gleba i wszechobecna gigantyczna chmura pyłu wypełniająca powietrze - nie byłyby żadnym problemem.

Odpowiedz
(13-11-2014, 13:03)Capt. Nascimento napisał(a): Rozbraja mnie też wasze podejście, że brak tlenu, słońca, skażona gleba i wszechobecna gigantyczna chmura pyłu wypełniająca powietrze - nie byłyby żadnym problemem.

No ja próbowałem dyskutować z tym zakładając, że są to problemy w miarę prawdopodobnych i racjonalnych rozmiarów, a nie, że w 20 lat znikło słońce, tlen i gleba - to to bez kitu, jest już poważna sprawa Oczko

Albo i zupełnie nie poważna, zależy z której strony spojrzeć...
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
(13-11-2014, 13:03)Capt. Nascimento napisał(a): Scena w Shreku - przesłuchiwanie gadającego ciastka, książe kurdupel oświetla go lampą elektryczną i próbuje wyciągnąc zeznania.

komentarz1: "co za debilizm, lampa elektryczna w średniowieczu - głupi film!"

komentarz2: "czepiasz się lampy elektrycznej w filmie z gadającym ciastkiem?"

Przypominam że w Interstellar mamy kwantyfikację miłości dzięki której duch za szafą koduje równanie ratujące ludzkość, wysyłając samego siebie do miejsca w którym jest teraz.
Zarzuty wobec beznadziejnych planet odbijane są argumentem pt. "Ale to sci-fi z naciskiem na science", a zarzuty wobec bredni z tym science niemającymi nic wspólnego tym, że przecież to sci-fi z naciskiem na fiction.

Nie rozumiem. Może zdecydujecie się, czym w końcu jest ten film - realistycznym, przedstawiającym naukowe podejście do tematu obrazem, czy całkowitą fikcją, do której nie można podchodzić racjonalnie? Choć nie powinienem od nikogo tego wymagać, skoro nawet Nolan nie wiedział, co kręci.

Odpowiedz
Mierzwiak napisał(a):Zarzuty wobec beznadziejnych planet odbijane są argumentem pt. "Ale to sci-fi z naciskiem na science", a zarzuty wobec bredni z tym science niemającymi nic wspólnego tym, że przecież to sci-fi z naciskiem na fiction.

Ale to nie ja odbijałem zarzuty wobec beznadziejnych planet.

Mierzwiak napisał(a):Nie rozumiem. Może zdecydujecie się, czym w końcu jest ten film - realistycznym, przedstawiającym naukowe podejście do tematu obrazem, czy całkowitą fikcją, do której nie można podchodzić racjonalnie? Choć nie powinienem od nikogo tego wymagać, skoro nawet Nolan nie wiedział, co kręci.

Dla mnie sprawa jest prosta - Nolan wykazał się odrobiną wyobraźni tylko przy tunelu czasoprzestrzennym i czarnej dziurze.
Reszta jest dość banalna ale nadal ładna wizualnie i nieźle się to ogląda.

Film pokazuje pewne zjawiska fizyczne dobrze, ale jako całość jest zdecydowanie bliższy magii niż nauce.

Zdecydowanie nacisk jest na fiction i od razu po seansie o tym pisałem.

A Nolan jak to Nolan, chciał zrobić jednocześnie arcydzieło sci-fi i porywający dramat, nie wiedział kiedy skończyć i na czym się skupić - tak zamiast arcydzieła s-f wyszedł dobry popcornowy misz-masz.

Odpowiedz
(13-11-2014, 13:25)Mierzwiak napisał(a): Nie rozumiem. Może zdecydujecie się, czym w końcu jest ten film - realistycznym, przedstawiającym naukowe podejście do tematu obrazem, czy całkowitą fikcją, do której nie można podchodzić racjonalnie? Choć nie powinienem od nikogo tego wymagać, skoro nawet Nolan nie wiedział, co kręci.
To akurat w ciemno było wiadome, że będzie problemem Interstellar. Nolan ma po prostu taką przypadłość, że niezbyt umiejętnie i trochę pokracznie lawiruje między gatunkami i konwencjami. W drugim i trzecim Batmanie dysonans między realizmem (pozornym) a typowo komiksowymi akcjami był wręcz bolesny, tak jak teraz bolesne jest gwałcenie logiki na poziomie najprostszych założeń fabularnych w kontekście hard-sfowych wizualizacji zakrzywionej przestrzeni, konsultowanej z Kipem Thornem... Aż się chce wziąć Nolana za fraki i kazać wytłumaczyć jak to jest, że konsultuje z naukowcami ogólną teorię względności, a nie może skonsultować w sumie z kimkolwiek powodu konieczności opuszczania Ziemi, bo ten co wymyślił się nie trzyma kupy zupełnie.


Odpowiedz
(12-11-2014, 23:43)Arahan napisał(a): Nie wiem czy ktoś już to pisał, ale nie mogli hodować ziemniaków?

Serio? Co za różnica, skoro największym problemem dotyczącym Ziemii jest... brak problemów. Jakiś pył się od czasu do czasu przewinie, a tak to luzik. W jednej ze scen Chastain nie chce nawet dokładki, bo się tak najadła, a na stole w chuj jedzenia - ale tak, tak, mamy problem z głodem i to będzie ostatnie pokolenie na planecie xD
W dodatku przypominam, że bohaterowie samoistnie niszczą swoje zbiory - Jessica je podpala, a wcześniej Matthiew radośnie niszczy pół uprawy ganiając autem. Jeśli Nolan gdzieś w tym filmie poległ, to właśnie na przedstawieniu ziemskiego padołu.

Natomiast kompletnie nie rozumiem czepiania się wyglądu innych planet, skoro:
a) te które odwiedzają zostały wybrane tak, żeby w taki czy inny sposób stanowić ostoję dla ludzi, ergo być im w jakiś sposób "znajome", "przyjazne", a nie świecić się jak psu jaja i Avatarowi dżungla.
b) fun fact: zdecydowana większość planet jest do siebie podobna - wbrew pozorom wszechświat to nie jest chuj wie jaka kolebka różnorodności, żeby jako przykład podawać screeny z Final Fantasy i Star Wars, Mierzwiaczku zaślepiony hejtem; przeważają albo gazowe, trudne w ogóle do ogarnięcia planety albo lodowo-skalne powierzchnie, więc naprawdę nie wiem co Nolan miałby tu dojebać, żeby forumowe trolle mogły mówić o satysfakcji. Chyba kurwa nie wiem, most z tęczą zwieńczonym pierdolonymi Care Bears - oczywiście na tle 300 księżyców. Wtedy byłoby oryginalnie i z fantazją.

Inna sprawa, że na zdrowy rozum cała misja Interstellar jest o kant dupy, skoro tuż "za rogiem" mamy Marsa, którego wystarczyłoby odpowiednio przystosować (i co w sumie już powinniśmy robić, ale przecież lepiej jest wywalać kasę na skoki z orbity czy ratowanie Afryki - serio, jako ludzkość zasługujemy, wręcz prosimy się o wyginięcie), a "ciutkę" dalej m.in. Io i parę innych, interesujących brył orbitalnych. No ale wtedy nie byłoby filmu - dodajmy typowo przygodowego, a nie strikte naukowego. Ta obecność Thorne'a to przecież czysty PR i jedynie skromne ubezpieczenie możliwości, że nie przeskoczymy rekina za bardzo, utrzymując jakąś tam realistyczność naukową - dokładnie tak jak z Batmanem, który mimo całego realizmu dalej jest jedynie kolejną przygodówką o facecie w trykocie. Osobom, które mają z tym wyraźny problem zalecam aspirynę, lewatywę i zwykłe olanie tego tematu, bo póki co spina u niektórych taka, że dupa sama się gwałci, a niektóre argu- i kontrargumenty zawstydzają pomysły Nolana nawet, o eksperci od siedmiu boleści, którzy wszak całą wiedzę wszechświata (i kina) mają w jednym paluszku i wszyscy powinni się od was uczyć Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Cytat:"za rogiem" mamy Marsa, którego wystarczyłoby odpowiednio przystosować (i co w sumie już powinniśmy robić, ale przecież lepiej jest wywalać kasę na skoki z orbity czy ratowanie Afryki
Ale udało się wylądować na komecie, to już coś!
http://pclab.pl/news60523.html

Odpowiedz
Woopie fucking doo Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(13-11-2014, 17:28)Mefisto napisał(a): te które odwiedzają zostały wybrane tak, żeby w taki czy inny sposób stanowić ostoję dla ludzi, ergo być im w jakiś sposób "znajome", "przyjazne", a nie świecić się jak psu jaja i Avatarowi dżungla.
Nie, te które zostały wybrane, miały dopiero zostać sprawdzone, czy nadają się do życia. To jest powiedziane w filmie. Planeta w 100% pokryta wodą jest według ciebie "znajoma" oraz "przyjazna"? Dobre Uśmiech No ale OK, nie wnikam, ja tam np. jak reszta ludzi jestem stworzeniem lądowym.

Cytat:zdecydowana większość planet jest do siebie podobna - wbrew pozorom wszechświat to nie jest kurcze pieczone wie jaka kolebka różnorodności, żeby jako przykład podawać screeny z Final Fantasy i Star Wars, Mierzwiaczku zaślepiony hejtem; przeważają albo gazowe, trudne w ogóle do ogarnięcia planety albo lodowo-skalne powierzchnie
Ustaliliśmy już dawno, że kino za 200 mln dolarów nie ma za zadanie opowiadać filmów dokumentalnych, a film Nolana wraz ze swoim karkołomnym finałem pokazuje, że naukę ma w głębokim poważaniu. Nie zasłaniaj się więc tym, jak wyglądają planety we wszechświecie, bo mówisz o filmie, w którym wewnątrz czarnej dziury jest łamiąca znane nam prawa biblioteka. Z nauką nie ma to nic wspólnego, ale już z kinem owszem, dlatego zamiast Islandzkich plenerów bardziej adekwatna byłaby planeta o niskiej grawitacji, nad powierzchnią której np. unoszą się, kołyszą i falują jakby były pod wodą ciągnące się kilometrami, kolorowe struktury przypominające glony. To byłby obraz adekwatny do gatunku i tematyki jaką prezentuje ten film i nie odstawałby od wolnej amerykanki, tfu, fantastyki zaproponowanej w końcówce.

Nolan mógł pokazać WSZYSTKO, gdyby tylko chciał, a nie pokazał nic. Tyle w tym temacie.

(13-11-2014, 17:28)Mefisto napisał(a): No ale wtedy nie byłoby filmu - dodajmy typowo przygodowego, a nie strikte naukowego.
O, a jednak!

Innymi słowy tak: kosmiczna, bzdurna przygodówka, w czym nie ma nic złego, jasne, ale w przypadku najbardziej niewygodnych zarzutów zasłaniamy się nauką. Bo tak.

Odpowiedz
(13-11-2014, 18:13)Mierzwiak napisał(a): Nie, te które zostały wybrane, miały dopiero zostać sprawdzone, czy nadają się do życia. To jest powiedziane w filmie.

Z tego co pamiętam, to jest powiedziane, że te trzy planety zostały wybrane, jako najbardziej obiecujące, a więc jakoś tam muszą spełniać pewne kryteria. Fakt, że nie sprawdzili ich przed lądowaniem w inny sposób, tylko lądowali na ślepo, to już innej maści babol nie mający wiele wspólnego z wizualizacjami danych planet.

Cytat:Planeta w 100% pokryta wodą jest według ciebie "znajoma" oraz "przyjazna"? Dobre Uśmiech

Ziemia składa się w 2/3 z wody, a jednak już ponad 7 miliardów ludzi na niej popierdala, więc tak, planeta Nolana spełnia te kryteria Uśmiech

Cytat:Ustaliliśmy już dawno, że kino za 200 mln dolarów nie ma za zadanie opowiadać filmów dokumentalnych, a film Nolana wraz ze swoim karkołomnym finałem pokazuje, że naukę ma w głębokim poważaniu.

Finał jest karkołomny, nikt tego nie ukrywa - tylko, że w finale m.in. o to kaman, że przeskakują naukę. Jakkolwiek głupie to nie jest, stanowi to jedynie ostatnie 20 minut. Wszystko co wcześniej jest wystarczająco spójne i "naukowe", więc zarzuty, że planety nie wyglądają atrakcyjnie dla widza można włożyć między bajki, bo to nie ten typ opowieści. Nie mówiąc już o tym, że ten film ma problemy zdecydowanie gdzie indziej i czepianie się planet per se, to jak... czepianie się szminki Catwoman you know where Uśmiech

Cytat:Nolan mógł pokazać WSZYSTKO, gdyby tylko chciał, a nie pokazał nic.

Nolan pokazał, to co chciał pokazać - tyle w temacie.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(13-11-2014, 18:27)Mefisto napisał(a): Finał jest karkołomny, nikt tego nie ukrywa - tylko, że w finale m.in. o to kaman, że przeskakują naukę. Jakkolwiek głupie to nie jest, stanowi to jedynie ostatnie 20 minut.
Wszystko co wcześniej jest wystarczająco spójne i "naukowe", więc zarzuty, że planety nie wyglądają atrakcyjnie dla widza można włożyć między bajki
No to uważaj - ja bym chciał, żeby cały film był taki, jak ostatnie 20 minut. Gdyby Nolan od początku nadał filmowi właściwy ton i przyjął jedną konwencję, a następnie konsekwentnie się jej trzymał, to ja bym to kupił. Bo tego oczekuję od sci-fi - zachwytu obrazami, pomysłami, zabrania mnie do innego świata, a nie sztywnego, nudnego wykładu naukowego opartego na złym śnie rolnika z islandzkimi lodowcami w tle, po czym przypomnienia sobie w finale, że o, jednak robimy sci-fi.

Cytat:Nolan pokazał, to co chciał pokazać - tyle w temacie.
W TDKR również, więc nigdy, przenigdy nie krytykuj więcej jego Batmana, OK?

Odpowiedz
(13-11-2014, 18:27)Mefisto napisał(a): Nolan pokazał, to co chciał pokazać - tyle w temacie.

but... but...

For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
(13-11-2014, 18:39)Mierzwiak napisał(a): No to uważaj - ja bym chciał, żeby cały film był taki, jak ostatnie 20 minut. Gdyby Nolan od początku nadał filmowi właściwy ton i przyjął jedną konwencję, a następnie konsekwentnie się jej trzymał, to ja bym to kupił.

Biorąc pod uwagę, że film wyraźnie dzieli się na trzy, niejako odrębne stylistyczne części (Ziemia i jej "problemy", lot i cały ten zgiełk oraz finał w dziurze), to idzie się przyzwyczaić.

Cytat:Bo tego oczekuję od sci-fi - zachwytu obrazami, pomysłami, zabrania mnie do innego świata, a nie sztywnego, nudnego wykładu naukowego opartego na złym śnie rolnika z islandzkimi lodowcami w tle, po czym przypomnienia sobie w finale, że o, jednak robimy sci-fi.

To jak w takim razie odbierasz Gravity, które nie proponuje nic z tych rzeczy również? Zresztą i 2001 nie zabiera nas chuj wie gdzie, tylko zawiera się w obrębie Księżyca i Jowisza oraz czerni pustki. Outland, Alieny, E.T., Abyss nawet - nie ma tam żadnych rewolucji, "innych światów", które porywałyby wizją (abstrahując od ufoków samych w sobie w tych ostatnich przykładach). Ba! Także Avatar w kwestii samej planety, to wypisz wymaluj ziemska dżungla przecież (za wyjątkiem tego, że wszystko jest większe). Nudne, nie?

Cytat:W TDKR również, więc nigdy, przenigdy nie krytykuj więcej jego Batmana, OK?

TDKR odbębnił, bo musiał - to raz.
Dwa - nigdy nie krytykowałem tego filmu za wygląd czegośtam, kurtkę Bane'a czy rzeczoną szminkę. Ten film jest po prostu głupi od początku do końca.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(13-11-2014, 19:09)Mefisto napisał(a): Biorąc pod uwagę, że film wyraźnie dzieli się na trzy, niejako odrębne stylistyczne części (Ziemia i jej "problemy", lot i cały ten zgiełk oraz finał w dziurze), to idzie się przyzwyczaić.
Na dobrą sprawę to lepsza nędza przez 2 godziny i boom w finale, niż atrakcje jak na początku w Incepcji, składane miasta i inne bajery i psikus, a nie bo to tylko tak dla picu było!

Cytat:To jak w takim razie odbierasz Gravity, które nie proponuje nic z tych rzeczy również? Zresztą i 2001 nie zabiera nas kurcze pieczone wie gdzie, tylko zawiera się w obrębie Księżyca i Jowisza oraz czerni pustki. Outland, Alieny, E.T., Abyss nawet - nie ma tam żadnych rewolucji, "innych światów", które porywałyby wizją (abstrahując od ufoków samych w sobie w tych ostatnich przykładach). Ba! Także Avatar w kwestii samej planety, to wypisz wymaluj ziemska dżungla przecież (za wyjątkiem tego, że wszystko jest większe). Nudne, nie?
Nie cwaniakuj i nie łap mnie za słówka. Chodzi o to, co film oferuje w zakresie swojej tematyki. Gravity to katastroficzna przygodówka rozgrywająca się na orbicie i w tym temacie oferuje 100% atrakcji, zwłaszcza wizualnych. (muszę powtarzać, jakim nędznym, brzydkim filmem w porównaniu z tym co pokazali Cuaron, Lubezki i ludzie od efektów jest Interstellar?) 2001, Alieny, Abyss, Avatar i itd (to w ogóle wstyd, że przywołujesz takie filmy, do tego tak kapitalne wizualnie w tej rozmowie) to samo. Mało tego - taki Oblivion opuszcza Ziemię dopiero w finale, a i tak bohaterowie nie odlatują daleko, a pięknymi kadrami i stylistyką nokautuje Nolana już od pierwszych sekund, a obrazy Ziemi biją na głowę obce planety Krzyśka.

Cube to też sci-fi i wyobraź sobie, że nie oczekuję od tego filmu nie wiadomo czego, bo - powtarzam - daje z siebie wszystko w temacie, który podejmuje.

I po co od razu pisać o rewolucji? Jak zwykle przesadyzm, bo przecież film nie może być po prostu ciekawy w tym, jak ukazuje przyszłość (Children of Men, anyone? kolejny nokaut, a przecież ludzkości zostało tam mimo wszystko znacznie więcej czasu) czy odległe światy, nie, musi być REWOLUCYJNY! Serio?

Cytat:TDKR odbębnił, bo musiał - to raz.
Nolan wyznał ci to płacząc po stosunku? Uśmiech

Cytat:Dwa - nigdy nie krytykowałem tego filmu za wygląd czegośtam, kurtkę Bane'a czy rzeczoną szminkę. Ten film jest po prostu głupi od początku do końca.
Nie krytykuję Interstellar za wygląd "czegoś tam" tylko za porażkę na polu bycia sci-fi opowiadającym o podróży do odległej galaktyki, na odległe planety, z chylącą się ku swojemu końcowi ludzkością. Bezjajeczność, bezwizyjność, absolutny brak pomysłów na każdym polu w w tym temacie jest dla mnie w tym filmie największą porażką, bo nawet jakby miał kiepski scenariusz, to za 30 zł mógłbym go sobie kupić chociażby dla samej strony wizualnej, a nie kupię, bo nie mam po co.

A wracając do tej cholernej kukurydzy, latania nie wiadomo jak daleko w poszukiwaniu planet do życia zamiast zasiedlenia Marsa etc, to po prostu klasyczny przykład scenariusza obudowanego wokół kilku pomysłów bez oglądania się na sens całości czy po prostu na to, by opowiedzieć historię zamiast układać układanki z zamiarem zaskoczenia widza w finale. Why, Nolan, whyyyyy?!

Odpowiedz
Some science for haters:



/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Jak już powołujecie się na Nolanowskie batmany, to chciałbym w tym miejscu odnotować (chociaż IS nie widziałem jeszcze ale czuję się, jakbym widziałJęzyk), że prawdopodobnie są to lepsze filmy, chociażby dlatego, że wiadomo było czego się po nich spodziewać.

Jakkolwiek dziwnie i nie-tego może wyglądać napierdalanka komiksowych herosów z ich równie komiksowymi przeciwnikami w scenerii tego nolanowskiego pseudo-realizmu, to przynajmniej dalej wiemy, że to ekranizacja komiksu, przez co np. ja osobiście mogę w tych filmach przymknąć oko na wiele głupot i skupić się na rozrywce. Aspekt czysto rozrywkowy był moim zdaniem wręcz nieco lepszy w Rises niż w TDK, chociaż oczywiście oba te filmy stoją o klasę niżej niż Begins (które jest najlepszym filmem Nolana, co moim zdaniem wynika z tego, że gość chciał się wtedy naprawdę pokazać z jak najlepszej strony + nie miał jeszcze tej omawianej tutaj "wolnej ręki", więc go tam trochę hamowali, dzięki czemu wyszedł bardzo sprawnie skrojony film) i jednocześnie wyżej niż IS, bazując na Waszych relacjach.

Twierdzę tak, ponieważ IS cierpi najwyraźniej na mocny Syndrom Incepcyjny (SI...czyli IS od tyłu...przypadek?), tj. bohaterowie mówiący do widza zamiast do siebie, nie wykorzystanie niewątpliwie istniejącego potencjału wizualnego, itp. a przy tym Nolan gra cały czas na nucie (nawet w wywiadach, co jest w pewien sposób żenujące) "zobaczcie jaki super-inteligentny blockbuster nakręciłem, przeczytajcie książę Kipa, mojego dobrego zioma, to pojmiecie lepiej o co chodziło w końcówce, a tymczasem cieszcie się hiper-realistycznie odwzorowaną czarną dziurą", co oznacza po prostu tyle, że film nie najlepiej broni się w warstwie rozrywkowej, w przeciwieństwie do Incepcji.

Prawdopodobnie jest to najgorszy film Chrisa, co będę miał okazję stwierdzić z całą pewnością jak go zobaczęJęzyk

Odpowiedz
A na fejsbuku KMFu ludzie piszą że Interstellar to najlepszy film wszechczasów albo że arcydzieło 10/10.

Doszło do tego że tutaj na forum bronię filmu, a tam na fejsie go zjechałem od góry do dołu. Duży uśmiech

(balans musi być zachowany)

Odpowiedz
(13-11-2014, 20:13)Mierzwiak napisał(a): to w ogóle wstyd, że przywołujesz takie filmy, do tego tak kapitalne wizualnie w tej rozmowie

Tylko w kontekście planet, dude, bo o tym mowa.

Cytat:Mało tego - taki Oblivion opuszcza Ziemię dopiero w finale, a i tak bohaterowie nie odlatują daleko, a pięknymi kadrami i stylistyką nokautuje Nolana już od pierwszych sekund, a obrazy Ziemi biją na głowę obce planety Krzyśka.

Bo o to chodzi, żeby Interstellar miał "zwyczajny", "przyziemny" feel - jest to dla mnie całkiem oczywiste i świadczą o tym choćby te 'dekumentalne' momenty startu.

Cytat:Serio?

No to ja się pytam, gdyż to Wy narzekacie na wizualia. Mi taka wizja pasi - zwłaszcza, że nie każdy film musi lśnić i posiadać kadry, które potem oprawisz sobie w ramkę.

Cytat:Nolan wyznał ci to płacząc po stosunku?

Nie, zawsze płacze przed.

Cytat:Nie krytykuję Interstellar za wygląd "czegoś tam" tylko za porażkę na polu bycia sci-fi opowiadającym o podróży do odległej galaktyki, na odległe planety, z chylącą się ku swojemu końcowi ludzkością....

Więc tym bardziej nie wiem po co ta gadka na 30 stron o planetach, ziemniakach i podobnych duperelach Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(14-11-2014, 02:04)Mefisto napisał(a):
Cytat:Nie krytykuję Interstellar za wygląd "czegoś tam" tylko za porażkę na polu bycia sci-fi opowiadającym o podróży do odległej galaktyki, na odległe planety, z chylącą się ku swojemu końcowi ludzkością....

Więc tym bardziej nie wiem po co ta gadka na 30 stron o planetach, ziemniakach i podobnych duperelach Uśmiech
Bo to KMF, tu wszyscy mamy Aspergera i lubimy rozkładąć filmy na częsci pierwsze. *Podniosła muzyka w tle*

Odpowiedz
o_O

BRRRWAAAAAUUUM!
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości